|
|
Gdzie leży granica? Czyli przemoc w grach
|
|
Autor:
Iggy
Opublikowano:
1 czerwca 2007
Odsłon:
2019
»Skomentuj...
|
|
|
Wszyscy gracze lubią strzelać. Lubimy strzelać do kaczek, terrorystów, kosmitów, dinozaurów, potworów, wrogich żołnierzy i wielu innych rzeczy, z których krew leje się strumieniami. Oczywiście w wirtualnym świecie gier video. Wydostające się z lufy karabinu pociski działają na gracza bardzo odstresowująco. Wracając z pracy, czy szkoły mamy czasem ochotę wytłuc wszystkich, którzy znajdują się w zasięgu naszego wzroku. Wtedy na ratunek przychodzi konsola. By nie dostać dożywocia za spacyfikowanie osiedla – gramy. By zupa nie była za słona – gramy. Zbawienny wpływ gier konsolowych to już fakt. Czasy się jednak zmieniły.
Kiedyś wystarczyło strzelić „kulką” w kilka pikseli, dziś natomiast gracz wymaga dużo więcej od tego, co za moment ma zostać wyświetlone na ekranie telewizora. Wychodzący naprzeciw graczom deweloperzy unowocześniają gry; krew staje się bardziej realistyczna, odgłosy konających wrogów przyprawiają gracza o wyrzuty sumienia, niestety, tylko na krótko. Potem pojawia się satysfakcja, chęć ponownego zabijania. Czasem rozsądek schodzi na dalszy plan – na wierzch wychodzą głęboko zakorzenione w mózgu instynkty łowcze. Czy nieuchronny postęp w grafice może być przyczyną tego, co dzieje się w „realu”? Gdzie leży granica przy tworzeniu kolejnych, coraz to bardziej brutalnych i bezpardonowych produkcji?
„Wszystko zależy od psychiki grającego. Gry nie zaznaczają swego piętna w naszej psychice”, powiecie. Myślę podobnie, lub staram się wierzyć w te brednie. Być może i Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że wirtualne mordowanie jest nie tylko wspaniałą zabawą, lecz także bodźcem, który przyzwyczaja do widoku zmasakrowanych zwłok, poodcinanych członków, czy krwi. Pewnym jest natomiast fakt, że brutalność jest wszechobecna w dzisiejszej popkulturze. Czy gracz może zapędzić się w swoistym ferworze zabijania tak daleko, by wyjść na miasto i urządzić sobie małą masakrę w szkole, twierdząc, że źli Locusci chcą podbić naszą planetę? Wątpię. Jeśli tytuł jest dobrze oznakowany, a sprzedawcy i rodzice na tyle odpowiedzialni, by nie sprzedawać „zakazanych” gier dzieciakom, można spać spokojnie. Jako dorośli, a co za tym idzie, dojrzali ludzie zdajemy sobie sprawę z tego, że „to tylko gra”, grubą linią oddzielamy nasz świat od tego wirtualnego. Kształtowanie się psychiki człowieka trwa wiele lat, jednak to w młodym wieku mózg człowieka jest jak gąbka. Odbierane i zapisywane są wszelkie informacje o tym, co dzieje się na zewnątrz. Dlatego właśnie, częste oglądanie horrorów klasy „B”, czy granie w tytuły dozwolone od lat 18 (bynajmniej nie chodzi o StripPoker) ma swoje zgubne konsekwencje w rzeczywistości. Oczywiście, gry nie są głównym bodźcem, wszak pewien młody Anglik po przeczytaniu Harrego Pottera rzucił się z piątego piętra, chcąc na swej miotle dolecieć do Hogwartu.
Należy przypuszczać, że kiedy gry staną się bardziej wierne rzeczywistości, nasza odporność na odróżnianie tego, co prawdziwe zmniejszy się, diametralnie. Kolejne gry od Rockstar Games mogą wywołać prawdziwą lawinę kolejnych rozpraw sądowych. Wszystko leży w rękach deweloperów i wydawców, którzy potrafią sprawić, że gorycz może smakować niczym najsmaczniejszy, słodki cukierek. Do czego piję? Odpowiedni klimat danego tytułu może sprawić, że przemoc można odbierać w bardziej łagodny sposób. Groteskowe wizje zostaną zastąpione przez przerysowane wręcz obrazy mordu, które będą na tyle nierealistyczne, że nawet cudna grafika nie zwiedzie gracza. Dodanie scen humorystycznych, czy zamienienie Hitlerowców na przybyszy z obcej galaktyki (już sobie wyobrażam strzelanie do galaretek z logiem SS) skutecznie obniżą barierę wiekową. Czy tego jednak chcemy? Dojrzali gracze pragną grac w dojrzałe tytuły. Silent Hill 5 wykorzystujący silnik Vivy Pinaty? Jest to oczywiście hiperbolizacja tego, o czym piszę. Twórcy gier wideo wiedzą, że sama brutalność nie starczy by tytuł rozszedł się jak świeże bułeczki, prostym przykładem może być „Postal”, gra która była tak denną produkcją, że już po kilku miesiącach była dołączana do „pism za 7.99”. Jeśli gore ma swoje uzasadnienie w fabule, czyny postaci poparte są konkretnym motywem, a sama krew jest dodatkiem do nietuzinkowej produkcji to jestem jak najbardziej za tym, by takie gry ukazywały się w coraz to bardziej realistycznej oprawie. W branży elektronicznej rozrywki należy zaskakiwać graczy. Miodne rozwiązania są magnesem dla naszych pieniędzy.
Strzelanie, takie w granicach rozsądku, jest zajęciem niezwykle beztroskim. Wczuwając się w dziejące się na ekranie wydarzenia, gracz czuje się, jakby oglądał dobry film, czy czytał ciekawą lekturę. Gry zajmują znaczące miejsce w naszym świecie. Z biegiem lat coraz bardziej zaczynają się liczyć jako dorobek kultury popularnej, ba, niekiedy wysokiej.
Śmierć na ekranie zmienia się na przestrzeni lat. W zamierzchłych czasach dzielny Mario unicestwiał przeciwników skacząc im na głowy, oczywiście jest to pewna forma przemocy, jednakże nie równa się niezwykle sugestywnym scenom mordu z Dead Rising. Tam, na całe szczęście pojawiał się sensowny motyw, dla którego się zabijało: uratowanie ludzi, zniszczenie czających się wszędzie zombiaków i szczęśliwe zakończenie. Przemoc szuka zawsze usprawiedliwienia. Flagowymi wręcz motywami jest ratowanie świata/ukochanej/rodziny/samego siebie. Zabieg pozwala na skuteczne obniżenie bariery wiekowej, przez co gra jest ogólnodostępna. Zdrowy na umyśle człowiek potrafi czerpać przyjemność, przechodząc takie tytuły. Zagrożenie stanowią jedynie dla tych, którym potrzebna jest terapia, czy resocjalizacja.
Wracając do strzelania. Z ręką na sercu odpowiedzcie sobie na pytanie: „czy po zabiciu przeciwnika poprawiłem swój wyczyn strzelając z shotguna do leżącego... kilka razy w głowę, kilka razy w brzuch?” Jestem pewien, że 90% spośród graczy maltretowało wirtualne zwłoki. Skąd w człowieku takie zapędy? Czyżby była to czysta ciekawość z cyklu: „a nóż, po kilku kopnięciach pojawi się jakiś Easter Egg?”. Może jest to chęć upewnienia się, czy aby na pewno delikwent odszedł z ziemskiego padołu. Jest to sprawa czysto indywidualna, bo ja, tak na przykład, strzelam denatowi we wszystkie członki, chcąc sprawdzić, czy programiści postarali się o wierne odwzorowanie ran postrzałowych ;)
Zbierając wszystko do kupy. Nie ważne jak długo grasz, strzelając do hord wrogów. Liczy się to, czy jesteś na tyle dojrzały, by bez większych konsekwencji czerpać z tego grania przyjemność. Ważne jest to, czy aby na pewno młode dziecko nie dostanie w swe łapska tytułu opatrzonego symbolem: „violence, sex, gore, dirty language”. Odpowiednie podejście twórców gier ma również ogromne znaczenie, wszak to oni kontrolują to, co gracz zobaczy na ekranie. Zatem strzelajmy, zaliczajmy kolejne headshoty, czy multi killsy. Bawmy się dobrze, z umiarem, znając ten słynny, horacjański, złoty środek.
|
Edmund McCry
1 czerwca 2007,
22:18
Jak dla mnie, to sprawa oczywista. To od nas zależy jak poddamy się wpływom gier.
Enderhawk
1 czerwca 2007,
23:43
No nie wiem.. jakbyś w wieku 5 lat grał w postal, w wieku 7 w postal 2, potem gta 2/3/vice city/san andreas/4.. to może w wieku 15 lat byś odwiedził sekretariat w szkole z siekierą w dłoni przekonani że "ludzie" w środku chcą wszystkich zjeść?
dmx
2 czerwca 2007,
11:17
zgadzam się ale to w sumie zależy od psychiki człowieka np w stanach pamiętam taką sprawe jak jakiś 19 latek zastrzelił 3 policjantów i poźniej mówił że spodobało mu się to w gta , lub była sprawa dość mocna bo jakiś 17 latek grał z tydzien w manhunta i poźniej zadzgał swojego 15 letniego kolege .
iggy
2 czerwca 2007,
14:39
Mlody umysl, mlodego czlowieka jest jak gąbka, dlatego zgadzam się z Enderhawkiem ( pisalem o tym w tekscie ). Liczy się to, czy gra wpada we właściwe ręce.
Edmund McCry
2 czerwca 2007,
14:41
Potwierdzacie moje słowa. Ci 17, 15, 19- latkowie nie poradzili sobie z "opanowaniem" gry. Ja od mlodego grałem w GTA, a jakoś nie mam chęci zabić dyrektorki.
Edmund McCry
2 czerwca 2007,
14:42
Nie moge sie z tobą zgodzic Iggy. Nie wszyscy młodzi ludzie mają gąbki.
dmx
2 czerwca 2007,
16:54
no nie wszyscy , mnie jakoś nie ruszają gry mam dobrą psychike :). Wszyscy ci co tak reagują na gry (tak samo z filmami ) to mają coś z psycholi a takich osób jest i tak za dużo .Ale w sumie jak jakiś dzieciak będzie oglądał przemoc to i tak mu się prędzej czy później w głowie poprzewraca - takie pranie mózgu :) dlatego ja swojemu dziecku nie pozwoliłbym grać w gry brutalne .
iggy
2 czerwca 2007,
22:14
Wiecie, tu nie chodzi o to, ze po zagraniu w GTA wyskoczycie na miasto by zabic kazdego. Podam prosty przyklad. Kto się pierwszy zrzyga widząc na wlasne oczy martwego czlowieka; ten, kto od młodego był przyzwyczajany do widoku krwi, zwłok i latających członkow (filmy, gry itp), czy osoba nie mająca nic wspolnego z grami? Odpowiedź nasuwa się sama.
mantreo
3 czerwca 2007,
0:08
wszystko jest dla ludzi, myśle że dzieciaki mające coś z łepetyną powinny grać wyłącznie w gry logiczne ,a z brutalnymi grami normalni sobie poradzą nawet jeśli gra przekroczy jej przeznaczenie :)
dmx
3 czerwca 2007,
9:16
Wsumie masz racje ale co do zwłok to każdy wymiotuje po zobaczeniu pierwszy raz (na własne oczy ) trupa , pytanie jest czy ten widok będzie mu się podobał i przez granie dzieci w brutalne gry chyba odpowiedz będzie oczywista ...
iggy
3 czerwca 2007,
11:41
Sęk w tym, że dzieciak mający do czynienia na codzien z przemocą, poprzez gry i filmy będzie przyzwyczajony do takich widokow, co za tym idzie, prog jego wytrzymalosci sie zwiększy.
Ocelot
3 czerwca 2007,
17:48
Dlaczego zawsze wina zrzucana jest na developerów a nie na rodziców którzy kładą lache na to w co grają ich pociechy ?
Później taki rodzic co go dzieciak nie obchodzi ma wielkie pretensje do twórców że umieszczają to czy tamto w grach...
dmx
3 czerwca 2007,
17:54
a co za różnica tak czy inaczej jezeli nie zagra w domu u siebie to u kumpla w to zagra itd ....
iggy
3 czerwca 2007,
21:27
"Zakazany owoc smakuje lepiej" tak ponoć mawiają.
Ocelot
3 czerwca 2007,
21:37
widze ze mnie nie rozumiecie, rodzice nie interesuja sie dziecmi, kupuja/dają im na gry zeby miec swiety spokoj, mowie tutaj o dzieciach czyli o osobach ktore nie powinny grac w takiego np. manhunta.
Mowisz ze nie zagra u siebie to zagra u kumpla itp. ok,tak jest bylo i bedzie, tylko wszystkie wartosci wynosisz z domu, wiec gdy dzieciak ma dobry kontakt z rodzicami i co wazniejsze rodzic interesuje sie dzieckiem, to wyrosnie on na czlowieka ktory odróżni dobro od złego czy granice pomiedzy grą video a rzeczywistoscia.
dmx
3 czerwca 2007,
21:58
Chyba nie zdajesz sobie sprawy z jednego : tzn pójdzie to szkoły i pod względem rówieśników się zmieni bo np chciałby się z nimi kumplować to zacznie palić tak jak oni itd tak samo jest z grami żaden rodzić (przynajmniej normalny ) da kase na brutalną gre aby się odczepił dzieciaki się zmieniają własnie pod wpływem innych co z tego ze jest np z dobrego domu jak i tak się prędzej czy później zmieni pod wpływem innych ...
Kociv11
9 czerwca 2007,
21:00
Wszystko zależy od stanu psychicznego człowieka . Gry są zajebiste tylko czemu ludzie sie ich tak czepiają tego nie rozumiem . Gra przynajmniej jako ujął autor Postu przyzwyczajają do ogólnego tematu śmierci pózniej łatwiej dla niektórych pogodzic sie z odejściem bliskiej osoby itp
:)
11 czerwca 2007,
4:07
a ja mom 5 lateczek i glam sobie w gears of war,dead rising i inne gielcki i cfaniacki.. :)
iggy
11 czerwca 2007,
16:03
:) : rzeczowy komentarz, nie ma co :)
...
12 czerwca 2007,
20:37
nie wiem czy też tak jest u innych ale ... po tych wszystkich grach stałem się jakiś taki bardziej odporny na uczucia, płacz, strach i tragedie innych ludzi, nie żebym był jakimś tam niebezpiecznym psychopatą ale zamieniłem się w kamień
skorpion
18 czerwca 2007,
15:38
w sumie prawda mam podobnie mało co mnie rusza gram od 10 lat i wszystko przeszło może to wina gier (w sumie i dobrze) a może i dorastania sam nie wiem ... jezeli to gier to gry takie jak chociazby ostatni splinter cell gdzie było trzeba decydować np z tym zastrzeleniem niewinnego człowieka lub w mgs 3 gdzie na końcu to właśnie grający musi zakończyć walke już konającego bossa (ktory jest twojim przyjacielem :) ) oddając jeden strzal - niby nic ale jednak coś to oddaje na psychike :)
Dodaj swój komentarz
|