"In the end, everybody bleeds the same". Maksymę Richarda B. Riddicka w najnowszej odsłonie Kronik Riddicka będziemy powtarzać sobie dosyć często. Od razu wyjaśnijmy sobie dwie kwestie. To nie jest gra dla pensjonariuszy domu "Ciepłe kapcie", nie jest to też historia o młodym chłopcu po przejściach, który ratuje świat. Parafrazując znaną posłankę Kruk, Riddick to nie "ktoś tam ktoś tam" co potrafi "coś tam coś tam". Specjalnością naszego pupila jest karmienie obszczymurków ostrzem ze stali, bo jak powszechnie wiadomo, cierpią oni na niedobór tego mikroelementu. Operacji zmniejszania ciśnienia krwi i pulsu dokonywać będziemy w takim momencie, w którym najmniej się go spodziewają. O tak, łysy skrytobójca powraca.
The Chronicles of Riddick: Assault on Dark Athena to sequel kapitalnego Escape from Butcher Bay z pierwszego Xboxa. Sama historia powstawania kolejnej części łysego koleżki z okularami spawalniczymi jest dosyć ciekawa, bowiem miał być to początkowo remake w/w BB, a że wyszła z tego całkiem nowa odsłona? Cóż, ja nie narzekam. Wymagania względem następnej, pełnoprawnej części miałem więc spore. Więcej, lepiej, ładniej, krwiściej, to tak z grubsza, czego oczekiwałem. Nie nawijając nikomu makaronu na uszy rzeknę, że nie wszystko do końca wypaliło. Ale po kolei. Akcja Assault on Dark Athena dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach z Butcher Bay, więc de facto akcja nadal kręci się przed filmowym Pitch Black. Naszą nową przygodę wypadałoby zacząć mając w pamięci atrakcje z "jedynki". Jeżeli ktoś z Was nie miał styczności z tym tytułem (shame on you!), to warto zabrać się na znajdujący się na płycie podrasowany do dzisiejszych standardów, Escape from Butcher Bay. Dowiemy się z niego jak nasz galaktyczny łobuz zyskał możliwość widzenia w ciemnościach, oraz w jakich okolicznościach trafił na tytułową "Atenę".
Najnowsza odsłona Kronik Riddicka prezentuje ten sam typ rozgrywki, co poprzednio. Akcję obserwujemy z ujęcia FPP, a naszym głównym sprzymierzeńcem są zaciemnione zaułki. Właśnie w takich miejscach łamać będziemy piąte przykazanie na wiele wymyślnych sposobów. Wszystko to podlane lekkim sosem noir, rodem z filmu "Alien" Ridley Scotta. Do tego dochodzą elementy zręcznościowo-platformowe i "zasyfiony" klimat sci-fi (żadne tam ładne hi-tech ze Star Treka). Po ucieczce z Butcher Bay nasz statek zostaje przechwycony przez Dark Athene, inny statek, tyle, że większy i pełen złych najemników, którymi dowodzi bezwzględna Gale Revas. Johns, który razem z nami dał drapaka z rzeźnickiej zatoki, w ręce twardej Revas wpada szybciej niż sędziowie z polskich boisk za łapówkarstwo. Nam z kolei dzięki wrodzonemu talentowi udaje się sprytnie schować. Od tego momentu mamy jedno niezbyt skomplikowane zadanie - wydostać się z tej przepełnionej zbędną masą organiczną latającej puszki. W międzyczasie za skórę ostro zajdzie nam Gale oraz jej poplecznicy, więc de facto "lista zadań" do wykonania nam się trochę wydłuży. Na dzień dobry dysponować będziemy bronią białą (niewielkie ostrze) co w połączeniu z bezszelestnym Riddickiem i panującymi tu i ówdzie ciemnościami daje spore możliwości do poszerzania naszej wiedzy o anatomii przeciwników. Stealth system jak poprzednio wykonany jest z klasą, do tego dźganie rezydentów Ateny jest niezwykle sugestywne.
W miarę growego progresu w nasze ręce wpadnie cała masa ciekawego stuffu, z czego na wyróżnienie i serię gromkich braw zasługują dwa zakrzywione, niczym sierp, ostrza Ulaks. To, co nasz pupil wyprawia z tym kawałkiem metalu przywodzi na myśl najlepszych kucharzy, którzy z niemalże artystyczną gracją kroją cebulę na desce. Podrzynanie gardła, wbijanie zimnego metalu w czerep, czy seria szybkich ciosów w klatę - genialna sprawa (już mnie ciary przechodzą, jak taki patent wyglądałby przy użyciu Natala), a i nie uronimy nawet kropli łzy, czego nie da się powiedzieć o krojeniu cebuli. W razie, gdy zostaniemy wypatrzeni, pozostaje użycie argumentu ołowianych przyjaciół (karabin szturmowy, shotgun, pistolet), bądź walka z umiejętnym kontrowaniem/blokowaniem ciosów wroga. Cały system walki w zwarciu jak i wyprowadzania kontr jest przyjemny w użyciu, co nie powoduje bólów głowy jak chociażby w Mirror's Edge. Sama Atena naszpikowana jest organicznymi robotami (Drone), które na stałe mają zamontowany karabin miast prawej ręki. Po ubiciu takiego delikwenta można bez problemu z owej broni skorzystać, chwytając biomechaniczne ścierwo. W Drone'a można także "wejść", przejmując nad nimi kontrolę w odpowiedniej stacji. Do tego dochodzi możliwość korzystania ze znanych już z poprzedniej części robotów, oraz Drone'a z nieco większym obwodem w bicepsie i karku, niż ustawa przewiduje. System zabawy jak widać został lekko wzbogacony, reszta pozostała bez zmian. Oznacza to, że startujemy z trzema "kwadracikami" życia, które regenerują się, podczas gdy sterowany przez nas Rysiek stoi w miejscu i nie obrywa żelazem po plecach (coś na wzór tarczy Master Chiefa. Utracony "pasek" odzyskujemy przy użyciu odpowiedniej konsoli medycznej wiszącej na ścianie). Ich ilość (kwadratowy pasek życia) nadal możemy zwiększyć używając do tego celu specjalnych punktów medycznych. Gra nie jest typowym przedstawicielem obecnego gatunku, więc radziłbym przestawić się z "callofdutyowego" standardu, na taki, który wymaga cierpliwości i rozwagi.
Poprzednia część Kronik Riddicka charakteryzowała się "dorosłym" i filmowym klimatem, miło więc mi obwieścić, że w Assault on Dark Athena ten element pozostał nienaruszony. "Fucki" a także inne wesołe słownictwo lata tutaj nisko. Ciężko gatunkowo atmosferę dodatkowo fajnie podkręcają animowane wstawki, jak i chłodny oraz metodyczny w swoim podejściu Riddick - małomówny, ale konkretny i dowcipny, z cholernie chłodnym, przeszywającym ciało głosem. Tak jak teraz siedzę na fotelu, mówię Wam, że gdyby ktoś taki przedstawiłby mi się w ciemnej uliczce, zmarłbym na zawał. Vin Diesel po raz kolejny odwalił kapitalną robotę przy voice-actingu, tak jak i pozostała grupa ludzi podkładająca głosy. W sferze v-a absolutnie nie ma się, do czego przyczepić, i gdyby dodatkowo całe udźwiękowienie stało na poziomie z Dead Space bez wahania wlepiłbym do oceniaczki "dychę" za ten element. Graficznie jest solidnie ze sporadycznie występującymi babolami. Ładne modele postaci, klawe oświetlenie, wesoła fioletowa poświata podczas widzenia w ciemnościach oraz dynamicznymi cieniami. Babole, o których wspominałem to z kolei rozpikselowane cienie na modelach postaci i źródła światła znajdujące się na drzwiach, które również atakują pikselami wielkości płyt chodnikowych rodem z PRLu. W zasadzie to margines, bo żeby to wyłapać, musiałem rozwalić wszystkie lampy w pomieszczeniu, po którym dodatkowo rozbijałem się bez włączonej funkcji "noktowizora". Z włączonym trybem widzenia w ciemnościach powstają piękne łuny światła, bez - piksele o odcieniu groszku z puszki. Kuleje też nieco fizyka i AI przeciwników, którzy zachowują się jak ja po spożyciu % - "byle iść do przodu i trzymać pion". Graficznie AoDA poza wspomnianymi wpadkami prezentuje się całkiem apetycznie, a na pewno lepiej niż remake Butcher Bay. Tutaj dodatkowo występuje drewniana animacja, kanciaste modele i nadal słaba sekcja w kopalni z atakującymi nas bez końca pełzającymi morświnami.
Rozgrywka w AoDA została dodatkowo podzielona na dwa odmienne etapy. Po Atenie biegamy na palcach, starając się nie przekroczyć dopuszczalnego limitu -dB, natomiast na planecie Aguerra będziemy bawić się w bardziej otwartą walkę. Miałem tutaj uzasadnione obawy, czy gameplay nie zaliczy równi pochyłej, bowiem The Chronicles of Riddick, jako standardowy shooter prezentuje się co najmniej średnio. Przyznać muszę, że Starbrezee wybrnęło z tego całkiem nieźle, sadząc nam ciekawe akcje z dużymi dziadami. Nowym elementem jest tryb multiplayer, którego niestety z przyczyn ode mnie niezależnych sprawdzić nie mogłem. Przytaczając opinię kolegi, "jest do d*py", raczej nie spodziewam się rewelacji. Grając w Kroniki Riddicka, należy się też nastawić na to, że nie jest ona do końca "user friendly". Odświeżając sobie zatokę Butcher zaciąłem się dokładnie w tych samych momentach, co grając przed laty. Gra, jako kompilacja jest godna polecenia, z jednym z najbardziej kozackich growych "bohaterów". Name's Riddick.
|
Zalety:
- voice-acting;
- klimat;
- Riddick!;
- walka w zwarciu.
|
Wady:
|
|
| Ocena ogólna |
|
9
|
| Grafika
|
|
7.5
|
| Dźwięk
|
|
9
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
-
9
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
-
9
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry