XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

Viva Pinata

Autor: Iggy    Opublikowano: 26 czerwca 2007    Odsłon: 3031    »Skomentuj...

Ostatnimi czasy popularne stały się wszelkie seriale dla najmłodszych, traktujące o wesołych, „żywych” maskotkach. Za przykład mogą posłużyć chociażby Teletubisie, które, chcąc, nie chcąc, robią prawdziwą furorę w Polsce. Europa nie jest jedynym kontynentem, gdzie tego typu miluścy bohaterowie są niezwykle popularni. Każda większa feta w meksykańskich miastach poprzedzona jest zabawą w bicie Pinat — wypchanych cukierkami, papierkowych zwierzątek. Ogromna sława zaprowadziła Pinaty do telewizji — powstał uwielbiany przez rzesze dzieciaków animowany serial z miluśkimi zwierzątkami w roli głównej. Obok kury, która znosi złote jajka, studio Rare nie mogło przejść obojętnie.

Odpowiedzialna chociażby za Perfect Dark Zero grupa deweloperska wykupiła licencję na stworzenie gry, która wykorzystuje pomysł z tak popularnego serialu. Kilka miesięcy wytężonej pracy utalentowanego studia zaowocowało wypuszczeniem na sklepowe pułki tytułu innego niż wszystkie. Docelową grupą odbiorców są ludzie w każdym wieku. Gra ma za zadanie bawić, uczyć, pomóc rodzicom w przyjemnym spędzeniu czasu ze swymi pociechami. Wyczekiwana przez wielu, ukazała się w grudniu ubiegłego roku. Wreszcie Viva Pinata zagościł w mym domowym zaciszu. Jakie odniosłem wrażenia? Warto zaznaczyć, że gra miała swą polską premierę i została w pełni spolonizowana!

W zapomnianej przez samego Szatana krainie żyją sobie Pinaty. Mieszkają w niezliczonej ilości ogrodów, które prowadzą hodowcy — gracze ma się rozumieć. Niewielki skrawek gruntu przypada dla każdego hodowcy, który zobowiązany jest, zagospodarować dany mu teren, stworzyć niezwykłe miejsce, dom dla mieszkańców krainy. I tu pada podstawowe pytanie: o co w tej grze chodzi? Właściwie to o nic. Fani Animal Crossing i Harvest Moona wiedzą, jaki cel mają gry takiego typu. Ogród, który należy do gracza, to miejsce działania. Hodowca musi sprawić, by jak najwięcej Pinat skusiło się na zamieszkanie w takim miejscu, stworzyć perfekcyjnie działający ekosystem. Developerzy zawarli w Viva Pinata system łańcucha pokarmowego, zatem należy uważać, by mieszkańcy nie powykańczali siebie na wzajem. Dla przykładu: lis odwiedzi ogród gracza tylko wtedy, gdy będzie miał co (a raczej kogo) jeść. Jako że wróble są głównym pożywieniem lisów, na samym początku należy zadbać o to, by w ogrodzie pojawiły się dżdżownice; mówiąc inaczej — nici ze stałych lokatorów, jeśli nie spełni się określonych warunków. Prócz pożywienia trzeba pamiętać o warunkach do życia. Żadna szanująca się świnia nie zechce żyć w miejscu, gdzie nie ma bagienka. Tak samo lis, który z kolei uwielbia spędzać całe dnie buszując w gęstej trawie. By zwabiać Pinaty trzeba wypełniać rozmaite zadnia, za które dostać można sadzonki nowego gatunku trawy (i nie chodzi tu o dobre palenie ;), czy kolejne ulepszenie łopaty, tudzież konewki. Dzięki nim wykopiemy stawik, sadzawkę, bagienko, zasiejemy trawę, czy wyrównamy teren.

Samych Pinat w grze jest około sześćdziesiąt rodzajów. Pełnią rolę odpowiedników prawdziwych zwierząt. Podczas gry ujrzymy szczury, osły, wilki, motyle, czy chociażby ogromne ślimaki. Wszystkie one mają potrzeby, którym należy sprostać. Dbać trzeba o samopoczucie każdego z lokatorów. Nie można lekceważyć zachcianek naszych Pinat, bo może się to skończyć eksmisją, a nawet śmiercią. W tym ostatnim przypadku dane zwierzątko zamienia się w cukierki — autorzy dzięki temu uniknęli scen gore ;) . Mieszkaniec krainy, który nie należy do gracza, ma barwy stanowczo zbyt ponure, by budzić sympatię — widocznie bezpańska Pinata jest smutna. Zachęcenie jej do zamieszkania w Ogrodzie zmienia radykalnie ubarwienie zwierzaka. Nasza nowa własność pełna jest kolorów i aż prosi się, by poprawić jej humor, zakupując cukierki albo części garderoby.

Zakupy można robić w mieście, gdzie mili sprzedawcy oferują towar z najwyższej półki. Mamy więc sklep z jedzeniem, ciuchami, akcesoriami do ogrodu, czy planami nowych konstrukcji i mieszkań dla Pinat. Te ostatnie potrzebne są niezmiernie, jeśli chcemy by, dzięki prokreacji, ludność w ogrodzie wzrastała. Sam proces „zapładniania” stanowi jedną z wielu mini–gier. Należy przejść dżdżownicą przez cały labirynt, po drodze zbierając potrzebne do aktu stworzenia jajeczka. Mało wyedukowanych graczy Viva Pinata jest w stanie nauczyć, poprzez zmyślne symbole, jak funkcjonuje dzisiejszy, ten prawdziwy, świat. Za wszelkie przyjemności należy płacić. Walutą w świecie Pinat są czekoladowe monety, zawinięte w złotko. Zdobywać je można poprzez stopniowy, prawidłowy rozwój Ogrodu. Inną formą zarobku jest sprzedaż dóbr, w tym samych Pinat. By wzrosła ich cena, należy udać się do wyżej wspomnianego sklepu z odzieżą, by dowolnie przystroić naszego podopiecznego.

Na samym rynku zamówić możemy pomagierów — specjalistów, którzy za drobną opłatą wyręczą nas w codziennych, żmudnych i pochłaniających wiele czasu obowiązkach. Sprzyja to szybkiemu rozwojowi Ogrodu. Za śmieszne pieniądze możemy być pewni tego, że kwiatki zostaną odpowiednio podlane, zwierzęta nakarmione i bezpieczne. Należy mieć na uwadze złe — „kwaśne” — Pinaty, które gotowe są narobić niezłego szumu w spokojnym azylu gracza. Prawdziwym wyczynem jest oswojenie danego szkodnika. Punktowane jest to premią, zaś tytuł Mistrza Pinat wydaje się coraz bliżej, w zasięgu ręki...

Dla bardziej dociekliwych graczy przygotowano księgę, która zawiera pamiętnik gracza oraz encyklopedię. W tym pierwszym zawarte są wszystkie informacje, które zdobył gracz podczas swej przygody z grą Viva Pinata. Encyklopedia zaś stanowi źródło wiedzy niezbędnej do tego, by być w posiadaniu najpiękniejszego Ogrodu, w którym zamieszkają najdorodniejsze z Pinat.

Jeśli gracz jest naprawdę dumny z tego, co udało mu się wykreować, nic nie stoi na przeszkodzie, by pochwalić się całemu światu na łamach Xbox Live! Dzięki opcji on-line możliwe jest wymienienie się chowankami czy przedmiotami. Ciekawscy mogą do woli przechadzać się po Ogrodach innych graczy, oceniać i komentować.

Cukierkowy klimat potęgowany jest przez bajkową grafikę. Oprawa wizualna stanowi o prawdziwym kunszcie grafików, którzy przyłożyli się, by stworzyć niezwykle dopracowany tytuł dla wymagających maluchów. Nie ma cel–shadingu — nie jest już trędi. Mimo to, całość przypomina designem to, co obejrzeć można w animowanym serialu o dzielnych Pinatach. Wszystko tętni życiem. Zmieniające się pory dnia oraz warunki atmosferyczne ukazują Ogród w najróżniejszych perspektywach. Wykonanie samych zwierzaków to pierwsza liga. Zostały one oteksturowane tak, by rzeczywiście sprawiały wrażenie zrobionych z kolorowego papieru, który wesoło faluje na wietrze.

Dźwięki wydobywające się z głośników są wesołymi melodyjkami zaczerpniętymi z samego serialu, przerywanymi skowytem/ chrumkaniem/ kwiczeniem/ chrapaniem/ szczekaniem/ muczeniem podopiecznych. Warto wspomnieć o polskim tłumaczeniu. Viva Pinata została zdubbingowana wzorowo. Aktorzy, pracujący nad VP wypowiadają swe kwestie z uczuciem, radością i profesjonalizmem. W żadnym wypadku to tłumaczenie nie przypomina słynnych, rosyjsko – polskich tłumaczeń gier z PSX-a.

Mógłbym bez końca wymieniać jak bardzo ta gra jest słodka. Właśnie. Tytuł należy do takich, które można pokochać albo znienawidzić. Są osoby, którym spodoba się bajkowy i przesłodzony świat Viva Pinata — należy wspomnieć tu o maluchach, które z wypiekami na twarzy czekały na pierwszą taką grę na next–geny. Dojrzały gracz, w tym i ja, po kilku godzinach z grą przeklnie cicho pod nosem i zada pytanie w przestrzeń: „co tu można jeszcze zrobić do...?”. Monotonia wkrada się już po kilku chwilach. Nie pomagają liczne mini–gry i przecudaczne gatunki Pinat. Brak konkretnego celu powoduje, że większość z grających odkłada płytę z grą, rezygnując z dalszej zabawy.

Podsumowując: Viva Pinata jest nie dla wszystkich. Dzieciaki będą stawiać swe pierwsze kroki z grami video właśnie z tym tytułem. Dorośli albo rzucą padem po kilku godzinach, żałując wydanych pieniędzy, albo przepadną w cudownie bajkowym świecie, pielęgnując swój Ogród. Rare stworzyło grę naprawdę dobrą, nietypową, będącą duchową kontynuacją Harvest Moon. Jeśli dopiero co zakończyłeś naukę czytania i masz 5 lat, lub starasz się z uporem wrócić do czasów dzieciństwa, z czystym sumieniem polecam Viva Pinata.

Zalety:
  • Bajkowy, słodki świat
Wady:
  • Może w końcu się znudzić
Ocena ogólna 7.5
Grafika 9
Dźwięk 10
Grywalność Online
Offline
-
7
Żywotność Online
Offline
-
6

Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry



Komentarze Dodaj komentarz»

mario 2 lipca 2007, 20:50


gra mi się nie podobała ale nie uważasz ze jak dla 5 latkow jest za trudna troche ??


iggy 4 lipca 2007, 12:45


Wierz mi. znam wielu 5 latkow ktorzy bezproblemowow grają w GTASA ;)


ziooleck 4 lipca 2007, 13:51


Imiona, nazwiska, adres, konkrety^^ ja znam wielu 90 ltaków, którzy graja mi na nerwach ;">


nes 4 lipca 2007, 20:39


dlamnie ta gra jest wypas bardzo miła przyjemna :) jeszcze raz EXTRA gra


dmx 5 lipca 2007, 15:16


ja się strasznie nudzilem przy tej grze , po prostu nie jest dla mnie wole gears of war lub crackdowna :P


iggy 5 lipca 2007, 20:40


bo to gra dla ludzi z kompleksem Piotrusia Pana ;)


Pablo Impino 17 lipca 2007, 22:06


A czy gdyby zamiast Pinat były w tej grze prawdziwe zwierzeta to gra byłaby juz nie tylko dla dzieci? Gra z pewnoscia nie jest infantylna. Fakt, niektóre teksty sa na poziomie dobranocki, ale ta gra ma by dla wszystkich. Z pewnoscia cała grupa ludzi twierdzacych że Viva jest głównie dla dzieci musiałaby to samo powiedizec o Kingdom Hearts na PS2...


Madzia 14 listopada 2007, 9:59


A ja gram i bardzo mi sie podoba. Jest zajefajna. Jest tyle opcji że masakra. A tyle jeszcze do odkrycia.



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot