Czy widząc grę sygnowaną nazwiskiem Toma Clancy'ego spodziewasz się rozgrywki polegającej na klikaniu na pizzę, aby ją podrzucić i utrzymać w powietrzu jak najdłużej? Retorycznie zapytam jeszcze, czy w przeciągu nieco ponad roku ekipa Ubisoft Montreal mogła stworzyć pełnoprawny sequel eliminowania niegrzecznych chłopców w Nevadzie (w skrócie RS: Vegas)? No właśnie. Czy mnie to jakoś pesymistycznie nastraja? Nie, biorąc pod uwagę fakt, że z częścią pierwszą styczności nie miałem (jedynie obadane demo), a także, że to ostatnio norma w elektronicznym światku. Mając na plecach oddech konkurencji, oraz widząc marsowe miny wydawców, progres wydawniczy mocno przyśpieszył.
Formalności za nami, więc przechodzimy do sedna. Tom Clancy's Rainbow Six: Vegas 2 rzuci nas w pralkę czasu. Naszą przygodę rozpoczynamy kolejno:
- - 5 lat przed wydarzeniami z części poprzedniej,
- - równolegle do wielkiej rozróby z Rainbow Six: Vegas, w której jako Logan Keller ganialiśmy panów o nieczystych umysłach,
- - oraz po jej zakończeniu.
Wszystko to ładnie i zgrabnie ujęte w ciekawej historyjce. Jest duża ilość rzezimieszków chcących wyrządzić nam krzywdę, przewinie się motyw broni chemicznej, odbijania zakładników i zabawy z pytaniami: „dlaczego nas zdradziłeś, draniu?". Jeżeli śledziłeś przygody Jacka Bauera w serialowym hicie 24, to poczujesz przyjemne mrowienie na grzbiecie. Różnica jest taka, że będziemy biegać zakuci w tonę kevlaru, mając do dyspozycji masę innego żelastwa, a przy naszym boku będzie się kręciła dwójka nam podobnych ziomków. Sami wcielimy się w skórę Bishopa, członka oddziału tytułowej „Tęczy Sześć”, który niejednego terrorystę posłał do piachu.
Jeszcze przed pierwszą eskapadą w góry przyjdzie nam grzebać w kustomizacji naszego cyfrowego alter-ego. Po żmudnej robocie z wyborem odpowiedniego na misję ekwipunku, maskowania i pierdyliarda innych, mniej lub bardziej, istotnych elementów ruszamy w zaśnieżone rejony Pic des Pyréneés we Francji. Pierwsza misja, polegająca na opanowaniu sytuacji w obserwatorium naukowym, to zarazem krótki tutorial. Jeżeli nie miałeś przyjemności obcowania z poprzednią częścią, to zapewniam, że ze sterowaniem oraz panującymi zasadami (strzelasz do każdego gogusia w kominiarce) zaznajomisz się błyskawicznie. Jak to w przypadku gier Ubisoftu bywa, gameplay jest równie przyswajalny co grysik przez niemowlaka. Prawym triggerem wypluwamy stos ołowiu, lewym natomiast – wzorem GoW – przyklejamy się do ściany/obiektu, i, obserwując pole walki z perspektywy trzeciej osoby, mamy większą szansę na wypatrzenie i zlikwidowanie upierdliwych delikwentów. Przy okazji w ten sposób zmniejszamy zarazem szansę na zarobienie kulki między żebra. Na uwadze trzeba mieć jednak fakt, że chowanie się za płytami wykonanymi z MDF-u, tudzież reklamowymi, plastykowymi banerami to pomysł zasługujący na wpis do „Wielkiej księgi rzeczy nieprzemyślanych” — naboje z łatwością przechodzą przez taki rodzaj marnych osłon, co możemy naturalnie skrzętnie wykorzystać gdy przeciwnik popełni podobny błąd.
Na nużące planowanie akcji „krok po kroku” nie ma tutaj miejsca. Krótka odprawa w latającym wehikule (helikopter) i ruszamy do akcji. Cenne informacje nt. rozmieszczenia oraz ilości wrogich jednostek zdobywamy na ogół sami – wycieczka do drzwi, wsunięcie kamery podeń i już mamy „yakotakie” rozeznanie w sytuacji. Następnie wg własnego widzimisię określamy (specjalnymi tagami) kolejność odstrzelenia przeciwników przez naszych kompanów, a tych z kolei ustawiamy pod drzwiami (wydajemy wówczas 3 komendy „wejścia”). Sami możemy dłubać wykałaczką w zębach i czekać na rozwój wydarzeń, bądź wspomóc naszych ładując się w odpowiednim momencie przez inne wejście. Ta opcja wskazana jest przy większej ilości terrorystycznych dupków, gdyż maksymalnie możemy otagować dwóch agresorów. Akcje niezaplanowane a la „Huzia na Józia” z góry skazane są na porażkę. Prawdopodobieństwo, że dostaniesz łomot większy niż Krzyżacy pod Grunwaldem w 1410 roku wynoszą dziewięć do jednego. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w co-opie, gdzie z kumplem/koleżanką/bratem/znajomym zaprowadzimy porządek na świecie w imię wyższych wartości, ewentualnie butelki schłodzonego piwa stojącego na stole. Osoba do nas dołączająca wciela się w postać dodatkową – Knight'a –, więc de facto mamy w teamie cztery osoby zamiast trzech. Sama gra nabiera wówczas rumieńców, robi się naprawdę przednio, jeno uwaga moja jest taka: Chcesz nie psuć sobie wrażenia z gry? Nie graj po splicie. Graficznie jest podobnie jak poprzednio, czyli pięknie, a możliwości UE3 po raz kolejny pokazują jak wielki potencjał tkwi w tym silniku. Tekstury ostre jak żyletka, bajeczne oświetlenie i zawiesiny dymu. Oko przymknąć można na sporadycznie szarpiącą animację i niemożność strącenia żadnego ze źródeł światła. Nie ma natomiast dla mnie żadnego wytłumaczenia „hitów” odchodzących po split-screenie. Miernej jakości tekstury rodem z początków N64 przeboleję, ale szarpiącą w najbardziej newralgicznych momentach animację w ŻADNYM WYPADKU. Kogo kręci widok 10 FPS na ekranie? Do tego dochodzą jakieś dziwne babole z zapętlonym bez przerwy dźwiękiem bądź jego brakiem, i przenikaniem przez siebie postaci. Ręce opadają. Granie po Live!? – OK. Granie na dzielonym ekranie? – tylko dla masochistów.
W odróżnieniu od poprzedniej odsłony, w której przede wszystkim rzucaliśmy żetonami w bandytów w różnorakich kasynach, tym razem poznamy Nevadę od „kuchni”. Przedzieranie się przez osiedle domków jednorodzinnych, chowając się zarazem za grillem obładowanym befsztykiem dostarcza nowych emocji. Częściej też będziemy wydłubywać piach z nosa, wędrując po jakimś zapyziałym miasteczku na obrzeżach stanu. Do szerzenia wzajemnej tolerancji i miłości oddano nam tak pokaźną liczbę broni, że nawet nie mam ochoty tego wszystkiego wymieniać (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii). Po zliczeniu wszystkich pukawek wychodzi, że można by bez problemu obdarować nimi ze 4 tytuły (44 sztuki!). Każdą broń można sobie według własnego uznania kustomizować – tu dodać celownik, tam większy magazynek sprawić itp. Pozostał zapoczątkowany wcześniej system rang. Za każde unicestwienie „badguy'a” (czy to osobiście go zatłuczemy, czy też zrobią to za nas podlegający nam ludzie) dostajemy punkty doświadczenia, których ilość przekłada się na stosowną rangę. Ta z kolei umożliwia nam odblokowanie nowych fatałaszków. Ludzie lubujący się w przymierzaniu wirtualnych szmat będą wniebowzięci. Z pierwszej części ostał się również niezbyt trafiony system checkpointów. Na poziomie Realistic (gdzie najczęściej jeden strzał = jeden trup) po dziesiątym restarcie można doprawdy strzelić baranka w ścianę i obrazić pół wsi/miasta. Sprawę ułatwia nieco to, że gra jest do bólu liniowa, a wszystkie zaskryptowane akcje można sobie zapisać, np. w zeszycie. Ale marne to chyba pocieszenie?
Tryb „Story” powinien wystarczyć na trzy wieczory (średnio po dwie godziny). Przechodzenie ponownie gry na wyższych stopniach trudności zarezerwowane jest, jak mniemam, dla ludzi goniących za punktami GS i odblokowywaniem nowych rang. Likwidacja określonej liczby gamoni na czas w trybie „Terrorist Hunt” ani specjalnie mnie nie grzeje ani nie ziębi. Nie obraziłbym się gdyby go nawet nie było. Sprawa multiplayera w telegraficznym skrócie rysuje się tak – 3 miejsce po CoD4 i Halo3 w zestawieniu na najczęściej grane tytuły na Live!, 10 nowych map, zmodyfikowany system nagród i 2 nowe mody do wyboru. W zalewie monotematycznego badziewia (nie zrozumcie mnie źle, ale po dziesiątym z kolei wydanym FPS-ie na X360 mam mdłości) Vegas 2 broni się bardzo dobrze. Jest filmowo, efektownie, z ciekawą historyjką i intuicyjnym likwidowaniem „trójek Giertycha”. Gdyby jeszcze mimika postaci, szczególnie zakładników, nie przypominała aktora grającego z gracją drewnianego kloca, byłoby wspaniale. Tryb „Story” do łyknięcia na raz, dwa jeżeli zamierzasz przejść grę z kumplem, a MP dla każdego po ciężkim dniu pracy.
|
Zalety:
- widowiskowa akcja
- oprawa
- względnie trzymająca się kupy fabuła
|
Wady:
- burdel na split-screenie
- liniowa
- system checkpointów
- krótki tryb „Story”
|
|
| Ocena
ogólna |
|
8
|
| Grafika
|
|
8.5
|
| Dźwięk
|
|
8
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
8
8
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
9
7
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry