Fanboje Sony zgrzytają zębami, posiadacze trzystasześćdziesiątki skaczą z radości pod sufity. As w rękawie Sony – Devil May Cry 4 – równolegle, prócz PS3, zmierza na konsolę Microsoftu i PC. Jest to prawdziwy powód do radości, gdyż DMC jest jedną z najlepszych gier, jakie powstały dla PlayStation 2. Pierwsza część wyznaczyła nowe standardy w kwestii gier akcji ukazanych w trzeciej osobie. Czego można spodziewać się po nadchodzącej wielkimi krokami części czwartej? Ma być stylowo. Ale od początku.
Pierwszą, najbardziej istotną, zmianą jest postać, którą przyjdzie nam kierować. Decyzja Capcomu wzbudziła wiele kontrowersji, na forach internetowych zawrzało. Każdy zainteresowany gracz wie, że Dante nie będzie grywalnym bohaterem. Tym razem graczowi przyjdzie kierować poczynaniami pewnego protagonisty o wdzięcznym imieniu – Nero. Jako syn śmiertelniczki i sługi samego Belzebuba dzierżyć będzie on ogromną kosę, giwerę, uroku zaś dodawać mają białe, nienagannie ułożone włosy i sięgający kostek płaszcz – projektanci pozostali przy sprawdzonym designie postaci, nie wysilając się zbytnio. Zaserwowali – ironizując – Dantego po lekkim liftingu... Jest jednak coś, czym obaj panowie się różnią. Nero, w przeciwieństwie do Dantego, posiada diabelskie ramię (devil's arm) za pomocą którego może miotać przeciwników na wszystkie strony, wysyłając ich tam, gdzie Łajka dotrzeć nie mogła. Taka „ręka” pozwala na multum nowych kombinacji, zapewniając wykręcone ponad wszelką miarę ciosy, którym żaden przeciwnik nie będzie w stanie się oprzeć. Jednak skąd tak radykalna decyzja, by zmienić głównego bohatera?
Główną osią fabularną jest pościg Nera za człowiekiem, który wyrżnął w pień wszystkich członków Zakonu Miecza (do którego należy główny bohater), będących Świętymi Rycerzami swego pana – Spardy (ojciec Dantego). Jako świadek makabrycznej rzezi, ocalały Nero rusza w szaleńczą podróż za mordercą. Nim jednak ostrze miecza spocznie na oprawcy, bohater będzie musiał rozprawić się z hordami bestii, przybyłych z najgłębszych czeluści piekieł. Pozostała przy życiu Kyrie, dziewica miasta Fortuna, siostra Zakonu, będzie dotrzymywać towarzystwa bohaterowi. Póki co nieznana jest rola, jaką odegra białogłowa w DMC4. Jak się szybko okazuje głównym sprawcą całego „zamieszania” jest sam Dante, który mści się na członkach Zakonu Miecza. Zagadką jest motyw, jakim kierował się bohater poprzednich części. Zapowiada się zatem całkiem ciekawa fabuła, która, mimo wszystko, jest tylko tłem dla prawdziwie miodnej części gry. Bo przecież nie o meandry fabularne chodzi, prawda? Liczy się fun płynący z pojedynków.
Autorzy obiecują całkiem nowe spojrzenie na walkę. Ma być dynamiczniej i jeszcze bardziej stylowo. Całe hordy bestii padać będą od ciężaru ostrza i gradu kul. Zapowiedziane zostały całkiem nowe combosy oraz unikalne zdolności, które swą efektownością wprawią w osłupienie graczy. Biorąc pod uwagę, że już pierwsza część przyprawiała o zawrót głowy, należy mieć nadzieję, że „czwórka” również to zrobi. Wyprowadzane przez gracza kombinacje będą, wzorem poprzednich odsłon, odpowiednio oceniane i zamieniane na punkty. Zebrane z korpusów orby, pełniące rolę swoistej waluty w świecie DMC, pomogą w zakupie nowych broni, ulepszeń, czy „apteczek”. W tej kwestii żadnych zmian. Na temat samych wrogów na razie nie wiadomo nic. Wiadomo jednak, że będą oni źli, brzydcy i mało chętni do pertraktacji. W pacyfikowaniu kolejnych tabunów przeciwników pomogą dwie, początkowe bronie: długi miecz – Red Queen oraz sześciostrzałowy rewolwer – Blue Rose. Nero, szukając zemsty, zagości w wielu miejscach. Znając Capcom, będą to bardzo oryginalne i różniące się od siebie lokacje. Materiały prasowe ukazują póki co kilka z nich. Pierwsze fazy gry spędzimy w Fortunie, mieście, gdzie swoją siedzibę ma Zakon Miecza. Znajdujący się tam, utrzymany w gotyckim stylu, zamek przypomina ten z pierwszej części Devil May Cry. Kolejną lokacją jest wioska, w której zawalczymy z gigantycznym potworem, przywodzącym na myśl tolkienowskiego Balroga. By nieco ostudzić emocje, Nero przeniesie się na ośnieżony, górski trakt, gdzie - parafrazując „słynną” polską piosenkarkę – zimne jak lód stwory będą starały się utrudnić mu życie.
Graficy Capcomu uwijają się jak mrówki, by zadowolić rzesze graczy. Na dzień dzisiejszy, Devil May Cry prezentuje się jednak po prostu (i niestety), tylko dobrze. Miejmy nadzieję, że to faza przejściowa, wszak Capcom potrafi zaskoczyć. Lokacje wydają się nieco większe a kamera bardziej dynamiczna, jednakże to mało, jak na grę następnej generacji. Fajerwerki graficzne i rozbłyski towarzyszące każdej, nawet najmniejszej, potyczce cieszą oko. Wykonanie maszkar, sądząc po tych, które można oglądać na oficjalnych trailerach, będzie co najmniej bardzo dobre. Ma być różnorodnie we wspomnianej wcześniej kwestii. Capcom zaserwuje wachlarz wszelakich niemilców - począwszy od słynnych już strachów na wróble, na ogromnych tytanach kończąc.
Już od pierwszej części oprawa audio trzymała najwyższy poziom. Przejście na dźwięk przestrzenny spotęguje doznania płynące ze szlachtowania wrogów. Muzyka będzie klasycznym miksem ciężkiej elektroniki z gitarowymi brzmieniami. Nadające tempa kawałki umilą każdemu czas spędzony przed konsolą, a jeśli nie, zawsze będzie można odtworzyć własną playlistę. Martwi mnie tylko kwestia dialogów. Capcom zawodzi pod tym względem nad wyraz często. Sztucznie brzmiące, źle dopasowane, dziecięce głosy to bolączka większości tytułów autorów Devil May Cry. Należy trzymać kciuki, by tym razem było inaczej, znaczy się – lepiej.
Końcówka 2007 zapowiada się bardzo ciekawie. Premiera tytułu będzie wydarzeniem, którego żaden szanujący się posiadacz Xboxa 360 nie może ominąć. Byli posiadacze PS2 z bananem na twarzy rzucą się na sequel. Malkontenci zaś będą biadolić, że to przecież Ninja Gaiden powinien był ukazać się pierwszy na nową konsolę Microsoftu, że to Ryu był wizytówką X-pudła. Tak czy siak, gra znajdzie wielu nabywców a gros byłych posiadaczy Xboxa pierwszego zakocha się tym tytule. Szykuje się porządny kawałek softu, obok którego nie można będzie przejść obojętnie. Fabuła może okazać się najlepszą ze wszystkich oferowanych przez serię. Diabeł rzewnie zapłacze, ale dopiero pod koniec tego roku.
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier