XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Playtesty »

Burnout Paradise

Autor: Iggy    Opublikowano: 23 grudnia 2007    Odsłon: 3768    »Skomentuj...

W Polsce można żałować wielu rzeczy. Można nienawidzić polityków, jak i samej polityki. Można być zgorszonym oglądając kolejne teledyski Dody i Brodki. Tak... Można. Jednak prawdziwym powodem do lamentu jest stan szos w kraju. Co z tego, że posiadasz wypasione Camaro, które pali więcej benzyny niż niektóre radzieckie czołgi. Należy zapamiętać jedno: w Polsce nie poszalejesz, nie będziesz zasuwać czteropasmową autostradą ponad 250 km/h. Czy, wreszcie, nie poczujesz skoku adrenaliny przy uruchamianiu wtrysku nitro. Nie tutaj, nie w Polsce. Zainteresowanym zdradzę, że emigracja na Wyspy nie będzie dobrym rozwiązaniem — tam drogi są zbyt wąskie, by cieszyć się wyprzedzaniem „na siódmego”.

Substytutem automobilowej frajdy od dłuższego czasu są gry video. Do zacnego grona symulatorów i arcade'ówek dołączyła seria Burnout, która od dłuższego czasu godnie reprezentuje nijak mające się do rzeczywistości ścigałki. Warkot silników, swąd palonej gumy oraz zadrapania na lakierze zostały przeniesione na konsole nowej generacji. Póki co, w wersji demo. Paradise jest kolejną częścią znakomitego racera. Dostępne od przeszło tygodnia demko pozwala wstępnie sądzić, że pełna wersja gry nada nowego znaczenia słowu „rozpierducha”.

Wyobraź sobie, że mieszkasz w raju — mieście bez policji. Miejscu, w którym kraksy samochodowe, przywołujące na myśl sam Armagedon, nie kończą twojego życia – życia kierowcy. Paradise City to metropolia, która, niczym piaskownica dla małego bobasa, dla gracza stanowić będzie miejsce zabawy z grą Burnout. Tutaj nie ma przechodniów, dla których mógłbyś stanowić zagrożenie, często zasuwając chodnikiem na pełnym gazie. Prawdziwy raj, wirtualna Arkadia!

Na samym początku trzeba powiedzieć, że miasto zabija wielkością, rozmachem i różnorodnością miejscówek. Dostępny w demo skrawek terenu jest tylko ułamkiem tego, co czeka gracza w finalnej wersji produktu. Podzielony na pięć stref obszar nie znudzi; wyścigi w centrum, między drapaczami chmur, na brzegu plaży, czy pośród górskich serpentyn napawają serce adrenaliną. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli nudzą cię tereny silnie zurbanizowane, to najwyższa pora wyjechać poza Paradise City — w góry, lasy i bory! Wypuszczone demo oferuje jedynie położoną nad oceanem, typowo przemysłową dzielnicę. Jazda po szkielecie ogromnej konstrukcji, czy skok z dachu parkingu, dostarczają wiele frajdy. Widoczne po horyzont miasto zachęca do głębszej eksploracji. A ta nastąpi już w połowie stycznia.

Gros zmian widocznych jest już po spędzeniu pierwszych chwil z tytułem. Criterion Games poszło po rozum do głowy, odświeżając serię niebanalnymi rozwiązaniami. Swobodna eksploracja miasta zdaje egzamin. Żadnych ograniczeń, żadnych barier (no, w wersji demo były). Zrezygnowano również z menusów, za pomocą których gracz wybierał kolejne wyzwania. W Paradise City wystarczy stanąć na światłach i wcisnąć dwa triggery, by podjąć się kolejnych zadań. A będzie ich całkiem sporo, bo ponad 120, podzielonych na pięć rożnych trybów. Dostępne będą: klasyczny wyścig, podczas którego liczy się tylko prędkość; walka o przetrwanie, czy jak kto woli: „w zbijanego”, gdzie ilość takedown'ów przesądza o wygranej oraz znana jazda na czas. Nowości będą dwie: Stunt Run, przejazd, podczas którego wykonywać trzeba karkołomne ewolucje, oraz Marked Man, o którym niestety wciąż nic nie wiadomo. Z bólem serca, ze łzami w oczach rzucimy padem, klnąc na EA – nie ma trybu Crash! Po głębszej analizie wrócimy do Paradise na klęczkach; brak ograniczeń pozwala przecież bawić się w crashtestera do upadłego! Rozwiązania zastosowane w grze przywodzą na myśl słynną serię Midnight Club. Wyścigi, nieograniczone żadnymi bandami, będą polegać na odnalezieniu jak najkrótszej drogi, by ukończyć je na czołowej pozycji. Tryb gry sieciowej odda w 100% charakter nowego Burnouta — wolność, wiatr we włosach i swoboda. Gracz w dowolnej chwili ma znaleźć się w Paradise City. Bez zbędnego czekania na swoją kolej, czy zakończenie aktualnej rozgrywki. Do tego dochodzą masowe ewolucje.

Grające pierwsze skrzypce w grze, prawdziwi bohaterowie — dwuślady — zaważą o miodności tytułu. Liczba aut, oscylująca w granicy 70-ciu sztuk, budzi emocje. Wzorem poprzednich części, tak i w Paradise, samochody zostały podzielone na kilka klas. Przynależność do każdej z nich jest uwarunkowana wagą, przyśpieszeniem, czy pochodzeniem. Miłośnicy prawdziwych krążowników szos, potężnych silników i donośnego warkotu zasiądą za sterami Muscle Cars. Dostępny w demo przedstawiciel tej klasy, pokazał, mimo słabej mocy, pazurki. Stylizowane na Mustangi z lat '70 fury idealnie nadają się do skoków i ewolucji. Inną grupę stanowią egzotyki, diabelnie szybkie „depilatory”. Nisko zawieszone, lekkie i ultra zwrotne, dedykowane są wielbicielom wyścigów i czasówek. Wśród nich znajdą się kopie zarówno japońskich jak i europejskich aut sportowych z najwyższej półki. Amatorzy amerykańskich dziwolągów — Hot Rod'ów oraz lekko zmodernizowanych SUV-ów — nie zostaną pominięci. Każda z przedstawionych klas posiada różnorakie, ekskluzywne właściwości. Wybór odpowiedniego cacka to klucz do wygranej.

Kwestia oprawy jest jasna, od chwili ukazania się pierwszych screenów pochodzących z gry. Grafika stoi na najwyższym poziomie, pokazując moc, która drzemie w trzewiach Xboksa 360. Animacji zdarzyło się zgubić klatkę, dwie, jednak bardzo rzadko i jestem pewien, że pełna wersja będzie śmigać w stałych 60 fps-ach. Modele aut biją swym wyglądałem poprzednie części na głowę. Ich design został poprawiony. Dostępna w demo fura prezentuje się cudowanie; szczegółowo odwzorowane zadrapania, zgniecenia blachy i pęknięcia na szybie tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Widok auta, które roztrzaskuje się przy czołowym zderzeniu powoduje szybsze bicie serca i mimowolny okrzyk niedowierzania, że deweloperom udało się stworzyć niemalże realistyczne sekwencje wypadków. Czołówki, efekty wyprzedzania, nieudolna jazda pod prąd, czy umyślne pędzenie na najbliższą ścianę owocują cudownymi animacjami kraks. Zwolnione tempo prezentujące kruszące się blachę i szyby, odpadające koła i rozrzucane po całej jezdni zawieszenie, po chwili ustępuje miejsca normalnemu tempu, w którym delektować się można skutkami zderzenia — takich efektów nie zobaczycie na TVN Turbo. Wisienką na torcie jest odwzorowanie dźwięków, które towarzyszą mniejszym i większym kraksom. Brawa dla dźwiękowców, że poświęcili kilka prawdziwych aut, by nadać grze nieco realizmu.

Dostępna w demo muzyka to sklecone naprędce przez Criterion elektroniczne kawałki. Pełna wersja gry zawierać ma ponad 40 piosenek. A wśród nich same gwiazdy. DJ w miejscowym radiu towarzyszy kierowcom w całym Paradise City, puszczając utwory takich zespołów jak choćby Guns n' Roses, Depeche Mode, czy Alice in Chains — same klasyki. Przewaga klasycznego rocka cieszy, patrząc na popowe szmiry z poprzednich odsłon.

Błędem by było spekulowanie, czy Burnout odniesie sukces, czy też nie. Odpowiedź, od pierwszych sekund spędzonych z wersją demonstracyjną, nasuwa się sama. Gra jest dopracowana... albo może inaczej — jest dopieszczona w każdym calu. Aż dziw bierze, że nie widać tu wyraźnej ingerencji sponsora, czyli EA Games. Criterion dowodzi, już po raz piąty, że Burnout to gra z najwyższej półki. Jako jedni z niewielu firm, nie puszczają obietnic na wiatr. Czystka na sklepowych półkach nastąpi po dwudziestym stycznia.

Ocena wstępna: 9


Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier



Komentarze Dodaj komentarz»

Grgz 24 grudnia 2007, 14:09


Fajny artykuł :) Ja już ostrzę sobie zęby na nową część BURNOUTA ... Będzie Masakra przez duże M (jak Miłość hehe). Po demo, screenach zapowiada się naprawdę dobrze, więc czekamy na koniec stycznia z niecierpliwością.


Bartuzzi 25 grudnia 2007, 17:06


"Warkot silników, swąd palonej gumy oraz zadrapania na lakierze zostały przeniesione na konsole nowej generacji". Nie zgodzę się jedynie do palonej gumy choć gdy Xbox się przegrzeje to kto wie.


iggy 25 grudnia 2007, 17:32


Jest to prosta metafora, która w kilku słowach charakteryzuje tak szaloną ścigałkę, jaką jest Burnout Paradise :) W tym wypadku: "Warkot silników, swąd palonej gumy oraz zadrapania na lakierze zostały przeniesione na konsole nowej generacji = Czysty klimat płynący z grania w najnowsze dziecko Criterion. Tyle.


budzik 26 grudnia 2007, 23:59


demo pobralem jest powiedzialbym zajebiscie pod wzgledem grafiki jak tez plnnosci jednak gdy jade to samochod zmienia biegi caly czas jakby mial ich z 20 ciekawe jak sie grwalnosc sprawdzi jezeli to bedzie ok to bedzie max giera



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot