XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

Modern Warfare 2

Autor: Farmah    Opublikowano: 31 grudnia 2009    Odsłon: 965    »Skomentuj...

Temat II WŚ został już wyeksploatowany do cna. Motyw wojenki osadzony we współczesnych realiach? Nie, wszak nie jesteśmy ograniczeni historycznymi naleciałościami, aczkolwiek developerzy zaczynają powoli wiercić wojenne ramy z każdej strony (Operation Flashpoint: Dragon Rising, Medal of Honor, Bad Company 2). Z czym natomiast uderza do nas Infinity Ward? Z podkręconym do granic możliwości Call of Duty 4 - terroryści, bomby atomowe, masa wybuchów. Najłatwiej uwydatnić różnicę zestawiając obok siebie obie części Transformerów - w dwójce jest WIĘCEJ, EFEKTOWNIEJ, DYNAMICZNEJ, ot taka pierwsza część filmu o autobotach podniesiona do kwadratu (pomijam tutaj wartość artystyczną tego dzieła). W Modern Warfare 2 jest podobnie. Jeżeli akurat nie widzimy na ekranie spadających helikopterów, wybuchającego składu paliwa, pompującej do krwiobiegu hektolitry adrenaliny akcji, oznacza to jedynie, że konsola jest wyłączona a Wy siedzicie w ciepłych kapciach przed telewizorami i oglądacie kolejny odcinek Niewolnicy Izaury.

CoD 4 sprzedał sie w oszołamiającej ilości sztuk, toteż kwestią czasu było zniesienie przez IW kolejnego złotego jajka. Maszyna marketingowo-hype'owa ruszyła z buta, informacje latały koło mojej głowy niczym stado wściekłych os, pierwsze trailery - śnieżna rozkmina, akcja-kozak, pomyślałem. Dalsze wgłębianie się w skryptowane akcje sobie darowałem, licząc na wieczorną rozpierduchę w domowym zaciszu z padem w ręku, gdy już płyta od naczelnego przedrze się przez wrogie zasieki i dotrze do mojego stanowiska. Historii o niesamowitym zbiegu okoliczności, w którym to mój Xbox odmówił posłuszeństwa akurat w momencie kiedy z bananem na twarzy dzierżyłem pudełko z grą Wam daruję. Nie wspomnę też o skandalicznej instrukcji, którą wertowałem kilkakrotnie w poszukiwaniu "zagubionych stron", bo standardowa ilość z jakimś miałkim opisem obudził we mnie wspomnienia kserowanej książeczki do Super Mario Sunshine ze skopiowanym tłumaczeniem z jakiegoś darmowego translatora. Przedstawię Wam za to wyraz mojej twarzy, kiedy w końcu bez problemu udało mi się pobyć z tytułem sam na sam - to był wyraz jaki najczęściej towarzyszy mi kiedy widzę w sklepie szary papier toaletowy. Że widziałem, że nic się nie zmieniło, że szare, brzydkie i jednowarstwowe.

Graficznie tytuł nie dał susa do przodu, nie stoczył się także niczym menel do rowu. Po prostu stanął w miejscu atakując moje gałki oczne wszędobylskim aliasingiem, wynikającym z niskiej rozdziałki (600p). Jedyna odnotowana zmiana, to rozbryzg krwi na ekranie, kiedy obrywamy ołowiem, który nie dość że wygląda jak rozlany syrop malinowy, to jeszcze zasłania pół ekranu. Owszem, nadal wszystko trzyma się w jednej ramce (60 fps), jednak jednocześnie obraz w oddali raczy nas zębami wielkości zębów rekina ludojada. Pierwsza misja tocząca się w zapyziałym Afganistanie, zdaje się wpisała się w graficzne skamienieliny, powodując nawrót myśli o szarym papierze toaletowym bez wzorków. Akcja co prawda szalenie dynamiczna była, aczkolwiek utrzymana w Call of Duty'owym kanonie nie wywarła na mnie większego wrażenia. Ziewając obserwowałem kule nisko latające nad głową, dalej przedzierając się przez wrogie zasieki ostrzeliwałem jednocześnie wrogie pozycje. Standard. Na szczęście są to złe dobrego początki, bo późniejsze misje są cholernie wciągająco-emocjonujące. Co prawda widać tutaj także twórczy zastój developera jeżeli chodzi o sam schemat misji, ale sprawdzonych rozwiązań się nie zmienia. Więc mamy po prostu najlepsze misje wzięte z Modern Warfare, podlane taką dawką akcji, że niektóre robią się wręcz absurdalnie głupie. Strzelam na ślepo, że działanie IW było takie: "Wiecie, zabawa w snajpera na Ukrainie podobało się ludziom, więc dajmy im więcej tego samego, tylko niech akcja rozgrywa się zimą, i na końcu niech coś wybuchnie". Ot, takie moje luźne przemyślenia. O takie przytoczone sytuacje będziemy się potykać na każdym kroku, więc nie obejdzie się bez spektakularnego wybuchu bomby atomowej, ucieczki na skuterach, i oglądania oczami bohatera ostatnich sekund naszego kruchego cyfrowego życia. W ogólnym rozrachunku jednak jestem w stanie te podretuszowane akcje kupić - jest wesoło i szybko, a górską wspinaczkę (ta z pokazu E3) pamiętam do dzisiaj.

O fabularnych zawijasach specjalnie dużo nie pisałem, gdyż właśnie doczytuje elementy tej skomplikowanej układanki na Wikipedii (mimo, że gra ma kinowe spolszczenie). Tak jak poprzednio, istnieje fabularny chaos, a my nie siedzimy w tych samych wojskowych butach dłużej niż 15 minut. Całość kręci się w okół sierżanta Gary'ego "Roach" Sandersona, Johna "Soap" MacTavish'a, kpt. Price'a i rosyjskich ultranacjonalistów. Nieszczególnie podoba mi się ta forma prowadzenia fabuły, gdzie po dwugodzinnej grze dyskutowałem o niej z kolegą - dlaczego ganiałem z karabinem po Rio de Janeiro, a rosyjskie jednostki wojskowe przejęły Biały Dom i stacje z hamburgerami. Pomijając te sprawy, tryb dla jednego gracza spokojnie wystarczy na dwa intensywne wieczory (poziom Veteran - ponad 7h gry), co jak na grę z której skrypty wypadają nawet kiedy potrząsam pudełkiem, jest wynikiem całkiem dobrym. Końcówka pozostawia także szeroko otwartą furtkę dla kolejnej części (pomijam, że ona sama - końcówka - była wykonana "in Kojima style"). Nowością w grze jest tryb kooperacji Special Ops. Możemy tutaj zaprosić kolegę zza wielkiej wody (online), bądź zza bloku (split screen) i rozegrać jedną z misji, która jest specjalnie przystosowana do takiego zabiegu. Zapewne kojarzycie akcje z CoD4, gdzie z pokładu samolotu, używając podczerwieni likwidowaliśmy wrogie oddziały? No więc dodajmy do tego znajomego, który będzie się po tym terenie poruszał, my natomiast torować będziemy mu drogę z powietrza wysadzając ciężarówkę przepełnioną wrogim elementem. Strasznie konkretna sprawa i żałuję że stawia się tutaj na czas w jakim dane zadanie wykonamy (przyznawane są za to medale, dzięki którym odblokowujemy następne misje). Fajną sprawą jest też stopniowanie poziomu trudności, bowiem jeżeli nie czujesz się na siłach możesz śmiało obniżyć poprzeczkę na "Regular", podczas gdy Twój kompan cisnąć będzie poziom na "Veteranie". Minusy kooperacyjnego Special Ops? Większość misji (ogólna ich liczba to 23) można pokonać w granicach 2 minut, a grając po splicie narażamy się na dzikie rozlokowanie obrazu - takie tam bohomazy podobne z RE5. Obraz jest pocięty po bokach, co obniża widoczność, aczkolwiek widać, że nie odbiło się to na detalach otoczenia jak i samych wyświetlanych klatkach na sekundę.

Czytając uważnie tekst wiesz, że MW2 nie będzie moim kandydatem na GOTY 2009 (wygrywa tutaj facet w czarnych rajtuzach, tak na marginesie). Za dużo tutaj mam uczucia deja vu, skopiowanych misji, podobnych patentów. Jasne, gra się w to (poza paroma nudnymi misjami) szalenie przyjemnie, sama zaś akcja na ekranie przywodzi na myśl wysokobudżetowe hollywoodzkie produkcje, jednakże uczucia pewnej powtarzalności nie mogłem przez całą grę się wyzbyć. Oprawa AV nadal trzyma poziom, za stronę audio odpowiadał Hans Zimmer, więc był on swoistym gwarantem jakości. Graficznie natomiast tytuł się nie rozwinął stojąc po kostki w starym engine - jak wiadomo kto się nie rozwija ten się cofa, a rozdzielczość 600p nie jest już synonimem blichtru. Efekt rozbryzgu krwi na ekranie jako nowego graficznego "ficzeru" pominę milczeniem. Special Ops jest całkiem miłym dodatkiem, aczkolwiek przy sprzyjających wiatrach można go zaliczyć w jeden dzień. Dziwny rozdźwięk panuje także pomiędzy spolszczeniem. W kampanii SP można przyczepić się jak rzep psiego ogona kilku drobnostek, natomiast w trybie MP rzeczony rzep zgniótłby psa poziomem absurdu który tam panuje. Dziwna i niezrozumiała sytuacja jak dla mnie. Trybu MP z przyczyn technicznych nie obadałem, rozgrywając jedynie 2 pojedynki. System rang i nagród jest skopiowany z CoD4, nadal mamy Free-For-All, Search & Destroy, Demolition, Domination, Team Deathmatch oraz Capture The Flag. Z nowości doszło 15 kill streaków do odblokowania, kilka nowych broni (w tym tarcze ochronne), perków i tym podobnych rzeczy. Osobiście jako niedoświadczony freak stwierdzić mogę, że gra ma potencjał, jednakże zabawa na ciasnych arenach mnie nie bawi i Bad Company jest lepsze (fani mogą mnie teraz spalić na stosie). Modern Warfare 2 nie jest moim spełnieniem dziecięcych marzeń o idealnym sequelu. Jest przewidywalnym kuponem, który odciąłem od marki CoD. Wart kupna? Oczywiście, ale w przyzwoitej cenie.

Zalety:
  • * voice-acting;
  • audio;
  • większość skrytpowanych akcji;
  • Special Ops.
Wady:
  • rozdzielczość;
  • standardowy sequel;
  • copy-paste w nadmiernych ilościach;
  • fabularny chaos.
Ocena ogólna 8
Grafika 8
Dźwięk 9
Grywalność Online
Offline
-
8
Żywotność Online
Offline
-
6.5

Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry



Komentarze Dodaj komentarz»

miki77 31 grudnia 2009, 22:05


Oj zaspojlerowałeś Farmah wymienieniem Price"a :)
Co do oceny to oczywiście każdy inaczej postrzega gry, ale ja dałbym osobiście 9, bo jednak multi dalej bawi (chociaż niektórzy wielcy "prosi" narzekają jaka to gra jest dupna w porównaniu do czwórki).


Edmund McCry 31 grudnia 2009, 22:17


Miki- a od kiedy CoD jest skillowe? :p "Prosi"- zgadzam się z tym określeniem.


miki77 31 grudnia 2009, 23:14


Trzeba mieć skill kamperstwa ^^


miki77 31 grudnia 2009, 23:22


Tak btw - wg mnie gra nie musi być skillowa, żeby dawać dużo fanu. A taki właśnie jest MW2 - bawi w multi i każdy może sobie pograć nie martwiąc się, że trafi na jakichś uberkillerów i na koniec meczu będzie miał 0 fragów, a 20 śmierci. Halo jest trochę bardziej skillowe, ale jest wiele gier o wiele trudniejszych od multiplayera Bungie (inna sprawa, że prawie wszystkie są jedynie na PC).


Edmund McCry 1 stycznia 2010, 0:23


Zgadzam się, choć jestem zdania, że im mniej gra jest skillowa, tym więcej gra w nią typowych dzieci Neo. Wyższy poziom odstrasza takie osoby, dzięki czemu poważni gracze nie uświadczą darcia mordy do headseta, obraźliwych wyzwisk, czy innych mniej lub bardziej odbiegających od normy zachowań... choć w przypadku Halo bywa różnie. Na szczęście pozostają jeszcze zasady MLG na Custom Game, a nie tylko Matchmaking.


miki77 1 stycznia 2010, 10:13


Osobiście więcej dzieciaków zauważyłem grając w Halo niż CoD"a ;) Na szczęście ich ryki można zawsze wyciszyć, a potem skopać im tyłki i nie słuchać fucków kierowanych w naszą stronę :P


Farmah 1 stycznia 2010, 13:24


Khem, dlatego tez ocena dotyczy jedynie trybu SP + Special Ops (tutaj akurat po splicie). Gdybym mial mozliwosc dluzszego obcowania z trybem MP, ocene podwyzszylbym o to pol/jedno oczko. Juz nie bede smecil, ze M$ dal mi "nowa" (z odzysku) konsole, ktora nigdy nie wlacza sie za pierwszym razem, a do tego kiedy chcialem sprobowac swoich sil po sieci, to dopadla mnie grypa - ot, splot porabanych przypadkow. W MP pogralem ok 1h, ale na podstawie tego nie bede wysnuwac jakichs wnioskow.


s 12 stycznia 2010, 22:24


zeby była lepsza grafa wystarczy kabelek hdmi i tv full hd poczujesz różnice


Farmah 12 stycznia 2010, 23:56


Co komu po fullhd, jak gra wyciska 600p



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot