|
|
Devil May Cry 4
|
|
Autor:
Say
Opublikowano:
16 marca 2008
Odsłon:
6260
»Skomentuj...
|
|
|
No i wreszcie się doczekaliśmy! Po ponad trzech latach od premiery części trzeciej, studio Capcom zaserwowało nam kolejną, jak cyferka przy tytule wskazuje – czwartą już, część naprawdę świetnej i zarazem przy tym bardzo dochodowej serii gier akcji zwącej się Devil May Cry (czasem skrótowo będę pisał DMC). Do tego po raz pierwszy w wersji na Xboxa. Jako że posiadacze 360-tki nie mieli przedtem przyjemności zagrać w którąkolwiek część serii na swej X-platformie, to mają prawo czuć się troszeczkę niedoinformowani na temat tej gry. Więc osobom nie będącym zbytnio w temacie, postaram się uzupełnić braki i pokrótce przybliżyć co i jak wygląda w DMC. Starzy wyjadacze serii, poszukujący konkretów o „Czwórce”, proszeni są o przejście od razu do następnego akapitu; poniższy jest skierowany wyłącznie dla „zielonych”.
Pierwsza część Devil May Cry zadebiutowała blisko 7 lat temu na konsoli Playstation 2 i od razu zyskała szerokie grono zwolenników, wyznaczając przy tym pewne standardy w dziedzinie konsolowych gier akcji. Jako ciekawostkę dodam, że gra początkowo miała być kolejną, nieco odmienioną częścią ze znanej serii survival-horrorów — Resident Evil, i w miarę rozwoju prac nad grą pomysł wyewoluował w to, co prezentowała ostatecznie gra. Ale dość ciekawostek, pora na krótki zarys gry. Przez trzy części serii wcielaliśmy się w postać Dantego — białowłosego mężczyzny, który poza tym, że jest strasznie cyniczny, wiecznie pewny siebie i zarozumiały, jest także półkrwi demonem — synem demona Spardy i śmiertelniczki Evy, zabitej przez Mundusa, głównego wroga naszego gieroja w „jedynce”. Demoniczną rodzinkę uzupełnia Vergil, brat bliźniak Dantego, który przeszedł na stronę oponentów. Głównym fachem i specjalizacją naszego bohatera jest polowanie na wszelakiej maści demony. W grze chodziło głównie o to, by zrobić jak największą sieczkę z przeciwników, którzy pojawiali się w prawie każdym pomieszczeniu odwiedzanym przez naszego bohatera. Zarówno lokacje jak i postacie występujące we wszystkich częściach, zostały wykonane w dosyć specyficznym i mrocznym, wręcz groteskowym, klimacie. Walka — najważniejszy i najbardziej wychwalany element trylogii — prezentowała się naprawdę świetnie. Twórcom perfekcyjnie udało się zbalansować walkę zarówno mieczem jak i dwoma pistoletami. Dante swym „mieczykiem” mógł wywijać niezwykle efektowne kombinacje, które tworzyliśmy za pomocą sekwencji odpowiednich przycisków na padzie. W przerwie pomiędzy walką natrafiały się, równie efektowne jak walka, przerywniki filmowe wyjaśniające i rozwijające nam fabułę gry, oraz nietrudne do rozwiązania zagadki. Kolejne części przygód Dantego również zostały wydane jako tytuły ekskluzywne na konsolę Playstation 2. Wyjątek stanowiła część trzecia, ale tym zajmiemy się później.
Po dosyć przydługim wstępie pora na przejście do właściwej recenzji gry. Pogromcy demonów, miecze oraz pistolety w dłoń! Przygotujcie się teraz na prawdziwą akcję jaką zaoferuje wam gra! Do boju, zaczynamy!
Na początku DMC 4 miał być dostępny tylko i wyłącznie na konsolę Playstation 3, ale Capcom, pod wpływem sukcesu finansowego części trzeciej, wydanej także na PeCety, zmienił swe zdanie. Tak więc grę, oprócz wersji na komputery osobiste, ku naszej uciesze, można nabyć także w wersji na konsolę Billa. Wraz z przeniesieniem rozgrywki na konsole nowej generacji, do uniwersum gry wprowadzono także nowego głównego bohatera. Gdzie Dante nie może, tam innego pośle… Zamiast Dantego przyjdzie nam pokierować nastoletnim młodzianem o dosyć dziwnym imieniu — Nero (ksywka Burning Rom :F). Należy on do organizacji zwanej Zakonem Miecza, która czci demona Spardę (ojca Dantego). Z wyglądu, jak i charakteru przypomina on nieco odmłodzoną wersję poprzednika. Obydwoje mają taki sam, biały kolor włosów, podobny wzrost, obaj noszą podobne płaszcze i, co najważniejsze, obydwaj walczą na przemian za pomocą przerośniętych mieczy i pistoletów. Nero ma także podobny sposób bycia do swego poprzednika — jest cyniczny i bezczelny; jedyne co odróżnia go od Dantego to fakt, że nie jest tak doświadczony w obcowaniu z demonami, jak jego poprzednik. Przypadek czy zwykła fuszerka? Od razu odpowiem, że ani to, ani to. Obaj panowie mają ze sobą coś wspólnego i w trakcie rozwijania głównego wątku w grze dowiadujemy się nieco więcej na ten temat. Nie będzie chyba wielką tajemnicą jak wspomnę, że w grze, poza Nerem, przyjdzie nam ponownie sterować także Dantem, którego losami pokierujemy w drugiej, trochę krótszej, połowie gry (dokładnie to od 12-tej misji).
Akcja gry rozpoczyna się w kaplicy podczas pewnej ceremonii religijnej, w której udział bierze Nero i większość wojowników Zakonu Miecza. W tym momencie na sam środek kaplicy, w najmniej odpowiednim momencie, z hukiem wpada Dante (jak to on) i zabija duchownego przywódcę Zakonu oraz dokonuje rzezi na członkach Zakonu, którzy próbowali go schwytać i pomścić śmierć duchownego. Nero rzuca się do walki z napastnikiem. Pojedynek naszych dwóch kozaków jest pokazany w formie krótkiego tutoriala, w którym uczymy się poruszania postacią i walki. Zgadnijcie kto wygra ten pojedynek? Oczywiście, że nikt inny jak my. Dante ucieka, zaś Nero zostaje wysłany jego tropem, by pomścić śmierć Jego Świątobliwości i swych braci. Muszę przyznać, że pomysł na uczynienie głównego bohatera poprzednich części „ściganym” przez nowego herosa, jest strzałem w dziesiątkę.
Jak można się domyśleć, zabójstwo dokonane przez Dantego miało pewien ukryty cel, który poznajemy później. Tak samo z czasem zmieniają się motywy Nera odnośnie dorwania Dantego. Gra ma mnóstwo zwrotów akcji i według mnie wypada to korzystnie na jej rzecz. W końcu dobrze napisana fabuła potrafi podbudować wizerunek wielu pozycji. Co ciekawe nawet rozwijający się w grze wątek romansowy pomiędzy Nerem a jego przyjaciółką Kyrie, nie sprawia wrażenia wrzuconego na siłę. Kolejnym plusem są pojedynki i konfrontacje pomiędzy dwoma bohaterami — nie jest ich co prawda za wiele, ale są nie dość że diabelnie efektywne, to i ciekawe; uwagi i docinki wymieniane pomiędzy postaciami są także warte wspomnienia.
Rozgrywka nie zmieniła się wiele w porównaniu do części poprzedniej. Dalej latamy od lokacji do lokacji, eliminując przy tym hordy przeciwników, którzy próbują uprzykrzyć i utrudnić żywot naszego bohatera, a wszystko to przy rytmie ostrych kawałków. Ponownie walczymy znanym miksem, jakim jest połączenie miecza (przycisk „Y” na padzie) oraz pistoletu (przycisk „X”). Dalej mamy także podział na misje, co wiąże się z dalszym brakiem save pointów — nasze poczynania zapisywać możemy tylko i wyłącznie po pomyślnym ukończeniu misji. Do wykonania oddano nam łącznie 20 misji, ale tutaj pojawiają się dwa mankamenty: wtórność i dosyć krótka rozgrywka. Grę przejdziemy w około 9 godzin; dodatkowo od dwunastej misji zmuszeni jesteśmy do przemierzania tych samych lokacji co poprzednio, ba! przyjdzie nam nawet pokonywać tych samych bossów (niektórych będziemy musieli dobić nawet trzykrotnie!). Tam gdzie rozpoczęliśmy przygodę jako Nero, skończymy jako Dante; no, może nie do końca, ponieważ ostatnie dwie misje mają nowe lokacje — jupii! Przyznam szczerze, że nudziły mnie te same lokacje oglądane w kółko i trochę zawiódł mnie ten element. Do zwiedzenia oddano nam między innymi zamczysko w górach, tropikalną „wyspę”, wytwórnię Aniołów (a w zasadzie „anielskich demonów”) i kilka innych miejscówek. Nie będę narzekać na wykonanie lokacji: wyglądają one całkiem przyzwoicie i cieszą oko. Na terenie każdego obszaru spędzimy około trzy-cztery misje (jedną jako Dante, resztę w roli Nera), amerykańce nazywają to back-trackingiem.
Grę, jak wspomniałem, rozpoczynamy jako Nero. Nie potrafi on wykonywać takich kozackich ewolucji podczas walki jak jego poprzednik, ale ma za to pewnego asa w rękawie, i to nawet dosłownie. Jest nim jego Demoniczna Ręka (w ingliszu tak zwany Devil Bringer), moim zdaniem jeden z najciekawszych patentów jakie wrzucono do gry, wprowadzając przy tym drobny powiew świeżości w serii. Nie dość, że podczas walki możemy z niej korzystać, by podrzucać przeciwników w górę i przyciągać ich do siebie, co daje nam nieskończone możliwości w tworzeniu kombosów, to możemy także wykonywać nią w powietrzu efektowne combo-kille, znane między innymi z innego popularnego slashera — God of War. Dzięki „Rączce” dostajemy też możliwość łapania się zawieszonych w powietrzu punktów, umożliwiających przeskoczenie z jednej półki na drugą; a wszystko to jak przydusimy przycisk „B”, niekiedy w połączeniu z prawym spustem. Obydwoje białowłosi (nie, niejaki Riv Geralt tu jeszcze nie zajrzał) dostali także dostęp do korzystania z tzw. Devil Triggera. Daje on nam możliwość chwilowego przeobrażenia naszego wojaka w jego demoniczną formę (kiedy korzysta z niej Nero, pojawia się nad nim niebieska, skrzydlata poświata, dająca mu mnóstwo dodatkowej siły do ataku; Dante zamienia się w uśmiechniętego od ucha do ucha „diabełka”, a jego właściwości są podobne). Za przetrzebianie szeregów wroga dostajemy punkty, które możemy spożytkować na rozwinięcie stylów walki oraz różne inne ulepszenia postaci (przykładowo wyższe skakanie, potężniejszy Devil Bringer itd.). Skille obu bohaterów mocno się różnią, dzięki czemu nie mamy déja vu przy rozwijaniu postaci (w porównaniu do tych nieszczęsnych lokacji).
Kiedy dochodzi do podmiany głównego gieroja, z całą pewnością stwierdzamy, że, w stosunku do Dante’s Awakening („Trójki”), rozgrywka nim praktycznie wcale się nie zmieniła. Dante dalej wywala podczas walki takie ewolucje, że niejednemu kopara opada. Niestety, od tej pory brak Bringera będzie nam mocno doskwierał; nie wiem jak inni gracze, ale ja przyzwyczaiłem się do „Rączki” i trudno było mi się przestawić na styl walki Dantego. Ale nie jest tak źle — ciągle mamy cztery możliwe style do rozwijania: Sword Master, Gunslinger, Trickster i Royal Guard; zmieniamy ja za pomocą D-pada. Poza tym, że korzystając z danego stylu mamy specjalne „dopalacze” do ataków, to przyciskiem „B” będziemy mogli wykonać specjalne kombo przypisane do danego stylu. Wielki „comeback” zaliczają także znane gnaty Dantego, Evory & Ivory, miecz Rebellion (który chyba będzie waszym najwierniejszym przyjacielem) oraz kolejny dobry kumpel — shotgun Coyote-A. Żeby bodajże najsłynniejszy łowca demonów nie wynudził się zbytnio, dodane zostały także dwie nowe ciekawe innowacje: styl walki wręcz, w którym za pomocą rękawic będziemy młócić przeciwników, oraz tzw. „Pandora Box”. Jest to pudełko przybierające jedną z kilknastu możliwych form. Możemy zrobić z niego coś na kształt łuku, wyrzutni rakiet, karabinu maszynowego, czy nawet ogromnego koła napakowanego minigunami.
Teraz napomknę wam co nieco o bossach. Tych w grze jest tylko kilku, ale za to, po raz pierwszy w serii, nie są to byle chłystki, tylko gargantuicznych rozmiarów potwory, przypominające nieco te, których eliminowaliśmy w Lost Planet. Bestie te swoim wykonaniem naprawdę robią wrażenie. Niestety, jak już wspomniałem wcześniej, niektórych bossów będziemy zmuszeni pokonać aż trzy razy! Przyznam, że to trochę nudne siekać tego samego bossa trzeci raz z rzędu tylko po to, by zyskać potrzebne orby oraz przejść misję… Przy okazji wspomnę jeszcze raz o pakowaniu postaci. Zbieractwo orbów wypadających z pokonanych oponentów troszeczkę się zmieniło w porównaniu do poprzednich części. W poprzednich częściach zielone orby reperowały nasze zdrowie, a czerwone przeznaczaliśmy albo na zakup przedmiotów (gwiazdek odnawiających energię, niebieskich i złotych orbów służących do wydłużania paska życia i gwarantujących możliwość kontynuowania gry po tym, jak nas ktoś kropnie), albo na rozbudowę umiejętności Dantego. Teraz dostęp do tej drugiej opcji możliwy jest wyłącznie dzięki punktom, które dostajemy po zakończeniu każdej misji, zależnie od otrzymanej oceny. Warto także wspomnieć o rangach. Za coraz to bardziej wymyślne tricki i combosy dostajemy oceny, od „D” do „SS”, które po podsumowaniu dają nam łączną ocenę za całą misję i, w zależności od niej, zostajemy nagrodzeni odpowiednią ilością punktów. Ciekawostką jest także to, że jeśli macie podłączoną konsolę do neta, możecie przesłać swoje wyniki na oficjalną tablicę Capcomu. Zgadnijcie, kto okupuje pierwsze miejsca na tej tablicy? Tak! Japońce! Ci to chyba mają dodatkową rękę czy coś, bo same „SS-y” za misje, i to jeszcze na najwyższych poziomach trudności, są praktycznie niewykonalne dla laika.
Największym plusem, przynajmniej dla mnie, są diabelsko efektowne przerywniki filmowe. Bohaterowie wykonują w nich takie akrobacje, których pozazdrościliby nawet sam Neo i spółka. Cut-scenki są wykonane porządnie i stoją na naprawdę wysokim poziomie — mógłbym rzec, że niewiele się różnią od takich majstersztyków grafiki komputerowej jak np. Final Fantasy: Advent Children. Dodatkowo dodam także, że przerywniki z Dantem są najlepszymi jakie się pojawiają: ignorancja i pewność siebie prezentowane przez tę postać po prostu miażdżą. Mam tu na myśli zwłaszcza jego walkę z Belialem, bądź „symfonię” z Angelem. By móc w pełni cieszyć się filmikami, oddano nam do dyspozycji tryb „Movie Theater”, dzięki któremu możemy obejrzeć wszystkie odblokowane przez nas scenki w formie jednego długiego filmu. Ciekawostką dla wyjadaczy serii jest także powrót postaci znanych z serii, czyli Glorii i Trish, oraz Yamata – miecza, który należał do Vergila, jak również jego stylu walki – Dark Slayer.
Jednym z mankamentów gry są Osiągnięcia do podbicia naszego licznika punktów gracza. Aby osiągnąć komplet, jesteśmy zmuszeni do przejścia gry na wszystkich czterech poziomach trudności, zdobycia wszystkich możliwych rang oraz zebrania określonej przez twórców ilości orbów. Przyznam szczerze, że nie chciało mi się przechodzić gry po raz drugi; jak dla mnie jeden raz stanowczo wystarczy. Warto także dodać, że poziom trudności został zaniżony w stosunku do „trójki”. W DMC3 poziom „łatwy” oznaczał „trudny”, a „najtrudniejszy”, wymagał już wręcz małpiej zręczności w duszeniu przycisków na kontrolerze. Tutaj grając na drugim trybie „Demon Hunter”, grało mi się na tyle łatwo, że tylko bossowie stanowili większy kłlopot, ale nie był to jakiś wielki problem.
Podsumowując, czwarty Devil May Cry do gier najwyższych lotów nie należy, ale nie można o nim także powiedzieć, że jest niszowy. Ciekawa fabuła, dwóch grywalnych kozaków i świetnie zrealizowane cut-scenki połączone z powtórką z rozgrywki po przejściu połowy gry oraz wtórnością — gra, jak wspomniałem, niewiele różni się od poprzednich części, co w moim mniemaniu czyni go średniakiem. Gdyby gra miała więcej nowości, to z całą pewnością dostałaby wyższą ocenę. Ode mnie gra dostaje „siódemkę”.
|
Zalety:
- Dwie grywalne postacie
- Ciekawa i zaskakująca fabuła
- Walka
- Dużo nowych dodatków do walki: np. Demoniczna Ręka, Puszka Pandory
- Kozackie przerywniki filmowe
- Bossowie
- Ładnie wykonane lokacje
|
Wady:
- Back-tracking!
- Wtórność rozgrywki
- Trudne do zdobycia Osiągnięcia
- Gra do przejścia tylko na jeden raz
|
|
| Ocena
ogólna |
|
7
|
| Grafika
|
|
8
|
| Dźwięk
|
|
8
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
—
8
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
—
6
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry
|
ksywka Burning Rom
18 marca 2008,
9:24
Sorki, ale argumentacja, ze gra jest do przejścia na "jeden raz" albo, że są "trudne do zdobycia osiągnięcia" jakoś do mnie nie przemawiają.
A korekta w ogole przegladala ten tekst?
Jak dla mnie recka na 2/10
dlaczego
18 marca 2008,
14:37
dlaczego w reckach nie dajecie zadnych screenow? Troche "sucho" sie to czyta, dajcie troche screenow, jakies zywsze kolory na stronie :).
postarajcie sie chlopaki
el ZAX
19 marca 2008,
16:23
@ksywka Burning Rom - a jakie konkretnie błędy językowe znalazłeś? Korektor tekst sprawdzał, jeśli się okaże, że zawinił, to dostanie naganę...
@dlaczego - screeny z gry są w Bazie Gier, wychodzimy z założenia, że w recenzji ma być do przeczytania tekst, a nie obrazki do oglądania ;)
dlaczego
20 marca 2008,
7:59
a w recce nie moze byc to i to ?
el ZAX
20 marca 2008,
11:39
W chwili obecnej moglibyśmy dodawać screeny pod tekstem recenzji, i o ile wydaje nam się to zbyteczne (z przyczyn podanych w poprzednim komentarzu), tak wszystko zależy od Was - jeśli pojawi się większa liczba głosów popierających ten pomysł (prosimy słać takowe na emaila Redakcji), to go wprowadzimy.
ruben
27 marca 2008,
8:07
Ksywka Burning Rom - czepiasz sie, recenzent podal swoje argumenty i je uzasadnil, ty zas przywaliles sie tego, ze argumenty do ciebie nie przemawiaja, wogole nie mowiac dlaczego... Nie wydaje mi sie zeby tekst byl pisany specjalnie pod twoje wybujale ego, tylko pod wszystkich czytelnikow odwiedzajacych ten serwis. Co do recki to jest dluga i tresciwa, zawiera wiele informacji na temat serii - co mi sie podoba :) Ocena tekstu 8/10. Popieram tez pomysl, by na stronie wraz z recenzjami, zapowiedziami etc pojawily sie screeny.
cdgfhgh
27 marca 2008,
10:32
Najwyższy jest "SSS" i "Devil Hunter", a nie Demon. :P
kasztan
27 marca 2008,
17:19
Do autora recenzji: Czytałeś to co npisałeś w ogóle ?
Bo stylistycznie to jest tragedia:
nastoletnim młodzianem- no proszę cię albo młodzianem albo nastoletnim kimś np bohaterem
dokonuje rzezi na członkachh kozaków- dokonuje rzezi członków
słowa lokacje użyłeś w jednym tylko akapicie 4 razy
a słowa kozak(kozackie, kozaków) to nawet niechce mi się liczyć
amerykańce - amerykanie (nie wiem czy specjalnie tak napisałeś ale nie jest to śmieszne a może urazić mieszkańców tegoż kraju to tak jakbyś zamiast Rosjanin napisał Rusek)
Żeby bodajże najsłynniejszy- podstawa nie zaczyna się zdania od żeby , że , iż
dwie nowe ciekawe innowacje- albo nowe patenty(na przykład) albo innowacje ato co napisałeś to masło maślane
potwory, przypominające nieco te, których eliminowaliśmy w Lost Planet
- potwory które eliminowaliśmy a nie potwory których eliminowaliśmy
A do tego masa błędów powtórzeniowych.
A co do samej oceny to że nieche ci się przechodzić gry drugi raz po to by zdobyć "calaka" i dlatego oniżasz jej ocenę to jakiś aburd
ksywka Burning Rom
28 marca 2008,
8:24
ruben,
to cos, co zwie sie "dodaj swoj komentarz" , czyli jak sama nazwa wskazuje "komentuje" powyzszy tekst...co w tym dziwnego? Ja sie czepiam? To Ty sie czepiasz...a wiesz jak skonczylo sie "czepianie" pana policjanta w filmie Rambo:First Blood :) ? Nie wiesz? To obejrzyz i shut up.
Say
1 kwietnia 2008,
20:41
No to pozwólcie, że teraz spróbuję się jakoś wybronić i odpowiem na wasze zarzuty i błędy jakie wypatrzyliście w tekście :)
@ksywka Burning Rom - To, że moje argumenty do ciebie nie przemawiają to wyłącznie twój problem, nie uzasadniłeś dlaczego tak jest, więc wybacz, ale o czym tu gadać? Co do sprawdzenia tekstu, to owszem korekta przeglądała ten tekst, jeśli widzisz w nim jakieś błędy, to po prostu je zgłoś.
@cdgfhgh - możliwe, że popełniłem tu błędy z tymi nazwami, wybacz ale podczas pisania recenzji nie miałem już gry pod ręką i operowałem wyłącznie notatkami, które zrobiłem podczas grania w grę, więc nie miałem jak tego sprawdzić :)
@kasztan - nastoletni młodzian... Młodzianem może być nawet ktoś powyżej 20-tu lat, więc słowo "nastoletni" bardziej precyzuje wiek Nera, gdzie tu widzisz jakiś błąd? Co do powtórzeń i drobnych błędów, każdemu się zdarza, w redakcji XboxSpotu jestem od dwóch miesięcy i dopiero zaczynam w pisaniu tekstów, z czasem tych powtórzeń i błędów będzie coraz mniej. Co do słowa "amerykańce" to twój tekst po prostu mnie rozwalił, nie sądzę, by takowi się obrazili za takie nazywanie. Tak samo inni mogą nas nazywać "polaczkami" i co, poczujesz się z tego powodu urażony? Bo ja nie, jeśli ciebie to razi to już twoja sprawa... Odnośnie tego zaniżenia oceny z powodu trudnych achievów i nazwania przeze mnie gry "na jeden raz", to powiedz mi gdzie w tekście napisałem coś takiego, że właśnie przez to zaniżyłem ocenę? "Gdyby gra miała więcej nowości, to z całą pewnością dostałaby wyższą ocenę." - to jest przedostatnie zdanie i wyłącznie to mnie najbardziej bolało, że gra w stosunku do części poprzednich nie wprowadzała jakiś większych zmian (nowy bohater, lepsza grafa, trochę nowych bajerów do walki i więcej się nie dopatrzyłem) i właśnie przez to gra dostała niższą ocenę, no i jeszcze ten backtracking, ale on miał mniejszy wpływ... Ktoś tu nie czyta dokładnie tekstu... Aaaa i jeszcze jedno, miło mi, że krytykujesz moją stylistykę, a sam piszesz tak chaotycznie, że na pierwszy rzut oka nie idzie tego rozczytać, rozumiem pewnie szybko pisałeś xD
Anty Say
2 kwietnia 2008,
8:09
Hahahah. Nie no chłopie Ty to dopiero masz fajną argumentacje "jak ci sie nie podoba to twoj problem.... to twoja sprawa". Tak czy owak minus "trudne do zdobycia osiągnięcia" rozwala chyba każdego na łopatki. kup se pegasusa, tam nie ma osiągnięć do zdobycia.
Say
2 kwietnia 2008,
18:29
Heh, ja mam fajną argumentację? To Ty powiedziałeś, że moje argumenty do Ciebie nie przemawiają, nie uzasadniając nawet dlaczego, to co miałem innego napisać?... Kasztan wytknął mi błędy uzasadniając je i dzięki temu, wiem co mam poprawić podczas pisania przyszłych tekstów. Jeśli ten minus Cię razi, to ok masz do tego prawo, każdy ma swoje zdanie, wolność słowa przede wszystkim. Ja wyraziłem swoje stanowisko w tej sprawie, Ty wyraziłeś swoje... Dla mnie to minus, bo mając miesiąc czasu na napisanie recki, nabywanie co raz to nowszych achievów było trochę uciążliwe, więc czas robi swoje. Ale Osiągnięcia nie miały nic wspólnego z końcową oceną, dałem je jako minus, ale nie brałem ich pod uwagę podczas wystawiania oceny, w poprzednim poście napisałem co miało największy wpływ na tą "siódemkę". Dla wymagających graczy jest to pewnie plus, ale jak dla mnie przechodzenie gry na wszystkich poziomach trudności było chybionym pomysłem. Jak wspomniałem w tekście nie chciało mi się już przechodzić grę po kilka razy, a jak wiadomo co raz to nowsze punkty do swego gamescore"a chce zdobyć każdy, a żem leń, to wolę robić to minimalnym kosztem :P Te trudne osiągnięcia są także częstym mankamentem, na jaki narzekają zagraniczni recenzeci, więc coś w tym jest :) Odnośnie Pegazusa, to spudłowałeś, bo pląta się u mnie gdzieś po szafie, od niego zaczynałem swoją przygodę z grami, zresztą do dziś stawiam klasykę ponad co raz to nowsze gry, co nie znaczy, że ich nie lubię... Z drugiej strony czuję się zaszczycony faktem, że nabyłem antyfana :)
Edmund McCry
5 kwietnia 2008,
10:41
Z tym Młodzianem to raczej chodzi o masło maślane. "Nastoletni młodzian". Nastolatek, to przecież młody człowiek, młodzian ;) Wyrażenie "amerykańce" nie obraża specjalnie amerykanów. Stereotyp etniczny udziela się także w recenzjach, co w tym przypadku wygląda mi na pozytywną myśl, żartobliwą :) W kwestii ocen... także uważam, że Osiągnięcia nie mają nic do rzeczy. Grę przechodzimy dla gry, nie dla głupich punktów... przynajmniej tak było kiedyś... Recenzja ma za zadanie choć trochę przybliżyć zalety i wady produktu, by pomóc w wyborze czytelnikom. Jestem pewien że Say wywiązał się z tego w 100% dobrze. A błędy popełnia każdy :)
gorn19
29 kwietnia 2008,
12:27
Nie rozumiem tego najazdu na recenzenta, napisal co mial napisac, podal wszystkie swoje argumenty opisujac to co sadzi o poszczegolnych elementach gry, a wy "powazni krytycy" mieszacie go z blotem tylko dlatego, ze uwaza gre za zbyt nudna zeby przechodzic ja ponownie tylko dlatego aby nabyc achievy... Typowa postawa dziecka neo, kazdy popelnia bledy, a jak napisal Say on dopiero rozpoczal swoja dzialanosc jako recenzent i dopiero nabywa doswiadczenia, wiec po mojemu moze czuc sie usprawiedliwionym...
ROB.mis
27 grudnia 2008,
19:00
ja mam wszystkie osiągniecia i przeszedlem gre 4 razy a wole strzelaninki typu medal czy call of duty . pan recenzent poprostu jest kiepski i cos mu nie poszlo . W ogole to ja moge robic dzwiękowe recenzje bo z pisownia u mnie na bakier jak widac niech mie ktos zatrudni hehe w zamian tylko gierki dawajcie devil 9/10
grafika
fabuła
2 postacie grywalne
sporo osiągniec
poczucie humoru
latwe logiczne ukladanki np akcja w lesie
sporo bosow jak na serie devil
Dodaj swój komentarz
|