Autor: Mateusz 'Manolito' Mucharzewski
30 czerwie 2009 roku to historyczny dzień dla polskiej branży gier komputerowych. Tego dnia w amerykańskich sklepach pojawiła się gra Call of Juarez: Bound in Blood, wyprodukowana przez wrocławskie studio Techland. Ale co w niej jest takiego niezwykłego? Po pierwsze, jest to najdroższa gra wyprodukowana w naszym kraju. Tak, nie pomyliłem się. Nowe Call of Juarez, będące preqelem wydanej w 2006 roku (w 2007 roku na Xbox 360) "jedynki" pod względem budżetu przerosło Wiedźmina, pochłaniając na produkcję około 30 milionów złotych. Po drugie, Więzy Krwi, bo tak brzmi polski podtytuł, to pierwsza produkcja na PlayStation 3 wyprodukowana w kraju nad Wisłą. Nie ma więc wątpliwości, że Call of Juarez: Bound in Blood to gra szczególnie ważna dla nas Polaków. Nic więc dziwnego, że gracze spodziewali się, że polskie wydanie gry będzie godne tak ważnej produkcji. Niestety cel ten udało się zrealizować połowicznie.
Techland to firma, która każdą wyprodukowaną przez siebie grę wydaje w Polsce samodzielnie, jednak w wypadku nowego Call of Juarez sprawy się troszkę skomplikowały. UbiSoft, światowy wydawca tego tytułu, posiada swoje biuro w Polsce i również samodzielnie zajmuje się dystrybucją swoich gier. W takiej sytuacji obie firmy poszły na kompromis. Wersję na PC wydaje Techland, zaś francuska firma zajmie wydaniem konsolowym. Czas pokazał, że z tego zadania o wiele lepiej wywiązała się wrocławska firma (choć dział wydawniczy mieści się w Ostrowie Wielkopolskim). Cena została ustalona na poziomie 100 zł, co jest w sytuacji ostatnich podwyżek cen gier oraz serii wydawniczych bardzo korzystne dla graczy. Zdecydowano się również na nieco droższą edycję kolekcjonerską. Specjalne wydania takich gier jak 9 Kompania, czy Drakensang pokazały, że Techland wie jak uszczęśliwić kolekcjonerów. W wypadku Call of Juarez: Więzy Krwi przeszli jednak samych siebie. Wraz z płytą z grą dostajemy m.in. pierwszą część Call of Juarez, kapelusz, piersiówkę, koszulkę i kilka innych dodatków, a to wszystko zapakowane w bardzo ładne, drewniane pudełko. Edycja kolekcjonerska moim zdaniem przebiła edycję specjalną Wiedźmina, tym bardziej że jest ona tańsza niż dzieło firmy CD-Projekt. Techland pomyślał również o promowaniu gry. Poza licznymi reklamami w prasie i Internecie, zorganizowana została specjalna impreza premierowa, która odbyła się dzień po polskiej premierze, czyli 4 lipca w jednym z wrocławskich Empików. Na spotkaniu pojawili się twórcy gry, specjalni goście (redaktorzy czasopisma CD-Action), zorganizowana została nawet specjalna konferencja prasowa. Zapowiedziano na niej trzy dodatki DLC do gry (dwa w formie mapek do trybu multiplayer oraz jeden skierowany do fanów trybu dla pojedynczego gracza), edytor pozwalający tworzyć własne scenariusze oraz podano kilka informacji na temat gry, dzięki którym wiemy m.in że grę przez 18 miesięcy tworzyło 60 osób. Również na niedawno zakończonym Xbox Fun Day 2009 pojawiła się ekipa z Techlandu, która po zakończeniu konferencji Microsoftu opowiadała o kulisach prac nad grą. Jak więc widać, za wydanie i promocję gry producentowi należą się brawa. Nie często przecież na naszym rynku któryś z wydawców aż tak promuje swoje tytuły. Oczywiście kampania reklamowa powstawała przy udziale firmy UbiSoft, nie jest to więc sukces tylko Techlandu, ale już wyżej wymieniowe spotkania z graczami to tylko i wyłącznie ich zasługa. Niestety cały wysiłek został nieco w pewnym stopniu zmarnowany przez Ubi.
Francuski gigant jest na naszym rynku już prawie osiem miesięcy i do tej pory nie miał większych problemów. Jego postawę można było nawet nazwać wzorową. Gry nie tylko na PC, ale i na konsole pojawiały się w polskiej wersji językowej, a kilka tytułów miało sporą kampanię reklamową (przykładem może być Prince of Persia, które doczekało się nawet spotów w telewizji). Niestety UbiSoftowi musiała kiedyś powinąć się noga. Szkoda tylko, że musiało to się stać właśnie przy okazji premiery Call of Juarez: Więzy Krwi. Pierwsze rozczarowania pracą firmy pojawiły się jeszcze przed premierą gry. UbiSoft poinformował, że gra nie zostanie wydana na konsole w polskiej wersji językowej (wersja na PC zostałą spolonizowana), co spotkało się z ogromnym niezadowoleniem graczy, którzy nie mogli zrozumieć, że polska gra nie zostanie wydana w Polsce w zlokalizowanej wersji, mimo iż UbiSoft zapowiadał, że jego celem jest wydawanie wszystkich gier po polsku. Tłumaczenia były jak zwykle takie same - nie opłaca się robić polskich wersji językowych na konsole, bo sprzedaż jest zbyt mała. To jednak nie przekonało graczy, którzy nadal atakowali UbiSoft, niestety zapominając nieco o kulturze osobistej. Osoby, które używały różnych nieprzyzwoitych epitetów pod adresem francuskiej firmy, nie do końca chyba wiedzą jak wygląda lokalizacja gry na konsolę. W wypadku wersji na PC jest to dużo łatwiejsze, ponieważ lokalny wydawca sam się zajmuje polonizacją i sam ją testuje. W wypadku wersji konsolowej jest nieco inaczej. Każda gra musi przejść proces certyfikacji, który jest dla wydawców bardzo kosztowny i sprawia sporo problemów, a jest wymagany do wypuszczenia produktu na rynek. Jeśli wydawca zdecyduje się na dodanie dodatkowej wersji językowej, musi się liczyć z wydłużeniem tego procesu, co może spowodować nawet przesunięcie premiery. Pamiętać trzeba również, że deweloperzy mają coraz częściej problemy ze zmieszczeniem gry na płycie DVD, a więc na dodatkowy plik może nie znaleźć się miejsca. Jeśli jednak udało by się ominąć tą przeszkodę, pojawia się kolejny problem, jakim jest specyfika płyty DVD. Informacje na niej zawarte często są rozmieszczone w różnych miejscach i dodanie pliku z polonizacją może spowodować, że napęd konsoli będzie musiał dłużej wczytywać dane, co z kolei może spowodować, że gra nie przejdzie certyfikacji z powodu zbyt długiego czasu wczytywania danych. Tak więc dodanie pozornie niewielkiego pliku z polską wersją językową może spowodować lawinę mniejszych lub większych utrudnień. Osobiście tak starałem sobie wytłumaczyć decyzję UbiSoftu, aż do czas, kiedy w Internecie zaczęły pojawiać się informacje, że posiadacze przerobionych konsol (jak również pirackich gier) przenieśli plik polonizacyjny z wersji na PC do swoich Xboxów, dzięki czemu mogli cieszyć się grą w Call of Juarez: Więzy Krwi w ojczystym języku. Jakby tego było mało, niedawno UbiSoft poinformował, że w najbliższym czasie (nie podano konkretnej daty) ma pojawić się aktualizacja wersji na konsolę Microsoftu, która ma dodać język polski do gry. Jak więc widać, wystarczyły tylko chęci oraz odrobina dobrej woli. Pytanie tylko, dlaczego UbiSoft nie zrobił tego do początku, unikając tym samym nieprzyjemnych komentarzy? Tego zapewne się nigdy nie dowiemy, tak samo jak decyzji o wydaniu łatki polonizacyjnej do wersji na Xboxa 360 przy jednoczesnym pominięciu PlayStation 3. Zapewne problemy z konsolą Sony ją jeszcze większe i ciężko je rozwiązać.
Tak właśnie powinny zakończyć się i tak spore problemy konsolowego Call of Juarez: Więzy Krwi na rynku polskim. Powinny, lecz się nie skończyły. Dokładnie w dniu polskiej premiery, czyli w piątek 3 lipca, udałem się do miasta w celu nabycia oczekiwanej od kilku miesięcy gry. Niestety ku mojemu zaskoczeniu wróciłem do domu z pustymi rękoma. Zielona Góra (miasto, w którym mieszkam) nie jest może kolebką graczy, ale po trzech salonach Empika oraz jednym sklepie Media Markt można oczekiwać, że będą mieli dostępną tak ważną grę w dniu premiery, tym bardziej, że z dostaniem wersji na PC nie ma większych problemów. Stwierdziłem, że może coś się stało, kurier nie dojechał, lub po prostu sklepy zawaliły sprawę. Z nadzieją na udany zakup, wybrałem się do owych sklepów ponownie dwa dni później, w poniedziałek 6 lipca. Półki uginały się pod ciężarem gry... ale w wersji na PC. Konsolowej edycji ponownie nie było. Miła pani w Empiku raczyła nawet sprawdzić informacje na temat gry w komputerze i poinformowała mnie, że w żadnym z około 130 salonów firmy, która ją zatrudnia, nie ma ani jednego egzemplarza. Zdegustowany całą sytuacją tego samego dnia wieczorem zamówiłem CoJ: Więzy Krwi w Internecie, dziwiąc się jednocześnie dlaczego tego nie zrobiłem wcześniej. Kurier trafił do mnie po dwóch dniach i mogłem spokojnie cieszyć się grą. Cała transakcja przebiegła szybko i pomyślnie. Nic dziwnego, grę zamawiałem w sklepie internetowym, którego właścicielem jest Techland. Jest to kolejny dowód na to, że wrocławska firma bardzo postarała się, aby wszystko co zależy od nich i jest związane z Call of Juarez, zostało wykonane jak najlepiej. Gdyby nie Internet, jeszcze długo musiałbym czekać na upragniony tytuł, ponieważ w kolejnych dniach zaopatrzenie zielonogórskich sklepów z grami nie poprawiło się i grę można było dostać dopiero po około tygodniu od premiery. Moich słów nie należy jednak traktować jako krytykę sprzedawców ze stolicy Ziemi Lubuskiej (aby nie było nieścisłości, jednej z dwóch stolic). Podobną sytuację mogli zaobserwować gracze w wielu rejonach kraju, bo tylko w niektórych miastach nie było problemów z dostępnością gry. Z powodu zaistniałej sytuacji UbiSoft postanowił przeprosić graczy za wszystkie problemy i zrobił to w postaci krótkiego oświadczenia, które można przeczytać na oficjalnej stronie Techlandu. Dlaczego nie zrobili tego na własnej stronie internetowej? A to dlatego, że UbiSoft, firma która sprzedaje rocznie swoje gry za prawie miliard dolarów, nie potrafiła przez osiem miesięcy pobytu na polskim rynku zrobić własnej strony internetowej, bo na chwilę obecną to, co znajduje się pod adresem ubi.com/pl nie można nazwać profesjonalną witryną dystrybutora gier komputerowych.
Jak widać, głośna premiera Call of Juarez: Więzy Krwi nie obyła się bez problemów. Wielka szkoda, bo gra jest na tyle dobra, że zasługuje na godne siebie wydanie. Techland zrobił w tym celu wszystko co mógł, niestety ich partner jakim jest UbiSoft nie stanął na wysokości zadania i wokół wydania konsolowego narobiło się sporo niepotrzebnego zamieszania. Mam wielką nadzieję, że Ubi będzie uczyć się na swoich błędach i kolejne wydawane przez nich gry nie będą sprawiać wydawcy jak i graczom tak wielkich problemów. A co z Call of Juarez: Więzy Krwi? Wersje konsolowe są już bez problemów dostępne w sklepach, a ta przeznaczona na konsolę Xbox 360 doczeka się w najbliższym czasie polskiej wersji językowej. Nie pozostaje więc nic innego jak wycieczka do sklepu i zakupienie nowego polskiego hitu, aby plan Techlandu polegający na sprzedaży w Polsce 50 tyś. egzemplarzy gry został zrealizowany. Czy to się uda to już zależy tylko od nas graczy, bo producent z Wrocławia zrobił to co było jego zadaniem: dostarczył świetną grę, w którą będziemy grać jeszcze długo po jej premierze.
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier