|
|
Army of Two: The 40th Day
|
|
Autor:
Kubson
Opublikowano:
4 marca 2010
Odsłon:
662
»Skomentuj...
|
|
|
— Kryj się!
— Przejmij ich!
— Dobra, biegnij! BIEGNIJ!
— OK, zdjąłem dwóch.
— Poczekaj chwilę...
— AAA! Trafili mnie!
— Zaraz będę!
— AAAAAAAAAAAAAAAA!!!
— Nie umieraj!
— Powiedz moim kuzynom, że...
— NIEEEEEE!!!
— Co ja wam mówiłem o hałasowaniu?
— O jejku, do recenzji się przygotowujemy.
— Nie obchodzi mnie to.
— Olej go.
— Dobra, to zacznijmy od początku. Czym jest „Army of TWO: The 40th Day”?
— Shooterem.
— Kto go stworzył?
— EA Montreal.
— Cecha charakterystyczna?
— Cała gra to jeden wielki co-op.
— Dobrze, Heniu. Chyba możemy wziąć się za pisanie.
—
— Napisz tak: W AoT: TFD ponownie wcielamy się w Riosa i Salema, którzy...
— Zaraz, zaraz. A jak nie będą wiedzieli kto to Rios i Salem? Musimy zacząć do początku. Gdzie to się zaczęło.
— Dobra, a więc wszystko zaczęło się w 2008 r., kiedy to światło dzienne ujrzał „Army of TWO” — shooter w konwencji TPP, który spośród innych wyróżniał się tym, że cała kampania opierała się na ścisłej współpracy dwóch graczy...
— ...którzy odgrywali role Tysona Riosa i Eliota Salema - dwóch najemników należących do SSC, czyli sprywatyzowanej armii amerykańskiej.
— Innym elementem odznaczającym tę grę był system AGGRO.
— Chodzi o to, na którym z graczy wrogowie skupiają większą uwagę.
— A drugi, który jest w pewnym sensie niewidoczny, może zakraść się na flanki i wykonać ogień krzyżowy.
— Uwielbiam te akcje.
— Gra może nie była specjalnym hitem, ale wiele osób ją polubiło.
— Pamiętam jak Kuba przechodził kampanię jednym tchem.
— Koniec końców, Electronic Arts nie mogło nie wydać sequela, który przecież miał już pewnych nabywców.
— No i mamy rok 2010 a zarazem drugą część gry z podtytułem The 40th Day.
— Wiele osób ją wyczekiwało i liczyło, że twórcy poprawią błędy popełnione w części pierwszej.
— Tak, ale zanim przejdziemy do głównej rozgrywki, powiedzmy o przyczynach ponownego spotkania.
— I tym sposobem wracamy do naszych bohaterów,...
— Salema i Riosa...
— ...którzy po wydarzeniach z poprzedniej gry założyli własną firmę – Trans World Operations.
— Czyli TWO.
— Nasi wojacy...
— Salem i Rios.
— To już wiemy.
— Oj tam.
— No więc, nasi wojacy wyruszyli do Szanghaju...
— Dla tych, co nie uważali na geografii - miasto w Chinach.
— Z rutynową misją, którą jednak przerywają dwa niespodziewane wydarzenia:
— Pierwsze - najemnicy dostają zlecenie zabójstwa faceta, z którym właśnie współpracują.
— Przy okazji powiem, że tu pojawia się pierwsza moralna decyzja, ale o tym później.
— Drugie - całe miasto zostaje zaatakowane przez prywatną armię.
— I nie jest to zwykłe wtargnięcie z bronią. Można powiedzieć, że goście od razu walą z grubej rury, detonując co większe budynki.
— Króko mówiąc - nasi panowie znaleźli się w złym miejscu o nieodpowiednim czasie, a teraz, polegając tylko na sobie, muszą przetrwać to piekło i z niego uciec.
— I tu jest pierwsza poprawka względem poprzedniej części - fabuła nie jest już malutkim pretekstem do napędzania kolejnych wydarzeń. Teraz ma ona tutaj duże znaczenie, i cały czas o sobie przypomina.
— Między innymi dzięki zbieranym radioodbiornikom, za pomocą których dowiemy się o sytuacji w innych częściach miasta.
— Wprawdzie Tom Clancy to to nie jest, ale jak na taki shooter sprawdza się dobrze.
— Gra się przyjemnie. Jest tu ciekawy multi i wciągający co—op. Ogólnie — fajnie.
— Co ty piszesz, Henryk?
— Noo, recenzję.
— Recenzję? To nawet mini felieton nie jest.
— No więc jak chcesz to napisać, hę?
— Po kolei. Najpierw opiszmy tryb story.
— No co, no tak jak w „jedynce” całą kampanię przechodzimy razem z kumplem. Tyle.
— I ogólnie jest fajnie, tak?
— Tak.
— Chryste... Rozpisz to.
— OK. „The 40th Day” to, tak jak poprzedniczka, shooter TPP.
— Ważne jest tu ukrywanie się za zasłonami. I tu dochodzimy do pierwszej rzeczy, która miała być poprawiona.
— Bo nie jest ono manualne, jak np. w „Gears of War”, tylko zautomatyzowane.
— A jak wiadomo, to co zautomatyzowane będzie miało czasem problemy z działaniem.
— I tak też było. Postacie nie przylegały do osłony, jedynie celownik się trochę przesuwał, co skutecznie utrudniało celowanie.
— No i czasem coś się kopało, przez co postać wystawiała broń nie przez tą krawędź co trzeba.
— Na szczęście ten felerny błąd naprawiono.
— Mimo że system osłon wciąż jest w dużym stopniu zautomatyzowany.
— Teraz wszystko działa jak należy, postacie przylegają do powierzchni i nie mają z tym problemów. No i się normalnie za nie wychylają.
— Chłopaki poszli też wzorem Nathana Drake'a i umożliwili nam manualną zmianę ramienia z którego strzelamy.
— Bardzo wygodne udogodnienie. Wciskasz prawą gałkę i wybierasz, czy postać ma się odwrócić, czy tylko cofnąć kilka kroków by uniknąć strzałów.
— Pamiętam, że Kuba chyba tylko raz czy dwa miał z osłonami problem.
— Tak, bohater stał ukryty za słupem, i, zamiast wychylić się w prawo, wychylał do góry przez co wszystkie naboje poszły w beton.
— No ale to był tylko ten jeden przypadek. Najlepszym się zdarza.
— A przecież to nie jedyna rzecz, która stała się lepsza.
— Nie masz na myśli AI, więc...
— Tak – edytor broni.
— Ooo, to wyszło bardzo dobrze.
— Teraz rzeczywiście broń można dopasować do swojego stylu i potrzeb.
— Poprzednio Kuba kierował się zasadą „Im droższe, tym lepsze”.
— I słusznie, bo tak to działało.
— Teraz każda z części inaczej wpływa na broń, dzięki czemu wybieramy czy ma być dystansowa,
— czy bezpośrednia,
— czy głośna,
— czy cicha.
— Opcji jest tyle, że z AK—47 można zrobić prawie—snajperkę.
— Ale czy to by miało sens?
— Oryginalnych karabinów snajperskich jest tu mało, a niektórzy nie lubią być specjalnie precyzyjni i wolą walnąć całą serią.
— Ale nie ma tu zbyt wielu miejsc do popisu celnego oka.
— Dlatego też autorzy umożliwili wybór, czy jako broń specjalną chcesz mieć snajperkę lub rakietnicę, czy jedną z broni głównych.
— Celny i cichy karabin + morderczy shotgun. Połączenie prawie doskonałe.
— Za wiele nie można też zdziałać w małych pistoletach.
— A kto chciałby się nimi bawić? Przecież tam jest wojna.
— Kuba zrobił jeden bardzo cichy i miał tu mały przedsmak nadchodzącego Splinter Cella.
— Może i był skuteczny, ale to nie zmienia faktu że lepiej sprawdzają się karabiny i to nimi poślesz diabłu niemałą gromadkę żołnierzy.
— Fakt, dlatego też tych broni jest tu znacznie więcej. Do wyboru, do koloru.
— Skoro już o kolorach mówimy, warto wspomnieć, że każdą z broni można ładnie pomalować.
— W przeciwieństwie do pierwowzoru, tutaj oprócz zrobienia z broni złoto - srebrnego cuda, są najróżniejsze kamuflaże i zabawne wzorki.
— Wszystkie prezentują się bardzo ładnie, poza właśnie tym Odpicowanym. Kiedyś poza srebrem i złotem na broni grawerowane był też świetne wzory, natomiast tutaj ograniczyli się już tylko do wspomnianych metali.
— Narzekasz. Kilkadziesiąt innych upiększeń zrekompensuje tę „stratę”.
— No dobra, więc skoro mamy już broń taką jak chcieliśmy, trzeba w końcu skopać kilka(set) tyłków.
— Najlepiej zrobić to z kumplem. Nic nie zastąpi przecież żywego gracza u boku.
— Prawda, ale niektórzy nie mają takiej możliwości, a granie z przypadkową osobą w co-op im się nie widzi.
— Tak było w przypadku Kuby.
— Biedak musiał się męczyć z AI.
— Ała, nie przypominaj mi.
— Niestety, tutaj dzieło panów z Montrealu mocno kuleje.
— Teraz gra jeszcze częściej niż poprzednio wymaga współpracy i jednoczesnego wykonywania czynności.
— Wprawdzie próbowali coś zaradzić, poprzez wprowadzenie możliwości wydawania cyfrowemu kompanowi poleceń...
— Oczywiście poza tymi podstawowymi, czyli przegrupowanie, utrzymywanie pozycji oraz marsz naprzód, które kompan może wykonywać w dwóch stanach: spokojnym i agresywnym.
— No właśnie poza nimi można teraz poprosić go podsadzenie, wzięcie tarczy, złapania jakiegoś gościa czy atakowania konkretnej grupy wrogów.
— Na próbach jednak się skończyło.
— O ile prośba o „stopkę” czy tarczę jeszcze działa, o tyle atakowanie wyznaczonych wrogach sprawuje się gorzej.
— Kuba ściągnął uwagę gościa z CKM-em i czekał, aż partner go zdejmie.
— Nie doczekał się, nawet gdy gościa wskazał.
— Tak więc trzymamy się zasady „Jeżeli chcesz, by coś było zrobione, zrób to sam”.
— Ale żeby nie było, granie samemu z konsolą ma też swoje dobre strony.
— Wszelkie najprzyjemniejsze akcje można zostawić dla siebie.
— Między innymi rozwalanie co twardszych wrogów.
— Oni dzielą się na dwa rodzaje: tych z shotgunami, i tych pozostałych.
— Pierwszych zabija się poprzez ostrzeliwanie ich słabego punktu – głowy.
— Drugich...
— Na których składają się grenadierzy, faceci z gatlingiem i goście z miotaczem płomieni.
— …wystarczy częstować ołowiem ich zapasy amunicji, czyli torby zawieszone u pasa.
— Czyli nic trudnego.
— Innymi odskoczniami od strzelania w podstawowy rodzaj wrogów jest ratowanie cywili.
— Możemy zdecydować czy ich ocalić czy nie.
— Sądzę, że każdy jednak się trochę pomęczy, bo za uratowanie dostajemy albo dużo pieniędzy,...
— …albo cenne części do broni.
— Sekwencja niesienia pomocy cywilom jest zwykle taka sama.
— Jeden z graczy zakrada się i bierze jako zakładnika i żywą tarczę oficera.
— Bo złapanie niższego stopniem żołnierzy skończy się tylko rzezią.
— Oczywiście stopień danego faceta można sprawdzić włączając GPS – nieodzowny gadżet dzisiejszego świata.
— Gdy już tego oficera złapiemy, podejmujemy kolejna decyzję – zabijemy ich, czy tylko zakujemy w kajdanki.
— Za każdą decyzję nasi najemnicy są nagradzani punktami moralności złej, lub dobrej.
— A co one w ogóle dawały?
— Chyba miało to wpływ na to jak cię postrzegają inni i czy będą skłonni ci pomóc.
— Tylko że ta pomoc pojawiła się tylko w jednym momencie, a przecież Kuba robił same rzeczy dobre.
— Tak więc widzisz, że można to sobie olać.
— Ale mimo wszystko miło jest zobaczyć w menu napis „Champions”.
— Tylko dla estetów.
— Poza tym jest jeszcze zbieranie radioodbiorników i strzelanie do wizerunków kota...
— ...czyli typowe znajdźki dla maniaków.
— No a co zrobiłbyś gdyby i to ci się znudziło?
— Poleciałbym poszukać świeżego łajna.
— Recenzujemy grę...
— A, to zagrałbym w multiplayer.
— Ten w The 40th Day jest całkiem przyzwoity.
— Mi spodobał się bardziej niż ten z Gearsów.
— Choć Halo 3 już raczej nie pobije.
— Co nie zmienia faktu, że jest dobry.
— Cztery tryby gry:
— Co—op Deathmatch...
— ...czyli walka dwuosobowych drużyn o przetrwanie.
— Control...
— …znany też jako King of The Hill.
— Warzone...
— …gdzie dwie drużyny muszą wykonywać zmieniające się co chwila zadania, tryb znany z części pierwszej.
— i Extraction.
— Ten ostatni był przez EA głośno zapowiadany.
— Kuba zrobił sobie niezłe nadzieje...
— ...które, niestety, nie spełniły się w pełni.
— Ja nazwałbym ten tryb jedną-wielką-liczbą-cztery.
— Na jedną sesję przypada czterech graczy i cztery mapy, każda podzielona na cztery strefy,...
— ...gdzie rozegrane będą cztery rundy na całą mapę. W każdej rundzie gracze będą musieli odeprzeć cztery oddziały wrogów,...
— ...każdy stosujący inną taktykę walki. Wszystko jest tu powiązane z czwórką.
— Tryb ten ma jedną zasadniczą wadę – wrogowie zawsze wychodzą z tych samych miejsc w takich samym składzie.
— Po którejś śmierci z kolei gra się na pamięć.
— Mimo to, spodobał mi się bardziej niż Horda z Gears of War.
— Powiem jeszcze, że we wszystkich tych trybach wybieramy jeden z ośmiu zestawów broni.
— Niestety nie można złożyć własnego, ani żadnej z broni ulepszyć.
— Świetnie sprawdziłby się tu system znany z Modern Warfare,...
— ...gdzie za kolejne awanse dostaje się nowe bronie i części do nich.
— To szczególnie boli z powodu tego świetnego edytora w kampanii.
— Ale to sprawia że mecze są bardziej wyrównane i zbalansowane.
— Mimo wszystko jest przyjemnie.
— Ale czy multi przyciągnie graczy na dłużej niż tydzień, dwa po skończeniu kampanii?
— Ciężko mi powiedzieć. Na pewno tego mu życzę.
—
— Ajj...
— Zabierzcie to!
— Spodziewałem się niemałych fajerwerków, a tu proszę...
— Przecież to wygląda jak z początków poprzedniej generacji konsol.
— Efekty niszczenia Szanghaju ZDECYDOWANIE im nie wyszły.
— Ale nie powiesz już chyba tego o reszcie.
— No nie, gra wygląda ładnie.
— A gdybyś miał to rozwinąć?
— Mapy. Już zniszczone miasto wygląda świetnie...
— O ile komuś może się taki widok podobać.
— ...i dało twórcom możliwość stworzenia realistycznych map.
— Nie to co w „jedynce”, gdzie wiele elementów wyglądało na wciśniętych tylko dlatego, że gra tego potrzebuje.
— Najbardziej w pamięć wryło mi się Zoo – świetny poziom, na którym miało się duże możliwości taktyczne.
— Ja za to najmilej chyba będę wspominał drugi rozdział, gdzie chodzimy po zniszczonym wieżowcu. Momentami przypominało to piekło z Constantine'a.
— Tak, szczególnie sekwencja Back-to-back...
— Plecy-w-plecy.
— ...na platformie spuszczanej przez dźwig pomiędzy zniszczonymi budynkami.
— Tak więc poza tym początkiem, grafika prezentuje się lepiej niż przyzwoicie.
— A co z dźwiękiem?
— A co ma być?
— No jakie są twoje odczucia.
— Raczej pozytywne. Wszelkie efekty brzmiały dobrze. Miałem wrażenie, że zmieniono aktorów głównych bohaterów, choć mogę się mylić.
— Szkoda, że EA nie postarało się bardziej o muzykę. Wprawdzie są jakieś kawałki orkiestrowe, ale nie zapadają w pamięć.
— Nie ma co narzekać, jest dobrze. Wszystko ma ręce...
— ...i skrzydła.
—
— Uff... Przedarliśmy się przez opis, więc zostało już tylko zakończenie.
— A co powinniśmy dać w zakończeniu?
— Ogólne wrażenia z gry.
— Ja bym napisał „Generalnie gra przyjemna i wciągająca, choć nie wszystkie wady z części poprzedniej zostały poprawione.”
— Nie zapomnij o trybach multiplayer, które też dają sporo frajdy.
— Więc komu moglibyśmy polecić?
— Na pewno fanom części pierwszej.
— No i dla tych, którzy chcą pograć z bratem, siostrą, kumplem czy psem.
— Szkoda tylko, że gra nie wybiła się ponad poziom pierwowzoru, czyli...
— ...nadal pozostaje „średniakiem” zbierającym oceny w okolicach 70%.
— Ale ten średniak ma coś w sobie, co potrafi przyciągnąć nie jednego gracza.
— No i pomimo premiery Mass Effect 2, grę kupiło sporo osób.
— Choć serwerach tłoków nie ma, to jest z kim.
— Tak więc chyba możemy spodziewać się części kolejnej.
— Wątpię, by EA chciało przestać zarabiać na tej marce.
— I to by było na tyle.
— Muszę przyznać, że jak na pierwszy raz wyszło nam przyzwoicie.
— Będą jeszcze następne.
— Tak więc do zobaczenia, Eustachy. Teraz lecę poszukać tego łajna.
|
Zalety:
- wciąż przyjemny co—op;
- edytor broni i masek;
- tryby Warzone i Extraction;
- grafika;
|
Wady:
- AI kompana;
- brak rozbudowanej ścieżki dźwiękowej;
|
|
| Ocena ogólna |
|
7.5
|
| Grafika
|
|
8
|
| Dźwięk
|
|
7
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
8
8
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
7.5
7
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry
|
miki77
5 marca 2010,
11:23
Bardzo fajnie czyta się takie nowatorskie recenzje, ale wolałbym, żeby nie stanowiły one trzonu twojej twórczości Kubson. Liczę na jakieś klasyczne artykuły w najbliższym czasie ;)
majkel
5 marca 2010,
17:44
kubson i recka pisana....hmm, a juz myslalem, ze tym razem doczekam sie pierwszej video-recenzji w twoim/waszym wydaniu. no i upgrade strony mial byc....zax juz sprytnie schowal sonde :P
el ZAX
5 marca 2010,
19:01
majkel napisał:
kubson i recka pisana....hmm, a juz myslalem, ze tym razem doczekam sie pierwszej video-recenzji w twoim/waszym wydaniu. no i upgrade strony mial byc....zax juz sprytnie schowal sonde :P
wideo-recki za jakiś czas wystartują, na razie musisz zadowolić się Week Spotem :) . Z sondą słuszna uwaga, jest już news prezentujący jej wyniki (wkrótce udostępnimy łatwiejszy sposób wyświetlania wyników zakończonych sond). W kwestii upgrade"u strony nasze stanowisko się nie zmienia - please wait... To tyle offtopa ;P
Dodaj swój komentarz
|