XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

Ninja Blade

Autor: Ramirey    Opublikowano: 10 maja 2009    Odsłon: 1637    »Skomentuj...

Ninja Blade można albo znienawidzić albo pokochać. Wszystko zależy od tego czego oczekujecie od gry akcji z cichymi zabójcami w roli głównej. Produkt From Software nie opowiada pięknej historii o japońskich wojownikach. Nie ma tutaj miejsca na subtelne i ciche misje. Wręcz przeciwnie – jest głośno, potwory rozwalają budynki, krew tryska hektolitrami, a główny bohater jest megawymiataczem. Sami zdziwicie się na widok tego co pojedynczy człowiek jest wstanie dokonać za pomocą katany – tego jeszcze po prostu nie było!

Zacznijmy od początku, czyli od fabuły gry. Cała akcja została osadzona w Tokio w roku 2015. Czasy jak widać niezbyt odległe. Miasto zostaje nawiedzone przez tajemniczy wirus alfa, który zamienia mieszkańców japońskiej metropolii w demony. Zresztą nie tylko mieszkańców, również przedmioty martwe takie jak chociażby samoloty czy helikoptery. Do walki z zarazą zostaje wysłany elitarny skład wojowników ninja, którzy byli szkoleni na wypadek tego typu zagrożeń. Czasu jest niestety niewiele. Jeśli w siedem dni członkowie G.U.I.D.E. nie uporają się z przeciwnikiem, miasto będzie musiało być zniszczone przez atak nuklearny.

Następnie na arenie działań pojawiamy się my, wcieleni w postać Kena Ogawy – jednego z najlepszych członków G.U.I.D.E. Nasz ojciec, i jednocześnie dowódca oddziału, przeprowadza nas przez tutorial w którym uczymy się podstawowych zasad panujących w grze. Po krótkiej walce z pomniejszym bossem okazuje się, że ojciec jest zarażony wirusem… od tego momentu rozpoczyna się samotna wendetta Kena, która obfitować będzie w zaskakujące zwroty akcji. Muszę przyznać, że jak na grę akcji w której macha się mieczem, fabuła została pomyślana bardzo ciekawie. Duży ukłon w stronę reżysera. Tak, słowo reżyser pasuje tutaj jak ulał – bo w zasadzie grając w Ninja Blade mamy wrażenie uczestniczenia w dobrym filmie.

Skąd te uczucie oglądania filmu? Wszystko dzięki zastosowaniu przez twórców tzw. „Quick Time Events” – czyli minigier zręcznościowych odgrywanych na silniku gry. Akcja rozgrywki przerywana jest co jakiś czas (najczęściej podczas walki z bossami) przez specjalne wydarzenia. Aby przerywnik zakończył się dla nas pomyślnie, najczęściej musimy w odpowiednim momencie wklepać komendy wyskakujące na ekranie. Niemal każda walka z większym bossem musi zostać zakończona przez tzw. „Todome”, czyli dość długą sekwencję ciosów wykonanych w systemie QTE.

No właśnie. Tutaj rodzi się pierwszy dylemat związany z grą. Sekwencje QTE są naprawdę pięknie zrealizowane. Piruety, salta, cięcia mieczem czy nawet szaleńcza jazda na wystrzelonej rakiecie wyglądają bajecznie. Naprawdę warto zagrać w Ninja Blade, aby zobaczyć wszystkie sekwencje QTE – z pewnością nie jeden film akcji nie powstydziłby się takich pomysłów. Z drugiej jednak strony przerywników jest zbyt wiele. Szkoda, że niemal połowa gry, zamiast niczym nie skrępowanej sieczki, została zastąpiona przez Quick Time Events. Najwidoczniej nie każdy producent jest wstanie wyważyć grę w tak perfekcyjny sposób jak uczyniono to w Devil May Cry.

Na szczęście. Momentami frustrujące QTE nie powodują wyświetlenia napisu „Game Over”. Każdą sekwencje można powtarzać dowolną ilość razy. Po nieudanej próbie jesteśmy po prostu przenoszeni na początek zdarzenia. Potem sekwencja odgrywana jest ponownie, aż do ostatecznego zwycięstwa. Nie bez znaczenia jednak jest jednak dobry refleks. Każda ponowna próba owocuje w mniejszą ilość punktów za dany poziom.

Tyle na temat fabuły. Co więc robi Ken pomiędzy filmikami? Ha! oczywiście rozprawia się z hordą zmutowanych przeciwników za pomocą swojego oręża. Co jakiś czas spotykamy na swojej drodze sub-bossa, aby na końcu każdego z 9 poziomów rozprawić się z „szefem” danego levelu. Naturalnie na końcu gry czeka szef wszystkich szefów. Ot klasyczne rozwiązanie, które jednak idealnie wpisuje się w konwencję tytułu.

Wspomniany oręż jest w Ninja Blade średnio rozbudowany. Do dyspozycji Kena oddano trzy rodzaje mieczy: zwykła katanę, opancerzony miecz (na twardszego zwierza) oraz super giętkie dwa ostrza, które służą również za swego rodzaju harpun. Każde ostrze można ulepszyć poprzez kryształki krwi, które wypadają z pokonanych przeciwników. Każde ulepszenie to nie tylko zwiększenie mocy ostrza, ale również odblokowanie nowej sekwencji ciosów do wykorzystania w grze.

Zgodnie z panującymi zasadami, eliminować przeciwników możemy na dwa sposoby — poprzez pojedyncze cięcia albo różnego rodzaju kombosy. Zwyczajowo również im większa liczba ciosów w kombo, tym większa liczba kryształków krwi jakie z potwora wypadną. W odróżnieniu do Ninja Gaiden, tutaj nie trzeba specjalnych umiejętności aby wykonać najtrudniejsze kombosy. Wystarczy rytmicznie naciskać jeden, dwa lub góra trzy przyciski. Rozwiązanie idealne dla casualowych graczy, a do tego przynoszące niemałą liczbę punktów game score do zdobycia.

Na mieczach jednak nasze uzbrojenie się nie kończy. Dodatkowo Ken może rzucić jeden z trzech Shurikenów w których zaklęto trzy moce: ognia, wiatru oraz elektryczności. Ich efektywność zbliżona jest do ostrzy. Shuriken w swojej zasadzie działania przypomina bumerang – po rzuceniu go w przeciwka wraca do właściciela. Niestety jego używanie uzależnione jest od energii Chi jaką dysponuje bohater. Co ciekawe nie jest to tylko i wyłącznie broń ofensywna. Gwiazdki ninja mogą być również wykorzystywane do gaszenia ognia (Shuriken wiatru) czy tez oświetlania pomieszczeń (Shuriken ognia), jak również do rażenia kilkudziesięciu przeciwników naraz.

Naturalnie nie samą walką członek elitarnego G.U.I.D.E żyje. Umiejętność skutecznych uników, ucieczki oraz postrzegania słabych punktów przeciwnika to również ważna sprawa. Chodzenie po ścianach oraz akrobacje rodem z Mirrors Edge to elementy bardzo często spotykane w grze. Klasyczne fikołki, dalekie skoki czy też huśtanie się na drążkach to umiejętności, które każdy gracz musi opanować. Nie są one jednak tak skomplikowane jak te którymi dysponuje Lara Croft – chociaż wyglądają podobnie. Dodatkowo Ken może użyć Ninja Vision, czyli specjalnej umiejętność spowalniającej czas i jednocześnie ukazującej ważne dla gry elementy.

Podczas gry nie sposób się zgubić. Nie dość że plansze są do bólu liniowe, to jeszcze Ninja Vision zaznacza wszystkie elementy, których powinniśmy dotknąć, aby popchnąć fabułę do przodu. Śmiem twierdzić, że nawet sześcioletnie dziecko jest w stanie ukończyć Ninja Blade. Zdecydowanie poziom trudności dla niektórych może okazać się minusem. Grę można spokojnie ukończyć w 7 godzin, bez większej napinki ze strony grającego. Czy to plus czy minus, osądźcie sami.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że to co zobaczymy przez te siedem godzin jest warte swojej ceny. Grafika została przygotowana bardzo starannie, a poziomy, chociaż liniowe, to wyglądem przenoszą Ninja Blade w świat współczesnych superprodukcji. Inna sprawą jest fakt, że twórcy gry ułatwili sobie zadanie i przynajmniej połowę poziomów zaprojektowali we wnętrzach budynków i na dachach japońskiej metropolii. Szkoda, że nie ma otwartych przestrzeni po których moglibyśmy swobodnie biegać. Chociaż może to i lepiej, bo momentami gra potrafi nieprzyjemnie przyciąć. Całkiem częste jest również zjawisko przenikania się tekstur. Strach pomyśleć co by to było, gdyby akcja została osadzona właśnie w większych lokacjach.

Ciekawym urozmaicenie są misje w których Ken zasiada za sterem karabinu maszynowego. Wtedy zamiast wymachiwać mieczem, eliminujemy atakujące nas potwory za pomocą nabojów lub wyrzutni rakiet. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o kilka ich rodzajów. Wprawdzie misji w których wykorzystujemy działko jest kilka (jazda metrem, lot helikopterem, opancerzony samochód), ale ciągle jest to to samo urządzenie – tylko zamontowane na innym pojeździe.

Jeśli chodzi o stronę audio-wizualną, to trzeba przyznać że trzyma solidny poziom. Jednak z pewnością nie są to utwory które zapadną wam w pamięć. Jedno jest pewne – cała otoczka audio nie przeszkadza w graniu, co należałoby uznać za dość duży plus. Chociaż w moim odczuciu głosy lektorów zostały dobrane bardzo dziwne – zupełnie nie pasują do postaci występujących w grze.

Miłym zaskoczeniem dla polskich graczy z pewnością będzie informacja, że gra została zlokalizowana. Mamy tutaj do czynienia z wersja kinową. Wszystkie napisy, wraz z opisami, przemawiają do nas w rodzimym języku. Nie dostrzegłem żadnych uchybień w tej materii. Oczywiście dla wybrednych pozostawiono możliwość przełączenia się na język angielski.

Podsumowanie Ninja Blade wcale nie należy do zadań łatwych. Jak już wspomniałem, produkcja From Software jest bardzo przyjemny slasherem, ale niestety krótkim. Wygląda bardzo apetycznie, chociaż zdarzają się małe niedociągnięcia. Mamy interesującą fabułę, ale niestety strasznie liniową. Gra wybacza wiele błędów, przez co nie stanowi wielkiego wyzwania dla hardcorowych graczy. Z mieszanki plusów i minusów wychodzi pozycja średnia. Na pewno nie można Ninja Blade nazwać grą złą, ale z pewnością nie jest to też pozycja która odmieni ten gatunek gier. Jeśli oszczędzacie pieniądze na wielką produkcję to z pewnością powinniście jeszcze poczekać z wydatkami. Nie mniej jednak jeśli szukacie produkcji, która Was nie zawiedzie, to po Ninja Blade śmiało możecie sięgać.

Zalety:
  • Świetne wykonanie QTE
  • Solidna oprawa audio - wizualna
  • Świetna Fabuła
Wady:
  • Krótka rozgrywka
  • Niski poziom trudności
  • Drobne niedociągnięcia w kodzie.
Ocena ogólna 7.5
Grafika 8.5
Dźwięk 8
Grywalność Online
Offline
-
8
Żywotność Online
Offline
-
6

Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry



Komentarze Dodaj komentarz»

Nie napisano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!


Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot