XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

skate

Autor: Minio    Opublikowano: 25 października 2007    Odsłon: 3353    »Skomentuj...

Skate. – gra, która miała pokazać, czym jest prawdziwa deskorolka. Skate. – gra, która miała zrzucić serię Tony Hawk's... z tronu, na którym niepodzielnie rządzi od blisko dekady. Skate. – jedna z gier, które mają za zadanie zmienić profil wydawcy EA: z molocha, odcinającego kupony od udanych pozycji, na firmę, która wydaje po prostu dobre i bardzo dobre gry. Jeżeli chodzi o ostatni cel: czas pokaże czy został on osiągnięty. O drugim mówić będzie można dopiero po premierze nadchodzącego wielkimi krokami Tony Hawk's Proving Ground; mimo to nie sposób opisywać skate. nie porównując go do serii Tony Hawk's... Tak samo nie sposób będzie mówić o Tony Hawk's... nie wspominając przy tym o skate. Jeżeli zaś chodzi o pierwszy cel przedstawiony powyżej: czy został on zrealizowany, dowiecie się z niniejszej recenzji.

Oczywiście najważniejszym trybem gry jest kariera, nie sposób więc nie rozpocząć od niej właśnie. Gra w tym trybie rozpoczyna się od intra, w którym widzimy, jak jakiś skater zostaje potrącony przez autobus. Dalsza część dość długiego (ok. 6 minut) przedstawia kolejnych zawodowych deskorolkarzy w najróżniejszych rolach: ktoś ucieka z torbą pełną zielonych, ktoś właśnie przewozi olbrzymi tort a ktoś został wyróżniony tytułem pracownika miesiąca, o czym informuje plakat na ścianie. Niestety, scenki te nie są ani zabawne ani połączone w naprawdę logiczną całość, przez co ogólnie intro oceniam negatywnie. Wolałbym zobaczyć, jak w serii Tony Hawk's..., dobrą deskorolkę w wykonaniu obecnych w grze skaterów.

Koniec końców, wspomniany nieszczęśnik trafia na stół operacyjny. W tym miejscu następuje stworzenie własnego zawodnika: wpierw należy wybrać stance (lewa czy prawa noga z przodu; co ciekawe, domyślnym jest goofy), styl jazdy (agressive, loosy, normal; szczerze mówiąc nie zadałem sobie trudu sprawdzenia różnic między nimi) oraz gesty (rock, punk, cool; D-Padem można wywoływać np. gest zadowolenia z wykonanego tricku). Dobrze widzicie: nie ma możliwości wyboru płci! Czy się to komuś podoba czy nie, trzeba grać mężczyzną. Mi osobiście to nie przeszkadza, ale być może ktoś uzna to za wadę. Przy okazji chciałbym sprostować plotkę, którą szerzą zachodnie magazyny recenzujące grę: to nieprawda, że w skate. nie ma żadnych kobiet. Podczas gry można spotkać, a w innych trybach nawet zagrać, niejaką Sammy.

Kolejnym etapem jest ustalenie wyglądu wirtualnego alter-ego gracza. Wybrać można kolor skóry, kształt twarzy, nosa, warg, oczu, brwi, a także muskulaturę oraz wagę. Nie można zaś ustalić wzrostu, co może być trochę zastanawiające. Warto zaznaczyć, że każdą z opisanych za chwilę, jak i tych właśnie wymienionych, cech, można w dowolnym momencie gry zmienić. Również kolor skóry.

Tak stworzonego bohatera należy ubrać. Założyć można coś na głowę, tors, nogi i stopy. Do tego dochodzą akcesoria (zegarki, pieszczochy), paski (zasłaniane przez koszulę) oraz okulary (różnokolorowe modele – nic ciekawego). Elementy ubioru głowy, torsu i butów są licencjonowane przez całą masę firm – nie znam dokładnej liczby, ale oscyluje ona w okolicach trzech dziesiątek. Wydawać się może, że przy takiej ilości powinno być niesamowicie wiele możliwości personalizacji skatera. Z jednej strony jest to prawda, z drugiej ułuda. Dostępnych kilkadziesiąt czapek różni się jedynie kolorem i logo firmy: dodatkowo wszystkie są czapkami z daszkiem (nie licząc kilku kasków), i to założonymi zwyczajnie. Dopatrzyłem się jednej przekrzywionej i żadnej odwróconej, ale nie szukałem zbyt uważnie. Na próżno szukać chociażby czapek zimowych, albo bardziej nietypowego nakrycia głowy (ma to także swoje dobre strony: nie można skaterowi założyć czapki klauna albo papierowej torby).

Bardzo podobnie sprawa ma się z nakryciem torsu – do dyspozycji są głównie różnokolorowe t-shirty z logo producenta. Bardzo zirytowało mnie sztuczne zawyżenie ich ilości: ta sama koszulka w rozmiarze M, L i XXL przez grę liczona jest jako trzy różne koszulki. Aby było nieciekawiej, ubrania pogrupowane są wg rozmiaru (L, te same modele w wersji XXL i na końcu M). Czy nikt nie wpadł na pomysł, by pozwolić graczowi najpierw wybrać projekt koszulki, a następnie jej rozmiar? Byłoby to o niebo wygodniejsze. Wracając do rzeczy, prócz t-shirtów dostępnych jest kilka bluz oraz bluz z kapturem: rozpinane, nierozpinane, do wyboru do koloru. Jednak stawiam piwo temu, komu uda się założyć skaterowi kaptur albo rozpiąć bluzę z zamkiem błyskawicznym: niestety autorzy nie przewidzieli takiej możliwości.

Znacznie inaczej wygląda sytuacja ze spodniami: dostępnych jest dosłownie kilkanaście modeli, kilka krótkich i więcej długich. Są to w większości dżinsy w różnych odcieniach, trudno jednak szukać popularnych wśród pewnych grup, także w Polsce, tzw. „spodni z krokiem w kolanach” (lub „z kupą”, jak mówi moja mama). Dostępne rodzaje spodni zdecydowanie nie dają wielkich możliwości personalizacji zawodnika, zwłaszcza przy porównaniu z dostępnymi koszulkami czy butami, o których już nie będę pisał. Podobny problem toczy okulary, paski czy wspomniane już akcesoria. Ogółem, personalizacja skatera wydaje się być bezdenna, w praktyce jednak nie zaskakuje mnogością opcji.

Po stworzeniu zawodnika, przychodzi czas na praktycznie najważniejszą rzecz: wybór deskorolki. Dostępne są blaty różnych firm, trucki oraz kółka. Co ciekawe, te drugie dostępne są w różnych wersjach kolorystycznych (w tym inne kolory „klocka”, „T” oraz gumek), natomiast te ostatnie faktycznie się od siebie różnią. Przede wszystkim nie są jednokolorowe, ale także są upiększone przez np. napisy. Podczas jazdy kółka się wyraźnie kręcą, a jasne nawet brudzą!

Gdy zatwierdzi się już ostateczny wygląd bohatera gry (można go później zmienić w dowolnym momencie gry), czas najwyższy wskoczyć na deskę. W pierwszych odepchnięciach pomoże tutorial, przedstawiający podstawy kierowania zawodnikiem.

Tutorial ten jest zdecydowanie niezbędny, gdyż sterowanie w grze zupełnie różni się od tego znanego z serii Tony Hawk's... Samo ruszenie z miejsca wymaga wciśnięcia „X” (odepchnięcie lewą nogą) lub „A” (prawą). Sterować oczywiście można lewą gałką, której wychylenie w górę to przykucnięcie, niezbędne do nabierania prędkości i wykonywania wysokich skoków na rampie, a wychylenie w dół powoduje powerslide. Najważniejsza jest jednak gałka prawa, służąca do wykonywania tricków. Aby tylko podskoczyć, należy ją wychylić do siebie a następnie skierować od siebie. Od szybkości tego ruchu zależy wysokość podskoku. Kickflipa robi się kierując gałkę do siebie a następnie, podczas kierowania od siebie, delikatnie w lewo lub prawo (zależy od tego, która noga jest z przodu); heelflipa analogicznie w drugą stronę. Są to tylko podstawowe tricki, wykonanie bardziej zaawansowanych ewolucji wymaga niemałej sprawności manualnej: np. aby wykonać hardflipa będąc na stance goofy, gałkę należy wpierw wychylić do siebie, potem delikatnie w prawo a następnie szybkim ruchem: zwrócić jej pozycję na dole w centrum i poruszyć skośnie w górę oraz prawą stronę. Gdyby tego było mało, wszystkie tricki można wykonać także z nollie (czyli wyskoku podbijając tył, nie przód, deski), odwracając ruch gałki – sam podskok wykonuje się kierując gałkę od siebie a potem szybkim ruchem do siebie. Oczywiście system ten ma także swoje wady – różnica pomiędzy ruchami odpowiadającymi za niektóre tricki jest zbyt niewielka. Dla przykładu podczas całej gry tylko kilkukrotnie wykonałem zamierzonego varial flipa, za każdym razem na płaskim – częściej wychodziły mi kickflipy lub 360 flipy. Z kolei czasem zamiast kickflipa sam wchodził varial flip.

Nikomu nie muszę chyba mówić, że deskorolka to nie tylko radosne kręcenie kawałkiem drewna. Czasem przychodzi schylić się i to drewno złapać, czyli wykonać grab. Zwłaszcza na początku wykonywanie tricków z tej grupy jest bardziej skomplikowane niż filpów, gdyż prócz gałki analogowej do dyspozycji są także triggery. Jeden z nich odpowiada za złapanie deski od strony palców stopy, drugi – pięty. Do pełni szczęścia brakuje tylko określania, którą ręką chce się złapać daną stronę deski. Podstawowe graby wykonuje się, łapiąc deskę z jednej ze stron i wyciągając ją przy pomocy prawej gałki w jedną z czterech stron. Równie dobrze można deskę wpierw wyciągnąć (prawa gałka) a następnie złapać, co mnoży liczbę dostępnych tricków. Te najbardziej zaawansowane wykonuje się zmieniając kierunek wyciągnięcia deski już po jej chwyceniu. Słowem: liczba grabów jest ogromna, chociaż brakować może np. airwalka. Jako ciekawostkę wspomnę, że deskę złapać można również podczas zwykłej jazdy po ulicy, co znacznie ułatwia pokonywanie zakrętów przy dużych prędkościach.

Warto dodać, że w grze można robić również back- i frontflipy, po prostu wychylając lewą gałkę w dół lub górę tuż po wyskoku z rampy. Jednak aby taka ewolucja się powiodła, należy nie tylko wysoko wyskoczyć, ale również złapać deskę – inaczej wypadnie ona spod nóg zawodnika.

Ostatnią grupą tricków są grindy i slide'y, które wykonać można na wszystkim, co ma kant: wystarczy wskoczyć na jeden. Przy tym należy pamiętać o odpowiedniej prędkości, gdyż skater nie będzie się ślizgał w nieskończoność – zwłaszcza na płaskich murkach łatwo o stracenie prędkości i tym samym zakończenie grinda. Chciałbym tutaj dodać, że slide zakończyć można na żądanie wciskając „B” – zapobiegnie to konieczności zeskakiwania ze szczególnie długich murków, czego próba kończy się czasem niezamierzonym flipem lub ponownym upadnięciem na kant i w efekcie slidem. Tricki z tej grupy również wykonuje się gałkami, co chyba nikogo nie dziwi. Dla przeciwwagi jednak służą do tego obie gałki: np. tailslide'a wykuje się odchylając gałkę lewą, zaś 5-0 – prawą. W większości wystarczy wychylenie w określonym kierunku (również po ukosie), ale te najbardziej zaawansowane (w tym blunt) podpisane są pod ćwierćkolisty ruch gałki.

Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście manuale, służące do łączenia ze sobą kolejnych tricków. Wykonuje je się delikatnie odchylając prawą gałkę, w dół lub górę, przed wylądowaniem tricku. Podskoczyć z manuala można tak, jak wykonuje się zwykłe tricki (oczywiście nie sposób wykonać nollie flipa ze zwykłego manuala); nie ma jednak co liczyć na wykonywanie tą metodą combosów znanych z serii Tony Hawk's... Trudność w wykonywaniu manuali polega na odpowiednim ich wylądowaniu oraz zakończeniu (zwłaszcza jak chce się wykorzystać jeszcze jakąś przeszkodę), samo zaś utrzymanie nie sprawia żadnych kłopotów. Trochę szkoda.

Uważny czytelnik zauważyć powinien brak dwóch grup sztuczek znanych z serii Tony Hawk's...: freestyle'u (flatlandu) oraz lipów (wykonywanych na copingu). Ten pierwszy niestety ogranicza się tylko do dość bezużytecznych pivotów (zdaje się nie są nawet punktowane) – pozostaje mieć nadzieję, że będzie największym powiewem świeżości w drugiej części gry, której wstępne projekty pewnie już są tworzone w najciemniejszych zakątkach biurowców EA. Mimo to, z powodu innowacyjnego systemu grindów, nieprawdą jest jakoby lipy w grze nie występowały. Niewiele stoi na przeszkodzie (poza wyczuciem odpowiedniego momentu) aby wykonać rock'n'roll, nose- albo tailstall. Więcej, wykonać można nawet kickflip na bluntstall, co w serii Tony Hawk's..., z powodu założeń projektowych, nie było możliwe. Nie ma za to znacznie bardziej efektownych, znanych wszystkim fanom jazdy w half-pipe, handplantów. Ponownie, można mieć jedynie nadzieję że zostaną one włączone do kolejnej części gry.

Będąc wyposażonym w tak różnorodny wachlarz tricków, czas najwyższy wskoczyć na deskę i wyjechać na miasto. Zgodnie z zapowiedziami, w grze znajduje się tylko jedna, za to rozległa, metropolia: fikcyjna San Vanelona, będąca połączeniem amerykańskiego San Francisco, kanadyjskiego Vancouver oraz hiszpańskiej Barcelony. Miasto podzielone jest na cztery dzielnice: Suburbs (przedmieścia, wysunięte najbardziej na północ), Res (środkowa część), Downtown (centrum, na południowym wschodzie) oraz Old Town (stare miasto, południowy zachód). Pod żadnym pozorem nie oznacza to, że miasto jest sztywno rozdzielone, jak było w mającym podobne aspiracje Tony Hawk's American Wasteland. Przejścia pomiędzy poszczególnymi dzielnicami są dość płynne, chociaż czasem można pojechać niezbyt fascynującym tunelem samochodowym. Na szczęście nie trzeba, gdyż każdą dzielnicę z sąsiednią łączą przynajmniej dwie różne drogi. Warto tutaj zaznaczyć, że nic nie stoi na przeszkodzie aby przejechać się z jednego na drugi koniec miasta, chociaż taka wycieczka trwać może przynajmniej 15 minut. W tym czasie ani razu nie ujrzy się napisu „Loading...”!

Podział na dzielnice nie jest przypadkowy, każda z nich pozwala na inny rodzaj jazdy. Przedmieścia zawierają lokalny skatepark, szkołę, supermarket oraz osiedla domków jednorodzinnych, z tyłu których znaleźć można osuszone baseny. W moim odczuciu najmniej atrakcyjny Res to jeden wielki stok, zjeżdżając z którego osiągnąć można niesamowite prędkości. Prócz tego znajduje się w nim wiele „banków” (nie chodzi o budynki, ale pochylone powierzchnie) oraz galeria sztuki z ogromnymi schodami. Centrum przepełnione jest biurowcami, do których prowadzą niemałe schody, zazwyczaj z równie wymagającymi rurkami. Architektura jest bardzo nowoczesna, jest bodaj najlepszą dzielnicą do wykonywania pojedynczych, robiących wrażenie tricków. Należy jednak uważać na czyhających tutaj niemal za każdym rogiem strażników, zatrudnionych w celu pilnowania porządku, który oczywiście skaterzy zakłócają. Wg mnie najciekawszą częścią miasta jest, wzorowane na Barcelonie, Old Town, w którym znajduje się ratusz, katedra oraz cała masa drobnych schodków, murków i rurek.

Zgodnie z zapowiedziami, miasto stoi otworem już po zakończeniu (lub ominięciu) tutoriala: nic nie stoi na przeszkodzie, by udać się pod ratusz. Nie oznacza to jednak, że od pierwszego odepchnięcia dostać się można w każde miejsce – pewne miejscówki (np. skateparki lokalnych skateshopów, hala sportowa X-Games) dostępne stają się dopiero po wykonaniu konkretnych zadań.

Mając do dyspozycji tak wielką powierzchnię, czasochłonnym i nużącym byłaby konieczność ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce tylko na desce. Dlatego też w grze obecne są szybsze środki transportu. Najważniejszym z nich jest metro: po San Van, w strategicznych miejscach, rozsianych jest 9 stacji metra. Wystarczy do takiej stacji się zbliżyć, wcisnąć „Y” i wybrać stację docelową. Równie dobrze można jednak wybrać mapę z Sidekicka (podręcznego organizera) i nakierować kursor na ikonkę symbolizującą zadanie, co spowoduje przeniesienie się w pobliże danego miejsca. Oczywiście posługiwanie się każdym z tych środków transportu okupione jest ekranem ładowania gry.

Przy okazji słów kilka o wspomnianym przed chwilą Sidekicku. Pomijając, że jest to najnowszy wynalazek firmy T-Mobile, gdyż za reklamę nikt mi nie płaci: jak napisałem, pełni on funkcje podręcznego organizera, wywoływanego po wciśnięciu „Select”. Dostępna jest w nim mapa miasta, lista spotów (o nich później), statystyki, przebieralnia (można w niej założyć któryś z już posiadanych przedmiotów), radio (w którym zmienić można aktualnie grany utwór), menu Xbox Live oraz – bardzo przydatna – lista tricków. Zawiera ona nie tylko instrukcje, jak wykonać dany trick (przy grindach jednak wyraźnie brakuje rozróżnienia, którą gałkę należy poruszyć; chociaż możliwe, że jest, tylko mi nie udało się go dojrzeć), ale także krótkie statystyki dot. danego tricku: ilość prób podjętych, ilość udanych i nieudanych oraz procentowo częstotliwość wylądowania.

Wracając do środków transportu, dostępny jest jeszcze jeden, nienadający się jednak do dalekich podróży: Session Marker (znacznik sesji). Podczas trzymania przycisku „LB” wystarczy wcisnąć dół na D-Padzie, by zaznaczyć dane miejsce; wrócić do niego można wciskając górę. Znaczniki te nie działają jednak w No-Skate zones (strefach zakazu jazdy na deskorolce, w których przebywają strażnicy) oraz podczas wykonywania zadań. W rezultacie po znalezieniu np. schodów, wystarczy ustawić znacznik przed nimi, a po każdej nieudanej próbie wrócić doń, zamiast jechać z powrotem na górę. Trzeba jednak podkreślić, że znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby... zwykłe zejście z deski. W wielu momentach zdecydowanie brakuje tej możliwości, gdyż pojawia się konieczność przejechania niemałego fragmentu terenu. Problemem jest to zwłaszcza, gdy jest się u stóp jakichś dużych schodów, do góry których nie wiadomo jak podjechać.

Mówiąc o znacznikach sesji, wspomnieć muszę o największej wadzie gry – długich loadingach. Czasami powrót do miejsca zaznaczenia (nierzadko znajdującego się dosłownie 10 metrów za skaterem) powoduje wyświetlenie czarnego ekranu z napisem „Loading...”, co jest zdecydowanie irytujące, zwłaszcza po kilkudziesięciu próbach wykonania tricku. Po pewnym czasie gry zauważyłem, że także ładowanie profilu zawodnika trwa wyjątkowo długo – dosłownie ponad minutę. Tak samo arcydługo (kilka minut) trwa ładowanie filmiku zapisanego na dysku konsoli.

Motywację do zwiedzania kolejnych zakamarków miasta stanowi tryb kariery. Podobnie jak w grach z serii Tony Hawk's..., począwszy od czwartej odsłony, gracz nie jest ograniczony czasem przebywania w danej miejscówce. Wystarczy podjechać do specjalnie oznaczonej postaci i „zagadać” z nią wciskając „Y”, by zacząć wykonywać zlecane przez nią zadanie.

Te zaś podzielone są na kilka rodzajów. S.K.A.T.E. polega na kopiowaniu tricków, które wylądował drugi zawodnik. Wykonanie innego kończy się otrzymaniem jednej literki, przegrywa ten, kto pierwszy skompletuje wszystkie pięć. Upadek lub wykonanie tricku, który był już zrobiony w ciągu ostatnich trzech tur, powoduje oddanie inicjatywy drugiemu graczowi. Niestety ze względu na, wspomniane wcześniej, niewielkie różnice pomiędzy ruchami odpowiedzialnymi za niektóre tricki, wygrana w tym trybie wymaga równie dużo szczęścia co umiejętności.

Do jednego worka można zaliczyć zadania z gatunku Follow Me (podążaj za mną) oraz Deathrace (wyścig na śmierć i życie). W tych pierwszych należy, jak sama nazwa wskazuje, jechać w nieznane za jakimś skaterem, nie oddalając się od niego na więcej niż określoną odległość. W drugim należy pokonać trasę wyznaczoną przez zielone bramki – oczywiście liczy się jedynie pierwsza pozycja. Generalnie zadania te nie są trudne, chociaż czasami wymagają dobrego zapamiętania trasy. Utrudnia je jednak kamera, o której jeszcze nie pisałem; czas więc nadrobić to niedopatrzenie, gdyż również tutaj panowie z EA zdobyli się na innowację. Umiejscowiona jest na dole, trochę z lewej bądź prawej (zależy od tego, która noga jest z przodu) strony, bardzo blisko zawodnika. Sprawia ona wrażenie, jakby za skaterem cały czas jechał drugi, trzymający kamerę (efekt z pewnością znany wszystkim tym, którzy kiedykolwiek oglądali jakikolwiek film deskorolkowy). Niestety, rozwiązanie to ma swoje wady – dość często po prostu nie widać, co jest przed alter-ego gracza. Czasami również kamera lubi się zgubić i bezradnie kręcić wokół nóg zawodnika, aczkolwiek są to rzadsze sytuacje.

Wracając do tematu, kolejnym typem zadań są Photo, czyli zdjęcia. Polegają one na wykonaniu na danej przeszkodzie tricku spełniającego określone wymagania. Dla przykładu może to być banał w postaci wykonania jednego grinda, jak również wykonanie np. dwóch flipów i osiągnięcie przynajmniej 600 punktów za trick.

Ostatnim rodzajem zadań są filmy. Tutaj gracza ograniczają jedynie warunki, które należy spełnić w ciągu 30 sekund – zdobycie łącznie np. 3000 punktów, wykonanie 3 grindów, łączny obrót o 540 stopni etc. Co ciekawe, nie jest sztywno określone, gdzie należy jeździć – przyciskiem „RB” należy wybrać określone zadanie filmowe, wcisnąć „Y” i je wykonać.

Skoro mowa o punktach, kilka słów o ich zdobywaniu. Po pierwsze ich uzyskiwanie dzieli się na dwie grupy: sequence (pojedynczy trick) oraz line (seria tricków). Wykonując sekwencję zdobywa się określoną liczbę punktów, na podstawie której napełnia się specjalny mnożnik. W zależności od ilości punktów zdobytych za trick, normalna ilość punktów otrzymanych za następne pomnożona będzie o 1,5, 2 lub aż 3 razy. Pasek przedstawiający mnożnik powoli się kurczy, więc należy go regularnie uzupełniać wykonując kolejne ewolucje. Gdy pasek ów zmniejszy się do zera, line dobiega końca.

Oczywiście, w przeciwieństwie do pierwszych gier z serii THPS, kolejne zadania połączone są jakąś linią fabularną. Nie należy się spodziewać tutaj szczególnej oryginalności: po operacji plastycznej, przedstawionej we wstępie do gry, celem grającego pierwsze skrzypce skatera jest zdobycie dozgonnej sławy w świecie deskorolki. Najlepszą drogą ku temu jest oczywiście publikacja własnego nazwiska w jakimś branżowym czasopiśmie. Z początku związanym jest się ze Skateboard Magazine (zwanym też po prostu Mag), po, zdaje się, drugiej publikacji zabiegać można także o względy redakcji Thrashera. Mag publikuje głównie gwiazdy, znanych i rozpoznawalnych, ale także medialnych, prosów. Tymczasem Thrasher, ze względu na swój brutalny profil, skierowany jest raczej do fanów agresywnej deskorolki.

Niestety, wykonywanie zadań opiera się na jednym schemacie: wykonać x zleceń, otrzymać telefon od fotografa, strzelić fotkę dla magazynu, powtórzyć. Tak siedem razy dla każdego z czasopism. Ujawnia się tutaj jedna z największych wad gry: powtarzalność. Z początku bardzo fajne zadania z czasem nużą, brakuje powiewu świeżości. Taki w pewnym stopniu stanowią wyzwania z linii Thrashera (np. wywrócić się tak, aby złamać przynajmniej cztery kości), jednak osobiście odczułem, że pismo to w ogóle w grze zostało potraktowane po macoszemu. Pojawia się później, i przez cały czas wydaje się być w cieniu swojego bardziej mainstreamowego brata. Trochę szkoda, gdyż chętnie zobaczyłbym prawdziwą możliwość wyboru, o względy którego pisma chce się zabiegać. Nie muszę mam nadzieję dodawać, że celem jest dostanie się na okładki obu czasopism.

Meet a pro

Każda szanująca się gra deskorolkowa musi mieć przynajmniej kilku znanych deskorolkarzy, w których można się wcielić. Poniżej lista tych, którym EA zapłaciło za nazwisko.
  • Ali Boulala
  • Dennis Busenitz
  • Mike Carroll
  • Alex Chalmers
  • Chris Cole
  • Jason Dill
  • Pat Duffy
  • Rob Dyrdek
  • Ryan Gallant
  • Mark Gonzales
  • Chris Haslam
  • Jerry Hsu
  • Terry Kennedy
  • PJ Ladd
  • Colin McKay
  • John Rattray
  • Paul Rodriguez
  • Ryan Smith
  • Danny Way

Po publikacji kilku zdjęć z sobą w roli głównej, nadchodzi dobry moment na wybranie kogoś, kto chętnie zapłaci za podarowanie nam sprzętu. Najważniejszy jest blat, toteż o niego zabiega się w pierwszej kolejności. W mieście znajduje się 10 prosów, każdy reprezentujący inną firmę. Należy do wybranka swojego serca podjechać i mu zaimponować, wykonując zadanie podobne do tych z serii Photo. Następnie wystarczy udać się do lokalnego skateshopu i wybrać sponsora (oczywiście spośród tych, którzy już zgodzili się na sponsoring). Po tym wszystkie blaty oraz ubrania danej firmy otrzymuje się za darmo. Dodać tutaj muszę, że zadania zlecane przez prosów są całkiem przyjemne, choć nie zawsze łatwe, a to z powodu ich nietypowości.

Po zdobyciu sponsora blatu oraz publikacji kolejnych kilku zdjęć, wybrać można kolejnych sponsorów: trucków, kółeczek oraz butów. Niestety, wybór każdego z nich ogranicza się już tylko do pójścia do skateshopu i zdecydowania się na któregoś; brak jest związanych z tym zadań. Każdy wybór należy jednak dobrze przemyśleć, gdyż za wykonywanie zleceń z deską złożoną z rzeczy od sponsora, otrzymuje się dodatkową kasę.

Tę zaś spożytkować można na nowe ciuszki, o których już dość napisałem. Również schwytanie przez strażnika podczas przebywania w No-Skate zone kończy się odchudzeniem portfela o kilkadziesiąt zielonych. Niemniej wg mnie wydaje się niewspółmiernie mało w stosunku do zarobków – chociaż to właściwie standard w grach.

Wspomnieć trzeba, że wraz z postępem w grze nie ulegają zmianie umiejętności skatera. Nie zwiększa się magicznie wysokość podskoku lub wachlarz tricków – wszystko dostępne jest od pierwszego odepchnięcia. Gra stawia na wzrost umiejętności gracza, co mnie osobiście bardzo cieszy – zwłaszcza gdy po setnej nieudanej próbie w końcu uda się wykonać szczególnie efektowny trick.

Pobyt w San Vanelona nie ogranicza się do wykonywania zadań związanych z wspomnianymi czasopismami. Po całym mieście rozsianych jest 20 spotów, na których należy wykonać trick za przynajmniej x punktów. Cała trudność polega nie tylko na znalezieniu danej miejscówki, ale także na takim obmyśleniu tricku, by jak najefektywniej wykorzystać teren. Trzeba przyznać, że czasami jest to niełatwe. Prócz tego w Sidekicku znaleźć można wytyczne odnośnie specjalnych, niepunktowanych wyzwań. Wykonać każdy trick, spędzić godzinę w No-Skate zone, 50 razy uciec strażnikowi – jest tego wiele, a niektóre wymagają naprawdę anielskiej cierpliwości.

Co jest zdecydowaną zaletą, fabuła i związane z nią zadania są niejako tłem dla głównego powodu przebywania w San Van. Tym zaś nie są ani wspomniane przed chwilą spoty ani wyzwania; jest nim mnogość miejscówek oraz dowolność w ich wykorzystaniu. Podobnie jak w prawdziwej deskorolce, ograniczeniem jest prawie tylko wyobraźnia. Ta gra nie polega na wykonywaniu kolejnych zleceń; ta gra polega na znalezieniu dobrego spotu, obmyśleniu kreatywnego jego wykorzystania i ziszczeniu tego zamiaru. Największą radość sprawia oglądanie powtórek szczególnie wymagających lub efektownych tricków.

Kolejna nowość, zapożyczona już przez THPG, to edytor powtórek. Uruchomić go można w dosłownie każdej chwili gry. Znęcać się można nad ostatnimi 30 sekundami gry, chociaż „znęcać” to zbyt mocne słowo: dostępnych jest 5 różnych ujęć kamery i kilkanaście filtrów obrazu, z czego praktyczne zastosowanie mogą mieć właściwie tylko „greyscale” (odcienie szarości), „80s” i „video”. Zdecydowanie brakuje możliwości ustawienia kamery pod dowolnym kątem i w przynajmniej trochę dowolnej odległości, w tym statycznie (aby nie podążała za zawodnikiem). Pozostaje mieć nadzieję, że edytor zostanie wzbogacony o takie opcje w następnej części, gdyż wtedy kręcenie filmików byłoby prawdziwą przyjemnością.

Nie zaszkodziłoby także wydłużenie akceptowalnej długości trwania pojedynczego filmu. Zapisać na dysku można do 25-30 sekund, jednak na skate.reel wysłać już jedynie sekund 13. Co najgorsze, nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji o tym ograniczeniu, a wysyłając filmik trwający np. 15 sekund, zostanie on skrócony o ostatnie 2 sekundy. Bez wiedzy i zgody gracza, co godne jest najwyższego napiętnowania.

Skate.reel jest platformą sieciową służącą do dzielenia się z innymi swoimi dokonaniami zarejestrowanymi na wirtualnej kliszy fotograficznej lub taśmie. Wysłać można dowolny filmik lub zdjęcie wykonany offline. Niestety w dowolnej jednej chwili na serwerach EA znajdować się może najwyżej 3 filmiki oraz 6 zdjęć – zwłaszcza jeśli mowa o pierwszych, jest to zdecydowanie zbyt mało. Niemniej opublikowane filmiki i zdjęcia mogą oglądać oraz oceniać inni gracze. Co dziwne, na łączu 1 Mbps, nie da się oglądać ich komfortowo – po prostu tną.

Oczywiście tryb online nie opiera się jedynie na skate.reel, dostępny jest także tryb rywalizacji. Zmierzyć się można w meczach rankingowych i nierankingowych. Dostępne są tryby trick i race, z których każdy dalej się dzieli. Tak w trick zagrać można w spot (najlepszy trick na jednym z 20 znajdujących się w San van spotów), best trick (najlepszy pojedynczy trick na określonej przeszkodzie), jam (wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów w określonym czasie; w przeciwieństwie do best trick, tutaj napełniać można mnożnik) oraz skate (opisany wyżej). Race z kolei dzieli się jedynie na deathrace (identyczny jak w trybie kariery) oraz spot race (przyznaję, że nie udało mi się rozegrać chociaż jednego meczu, więc mogę się tylko domyślać, na czym polega ten tryb).

O trybie sieciowym można powiedzieć bardzo niewiele, gdyż jest właściwie jedynie przeniesieniem niektórych elementów trybu kariery do środowiska wielu graczy. Teoretycznie powinno to podbijać grywalność i żywotność tytułu, w praktyce jednak gracze skutecznie potrafią unieprzyjemnić rozgrywkę, wykonując wyjątkowo nierealistyczne tricki. Owszem, jest to jedyna droga do zdobycia wysokiej ilość punktów, jednak osobiście znacznie więcej radości czerpałem z wykonywania mniej więcej rzeczywistych tricków. Niestety podczas gry przez sieć niemożliwe jest to bez grupki podobnie myślących znajomych. Aha, w kwestii technicznej – na łączu 1 Mbps/256 kbps prawie nie uświadczyłem lagów, gra przebiegała niemal tak jak w trybie offline. Niemal, gdyż w sporadycznych przypadkach zachowała się jak przy włączonym bullet-time – domyślam się jednak, że to wina kiepskiego łącza któregoś z moich współgraczy.

Jazdę na deskorolce dopełnia muzyka, bez której nie może obyć się żadna z gier z tego gatunku. Trzeba przyznać, że EA nie szczędziło pieniędzy i zdobyło licencje wykonawców z najwyższej półki. Usłyszeć można więc klasyczne single punkowe z repertuaru Agent Orange, Cheap Trick, The Ramones czy The Sex Pistols (cały zespół spotkał się, po raz pierwszy od 30 lat, w studio w celu nagrania od nowa utworu Pretty Vacant – specjalnie na potrzeby gry!). Klasykę rocka reprezentują Doors, David Bowie czy Devo oraz Nirvana i Motörhead. Fani mocniejszego uderzenia zadowoleni powinni być z obecności utworów Slayer oraz Children of Bodom. Rytmy ulicy pozwalają poczuć N.W.A ze swoim bardzo znanym singlem Express Yourself oraz Gangstarr, pomijając kilku drobniejszych wykonawców (proszę mi wybaczyć ignorancję, ale nie słucham takiej muzyki i od razu wykluczyłem z playlisty wszystkie utwory z tego gatunku). Wreszcie, wyłącznie na potrzeby gry, kilka utworów stworzyli (lub zremiksowali) tacy DJ-e jak Tommy Guerrero, XXXChange lub Z-Trip. Do tego dochodzą znane, ale stosunkowo młode zespoły: The White Stripes czy The Falcon. Oczywiście prócz znanych i lubianych usłyszeć można również mniej popularnych wykonawców: Challenger, Renee Renee, The Exploding Hearts czy Trouble Andrew. Bezsprzecznie lista ta musi robić wrażenie, biorąc dodatkowo pod uwagę, że składa się z aż 67 utworów.

Niestety, lista wygląda wspaniale tylko na papierze. W praktyce muzyka, zamiast nakręcać do jazdy, stanowi dla niej tło. Naprawdę nie wiem, jak udało się to zrobić EA – mieli przecież do dyspozycji wielu tak świetnych wykonawców; muzyka w grach z serii THPS była znacznie bardziej adekwatna, chociaż nie zawsze wykonywana przez tak znane zespoły.

Mówiąc o muzyce, nie sposób nie wspomnieć o oryginalnym sposobie jej odgrywania. W domyślnym trybie, ma ona na celu oddawać klimat danej miejscówki; czyli w dobrych spotach włączają się dynamiczniejsze kawałki a sama muzyka jest głośniejsza. Ku mojej rozpaczy, albo system ten jest bardzo niedopracowany albo mam zupełnie inny gust niż twórcy gry: nawet w wg mnie bardzo ciekawych miejscach, wciąż towarzyszyła mi przytłumiona i smętna muzyka. Znużony, po kilku godzinach gry przestawiłem na zwykłe, ciągłe buczenie.

Na sam koniec, nieprzypadkowo, zostawiłem sobie opis warstwy wizualnej gry. Grafika sama w sobie nie odbiega od standardu przyjętego w grach na X360, nie widzę więc powodu by się o niej rozpisywać. Za to kilka bardzo pozytywnych słów muszę rzec o animacji. Jest ona po prostu przecudowna! Ruch nóg zawodnika wykonującego dowolny z flipów jest odwzorowany tak realistycznie, jak nigdy nie był przedstawiony w żadnej grze z serii Tony Hawk's... Do tego dochodzi niesamowita animacja nóg przy nieczystym wylądowaniu tricku: zawodnik wręcz walczy o utrzymanie się na desce! Zdecydowanie umiejscowienie kamery sprzyja obserwowaniu wspaniałej animacji. Niestety, bardzo popularny, efekt szmacianej lalki podczas upadków psuje wyjątkowo dobre wrażenie: ciało nieszczęśnika zbyt nienaturalnie się wygina. Do tego szkoda, że każdy nieudany trick kończy się upadkiem – czasami wystarczyłoby, gdyby deska wyskakiwała spod nóg, albo nawet jednej nogi.

W każdej, nawet tak długiej jak ta, recenzji nadchodzi ten moment, w którym trzeba podsumować wszystkie napisane słowa. Skate. uważam za grę bardzo, ale to bardzo udaną. Spodoba się ona zwłaszcza wszystkim tym, którzy kiedykolwiek próbowali swoich sił na prawdziwej deskorolce – powinni oni dodać do oceny jedno oczko. Dlaczego taka właśnie ocena? Gdyż gra nie jest wolna od, czasem dość irytujących, błędów, oraz, jakkolwiek jednak to robi, rewolucjonizuje jedynie podgatunek gier deskorolkowych. Czy jest lepsza od serii Tony Hawk's...? Z pewnością jest inna, znacznie inna. Wszyscy znużeni tą drugą z radością powinni powitać powiew świeżości, jakim jest skate. Z drugiej strony niektórzy wciąż mogą czerpać radość z nierealności, jaką oferuje konkurencyjna seria. Ja mam tylko nadzieję, że skate. nie pójdzie w stronę, w jaką poszła seria THPS; że kolejna część będzie poprawiona o błędy tej, ale wciąż będzie stanowić hermetyczną całość. Tymczasem ja, po blisko 30 godzinach i ponad 26 tysiącach flipów, wracam do San Vanelona podusić tricki na jakimś wciąż dziewiczym murku.

Zobacz:
» skate w Bazie Gier
» Jak oceniamy gry?

Zalety:
  • Licencja
  • Animacja!
  • Flick-it control!!
  • Miasto!!!
Wady:
  • Drobne błędy
  • Wciąż pewne problemy ze skate.reel
  • Brak możliwości zejścia z deski
  • Koooooszmaaaaarnieeee dłuuuugieeee looooaaaadiiiingiiiiii
Ocena ogólna 8
Grafika 9
Dźwięk 7
Grywalność Online
Offline
7
9
Żywotność Online
Offline
7
9



Komentarze Dodaj komentarz»

Iggy 25 października 2007, 23:50


Recenzja napisana przejrzyście, lekkim piórem. Zauważyłem maniakalne opisywanie najdrobniejszych szczegółów. Z recenzji zrobiłeś opis/poradnik :)


smoke 26 października 2007, 0:16


pfff


Iggy 26 października 2007, 13:12


Czyż nie sądzicie, ze o poziomie intelektualnym naszych czytelników świadczą komentarze? ;) Pan smoke mogłby sie nieco bardziej wypowiedzieć, jesli juz zabral głos.


el ZAX 26 października 2007, 13:43


A spróbujmy przeanalizować wypowiedź smoke"a. Może znajdują się w niej jakieś cenne, lecz z pozoru niewidoczne uwagi. pfff... "p" jak pomocna, "f" jak fajna, drugie "f"... fatalna? ;) . Ech, chyba brakuje mi intelektu na opinię przedstawioną w tak skomplikowany sposób. Ktoś dokończy analizę...?


Gadu18 26 października 2007, 13:47


Dajcie czasem jakies foty do recek!!! tekst spox.


Minio 26 października 2007, 16:36


@Gadu18: w przyszłości planujemy tak robić, pracujemy nad tym. Przy okazji napiszę, że w recenzji zupełnie zapomniałem wspomnieć o dźwiekach deski (powerslide rox!) oraz przechodniach, którzy wyskakują z nikąd i przeszkadzają w jeździe. No cóż, może podczas pisania następnej nie zapomnę wspomnieć o wszystkim :) . @Iggy: nie zapomnij, że to moja druga publikowana recenzja. Po prostu nie mam tyle doświadczenia co Ty :) , więc wykonuję robotę bardziej godną rzemieślnika.


qb3k 28 października 2007, 0:37


Przyjemna recenzja, bardzo subiektywna. Miło się czytało nawet jak na taką sporą objętość. Brakuje mi tylko opisu tej "żywotności" w ocenach, tj. ile godzin zajmuje kariera, ile zwiedzenie całego miasta. Ogólnie nie jest źle ;)


Warheart 29 października 2007, 12:43


Ja tylko od siebie dodam, że u mnie filmiki z dysku odpalają się bardzo szybko. Także te ze skate reel lądują się w dosłownie parę sekund na łączu 2Mbit/s. No i podczas tworzenia replay"a wyświetla się informacja, kiedy przekraczamy dostępny limit do wysłania na skate reel.


Minio 29 października 2007, 21:40


Widać w jakieś różne wersje gry graliśmy :) . Ja złożyłem pre-order w gram.pl, czyli mam kopię z najpierwszej serii. Do tego pamiętam, że bardzo szybko z XL gra pobrała łatkę -- konto na UK. Być może ona negatywnie wpłynęła na grę. (Tak, wiem że żadna z tych teorii nie brzmi prawdopodobnie, ale licho wie...)


Warheart 5 listopada 2007, 22:17


Czy ja wiem, wydaje mi się, że info o przekroczeniu po prostu nie zauważyłeś. Też mam konto na UK. Ze skate reel może Ci się długo ściąga bo masz kiepskie połączenie, albo pozamykane jakieś porty:"> Co do ładowania z dysku to może masz jakiś lipny dysk z dużą fragmentacją albo co ;P


Minio 6 listopada 2007, 19:33


1. Nie sądzę. Jest, czerwonymi literami, napisane gdy wideo jest zbyt długie, by zapisać je na dysk. Nie zauważyłem jednak podobnego dot. wysyłania. 2. Raczej nie, np. filmiki z YouTube ładują mi się dość szybko: wystarczy odczekać jakieś 5-10 sekund na pauzie a potem można spokojnie oglądać. Z drugiej strony X podłączony jest do domowego routera, więc może coś mu tam przeszkadza. Jeżeli zaś chodzi o łącze -- 1 Mbit na wejściu to wg mnie wcale niemało. 3. Ponownie wątpliwa teza. X360 praktycznie nówka :P . Pozostaje miec nadzieję, że po prostu testowałem jakis wadliwy egzemplarz gry ;) .


kraku 30 maja 2008, 11:30


wszystko fajne ale czy ktoś ma odkryte wszystkie SPOT BIBLE albo ktoś wie co zrobic gdy niema misji :D


Soutstat 1 stycznia 2009, 15:34


W grze sa lipy i jest airwalk :)



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot