Każdy gracz potrzebuje czasami gry luźnej, nie wymagającej większego wysiłku umysłowego, która siłę ognia przedkłada nad finezję. Grę, przy której można się zrelaksować. Taką grą było Lost Planet. Ale ona poszła dalej. Wciągała swoim zimnym klimatem, a po radosnej eksterminacji wrogów częstowała ogromnym i silnym bossem, walka z którym podnosiła poziom adrenaliny. Tym sposobem LP zmroziło serca 2,5 mln. graczy, w tym i moje, i tylko głupiec nie pomyślałby o sequelu. A Capcom głupcem nie jest.
Pierwsza część opowiadała o próbie skolonizowania planety E.D.N III przez ludzi. Głównym problemem był klimat – panowała tam wieczna zima, zaś woda zamarzała w sekundę. Drugim byli jej mieszkańcy – agresywna rasa którą ludzie nazwali Akrid. Z początku sporej wielkości gospodarze wyrzucili gości ze swego domu, lecz zmiana nastąpiła gdy ci drudzy odkryli źródło życia Akridów – była to energia termalna która znajdowała się w ciele każdego z nich. Ludzie nauczyli się jej wykorzystywać, dzięki czemu mogli chodzić po planecie nie zamarzając od razu, oraz wykorzystali ją jako paliwo do swoich cudów techniki – VS-ów (Vital Suit). VS-y to nic innego jak mechy, ale to one zadecydowały o szansach na podbicie E.D.N. III. W grze wcielaliśmy się w Wayne'a – młodego żołnierza, który po śmierci ojca stał się wyrzutkiem i przyłączył się do nielicznych Śnieżnych Piratów. Ci z kolei próbowali powstrzymać pewną organizację, która próbowała masowo ocieplić klimat planety, kosztem wszelkiego życia. Nie wgłębiając się w dalsze zawijasy fabuły, przejdźmy do końca. Śnieżni Piraci wygrali i zaczęli globalne ocieplenie, lecz w delikatniejszy i wolniejszy sposób. Jednak to rodziło spore perspektywy na przyszłość.
I tak przechodzimy do Lost Planet 2. Akcja będzie się toczyć dziesięć lat później, więc efekt cieplarniany zajął spory kawałek planety (choć większość nadal jest skuta lodem). Tu już nie będziemy przemierzać śniegowych pustyń, tylko piękne lasy tropikalne. Zapowiada się różowo, ale wszystko ma swoje wady. Ocieplenie klimatu sprawiło, że z długiego snu zimowego obudziły się ogromne... wróć – gigantyczne Akridy. I tu pojawiają się znani i kochani Śnieżni Piraci, którzy w ciągu tych kilku lat mocno się rozrośli. W tym momencie ukazuje się największa innowacja, gdyż do akcji będą wysyłane małe, czteroosobowe oddziały (połączenie mobilności i siły ognia) – tak więc całą grę będziemy mogli przejść z trzema znajomymi. Miodzio!
Jak już wspominałem, w grze będziemy się poruszać po gorących i żywych sceneriach, przez co styl graficzny zaliczy obrót o 180 stopni. Ten w "jedynce" prezentował się świetnie (na szczególną pochwałę zasługiwały efekty świetlne). Natomiast w LP2 obraz będzie generowany przez silnik MT-Framework 2.0, który mogliście zobaczyć w akcji już w Resident Evil 5. W trailerze pokazywane obrazy są piękne i soczyste, a ukazana scena przejścia z zimowej otchłani do dżungli zapiera dech. Twórcy mówią, że silnik ten będzie w stanie realistycznie odwzorować zachowanie cieczy, co będzie można wykorzystać w czasie walk z wrogami. Jak będzie w rzeczywistości – czas pokaże.
Eksterminacja wrogów nie byłaby tak przyjemna, gdyby nie pokaźny arsenał który autorzy oddali w nasze ręce. Są karabiny maszynowe i snajperskie, shotguny, rakietnice, lasery, kilka typów granatów i – najważniejsze – VS-y. To dzięki nim stajemy się (prawie) niezniszczalną machiną do zabijania, i to dzięki nim pokonywaliśmy największe bydlaki jakie zrodziły się pod grubą warstwą śniegu. Ich jedyną wadą jest to, że pochłaniają ogromne ilości Energii Termalnej, przez co zmuszają gracza do ciągłego parcia naprzód i zdobywania jej kolejnych zasobów. Capcom zapowiedział nowe zarówno bronie jak i mechy, jednak nadal nie wiadomo jakie (z wyjątkiem przenośnej, rozkładanej tarczy, która da schronienie dla trzech postaci). Wśród tych drugich ma być więcej VS-ów zmieniających postać w pojazdy (coś dla tych, którzy nie są nasyceni grami o Transformerach). Mają też być takie, które będą w stanie przewieźć więcej niż jednego gracza. Jak na razie najefektowniej prezentuje się ten, w którym jeden z graczy steruje VS-em strzelając jednocześnie z pistoletu, a dwóch pozostałych zasypuje wroga ogniem z dwóch broni znajdujących się ponad kokpitem. W tym czasie czwarty gracz może robić cichą masakrę na tyłach wroga. Kolejnym elementem walki zapowiedzianym przez twórców jest system zasłon. Według mnie to nie jest zbyt dobry pomysł, gdyż na ogół lekko spowalnia on tempo gry, a tu nie można sobie na to pozwolić. No, chyba że nie będzie czasu z niego korzystać, w czym może pomóc umiejętność sprintu. Trzeba mieć jeszcze z kim walczyć. Jak zwykle będziemy strzelać zarówno do ludzi jak i Akridów. Po stronie obcych zobaczymy znane z „jedynki” jednostki, lecz zmiany zajdą w walce z bossami. Będą to te gigantyczne Akridy o których wspominałem na początku, a żeby je pokonać, potrzeba będzie czterech chłopa. I tak pierwszy gracz w mechu będzie walić do wroga od frontu, drugi i trzeci będą atakować jego nogi, a czwarty wejdzie na jego grzbiet i będzie strzelać do najczulszego punktu giganta. Jak widać bez sprawnej kooperacji się tu nie obejdzie. Szczególnie z powodu punktów drużyny, które nasz team zbiera za owocne zabijanie wrogów, aktywację checkpoint'ów itp. Natomiast za każde niepowodzenie będziemy je tracić, np. za śmierć jednego z gracza gra odejmie naszej drużynie kilka(set) punktów. Jednak dopóki będziemy mieli ich zapas, odrodzimy się na początku poziomu bądź przy którymś z checkpoint'ów (wybór należy do gracza). Jedyne życzenie jakie mam odnośnie walki to to, by bitwy cały czas podnosiły adrenalinę – inaczej gra straci swój urok (Lost Planet było jedną z nielicznych gier, w której po pokonaniu bossa miałem żywą chęć pokazania mu szczerego fucka).
W tym akapicie napiszę o rzeczy najmniej ważnej w Lost Planet, a mianowicie o fabule. Tak na dobrą sprawę to nic konkretnego o niej nie wiemy. Na pewno główną osią historii będzie kolonizacja E.D.N. III, ale nie jej ostatecznym problemem. Każdą misję będziemy odgrywać innym składem, a w ostatniej ścieżki wszystkich zespołów się połączą. Wg mnie to dobre rozwiązanie. Zawsze lubiłem spojrzeć na jakąś sytuacje z kilku różnych stron. Twórcy dodatkowo zapowiadają, że koniec historii będzie zależeć od dokonanych przez nas wyborów. I tu pojawiają się moje wątpliwości. W pierwszej części nie traktowałem na poważnie fabuły: ot coś się tam działo i było pretekstem do kolejnych rajdów na Akridy (pomijam fakt że fabuła szczególnie wymyślna nie była). Sam pomysł podejmowania decyzji nie jest zły, gdyż motywuje gracza do kolejnego przejścia gry, ale jeżeli fabuła zacznie za bardzo narzucać się do gameplay'a, będziemy przejmować się rozterkami bohaterów, a nie czerpać radochę z 4869 fraga. Liczę że – tak jak w poprzedniej części – historia zostanie jednak miłą otoczką, która pozwoli odetchnąć pomiędzy kolejnymi misjami.
Podsumowując: zapowiada się diabelnie dobry shooter, idealny na weekendowe imprezy z kumplami. Twórcy biorą wszystko co dobre z „jedynki”, ulepszają to i dodają nowe pomysły – teoretycznie przepis na udany sequel. Do pozytywnego myślenia nastraja również fakt, że Capcom wziął swoich najlepszych ludzi, więc nie zamierza zrobić gry „na odwal się”. Chodzą słuchy, że gra pojawi się na jesień tego roku, choć na stronie producenta nie ma o tym wzmianki. Liczę jednak że już niedługo spotkamy się przy wspólnym ognisku z Akridami.
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier