Przyznam się bez bicia, po pierwszych godzinach z grą powiedziałem rednaczowi, że popełnił wielki błąd, przydzielając ten tytuł mnie do recenzji. Byłem zawiedziony rozgrywką, początkowym chaosem, brakiem ulubionych rpg’owych smaczków. Zapowiedziałem, że gra otrzyma 4 i niech się dzieje co chce. Dystrybutor niech rwie włosy z głowy, ja mogę przestać publikować, ale Sacred 2: Fallen Angel nie otrzyma wysokiej noty! Wszystko jednak zmieniło się po 20 godzinach grania. Zapraszam po bardziej szczegółowy werdykt.
Na początek szczypta historii. Ponad pięć lat temu ukazała się pierwsza część gry Sacred na komputery osobiste. Cztery lata później pojawił się tytułowy Fallen Angel. Teraz, rok po premierze pecetowej otrzymujemy port na Xboxa 360. Seria jakoś specjalnie nie podbiła rynku, ale śmiało można powiedzieć, że z pośród innych hack and slashów wybijała się innowacyjnym podejściem do tematu.
Wydarzenia opowiedziane w części drugiej mają miejsce przed fabułą opowiedzianą w „jedynce”. Cofamy się o ponad 2000 lat, do początku konfliktu pomiędzy ludźmi a Wysokimi Elfami. We wszystko zamieszana jest tajemnicza energia T, która swobodnie kształtuje wydarzenia w Ankarii. Obie strony próbują zapanować nad ta siłą magiczną co naturalnie wywołuje pomniejsze konflikty, aż w końcu wybucha wojna. W tym momencie pojawiamy się my i sterowany przez nas bohater, który może odmienić losy Ankarii.
Brzmi majestatycznie prawda? No cóż, to tylko podniosły opis fabuły, która tak w zasadzie schodzi na drugi plan. Jak już wspomniałem we wstępie, początek jest strasznie chaotyczny. Nie bardzo wiadomo po co się tutaj znaleźliśmy, co jest naszym celem. Dlaczego mamy iść dalej. I chociaż pierwsze misje otrzymujemy już po minucie trzymania w ręku pada, to uczucie dezorientacji będzie towarzyszyć nam przez kilka następnych godzin.
Pewnym rozczarowaniem dla wielbicieli RPG’ów będzie brak ulubionych klas postaci. Nie ma tutaj bitewnego maga, świętego paladyna, ani wesołego barda. Oj, co to to nie. W Sacred 2 wybieramy postać spośród takich charakterów jak: Serafia, Wysoka Elfka, Driada, Strażnik świątyni, Wojownik Cienia oraz Inkwizytor. Brzmi dziwnie prawda? Wojownik Cienia jest postacią na wpół umarłą, przywróconą do życia przez magów. Nieco przypomina Bezimiennego z Planscape Torment. Strażnik świątyni jest w zasadzie swego rodzaju robotem z mechanicznym ramieniem, które potrafi miotać pociskami. Skojarzenia z Arcanum jak najbardziej poprawne. Pozostałe postacie też są dość nietypowe dla swojej klasy. Każda z nich posługuje się bronia białą, magia oraz technologią. Dodatkowo wybór postaci determinuje rodzaj kampanii, jaki zamierzamy rozegrać. Do wyboru kampania światła oraz ciemności.
Mogę jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że tuż po pierwszym odrętwieniu spokojnie można przyzwyczaić się do nowego modelu prowadzenia swojej postaci. Rozgrywka z każdą minutą staje się coraz bardziej interesująca. Klasyczny hack and slash w swojej najczystszej postaci na konsoli!
A no właśnie, tutaj dochodzimy do meritum sprawy. Otóż, moi mili, to nie jest kolejny RPG na konsole. Sacred 2 to typowy hack and slash a'la Diablo. Tutaj nie ważna jest fabuła, nie uświadczycie pociągającej i wciągającej historii. Przygotujcie się na brutalne mordowanie zastępów przeciwników, mozolne zbieranie punktów doświadczenia. Ulepszanie swojej postaci. Bieganie z plecakiem pełnym rynsztunku od jaskini do jaskini. Naturalnie są questy, jest jakiś wątek główny, ale tak w zasadzie rozgrywka wygląda tak, że z jednego końca mapy udajecie się na jej drugi koniec, aby wybić określoną liczbę potworków. Potem trzeba sprzedać co się zebrało u kupca, kupić lepszą zbroję i znowu to samo.
Brzmi nudno, ale dzięki intuicyjnemu sterowaniu postacią wcale takie nie jest. Producent gry bardzo umiejętnie przypisał akcje do poszczególnych przycisków pada. Naturalnie nie będę ich tutaj wszystkich opisywał, ale możecie mi wierzyć, że w zasadzie za pomocą jednego przycisku jesteście wstanie wywołać czar, zaatakować orężem, wypić buteleczkę z napojem leczącym czy też wykonać wcześniej zaprojektowane kombo. Ano tak, wraz z rozwojem postaci i odblokowywaniu kolejnych ciosów, można ułożyć je w jedno kombo, następnie aktywować je za pomocą jednego przycisku. Działa idealnie. Sterowanie oraz interfejs użytkownika pomyślano z głową i śmiało można powiedzieć, że spisują się one lepiej niż na komputerze wyposażonym w myszkę. Naprawdę miłe zeskoczenie. Jedynym minusem jest sterowanie kamerą. Chociaż można ją obracać dowoli i pod każdym niemal kątem, to jednak ma ona pewne ograniczenia. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć tego, co jest dużo przed nami. Zoom niestety nie pomaga w żaden sposób.
Kolejnym wielkim plusem Sacred 2 jest przeogromny świat. Mapa jest naprawdę duża. Podróż z jednego końca do drugiego zajmuje mnóstwo czasu. Na szczęście gracz może zakupić wierzchowca i dzięki niemu pokonywać znaczne odległości szybciej. W późniejszym etapie gry można dosiadać smoki oraz gryfy. Rzecz absolutnie fantastyczna. Co ciekawe, nie mamy tutaj do czynienia z jakimiś rozległymi pustyniami, czy puszczami w których nic się nie dzieje. Wszędzie jest jakiś przeciwnik do pokonania, quest do podjęcia, ciekawy widok do zobaczenia. Nad mapą i misjami spędzono naprawdę sporo czasu. Dla odmiany Sacred 2 nie jest grą na kilka godzin, nie jest grą na kilkanaście godzin. W ten tytuł spokojnie będziecie mogli grać nawet i do końca roku. Pobocznych questów jest tak dużo, że wykonanie wszystkich graniczy niemal z cudem. Pomnóżcie to sobie wszystko razy dwa, bo przecież każda z kampanii ma swoją postać i swoje misje!
Identycznie ma się sprawa z bronią, jaką można w grze znaleźć. Jest tego trylion a może i więcej. Trudno wymienić wszystkie itemy, jakie można podczas wędrówki napotkać. Nie zabraknie mieczy, kusz, łuków, czarów, magicznych run, napojów i pistoletów! Tak, pistolety to bardzo fajny dodatek. Wyobraźcie sobie, że wasza postać jedzie na koniu. Na plecach wisi mu piękny miecz. Zaczyna się walka, ale rycerz zamiast wydobyć miecz po prostu wyciąga pistolet energetyczny i strzela do wszystkich wokół. Takich mało klasycznych kombinacji można ułożyć kilka. Generalnie przepływ pomiędzy technologią, bronią białą i magią jest tak płynny i oczywisty jak to, że dzisiaj wstaliśmy z łóżka.
Słów kilka chcę poświęcić grafice. Otóż Sacred 2 jest najładniejszym hack and slashem jakie moje oczy kiedykolwiek widziały. Owszem, Diablo 3 z pewnością pobije go odrobinę, ale na konsolach przez długi czas powinno królować dzieło Ascron Software. Grafika, chociaż miejscami zbyt cukierkowa, robi piorunujące wrażenie. W szczególności woda i pływające w niej rybki. Zatrzymałem się na chwilkę i patrzyłem w błękitną toń. Istny majstersztyk. Architektura miast oraz podziemi również trzyma wysoki poziom. Animacje postaci, w szczególności dużych przeciwników robi wrażenie, szkoda tylko, że nie można tego samego powiedzieć o głównej postaci podczas przybliżenia kamery.
Oprawa audio jest niemal tak samo dobra jak oprawa wizualna. Muzyka nie jest jakoś specjalnie nastrojowa, ale z pewnością nie męczy podczas wielogodzinnej rozgrywki. Zdecydowany plus. Natomiast dźwięki otoczenia są dobrane perfekcyjnie. Nawet gdy chodzimy po drewnianej kładce zawieszonej nad przepaścią to z głośników słychać skrzypienie desek i szum wiatru. Bomba!
No dobra, czas na nutkę niezadowolenia. Dość dużym mankamentem jest pokaźna liczba „robaków” w grze. Wygląda to tak, jak gdyby beta testy nie były do końca przeprowadzone. Największa bolączką jest „doczytywanie” lokacji. Bardzo często gra zmusza nas do zatrzymania się i poczekanie na wczytanie się kolejnego obszaru. Podczas poważniejszego starcia z dużą większą liczbą przeciwników, gra po prostu nie wyrabia z doczytywaniem klatek animacji. Podobnież sprawa ma się z trybem wieloosobowym. Wszechobecne lagi i niezoptymalizowany kod może doprowadzić graczy do szewskiej pasji.
Wspomniany tryb multi jest bardzo miłym dodatkiem, który powinien przypaść do gustu miłośnikom zabawy we dwoje. Wyjścia są dwa, albo naparzamy się z innymi graczami po sieci albo wspólnie podbijamy Ankarię. Zdecydowanie (pomimo lagów) polecam drugie rozwiązanie. Przygotujcie się na potężną dawkę emocji, spotęgowanych polską lokalizacją. Naturalnie rozmawiamy tylko i wyłącznie o lokalizacji kinowej. Polskie napisy, angielskie dialogi. Wyjście najlepsze dla większości gier. Chociaż ja chyba wolałbym jeszcze również oryginalne nazewnictwo dla itemów.
W taki sposób dobrnęliśmy do końca recenzji. Co stanie się z obiecaną we wstępie czwórką? Poleci w kąt. Owszem, gra nie jest dla wszystkich i z pewnością nie wszystkim przypadnie z miejsca do gustu. Gdy jednak damy jej szansę i wykażemy trochę więcej cierpliwości na początku to możemy otrzymać produkt na kilka miesięcy solidnego grania. Sacred 2 nie ustrzegł się kilku poważnych niedoróbek, ale jako przedstawiciel hack & slash’ów na konsoli prezentuje się bardzo pozytywnie.
Za udostępnienie gry dziękujemy firmie Cenega Poland.
|
Zalety:
- Ogromny świat na długie godziny gry;
- Solidna oprawa audio – wizualna;
- Intuicyjne sterowanie.
|
Wady:
- Doczytywanie mapy;
- Chaos na początku gry;
- Drobne niedociągnięcia w kodzie.
|
|
| Ocena ogólna |
|
7.5
|
| Grafika
|
|
7.5
|
| Dźwięk
|
|
7.5
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
6.5
6.5
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
8
8
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry