Battlestations: Pacific, pomimo tego, iż to już druga część serii od firmy Eidos, na pewno nie jest jednym z tych tytułów, na którego wspomnienie większość „xboksowej” braci ślini się i planuje włamanie do siedziby developera, w celu zdobycia wersji testowej. Nie jest to jednak bynajmniej spowodowane tym, jakoby gra byłaby crapem, czy też nędznym średniakiem. Ba, odważyłbym się nawet powiedzieć, iż jest to jeden z lepszych tytułów wydanych ostatnio na naszą kochaną konsolkę. Problem tkwi zupełnie gdzie indziej – gatunek reprezentowany przez Battlestations daleko odbiega od shooterów w rodzaju Call of Duty, czy popierdółek ze słowem Wii w nazwie na czele. Niestety, sam jednoznacznie nie potrafię określić, do której kategorii gier zalicza się twór Eidos. Nie jest to bowiem ani pełnoprawna symulacja, ani czysty arcade. Zacznijmy jednak od początku…
…cofając się do czasów Drugiej Wojny Światowej. Wiele osób zapewne po tym zdaniu skończyło czytać recenzję, jednak ci którzy pozostali, powinni wiedzieć, iż okres ten nie został przedstawiony przez Eidos tak, jak ma to miejsce w chociażby Call of Duty. Wszystko to dzięki umiejscowieniu gry na Pacyfiku, gdzie trwa konflikt pomiędzy dwoma państwami – USA i Japonią. Dzięki takiemu odcięciu się od historii Niemiec (w grze spotykamy tylko jedną ich jednostkę), a także ciągłych walk w zniszczonych i wyludnionych miastach, okres ten nabiera bardziej nowoczesnego feelingu. Nie jest to co prawda Ace Combat, czy HAWX, ale osobiście nie czułem jakbym uczestniczył w walkach połowy XX wieku. Twórcy stworzyli dwie kampanie, po jednej dla frakcji – w każdej z nich zawarte jest czternaście misji. Osoby nie interesujące się historią mogą jednak mieć po skończeniu Battlestations zamęt w głowie, bowiem oprócz klasycznego przedstawienia dawnych wydarzeń, tytuł ten oferuje także możliwość ich zmiany.
W grze możemy pokierować pojazdami podzielonymi na trzy rodzaje – statki, łodzie podwodne i samoloty. Zdecydowanie najciekawsze są etapy, w których możemy pokierować tymi ostatnimi. Nie zabrakło wielkich bombowców, szturmowców, czy nawet japońskich Kamikaze. W przypadków statków mamy dostępne tak okręty wojenne, jak i małe łódki obronne. Najmniej miejsca poświęcono łodziom podwodnym. Osobiście jednak sądzę, że jest to dobre posunięcie, bo sterowanie nimi jest rozwiązane najgorzej. Topornie kieruje się także statkami, z kolei najlepszy efekt osiągnięto w przypadku samolotów.
Co jest bardzo ważne, Battlestations: Pacific na pewno nie nadaje się dla casuali. Dla osób, które ledwo co wytrzymywały na najwyższych poziomach trudności w Gears of War i Call of Duty 4, tutejszy Veteran będzie kompletną rzeźnią dla układu nerwowego. Nie dość, że checkpointy pojawiają się rzadko (w długich misjach około 3-4 razy), to twórcy nie dopracowali w pełni systemu strategicznego. Przemieszczanie się pomiędzy jednostkami, czy zmienianie szyków jest słabe i dość wkurzające. Podobnie ma się sprawa z dostępną pod przyciskiem BACK mapką, na której widać naszą flotę. Często przeglądając ją chciałem wybrać samolot (najeżdżając na niego i klikając przycisk A) znajdujący się w gąszczu walczących między sobą jednostek, co zazwyczaj kończyło się użyciem czegoś zupełnie innego.
Pomimo dynamizmu podczas walk, gra jest ogólnie ślamazarna. Często dotarcie do celu trwa kilka minut, co w przypadku bitwy z okrętem wojennym może skończyć się zatonięciem kilku naszych jednostek. Słabo wypada też opcja przyśpieszenia w samolatach – kompletnie nie czuć szybkości, pomimo tego, iż radar wskazuje nam prędkość przekraczającą czasami nawet 300 km/h. Jeśli lubicie więc szybką i wartką akcję, jak chociażby w Stranglehold, to przy Battlestations zaśniecie przy odprawie w pierwszej misji. Ponarzekać można również na mały rozmach bitew. Choć na pierwszy rzut oka wyglądają one efektownie, tak w porównaniu ze swoimi prawdziwymi odpowiednikami często wypadają blado. Największa liczba jednostek na ekranie jaką uświadczyłem to około 20 statków i 30 samolotów. Czyżby twórcy potrafili wykrzesać z X360 tak mało mocy, dodatkowo przy średniawej grafice (o której za chwilę)?
Eidos poddało się jednak trendowi i wprowadziło do swojej produkcji multiplayer, co jest na pewno atutem. Produkcja oferuje pięć trybów sieciowych, dla maksymalnie ośmiu graczy – po czterech dla każdej frakcji. Dostępne są takie opcje jak Island Capture (podbijanie kolejnych wysp), czy Escort (eskortowanie konkretnego celu/atakowanie go przez drugi team). Wg developera to właśnie online poczujemy prawdziwy smak bitwy, w których może brać udział ponad 100 jednostek. Warto jednak odnotować, iż ogromną popularnością multiplayer w Battlestations: Pacific nie grzeszy, więc jeśli zależy Wam na sieciowych achievementach, to radzę kupić grę jak najszybciej. Do pełni szczęścia brakuje tylko kooperacji, która zdecydowanie przydałaby się, biorąc pod uwagę chociażby dość wysoki poziom trudności gry.
Na koniec jeszcze kilka słów o oprawie audio-wizualnej. W przedostatnim akapicie wspomniałem, iż grafika jest średnia. Może trochę za bardzo mnie poniosło, bowiem ogólnie nie jest tak źle. Woda i niebo (włącznie z chmurami) wyglądają bardzo ładnie. Podobnie jest z modelami pojazdów, których wybuchy również dopracowano (w szczególności efektownie wygląda, gdy nasz samolot traci skrzydło). Dawno jednak nie miałem okazji oglądać w grze tak słabego otoczenia. Drzewa, budynki i sama gleba prezentują się kiepsko, odważę się nawet powiedzieć, iż uciągnąłby je pierwszy Xbox, a pewnie i PS2 miałoby coś do powiedzenia. O braku możliwości powalenia kilku roślinek już nawet wolałbym nie wspominać. W kwestii audio – o ile dźwięki są bardzo dobre, to mała ilość utworów muzycznych może w końcu znudzić.
Battlestations: Pacific na pewno nie należy do gatunku, którego reprezentanci zajmują większość półek w sklepie – i za to twórcy mają plus. Mix zręcznościowo-strategiczny wypadł całkiem nieźle. Do kogo produkcja jest adresowana powinniście już wiedzieć z reszty recenzji. Na pewno ślamazarność rozgrywki daje się we znaki, ale dobrej akcji w tytule Eidosu też nie brakuje. Dobry tytuł – tylko tyle i aż tyle.
Za udostępnienie gry dziękujemy firmie Cenega Poland.
|
Zalety:
- udany mix gatunkowy;
- dwie długie kampanie;
- efektowne momenty bitew.
|
Wady:
- słaby wygląd otoczenia;
- niedopracowane elementy (podręczna mapka, sterowanie itp.)
|
|
| Ocena ogólna |
|
7.5
|
| Grafika
|
|
7.5
|
| Dźwięk
|
|
7
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
8
8
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
6
8
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry