XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Playtesty »

BlackSite: Area 51

Autor: Iggy    Opublikowano: 20 maja 2007    Odsłon: 2554    »Skomentuj...

Fascynacja pozaziemskimi formami życia doprowadziła do powstania całej masy książek i filmów, które bezpośrednio traktują o bliskich spotkaniach z obcymi rasami. Wraz z rozwojem świata gier video, zaczęto tworzyć gry, w których gracz zobligowany jest do tego, by uchronić swój tyłek (i resztę wirtualnego świata przy okazji) przed najeźdźcami z kosmosu. W dwa lata po premierze swej pierwszej gry o tajemniczej strefie, Midway udostępniło posiadaczom Xboxa 360 demo swojego nowego dziecka, jakim jest „Blacksite: Area 51”. Poprzednia część, wedle słów developerów, miała wprowadzić gatunek strzelanek w nowy wymiar. Jak łatwo było przewidzieć, skończyło się na obietnicach. A51 była grą dobrą, ale niczym nie wyróżniała się z tłumu jej podobnych. Midway po raz drugi sięga po temat strefy 51, ponownie obiecując, że tytuł zrewolucjonizuje konsolowe FPS-y. W moim wypadku, kilkukrotne przejście dema rozwiało wszelkie wątpliwości.

Główną osią fabularną pełnej wersji gry jest Strefa 51 - tajemnicze miejsce, gdzie „kolekcjonowane” są wszelkie pozaziemskie organizmy i ich wytwory. Jak to bywa, coś wyrwało się spod kontroli naukowcom. Teraz to „coś” sieje spustoszenie po całej Ameryce, pozostawiając za sobą krew, zniszczenie oraz leżące tu i ówdzie ludzkie członki. Do akcji wkracza wojsko, a raczej tajny oddział, który ma za zadanie powstrzymać „śmierć” przybyłą z odległego systemu solarnego. Zapowiedziane jest wiele zwrotów akcji, zaś wydarzenia przedstawione w fabule będą wyrywać z fotela graczy o najmocniejszych nerwach. Jak będzie? Okaże się po premierze gry.

Wersja demonstracyjna przenosi gracza na tereny małej mieściny o wdzięcznej nazwie: Rachel. Główny bohater, którym przyszło mi kierować, ma za zadanie spenetrować miasto w poszukiwaniu ocalałych członków swojego pułku. Jak się później okaże, słowo „ocalały” traci znaczenie, gdy jego oczom ukazuje się widok zmasakrowanych żołnierzy. Peters, bo tak ma na imię sterowany przez gracza twardziel, dostaje pod swe dowodzenie malutki, dwuosobowy oddział. Ciekawym rozwiązaniem jest zapowiadany system morale. Żołnierz też człowiek, dlatego na widok niektórych maszkar permanentnie straci ochotę na walkę z – często brzydszymi od prezydentowej – kosmitami.. Jednak gdy sami rzucimy się w wir walki, staniemy się wzorem dla podkomendnych, którzy pójdą w nasze ślady. Towarzysze broni na rozkaz gracza rzucą się na wroga, schowają za najbliższą osłoną, czy bez większych ceregieli otworzą drzwi przy pomocy c4 - wystarczy kliknąć odpowiedni przycisk na padzie. W samym demku lista komend jest bardzo uboga, jednak autorzy - jak to autorzy - zapewniają, że jest to tylko przedsmak tego, co oferować ma finalny tytuł.

Kierując się starą jak świat zasadą, że w kupie siła, żaden ufol nam nie podskoczy. Pacyfikując kolejne oddziały obcych przez łapska gracza przewinie się – wedle zapowiedzi – pokaźny arsenał środków destrukcji. Wzorem Halo, broń dzieli się na technologię homo sapiens oraz na wytwory obcych cywilizacji. Samo demo oferowało typowy, growy standard: karabin szturmowy, usprawniony M-16 i zwykły pistolet, którym wiele się nie zdziała. Walki są banalne, opierają się na jednym schemacie: koko dżambo i do przodu. Zero taktyki, zero myślenia, po prostu znajdź i zniszcz. Amunicja kończy się szybko; zbyt szybko, biorąc pod uwagę fakt, że ubicie przeciwnika „kosztuje” gracza wyprucie całego magazynku. Jest to błąd, gdyż autorzy powinni postawić na szybką i wartką akcję - komu chce się bawić w podchody z kimś, kogo zabicie jest po prostu irytujące? Światełkiem w tunelu może być, niedostępna w demie, opcja korzystania z dobrodziejstw amerykańskiej motoryzacji. Misje „jeżdżone” pewniakiem uatrakcyjnią walki, o ile model jazdy nie będzie wzorowany na poduszkowcach, jak to miewa miejsce w wielu grach.

Przedzierając się przez czeluści Rachel natrafić można na trzy rodzaje oponentów. Swoje pierwsze spotkanie trzeciego stopnia Peters przeżyje witając gradem kul zielonego pokurcza, umieszczonego na stalowych, długich nogach. Później grupa humanoidalnych przybyszy zechce napsuć nam trochę zdrowia, by wreszcie zaskoczyć gracza supermegaprzerośniętymi... żabami. Biegające na trzech kończynach wesołe ufoki wyglądają wprost komicznie. Graficy, najwyraźniej bez jakiegokolwiek natchnienia, stworzyli wachlarz kreatur, które występują w każdej innej drugoligowej produkcji. Występujący w powalającej na kolana, kończącej demo, scenie przeciwnik też śmieszy. Otóż: poszukiwania zostają przerwane przez spadający, a w rezultacie rozbijający się o domostwo, obiekt pozaziemskiego pochodzenia. Akcja przechodzi w tryb slow-motion, widać wielką falę uderzeniową. Samochody fruwają, szczątki budynku przelatują nam nad głową - świetna sprawa. Najśmieszniejsze jest jednak to, że spadający obiekt okazuje się (jakiś Boss) ogromnym kosmitą, który wygląda jak czopek. Gratuluję grafikom finezji, nie mam pojęcia skąd oni biorą inspiracje.

Malutka stacja benzynowa, będąca miejscem akcji dema, sypie się w drobny mak zawodowo. Korzystający z Unreal Engine 3.0 Blacksite może się poszczycić zniszczeniami na miarę nadchodzącego Stranglehold. Zastrzeżenia mam tylko do wybuchów, które przywodzą na myśl pierwsze produkcje na PS2 – brak jakiegokolwiek powera, który był chociażby w Call of Duty 3. Uszkodzić/wysadzić można wiele obiektów: kolumny, budki telefoniczne, szyby, czy wolno stojące przedmioty. Kule świszczą, tynk odpada ze ścian, jest wesoło. Narzekać można na słabe wykorzystanie tak potężnego silnika graficznego, który przecież napędzał „Tryby Wojny” (GoW). Grafika w Blacksite jest tylko dobra, jeśli doliczyć do tego szarpiącą non stop animację, mamy do czynienia z porażką na całej linii. Nierówny framerate skutecznie odpycha od dalszej zabawy z grą. Pełna wersja ma chodzić płynnie, jednak są to – po raz kolejny już – tylko obietnice marketingowców. Od strony dźwiękowej brak zastrzeżeń, aczkolwiek orgazmu nie dostałem wsłuchując się w przepełnione patosem oklepane motywy muzyczne.

Największym zawodem jest brak klimatu, który najbardziej wpływa na rozgrywkę w tego typu grach. Przez cały czas krótkiego dema ani razu nie poczułem się zaszczuty przez czyhających za osłoną przeciwników. Prowadząca jak po sznurku, przepełniona skryptami rozgrywka dalece odbiega od tego, co dzisiejszy gracz wymaga od tytułu co najmniej dobrego. Sama burza, lejący się strugami deszcz i trzaskające w oddali pioruny nie starczą, by Blacksite okrzyknąć grą, która zwali klimatem z nóg każdego amatora UFO.

Dostępne dla każdego demo Blacksite: Area 51 rozczarowuje. Wbrew wszelkim zapowiedziom autorów, szykuje się kolejna gra, która zyska miano gry na siedem z plusem, niczym nie wyróżniającego się shootera. By nieco ostudzić emocje fanatykom zjawisk nadprzyrodzonych, śmiało mogę powiedzieć, że ten tytuł spodoba się koneserom gatunku. Pozostali gracze nie znajdą w „BS:A51” niczego, co nadawałoby słowu „rewolucja” jakiekolwiek znaczenie. Całe szczęście, że do premiery pozostało kilka ładnych miesięcy. Autorzy mają masę czasu, by Blacksite wykorzystało swój potencjał. Jeśli finalna gra będzie prezentować poziom dema, przepadnie bez echa.

Wstępna ocena: 7


Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier



Komentarze Dodaj komentarz»

guzik1202 5 października 2007, 17:18


dobra a co z jakim demem grywalnym ? mozna gdzies zassac ?



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot