|
|
True Crime: Streets of L.A.
|
|
Autor:
linc
Opublikowano:
22 sierpnia 2004
Odsłon:
1823
»Skomentuj...
|
|
|
To, że gry ewoluują, wie każdy. Umożliwiają nam rzeczy, na które normalnie byśmy się nigdy nie odważyli. Pozwalają stać się kimś innym, przenieść w świat nam zgoła nieznany, lecz jednak fascynujący i ciekawy. Najczęściej to jednak nie świat decyduje o popularności gry, lecz jej możliwości. O takich tytułach, jak czysto pecetowy Fallout czy zapowiadany na Xboxa w formie exclusive’u Fable, słyszał pewnie każdy. I pomimo, iż do ukazania się tego drugiego pozostała jeszcze długa droga, to już zdążyła zyskać rozgłos jako pozycja nietuzinkowa, wykraczająca poza stare trendy i dająca graczowi praktycznie wręcz nieograniczoną swobodę podejmowanych działań. Ten temat podejmuje także wydana na Xbox'a gra pt. "True Crime". Można ją porównać do GTA czy też The Getaway, lecz moim zdaniem, dzięki paru ciekawym zagrywkom, ta pozycja może dostarczyć o wiele większych doznań niż te dwie poprzednie pozycje razem wzięte. Co pierwsze zaskakuje w tej grze, to menu. Samo wykonanie nie jest niczym niezwykłym - najważniejszy jest pomysł: w tle przewija się LA znane z gry. Tu ktoś jedzie, tam ktoś idzie, czasem przebiega złodziej ze swoją zdobyczą. Wszystko ujęte jest w szaro - czarne barwy, co sprawia dziwne wrażenie - w moim przypadku jak najbardziej pozytywne. Dalej przechodzimy do menu i - standardowo - ustawiamy sobie sterowanie itp. Możemy także wybrać, które piosenki mają nam przygrywać przy poszczególnych rodzajach zadań (jeżdzone/chodzone). I to w zasadzie wszystko, co nam jest potrzebne, by zacząć grać. Nasza historia skupia się na wojnie chińskiej i rosyjskiej mafii. Nasz bohater, Nick Kang, który niedawno wrócił do LA, szybko zostaje w nią wplątany. Warto dodać, iż jest to prawdziwy twardziel, zaś z wyglądu przypomina trochę Jeta Li. Jest samotnikiem, jednak daje się namówić na nowego partnera - piękną policjantkę Rosie, która póĽniej będzie go wspierała. Już na samym początku daje się we znaki trudny charakter Nicka. Jest to bowiem postać zamknięta w sobie i wielu może zniechęcić, jednak po pewnym czasie gracz zaczyna się przyzwyczajać i oswajać z głównym bohaterem tej opowieści. Ta, opowiadana głosem przyjaciela naszego bohatera, jest bardzo ciekawa i oferuje aż 3 różne zakończenia, jednak tylko jedno jest dobre. Zadaniem gracza będzie do niego dotrzeć przez wiele zróżnicowanych misji, począwszy od zwykłego dojechania do komisariatu, aż do odbicia z rąk bandytów zajętego wieżowca. I tu dochodzimy do meritum gry - szybko można sobie bowiem uświadomić, iż nie jest to jedna, lecz 4 gry! Odpowiednio są to: gra wyścigowa, modrobicie, skradanka i strzelanka. I choć każda z nich oddzielnie nie miałaby racji bytu, razem wydają się być całkiem strawne. W zależności od misji, które tutaj wyświetlane są w formie epizodów, przydzieleni zostaniemy do jednej z nich. Zaraz po rozpoczęciu gry dane nam będzie wsiąść do pojazdu Nicka, stylizowanego na samochodach z lat '50, lecz niezwykle szybkiego i zwinnego. Jego dodatkowym atutem jest możliwość włączenia syreny, dzięki czemu każdy pojazd zjeżdża nam potulnie z drogi. Jest to gadżet dostępny w 4 samochodach unikatowych, które przyjdzie nam odkryć w trakcie trwania gry. W ilości aut gra przegrywa z konkurencją, lecz liczba ta w pełni satysfakcjonuje (jest w czym wybierać). Co do samej jazdy, to widać dużą różnicę w stosunku do tego, co widziało się w serii GTA. Tu panuje pełny arcade: pojazdy skręcają bardzo szybko i są przy tym bardzo wytrzymałe na zderzenia. Gdy już do takiego dojdzie, uświadczymy gnące się blachy i odlatujące szyby. Możemy także jechać z przebitym kołem, lecz w ten sposób sterowanie będzie znacznie utrudnione. Jeśli chodzi o zniszczenia, to nie ma na co narzekać. Fajnym patentem jest strzelanie jadąc jednocześnie samochodem. Może to się odbyć na dwa sposoby: zwykły i czymś w rodzaju bullet time'u. Przy pierwszym Nick wyjmuje rękę i zaczyna strzelać w przeciwnika, kierując się przy tym latającym celownikiem. Przy drugim jest już dokładniej, bo czas spowalnia, a nam przyjdzie samemu namierzać przeciwnika z lekko przybliżoną kamerą. Jak już wspomniałem, przestrzelić można opony, lecz odpowiednio celując, można kilkoma strzałami wysadzić pojazd w powietrze! Dodając do tego bullet time jest to niesłychanie efektowna opcja. Cieszy możliwość demolowania otoczenia (słupki, płotki itp. - to wszystko można zniszczyć naszym pojazdem). Przy okazji drugiej misji zmuszeni jesteśmy do walki wręcz. Przebiega ona z wykorzystaniem wszystkich 4 klawiszy, które odpowiadają za uderzanie pięścią i kopanie - odpowiednio dla przycisków - wysokie i niskie. Po serii ciosów, gdy energia naszego przeciwnika opadnie, włącza się bullet time i dane nam będzie wstukać kombinację 3 przycisków, co zaowocuje wymyślnym combosem. Raz będzie to podbicie przeciwnika pięścią w górę, a raz wyskok i kopniak - możliwości jest wiele, ale poszczególne ciosy przyjdzie nam w dalszej części gry odblokować. Tak jak poprzednio, tak i tutaj istnieje duża możliwość ingerencji w wygląd otoczenia, co owocuje tym, iż opuszczając pomieszczenie wygląda ono jak istne pole walki. Następnie przyjdzie nam trochę postrzelać. Nick posiada przy sobie 2 pistolety, które możemy upgrade’ować w odpowiednich miejscach (tak jak zdobyć nowe combosy/samochody) pomiędzy misjami. Nie są to zwykłe kosmetyczne zmiany - widać je od razu, np. zyskujemy celownik laserowy (bodaj najlepszy gadżet w grze), lunetę itp. Podczas walki mamy możliwość włączenia wielokrotnie już wspominanego bullet time’u z jednoczesnym otwarciem ognia. Możemy także „przylepić się” do ściany czy kucnąć, tym samym chroniąc przed kulami. Gdy zabijemy przeciwnika, możemy podnieść jego broń. W jednym momencie możemy posiadać dwie takie bronie, a wybieramy spośród pistoletów, shotgunów i karabinów. W ostatniej sekcji, skradankowej, musimy dostać się do określonego punktu będąc niezauważonym. Przeciwnicy chodzą z góry upatrzonymi ścieżkami, co nie stanowi problemu z ich skuteczną, cichą eliminacją. Jest to najbardziej frustrująca część gry (prócz walki z bossem, który jest przesadnie „dopakowany”) gdyż są momenty, gdy wszystko musi być wykonane z zegarmistrzowską precyzją (np. wpadamy do pokoju, usypiamy 2 strażników i chowamy się). Chodząc po mieście, używamy widoku Tpp (lecz w razie konieczności możemy zmienić widok na Fpp) i czujemy wolność, jaka nas otacza - każdego możemy przeszukać, zakuć, zastrzelić itp. Co chwila dostajemy wezwania od centrali, byśmy udali się na jakieś losowe misje. Występują one jednak zbyt często, lecz same w sobie nie przeszkadzają i są miłym urozmaiceniem. A mogą to być zadania różnorodne, np. odbić porwanego zakładnika. I tu pojawia się nasza dowolność w wykreowaniu bohatera - w zależności od naszych poczynań może być dobrym lub złym gliną. Dobry glina wyceluje i "zneutralizuje" porywacza celnym strzałem w ręce, zaś zły po prostu zastrzeli bandytę razem z porwanym, lub, celując trafi go w głowę. Przed takim wyborem staniemy podczas każdej misji, nie tylko losowej, lecz także tych, które budują historię gry. Jest to sprawa o tyle poważna, że dostęp do niektórych misji możemy zyskać ściśle określonym charakterem. Grafika, niestety, nie zachwyca. W oczy rzucają się słabe tekstury i ich monotonna kolorystyka - przez całą grę dominują odcienie szarości. Postacie są starannie wykonane, szczególnie Nick Kang prezentuje się dobrze (wszak to główna postać w grze ;). Brak w nich kanciastości, zaś animacja jest bezbłędna. Pojazdy, choć daleko im choćby do VC, są wykonane starannie. Miasto zasobne jest w przeróżne detale tak na zewnątrz jak i wewnątrz. Szkoda tylko, że o ile w budynkach panuje jakieś urozmaicenie i podróżujemy praktycznie pośród nowych wystrojów wnętrz, o tyle podróżując samochodem nie ma już takiego wyboru i jesteśmy zaspokajani ciągle powtarzającymi się obiektami. Można powiedzieć, że grafika to najsłabszy punkt produktu Luxoflux'u. Jeśli chodzi o muzykę, to jest ona dużym plusem gry. W tle rozbrzmiewają różnorodne melodie, jednak głównie z nurtu rapu i (tego już trochę mniej) metalu. Ogólnie podczas gry usłyszymy ok. 50 kawałków różnych wykonawców, wśród których znajduje się np. Snoop Dogg (występuje także jako ukryta postać w grze) i Ice T. Fani takiej muzyki powinni być usatysfakcjonowani. Gra nie jest wolna od wad. Jedną z nich jest stosunkowo blisko dobudowywujące się otoczenie. Nieraz także zdarzało mi się przeniknąć przez ścianę. Najbardziej jednak martwi inteligencja naszych przeciwników, którzy nie wykazują praktycznie żadnych przejawów myślenia. Dlatego też pokonujemy ich w ilościach hurtowych. Dobrze chociaż, że Nick jest stosunkowo wytrzymały. Długość gry także nie zależy do jej zalet - przejście jej zajęło mi 1 dzień (tylko bossa zostawiłem sobie na póĽniej) intensywnego grania. Misje, choć jest ich bardzo dużo i są urozmaicone, nie są zbyt długie. W tym aspekcie twórcy mogli wykazać się o wiele lepiej. Utrudnieniem może być także mało inteligentna kamera, którą możemy na szczęście obracać. True Crime może się podobać lub nie. Nie można jej jednak odmówić, iż wprowadziła pewien powiew świeżości do rodzaju gier zdominowanego przez serię GTA. Udało się jej połączyć wiele gatunków i stworzyć całkiem strawne danie. Jeśli lubisz bezpardonową akcję w klimatach arcade, to gra Luxoflux’u jest właśnie dla Ciebie!
|
arq
8 listopada 2007,
18:50
gtr
Dodaj swój komentarz
|