XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Publicystyka »

E3 Media & Business Summit 07 - konferencja Microsoftu

Autor: ziooleck    Opublikowano: 11 lipca 2007    Odsłon: 1523    »Skomentuj...

Zgodnie z coroczną tradycją Electronic Entertainment Expo (lepiej znane pod szyldem E3) poprzedzane jest zamkniętymi konferencjami trzech konsolowych gigantów — Microsoftu, Sony i Nintendo. Nie inaczej było i w tym roku. Oczekiwania publiczności były olbrzymie, zwłaszcza w stosunku do giganta z Redmond. Może przesadą byłoby stwierdzenie, że oczy całego świata były zwrócone w jego kierunku, ale na pewno spora część graczy śliniła się na killery, które miały wyjść z okrywającego je cienia. Czy warto było czekać? Co nowego ujawniono podekscytowanej prasie? Jak wygląda gameplay Halo 3? I wreszcie, co trzeba zrobić, by uwieść Jade Raymond? Zapraszam do przeczytania poniższej relacji.

Chyba pierwszy raz w historii konferencja Microsoftu zaczęła się punktualnie. Równo o 20:30 PST (o tej samej porze w Polsce jeszcze wszystkie koguty spały smacznie w kurnikach) zebraną w sali prasę powitały znajome dźwięki motywu przewodniego Halo. Nie ukrywam, że dzięki nim każdy śmiertelnik mógł chociaż przez chwile poczuć potęgę Xboxa 360. Razem z końcem utworu na scenę wszedł podekscytowany Peter Moore, co bez echa odbiło się na reakcji oglądających. No cóż, jesteśmy już przyzwyczajeni do jego obecności. Po bardzo krótkim wstępie akcja zaczęła nabierać tępa. Na pierwszy ogień poszedł Rock Band. O grze tworzonej przez Harmonix możecie więcej przeczytać w zapowiedzi, gdyż praktycznie nic nowego nie ujawniono. Sam system rozgrywki, tak jak przypuszczano, jest podobny do tego z Guitar Hero II. Swoistą atrakcją mógł być rozśpiewany Peter w towarzystwie równie umuzycznionej niewiasty, ale na tym koniec. Perkusji brak. Hasające po ekranie słodkie Pinaty z najnowszej, o wszystko mówiącym tytule, gry z ich udziałem — Viva Pinata Party Animals — również nie podniosły nikomu ciśnienia. Sytuację dopiero miał odmienić świeżutki jak ciepłe bułeczki trailer Mass Effect. To, co Bioware robi z tą grą jest wręcz niesamowite. Ciężko powiedzieć coś wnoszącego na temat fabuły (ujawniono wygląd wrogiej rasy), ale jedno jest pewne — grafika ładnieje w oczach. Premiera już w październiku, czekamy.

Po krótkiej marketingowej paplaninie schedę po Panu Moore przejął Jeff Bell. Z wdziękiem drewnianej kłody zapowiedział nową grę logiczną — „Scene it?”. Z pierwszym rzutem oka do głowy przychodzi jedna myśl — filmowa odmianą Buzz na PS2. Wszelkie wątpliwości rozwiał pokraczny kontroler, który zabłyszczał w świetle reflektorów. Wielki, czerwony bip i cztery kolorowe przyciski kojarzą się z rodzimymi turniejami. Zresztą są to skojarzenia wyjątkowo trafne, gdyż „Scene it?” to interaktywny quiz. Naruto: Rise of the Ninja był drugą kartą, którą krył w rękawie prowadzący. Tytuł wygląda prześlicznie, momentami przebija samo anime, hehe… Walki, które dało się dostrzec w zwiastunie, także nastrajają pozytywnie. Konsolowa aranżacja Naruto ma być ekskluzywna dla Xboxa 360 i ukaże się w „niedalekiej przyszłości”. Czyli TBA, obstawiam wiosnę 2008. Po ujawnieniu wyżej wspomnianego tytułu pospinany Pan Bell zaczął omawiać statystyki korporacji. Pozwolę sobie o nich wspomnieć w osobnym akapicie. Jednak nie chcę mieć na sumieniu rzeszy fanów footballu amerykańskiego, dlatego nie omieszkam ominąć chwalebnego wydarzenia. Jeffowi przez niedługi okres czasu towarzyszył sam Raggie Bush, który z padem w łapie pokonał przeciwnika w Madden 08. Zadowoleni?

Kolejnym prowadzącym był Shane Kim, szef Microsoft Game Studios. Nie minęło kilka minut, gdy na ustach wszystkich zabrzmiał Project Gotham Racing 4. Szumnie prezentowany przez Briana Woodhoouse’a and Craiga Howard’a gameplay niestety wypadał średnio. Kontrolowany przez duet motocykl reagował na komendy dość chaotycznie, ale zapewne ulegnie to jeszcze poprawie. Podczas gry wspomniano o 10 różnych miastach (w tym o St. Petersburg, Szanghaju i Makau), ponad 120 pojazdach i licencji na supersporty Hondy i Ducatii. Dopiero podczas powtórki z przejazdu można było dostrzec piękno nadchodzących wyścigów. Rzeczą, która najbardziej rozbawiła oglądających, w tym mnie, był ścigacz pomykający po kilkucentymetrowej warstwie śniegu. Hardcore pełną gębą. Sporym zaskoczeniem stał się brak grywalnego kodu takich szlagierów jak Alan Wake, Halo Wars, Too Human czy Fable 2. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Wątpliwym pocieszeniem był trailer Lost Odyssey. Audiencja u jakiegoś władcy, jego oskarżenia w stosunku do głównego bohatera („co Ty tutaj robisz?! Powinieneś być martwy!”), dziewczynka skacząca w przepaść, kolejna dama umierająca na rękach herosa i ciągłe rozważania tegoż nad swoim nieszczęsnym losem. Tytuł ma się pojawić jeszcze w tym roku i raczej nikt nie wątpi w jego wybitność, ale brak konkretnych informacji zawiódł. Mimo wszystko, Xbox 360 z Blue Dragon, Lost Odysey i Mass Effect staje się najlepszą konsolą nowej generacji do gier role playing.

Część konferencji została zdominowana przez gry spod znaku „Games for Windows”. Osobiście nie znalazłem wśród nich nic godnego uwagi (no, może po za Crysis i Company of Heroes: Opposing Fronts) ale dla samego Microsoftu projekt jest bardzo ważny. Pokazano Gears of War z pięcioma nowymi epizodami oraz delikatnie przemodelowanym multi. Cliffy B. we własnej osobie walczył z budzącym grozę Brumakiem. W pewnym momencie zastopował grę i oczom zgromadzonych ludzi ukazała się wczesna wersja Live Anywhere. Jest to praktycznie to samo, co podziwiamy na Xbox Live, więc pozwolę sobie pominąć tę kwestię. PeCetowe GOW pojawi się na sklepowych półkach wraz z końcówką tego roku. Towarzyszyć mu będzie Viva Pinata i kilkanaście innych tytułów, które znamy z konsol. Nic niezwykłego.

Peter Moore, który w międzyczasie powrócił na „wizję”, tajemniczym głosem zaczął wprowadzać słuchaczy w niezdrową atmosferę. Wszyscy zgromadzeni zaczynali odczuwać aurę nadchodzących masakratorów i faktycznie, po chwili rozpoczęto wysyp hitów. Najpierw Call of Duty 4: Modern Warefare. Nie ukrywam, że przez dobre dwie minuty czułem rozgoryczenie. Jak to, tylko trailer, w dodatku zawierający może trzy nowe sceny? Na szczęście grubo się myliłem. Deweloperzy z chytrym uśmiechem na ustach odpalili spreparowane demko. Miejsce akcji — Prypeć. Czas — kilka dni po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu. Dwóch snajperów (z czego jeden prowadzony przez programistę) skrada się pośród bujnej roślinności i nielicznych, prymitywnych zabudowań. Klimat wiadrami wylewa się z ekranu. Bez problemu można wyczuć, że bohater jest tylko trybem w skomplikowanej machinie wojennej. Towarzysz broni cały czas z nim rozmawia i wydaje mu polecenia. Po przedarciu się przez zabudowania i oddaniu kilku wyważonych strzałów, para dociera na porośniętą wysoką trawą polanę. Z jej przeciwległego końca nadciągają rosyjskie szwadrony piechoty i ich wozy bojowe. Strzelcy wyborowi kładą się na glebę i w panicznym skupieniu oczekują nadchodzącego przeciwnika. Gdy wrodzy żołnierze prawie depczą im po głowach demonstracja urywa się. Wrażenia? Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Głosy postaci, ostrzeżenia o radioaktywności, design poziomu, skrypty — to wszystko łączy się w niesamowitą emocjonalną bombę. Odgłosy zachwytu można też prawić nad grafiką, dynamicznym oświetleniem (musicie zobaczyć cienie, jakie rzucają gałęzie), stałą animacją i nastrojowym dźwiękiem. Premiera w 4 kwartale 2007, ale wcześniej będziemy mogli zassać multi-betę z Xbox live. Więcej informacji wkrótce na charlieoscardelta.com.

Wzmianki o Splinter Cell: Conviction, zwiastunach GTA IV robionych na xboxowej wersji gry i supporcie Namco tylko poprzedzają kolejną burzę. Główny ekran ciemnieje na kilka sekund po czym zaczyna wyświetlać dziwnie znajome obrazy. Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej pustynnej osadzie. Główna postać otaczają tabuny żądnych krwi, ciemnoskórych tubylców. Paniczna ucieczka bohatera i wielki napis RESIDENT EVIL 5 na ekranie. Miazga. W ramach miłosierdzia dla fanów horroru 26 lipca ukaże się kolejny, znacznie dłuższy zwiastun.
Za przygotowania tego typu pokazów odpowiadają naprawdę tęgie głowy. Nikt nie zdążył ochłonąć po przednim uderzeniu, gdy świetle neonów ukazała śliczna, mądra i powabna Jade Raymond. Jedyne, co można było usłyszeć w tym momencie to głośne „mhhhhhhhmmmmmm” rozciągające echem całym budynku. Jednak pociągająca deweloperka szybko przeszła do konkretów. Słowa „grywalna wersja Assassin’s Creed” wystarczyły, by wszyscy zapomnieli o czarnowłosej piękności. Lokalizacja, po której poruszał się skrytobójca, była umiejscowiona na terenach Jerozolimy. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to znacznie podciągnięta grafika. Wygładzono wszystkie tekstury, poprawiono płynność animacji, dodano wiele detali. Postać porusza się naturalnie, jednak nad tłumem wypadałoby jeszcze popracować. Miłym akcentem jest brak jakiejkolwiek mgły spowijającej dalszy plan. Bohater wspina się po budynkach oraz korzysta z dobrodziejstw arcyinteraktywnego otoczenia. Chwili treningu i dociera do pomieszczenia, w którym zastawiono na niego pułapkę („ups, it’s a trap” hehehehe…). Walka z napastnikami opiera się praktycznie wyłącznie na krótkich kontratakach i dźwigniach, co czyni ją realistyczną. Po szaleńczym pościgu za głównym celem misji (bizantyjski łucznik) assasin dopada go i zabija stanowczym ciosem. Niestety, albo „stety”, gra ma sobie coś Matrixa. Niektóre postaci są zakłócane przez niebieskawe fale. Z bardzo pozytywnych aspektów należy wymienić naprawdę inteligentny tłum, otwarte dla gracza wnętrza budynków, świetną grafikę oraz, kolejny raz, klimat. Widocznie w tym słowie tkwi przyszłość konsolowych produkcji. Czekamy do października.

Na zakończenie postanowiono zatrzymać to, na co najbardziej czekali napaleni gracze. Dwa trailery Halo 3. Pierwszy okazał się spreparowanym renderem. Najpiękniejszym, jaki widziałem w życiu, ale tylko renderem. Akcja rozgrywa się w fabryce uzbrojenia Marines. Na planie widać składanego od podstaw Warthoga, masowo produkowane pancerze oraz żołnierza oznakowanego kodem kreskowym. Pojawia się kilka propagandowych hasełek pisanych BIOS-ową czcionką i tyle. Peter Moore wyciąga zza lady specjalną edycję trzysta sześćdziesiątki przeznaczoną dla zatwardziałych miłośników tytułu po czym żegna się z prasą. Jak to, powiecie, a gdzie drugi filmik? Otóż wzorem poprzedniej edycji pojawia się całkowicie na koniec konferencji. Wreszcie otrzymujemy urywki z trybu fabularnego, jednak skrzętnie wykastrowane z samej historii. Od strony technicznej wygląda trochę ładniej niż multiplayer. W oczy kłuje delikatnie sztywna animacja, ale da się przeżyć. W pokazywane sceny został wpleciony nowy pojazd (połączenie thoga z ghostem) i widoczek, na którym Master Chief stoi obok członka Elite. Można dostrzec również wiele wariantów zbroi Spartana i kilka milionów smaczków zarezerwowanych dla najwierniejszych miłośników. Czyli standard. 25 wrzesień zbliża się wielkimi krokami….

Przyszedł czas na wcześniej wspomniany akapit ze statystykami, które wielokrotnie przewijały się podczas półtoragodzinnej prezentacji. Od początku premiery systemu sprzedano już ponad 10 milionów konsol. Ich użytkownicy wydali już łącznie 2,4 miliarda dolarów na wszystko co związane z tym brandem. Xbox Live ma już ponad 7 milionów zarejestrowanych członków, do przyszłego lipca ma być ich blisko dwa razy więcej. Z serwerów Microsoftu ściągnięto około 45 milionów plików. Do końca roku Xbox Live Arcade ma oferować ponad 100 tytułów, wśród nich takie hity jak Hexic 2, Golden Axe, Sonic, Wing Commander Area i Super Street Fighter II Puzzle. 24 sierpnia na starym kontynencie pojawi się Xbox Elite, na gwiazdkę powinny być czynne Video Marketplace dla regionów Europy i Kanady. W związku z tym podpisano umowę z Waltem Disneyem, na mocy której, większość ich przebojów trafi do wirtualnej wypożyczalni. Reszta będzie na bieżąco aktualizowana (dotyczy mniej udanych filmów i tych, które są jeszcze w fazie produkcji).

Podsumowując, Microsoft zapewnił swoim wielbicielom masę konkretnych informacji i po części zaspokoił ich oczekiwania. Niestety, zawiódł brak Fable 2, Alan Wake i Halo Wars. Nie zaprezentowano też nic wyjątkowego na przyszły rok. Miejmy nadzieję, że w ciągu najbliższych dni światło dzienne ujrzą inne ciekawe projekty nad którymi pracują deweloperzy drugiej i trzeciej linii. No i z niecierpliwością czekamy na odpowiedź Sony i Nintendo, w końcu każdy rozsądny człowiek szanuje konkurencję.




Komentarze Dodaj komentarz»

Soul hunter 16 14 lipca 2007, 23:44


Naruto Rise of a ninja a ma wyjść 19 października 2007 a nie TBA :PP czyli czekam z wywieszonym jęzorem


ziooleck 14 lipca 2007, 23:50


Zgadza się, ale info to zostalo podane dzien po konferencji, a artykul zostal opublikowany 3h po. Stad kilka niescislosci w tekscie;">



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot