XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

Gears of War 2

Autor: Ramirey    Opublikowano: 24 listopada 2008    Odsłon: 4225    »Skomentuj...

Uwielbiam recenzować exclusive'y. Z góry wiadomo, że ma się do czynienia z produktem dedykowanym danej konsoli. Dopracowanym w każdym detalu produktem, który w większości przypadków trzyma stały, bardzo wysoki poziom. Tak było właśnie z częścią pierwszą „Gearsów” – fantastycznym shooterem na Xboxa 360. Przyzwoity tryb single player oraz wyśmienity multi zapewniły tej grze miano najlepszej strzelanki po dziś dzień. Co przynosi ze sobą drugą część?

Zupełną odwrotność. Nieziemską kampanię dla pojedynczego gracza i nieco gorszy tryb wieloosobowy. Pomimo, że rozgrywka on-line została zaprojektowana w innowacyjny sposób to nadal powiela stare błędy. Zanim jednak troszkę ponarzekam na dzieło Epic Games, wyleję kilogramy miodu przedstawiając wam fabułę.

Część pierwsza „Gearsów” zakończyła się wybuchem ogromnej bomby z masą świetlną. Eksplozja miała zdziesiątkować hordę szarańczy i przywrócić ład na powierzchni planety. Niestety, nadzieje były płonne. Szarańcza powraca bardziej zdeterminowana. Siła z jaką przystąpiła do ataku zaskoczyła wszystkich. Potężne miasta i forty zapadają się pod ziemię. Ludzkość podejmuje krytyczną decyzję - aby przeżyć, musi zaatakować wroga na jego terytorium. Ogromna kontrofensywa wyrusza z miasta Jacinto – od powodzenia tej akcji zależą losy całego świata!

Oczywiście tak poważne działania nie obejdą się bez udziału oddziału Delta i jej charyzmatycznego przywódcy - sierżanta Marcusa Fenixa. W rolę Marcusa wciela się gracz, który wraz z garstką bohaterów z części pierwszej (Dominic, Cole, Baird) oraz grupą nowych żołnierzy (Dizzy, Minh, Tai, Carmine) rozpoczynają krwawą krucjatę przeciwko hordom szarańczy.

O ile fabuła w części pierwszej była jedynie piątym kołem u wozu, o tyle w „dwójce” odgrywa znaczącą rolę. Zgodnie z zapowiedziami twórców, mamy wrażenie uczestniczenia w wyśmienitym filmie. Nagłe zwroty akcji, wątki osobiste głównych postaci, jazda czołgiem bojowym oraz dosiadanie opancerzonego Brumaka (wielgaśny jak King Kong potwór) miażdżą swoim polotem. Oczywiście nie zdradzę wam wszystkich elementów fabuły, aby nie psuć wam indywidualnego odbioru gry, ale z pewnością mogę powiedzieć, że ta historia was porwie. W niektórych miejscach będziecie bać się jak diabli, w niektórych momentach uronicie łezkę (moment spotkania Dominica z żoną Marią), a w niektórych chwilach będziecie czuć niesamowitą satysfakcję z zabicia konkretnego przeciwnika. Generalnie jednak musze przyznać, że adrenalina towarzyszyć wam będzie od pierwszego do ostatniego momentu gry.

Pewnym rozczarowaniem może okazać się samo zakończenie. Pomijając fakt, że nie wyjaśnia zbyt wiele (jak wiemy Cliffy planuje wydać część trzecią!) to jest banalnie proste. Walka z finałowym bossem trwa zaledwie kilka chwil, bez względu na to na jakim poziomie trudności gramy. Chociaż jeśli będziecie wytrwali i po napisach końcowych obejrzycie to co przygotowali twórcy można odnieść wrażenie, że jesteśmy dopiero w połowie drogi do zakończenia konfliktu. Już nie mogę się doczekać kolejnej odsłony.

Tyle jeśli chodzi o wątek fabularny. Znaczącemu usprawnieniu uległ również arsenał. Nie byłoby wyśmienitej fabuły bez ogromnej ilości uzbrojenia za pomocą którego przebijamy się przez obronę szarańczy. Lista dostępnych w grze broni jest naprawdę imponująca. Pozwólcie, że wymienię kilka narzędzi tortur: dwa karabiny (w tym nieśmiertelny lansjer z bagnetem łańcuchowym), trzy rodzaje pistoletów krótkich, strzelba, miotacz ognia (nowość), karabin snajperski (coś dla camperów), wyrzutnia rakiet, łuk obrotowy, młot świtu (we współpracy z satelitą), karabin obrotowy (popularny Gatling) oraz moździerz. Do tego należy dorzucić jeszcze trzy rodzaje granatów – odłamkowy, dymny i farbujący. Jak również wieżyczki trojka – stacjonarne działka oraz tarczę.

Tarcza jest bardzo ciekawym pomysłem. Nie dość, że odbija większość pocisków przeciwnika to jednocześnie pozwala prowadzić ogień z krótkiego pistoletu. Na odległość jest to taktyka nie do przeceniania, ma jednak małą wadę – sprawia że poruszamy się bardzo powoli. Rozgarnięty przeciwnik może szybko zaskoczyć nas od tyłu lub po prostu przywalić solidnego kopniaka w tarczę, pozbawiając nas ochrony. Co ciekawe, za tarczę może służyć nam również ciało wroga – chociaż jest to raczej doraźna ochrona, ze względu na ilość kul jakie ciało może przyjąć zanim rozpadnie się na kawałki.

Co sądzi miki77

Nowe GoW rządziło przed premierą, rządzi teraz i rządzić będzie jeszcze długo po premierze. O plusach zapewne wiecie już wszystko, więc opowiem jedynie o tym, co mi się osobiście nie spodobało w nowej produkcji ludzi z Epic. Po pierwsze, zawalono trochę tryb multi, w stosunku do pierwszej części. Ciągłe "lancerowanie" i latanie z piłą po całej mapie? Tego tu nie brakuje, bo shotguna znacznie osłabiono, na co szczególnie mogą narzekać hardkorowcy. Singleplayer również nie obył się bez wad. Miały być epickie bitwy - nie ma. Mieli być bossowie kilka razy więksi od Brumaków - nie ma. Jednakże pomimo wszystkich tych (i kilku innych) minusów, wystawiam nowym "Girsom" zasłużoną ocenę 9+

Kolejną nowością urozmaicającą rozgrywkę, jest aktywne przeładowanie broni. Nie wystarczy tylko nacisnąć przycisk przeładowania tak jak kiedyś. Teraz bardzo ważny jest moment w którym owy przycisk zostanie wciśnięty. Każda broń posiada pasek przeładowania na którym zaznaczone są trzy różne efekty. Pierwszy z nich, zajmujący około 30% paska, stanowi normalne szybkie przeładowanie, pozostałe 69% to pole, które powoduje zacięcie broni i wydłużenie procesu wymiany nabojów. Natomiast 1% paska – malutki paseczek to aktywne przeładowanie właśnie, które oprócz szybszego załadowania kulek do pistoletu dodaje również bonus do obrażeń! Muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawy, zręcznościowy pomysł.

Udoskonaleniu uległa także walka wręcz, a dokładniej mówiąc pojedynki na piły łańcuchowe. Jeśli wróg, którego zaatakujesz, wyposażony jest również w Lansjera to wtedy dochodzi pomiędzy wami do pojedynku. Sama potyczka ogranicza się jedynie do szybkiego wciskana przycisku B na padzie. O ile z konsolowym przeciwnikiem pojedynek jest banalny do wygrania o tyle w trybie multiplayer sprawa jest już trudniejsza. W 99% przypadków zawsze wygrywa host rozgrywki, u którego postawiona jest gra – niestety goście na serwerze zawsze skazani są na poćwiartowanie.

Listę nowości w rozgrywce uzupełnia egzekucja na pokonanym przeciwniku. Kiedy wróg jest powalony, ale żyje (czołga się), możesz go dobić na kilka sposobów. Łącznie wroga można zabić na 11 różnych sposobów, stosując odpowiednią kombinację klawiszy na padzie. Oczywiście nie muszę mówić, że egzekucje z bliska sprawiają dużo satysfakcji – mi osobiście przypadło do gustu miażdżenie butem czaski przeciwnika!

Tak wygląda usprawniony gameplay. Oczywiście sama zasada strzelania, podnoszenia amunicji, używania osłon i wykonywania uników nie różni się niczym od części pierwszej. Gracz nadal podąża wyznaczoną ścieżką, bez możliwości swobodnego biegania po całej lokacji eliminując po drodze kolejne zastępy szarańczy. Zobaczmy więc, co zmieniło się w głównych trybach gry.

Jak już wspomniałem wcześniej, podstawowym trybem gry jest kampania jednoosobowa. Kolejnymi na liście opcji są: kampania w trybie współpracy – wiadomo z czym to się je. Razem z innym graczem za pośrednictwem Xbox Live pokonujemy kolejne akty kampanii. Oczywiście klasyczny Split screen tez jest możliwy do rozegrania. Poligon szkoleniowy – który przysposabia niejako gracza do rozgrywki wieloosobowej. Ustawiamy parametry gry, rodzaj mapy, ilość botów i rozpoczynamy trening na sucho. Horda – klasyczny tryb przetrwania. Gracz stawia czoła falom szarańczy w bohaterskiej walce. Do wytrzymania jest dokładnie 50 takich uderzeń. Całość uzupełnia tryb rozgrywki wieloosobowej – mecze publiczne i prywatne. Na oficjalnych serwerach i lokalne potyczki. Na różnych mapach (podstawowe 10 plus nowe do ściągnięcia) i trybach zwycięstwa – jest ich dokładnie 8: Strefa Wojny, Strażnik, Skrzydłowy, Podporządkowanie, Egzekucja, Aneksja, Król Wzgórza, Horda. Opisanie zasad ich rozgrywania to temat na osobny artykuł, dlatego też wybaczcie, że pominę je w niniejszej recenzji.

Co sądzi Farmah

Przerośnięte szczury powracają, tym razem jako "Szarańcza" w częściowo zlokalizowanym (napisy) GoW2. Cliff Bleszinski obiecał, że druga część "Girsów" będzie "bigger, better, more baddass" i słowa dotrzymał. Akcja pompowana do krwioobiegu jest tak intensywna oraz filmowa, że czacha dymi, cieszy bardziej rozbudowana fabuła z pobocznymi wątkami, dłuższa kampania i kilka fajnych patentów w multi z przkozackim trybem "Horde" na czele. Graficznie Marcus doczekał się niezłych szlifów, toteż GoW 2 to obecnie lider w wywoływaniu graficznych spazmów i niekontrolowanych ślinotoków u graczy. Denerwuje jednak fakt, że nadal mamy efekt doczytywania się tekstur:/ . Nie pomaga nawet zrzucenie gry na dysk twardy konsoli (6,7GB). Muzycznie wypada już średnio, na co wpływa fakt, że całościowo Gyrosy są mocno pompatyczne, a o patos można się niekiedy potknąć. Ponarzekać można też na sekcje "latane", jak i ułańską fantazję którą poniosła tłumacza w instrukcji. Długostrzał, Szatkownica, Młocarz, Lansjer? Normalnie ręce opadają, Młot Świtu i ogólnie Flaki Miażdzyciela. W części trzeciej życzyłbym sobie również ciekawszych pojedynków z bossami (ja chcę takich przeżyć jak w RE4, bo skopiowanie jednej ryby z "opowieści o hiszpańskich wieśniakach" to strasznie mało), co-opa we 4-ech i zgrzewki piwa. Polskiemu oddziałowi M$ za "wykradanie" kodów na darmowe mapki do MP i zasłanianie się gadką-szmatką, że "w PL oficjalnie Live'a nie ma, to map sobie za darmochę nie ściągniesz", ślę ironiczny uśmiech i porcję fałszywych czekoladek. Tymczasem wracam do GoW2. Poziom Insane czeka. Delta out. Ocena: 9+

Strona graficzna produktu jest wyśmienita, co nie oznacza, że jest takim samym olśnieniem jak w przypadku części pierwszej. Niemniej jednak jest to jedna z najpiękniejszych gier pod względem grafiki na Xboxa 360. Momentami widoki zapierają dech w piersi, chociaż zdarzają się również miejsca w których poskąpiono tekstur. Animacje są po prostu doskonałe, podobnież cut-scenki, intro i outro gry.

Muzycznie Gears of War 2 prezentuje się o niebo lepiej od części pierwszej. Mój domowy system 5.1 szalał po odpaleniu gry. Odgłosy strzałów są fenomenalne. Ryki przeciwników mrożą krew w żyłach. Jedna wielka muzyczna rzeźnia, która potrafi doprowadzić sąsiadów do szału. Jeśli dodam, że podkład muzyczny idealnie buduje klimat, to będziecie mieli już pełen obraz tego produktu.

Słów kilka o lokalizacji. Kupując wersje polską otrzymujecie kinową lokalizację gry. Co to oznacza? Wszystkie teksty w grze przetłumaczone są na język polski, ale wszystkie kwestie wymawiane przez postacie w grze są po angielsku. Nie wyobrażam sobie innej lokalizacji. Bo która z polskich gwiazd mogłaby podkładać głos pod Marcusa Fenixa? Głos Johna DiMaggio jest po prostu nie do podrobienia. Całość polskiego wydania uzupełnia instrukcja gry w naszym rodzimym języku.

Niestety tytuł nie ustrzegł się błędów, które burzą wizerunek gry idealnej. Bardzo irytująca jest sztuczna inteligencja naszych konsolowych partnerów. Prostym przykładem jest reanimacja. Pozostali członkowie drużyny Delta potrafią przebiegnąć obok konającego gracza bez żadnych skrupułów. Zrozumiałbym to, gdyby cała rzecz działa się w ferworze walki, ale miałem już takie przypadki, że członek mojej drużyny po prostu stał obok mnie i patrzył jak odchodzę na tamten świat. Nie zrobił nic, a nie był atakowany przez nikogo! Kolejnym wnerwiającym szczególikiem są miejsca w których gracz potrafi się zablokować – po prostu są takie lokacje w których można utknąć pomiędzy teksturami, wtedy nie pozostaje nic innego jak tylko odpalić poziom jeszcze raz.

Jeśli chodzi o multiplayer to nadal faworyzowany jest host rozgrywki. Wszystkie bolączki jakie zgłaszane były przez graczy dotyczące wersji pierwszej, zostały „sumiennie” odpuszczone przez producentów. Niemal wszystkie bugi związane z trybem wieloosobowym pojawiły się również w „dwójce”.

Summa summarum, mamy do czynienia z grą wielkiego kalibru. Gears of War 2 nie jest kolejnym kamieniem milowym w branży, który podobnie jak część pierwsza zszokuje graczy. Jak sama nazwa wskazuje, jest solidniejszy, ciekawszy i bardziej dopracowany aniżeli część pierwsza. Oczywiście nie jest to minusem gry, wręcz przeciwnie, pokazuje pozostałym producentom na rynku jak należy produkować sequele. Zawsze znajdą się jakieś drobne zarzuty, ale w gąszczu usprawnień i urozmaiceń giną niczym poranna mgła. Z całego serca polecam dzieło Epic Games wszystkim posiadaczom Xboxa 360!

Zalety:
  • Grafika;
  • Muzyka;
  • Fantastyczna kampania.
Wady:
  • Stare bugi w multi;
  • AI kompanów z drużyny;
  • Problemy ze znalezieniem graczy on-line.
Ocena ogólna 9
Grafika 9
Dźwięk 9.5
Grywalność Online
Offline
9
9
Żywotność Online
Offline
9
9

Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry



Komentarze Dodaj komentarz»

Deathraw 25 listopada 2008, 17:01


Jak dla mnie gra za krótka i za łatwa, a po za tym sam miód;).


endrju81 12 grudnia 2008, 23:45


Gierka ma mega zajebisty klimat... Poprostu jest extra. Klimat faktycznie daje popalić... nic tylko grać !!!


k4sh 17 grudnia 2008, 7:48


zajebiscie ze powoiedziaems ze Dom znajdzie  Marie...naprawde, jestes zajebisty mogles przynajmniej napisac SPOILER...recenzant powinien wiedzoiec o takich reczach


Pingwinek PIK POK 27 grudnia 2008, 21:35


Gra bardzo fajna!
Super grafika.....i ten klimat!:)
 
Jedyne co mnie strasznie wkurwia to...ze czasami w kampani kiedy gra sie samemu komputer ktory obsluguje reszte druzyny alfa zapomina mnie uleczyc i po paru sekundach umieram:/



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot