XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Publicystyka »

Historia Final Fantasy

Autor: Edmund McCry    Opublikowano: 12 marca 2010    Odsłon: 923    »Skomentuj...

Seria gier Final Fantasy to jeden z najdłuższych tasiemców w tej branży. Od ponad dwudziestu lat Square, a później także Square-Enix, nieprzerwanie karmią fanów japońskich erpegów na całym świecie. Historia sagi sięga zamierzchłych czasów 8-bitowej konsoli Nintendo, a na przestrzeni czasu, gry te ukazywały się na wszystkich najważniejszych platformach growych. Z całą pewnością można powiedzieć, iż dzięki temu Finałowa Fantazja na stałe wpisała się w dorobek gier wideo. Jak ewoluowała seria Finali i na czym polega jej sukces? Postaram się wszystko wyjaśnić.

Ostatnia Fantazja Square

Cofnijmy się do początków lat osiemdziesiątych. Hironobu Sakaguchi, ojciec serii Final Fantasy, otrzymał dorywczą pracę w firmie Square. Na początku koncern zajmował się oprogramowaniem nie związanym z tematyką gier wideo. Firma pracowała dla jednej z elektrowni w Tokushima. Dopiero trzy lata później, kiedy Square stało się w pełni samodzielnym przedsiębiorstwem, Sakaguchi został dyrektorem do spraw rozwoju i planowania. To on, na początku 1986 roku, zatrudnił w firmie kompozytora Nobuo Uematsu, który stał się później jednym z najważniejszych twórców muzyki do gier. Sam Hironobu, zapragnął stworzenia gry fabularnej, podobnej do Dragon Quest wyprodukowanego przez Enix. W owym czasie Square groziło bankructwo, a pomysł zaproponowany przez młodego dyrektora wydawał się sensowny. Wszak produkt Enix sprzedawał się wyśmienicie, podbijając serca graczy w całej Japonii. Grę ironicznie nazwano Final Fantasy, czyli Ostatnia/Finałowa Fantazja. Hironobu Sakaguchi pomagał przy programowaniu gry.

I

Final Fantasy I zadebiutowało na konsoli Nintendo Entertainment System (NES) w 1987 roku. Tytuł z miejsca stał się hitem, uzyskując tak dobre wyniki sprzedaży, że uratowało to firmę przed upadkiem. W Japonii gra była prawdziwym świątecznym obiektem pożądania, do czego przyczyniła się dobra kampania marketingowa.

Przejdźmy jednak do fabuły omawianego tytułu, bowiem właśnie ten aspekt stanowi najważniejszą rzecz dla jRPG-ów. Cztery kryształy, będące symbolami żywiołów: ognia, wody, ziemi i wiatru, są siłą na której opiera się fantastyczny świat gry, który tworzą trzy kontynenty. Kryształy zaczynają tracić swoją moc, co grozi całkowitą destrukcją świata. Prorok Lukahn przepowiada nadejście czwórki Wojowników Światła, którzy ocalą krainę przed zagładą. Jak nie trudno się domyślić, gracz miał okazję pokierowania poczynaniami czterech bohaterów, dodajmy że anonimowych. Możliwość nadania imion swoim postaciom była dużą frajdą i czymś niespotykanym w tamtych czasach. Do wyboru było również kilka klas – Wojownik, Złodziej, Biały, Czarny i Czerwony Mag oraz Mnich. Poza tym, w grze pojawiało się jeszcze kilka innych postaci, dla których wykonywaliśmy różnego rodzaju questy.

Walki, jak każdy zapewne wie, były turowe, co w pewnym stopniu dodawało wielu taktycznych smaczków i zmuszało do myślenia. Pojawiło się wiele rozwiązań, które nawet dziś znajdują zastosowanie w najnowszych odsłonach serii. Interfejs w sekwencjach bitewnych wyglądał bardzo prosto. W okienku do wyboru mieliśmy zwykły atak, magię (podzieloną na białą, np. Cure, Protect i Blink, oraz czarną, np. Fire, Thunder, Blizzard czy Sleep) oraz Item — zbiór różnorakich przedmiotów, przydatnych w walce.

Final Fantasy powalało świetnym wątkiem główny, zadaniami pobocznymi, systemem walki oraz licznymi, różnorodnymi lokacjami. Masa broni, atrybutów, współczynników, bossów i potworów do pokonania to dowód na to jak starannie Square podeszło do swojej ostatniej, jak się obawiali, gry.

II, III

Sukces produkcji sprawił, że szybko powstawały kolejne, coraz bardziej udoskonalane części, a japoński gigant stawał się największym wydawcą tego gatunku gier. Trzy lata później, w czasie gdy na rynek wchodziła już trzecia część gry, Final Fantasy I pojawiło się również w Stanach Zjednoczonych. W sumie na starą, 8-bitową konsolę Nintendo pojawiły się trzy odsłony.

„Dwójka” ponownie trzymała wysoki poziom, pomimo fabuły nieco nawiązującej do Gwiezdnych Wojen — głównym motywem była walka rebeliantów z Imperium. Warto odnotować że w tej odsłonie pierwszy raz pojawiły się Chocobo — sympatyczne, żółte zwierzęta, przypominające kurczaki. Pełniły one rolę naszych rumaków i na stałe związały się z serią, występując w każdej kolejnej odsłonie — zarówno w roli środka transportu jak i w przeróżnych mini-gierkach (wyścigi, hodowla).

Final Fantasy III wprowadziła wiele istotnych zmian, których skutki odczuwalne są do dziś. Po raz pierwszy pojawiły się Summony, czyli potężne potwory, przywoływane do pomocy w walce naszym bohaterom. Ich niebagatelna siła była dużym wsparciem w walce przeciwko groźnym bossom. Jednocześnie wykorzystywanie ich w boju urozmaicało rozgrywkę prowadzonych potyczek. Fabularnie był to jeden ze słabszych jRPGów wyprodukowanych przez „kwadratowych”, co jednak nie przeszkodziło wydać udanego remake'a na przenośną konsolę Dual Screen w 2006 roku.

IV, V, VI

Po wydaniu Final Fantasy III, Square stanęło przed ważną decyzją — przeniesienia serii na nową maszynę, Super Nintendo Entertainment System (SNES). Znacznie większe możliwości techniczne 16-bitowej konsoli oraz dwukrotnie większy nośnik danych (16MB) pozwoliło grafikom na tworzenie jeszcze większych i bardziej szczegółowych lokacji. Znacznie poprawiła się jakość dźwięków, dzięki czemu monofoniczne brzęki zastąpiono melodiami przyjemniejszymi dla ucha.

Final Fantasy IV oraz V zostało ciepło przyjęte przez wszystkich fanów Finali. Po średniej „trójce”, kolejne dwie części pokazały, że „kwadratowi” nie stracili formy i dalej mogą oczarować graczy. Pojawiło się kilka nowych, ciekawych elementów oraz powrócił system profesji (z trzeciej części). Graficznie, nowe tytuły prezentowały się dobrze, jednak nie wyciskały wszystkich soków ze SNES-a.

Pewna rewolucja w serii nadeszła dopiero w 1994 roku, kiedy to światło dzienne ujrzało Final Fantasy VI, uważany przez wielu za najlepszą część w historii FF, lub znajdującą się zaraz po legendarnej „siódemce”. Pod względem fabularnym gra okazała się prawdziwym majstersztykiem. To tutaj pojawiło się też najwięcej grywalnych postaci, bo aż czternaście. Każdy bohater miał własną, ciekawą historię, co bardziej urozmaicało rozgrywkę i dawało możliwość identyfikowania się z nimi. Twórcy usadowili grę w steampunkowych klimatach oraz wprowadzili charakterystycznego głównego bossa, który znacznie odróżniał się od swoich poprzedników. Kefka Palazzo, bo o nim mowa, jest niezrównoważonym psychicznie generałem wojsk Imperium, który poprzez modyfikacje genetyczne może korzystać z magii. Jest zły do szpiku kości, co bardzo sobie chwali i na każdym kroku podkreśla, oraz ma chore poczucie humoru. Bez dwóch zdań jest to najciekawsza postać w grze i jedna z najbardziej rozpoznawalnych w całej serii.

Szósta część pojawiła się jeszcze w tym samym roku w Stanach Zjednoczonych pod tytułem Final Fantasy III. Spieszę wyjaśnić, skąd wzięła się taka numeracja. Otóż na Nowym Kontynencie nie ukazała się „dwójka” (dopiero dużo później), „trójka” ani „piątka”, przez co Final Fantasy IV wyszło jako II, a VI jako III. Dopiero przy Final Fantasy VII kwestia ta została uporządkowana poprzez decyzję o pozostawieniu numeracji znanej z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Final Fantasy VI było udaną próbą odświeżenia cyklu i godnym pożegnaniem starych, dwuwymiarowych Finali. W owym czasie SNES był już poczciwym staruszkiem. Wreszcie nadeszła chwila by wkroczyć w erę 3D.

VII

Początkowo Final Fantasy VII miało zostać wydane na kartridżu, ponownie na 16-bitową maszynę Nintendo. Jako że postęp technologiczny, era gier trójwymiarowych i wejście na rynek nowych konsol stawały się niezaprzeczalnym faktem, firma podjęła decyzję o zmianie platformy. Nintendo wciąż skupiało się jednak na starym Snesie, a do premiery Nintendo 64 pozostawało dużo czasu. Square postanowiło więc nawiązać współpracę z Sony i ustanowić nowe części Final Fantasy ekskluzywnymi na konsolę PlayStation.

W 1997 roku swoją premierę miała „siódemka” — gra która olśniła graczy, szybko stając się grą kultową. Oprócz fenomenalnej jak na tamte czasy oprawy graficznej, tytuł urzekał też pod każdym innym względem. Fabuła osadzona jest w świecie zaawansowanej technologi, która przeplata się z elementami fantasy. Korporacja Shin-Ra kontroluje ludność ziemi oraz eksploatuje najcenniejsze zasoby — Mako. To dzięki tej naturalnej energii planeta zachowuje równowagę i podtrzymuje biocenozę. Korporacja wydobywa i przetwarza energię w elektryczność, co powoduje stopniowe uśmiercanie planety. Grupa Avalanche, do której należą niektórzy bohaterowie, jest przeciwko organizacji Shin-Ra. Celem terrorystów jest zniszczenie reaktorów pozyskujących energię.

Sam system gry nie zmienił się wiele. Pojawiły się między innymi Limit Breaks, czyli specjalne ataki, oraz materie, kule rozwijające umiejętności bohaterów. Dzięki trójwymiarowej oprawie, walki zyskały na dynamice.

O grze Final Fantasy VII można mówić w samych superlatywach. Jest to tytuł wybitny i ponadczasowy. O niezwykłej popularności tej produkcji świadczyć może ilość wydanych kompilacji, jak choćby Crisis Core czy Dirge of Cerberus. Oprócz tego wyprodukowanych zostało również kilka filmów, w tym fenomenalny Advent Children, On the Way to a Smile oraz animowany Last Order. Ścieżka muzyczna z gry, napisana przez Nobuo Uematsu, do dziś uznawana jest na jedną z najlepszych w historii. Chyba każdy słyszał choć raz słynne „One Winged Angel” w wykonaniu chóru. Nie do podrobienia są również postacie, które na stałe zagościły na cosplay’owych imprezach. Wiele osób swoją przygodę z serią Final Fantasy rozpoczęło właśnie od tej części.

VIII, IX

Po ogromnym sukcesie „siódmeki”, Square po raz pierwszy stanęło przed tak trudnym zadaniem — stworzeniem kolejnej, przynajmniej równie dobrej części. Przygody Clouda Strife’a zawiesiły wysoko poprzeczkę, a firma musiała sprostać oczekiwaniom fanów. W 1999 roku na rynek zawitała ósma część Finałowej Fantazji. Gra odniosła sukces finansowy (50 milionów dolarów w trzy tygodnie), jednak podzieliła graczy na tych, którym nowe realia świata nie odpowiadały, oraz tych, którzy wręcz zakochali się w tym tytule. W rzeczywistości Final Fantasy VIII to świetna gra, wprowadzająca wiele nowości, z jeszcze lepszą grafiką. Tak naprawdę opinie graczy podzielił wątek fabularny, który w głównej mierze skupiał się na miłości Squalla (główny bohater) i Rinoy. W dalszym ciągu jednak gra była równie wciągająca jak jej poprzedniczka, a zaimplementowane modyfikacje tylko ulepszyły rozgrywkę.

Wspominałem o grafice. W porównaniu do FF VII, w ósemce postacie zaczęły wreszcie przypominać ludzi. O ile poprzednim razem bohaterowie byli tworzeni w stylu super-deformed (karykaturalnie, na wzór anime czy mangi), o tyle teraz graficy skupili się na jak najlepszym odwzorowaniu ludzkiej sylwetki. Efekt był nie do porównania, a cała gra trzymała wysoki poziom zarówno w wykonaniu postaci, jak i potworów.

Z ciekawostek warto powiedzieć, że Final Fantasy VIII była pierwszą i jedyną grą z serii kompatybilną z przenośnym urządzeniem Sony — PocketStation. Na przenośnej konsolce można było przechowywać zapis z gry oraz grać w Odekate Chocobo. Po raz pierwszy również (jeśli nie liczyć „One Winged Angel” wykonanego przez chór) pojawiła się piosenka z wokalem („Eyes On Me” w wykonaniu Faye Wong), która jest doskonale wkomponowana w grę.

Rok 2000 to Final Fantasy IX, trzecia i ostatnia część na poczciwego „szaraka”. Tym razem Square, po kilkuletnim męczeniu klimatów cyberpunkowych i steampunkowych, powróciło do korzeni, osadzając „dziewiątkę” w świecie fantasy, swobodnie czerpiąc z motywów średniowiecznych. Pierwsze co rzucało się w oczy to, prócz grafiki, zmiana wizerunku postaci. Zacznijmy od tego, iż główny bohater — Zidane, zresztą tak samo jak jego wybranka Garnet — są małolatami, choć z pozoru wyglądają na dzieci w wieku ok. 12 lat. Zidane Tribal posiada do tego małpi ogon, przez co niektórym graczom zapewne pojawił się na twarzy uśmiech.

Final Fantasy IX to tak naprawdę baśniowa powieść osadzona w przepięknych krainach, miasteczkach i zamkach. W czasie tworzenia gry część ekipy Square pracowała już nad zupełnie nowym projektem (FF X), przez co przymknięto oko na fabułę, która nie zaskakuje już jak wcześniej i stanowi jedynie prosto opowiedzianą historię. Niemniej jednak, gra spotkała się z ciepłym przyjęciem wśród graczy, godnie wieńcząc trylogię na PSX-a. Tytuł „kwadratowych” brał również udział w ciekawej kampanii reklamowej napoju Coca-Cola, której spotom towarzyszyła muzyka skomponowana przez samego Uematsu.

X

Nowa generacja, nowa konsola i nowy Final Fantasy. Dziesiąta część była wyczekiwana z niecierpliwością przez wszystkich wielbicieli japońskich gier fabularnych. Dzięki mocy PlayStation 2 japońscy developerzy mogli wprowadzić swoje dzieło w zupełnie inny wymiar. Pierwszy raz postacie z gry przemówiły ludzkim głosem, co wywołało entuzjastyczne opinie. Voice-acting, zwłaszcza w oryginalnej wersji, został wykonany bardzo pieczołowicie. Teraz klasyczne „dymki” z tekstem pojawiały się rzadziej, choć nie zrezygnowano z nich w całości. Przejdźmy do fabuły, która jest równie ciekawa co w poprzednich odsłonach. Głównym bohaterem jest tym razem Tidus, młody chłopak grający w Blitzball. Przenosi się on do innego świata, w którym ludzie ślepo wyznają jedyną słuszną religię i żyją w strachu przed Sinem - wielkim potworem, który niszczy tych, którzy używają maszyn. Na swojej drodze spotyka Yunę, Summonerkę, z którą wyrusza w drogę pełną niebezpiecznych przygód. Ich zadaniem jest pokonać Sina i ocalić świat.

Największe zmiany dotknęły oprawy graficznej i systemu rozwoju postaci. Lokacje w grze nie były już prerenderowane, lecz na bieżąco generowane przez konsolę. Trzeba przyznać, że widoki przepięknych plenerów, mrocznych jaskiń, lasów i świątyń potrafiły zaprzeć dech w piersiach. Wszystko to, w połączeniu z dobrą pracą statycznej kamery sprawiało, że w tytuł grało się bardzo komfortowo.

Levelowanie w grze zastąpiono Sphere Grid, czymś w rodzaju siatki połączonych ze sobą pól. Każde pole odpowiadało za jakąś umiejętność (magia, zdrowie, siła, obrona itp.), którą aktywowało się stojąc w danym polu. Po każdej walce postacie otrzymywały EXP, które później zmieniały się na LVL. Levele służyły jedynie do poruszania się po Sphere Grid, a same w sobie nie znaczyły nic więcej. Przed rozpoczęciem rozgrywki gracz miał możliwość wyboru bardziej lub mniej rozbudowanego systemu rozwoju postaci.

Tak jak w przypadku Final Fantasy VII, „dziesiątka” także zyskała dużą popularność, głównie wśród młodszych graczy, dla których ten tytuł był pierwszym Finalem w którego grali. Warto powiedzieć, że do europejskiego wydania gry dołączona została specjalna płyta „Beyond Final Fantasy”, na której znalazły się wywiady z twórcami, zwiastuny, profil piosenkarki Rikku (utwór „Suteki da ne”), galeria artów oraz krótki film przedstawiający historię serii.

Przygód kilka keybladera Sory

Zaraz po zebraniu plonów ze sprzedaży Final Fantasy X, Square nawiązało współpracę z korporacją Disneya. Z początku kontrowersyjna, decyzja w efekcie przyniosła „kwadratowym” ogromne korzyści finansowe. W marcu 2002 roku w Japonii odbyła się premiera zupełnie nowego tytułu — Kingdom Hearts. W gruncie rzeczy, było to połączenie disneyowskiego świata bajek z uniwersum Final Fantasy. Na przekór licznym złośliwcom, twierdzącym że to gra dla dzieci, produkt sprzedał się w oszałamiającej ilości, a do dziś na świecie rozeszło się ponad 5 milionów egzemplarzy, czyniąc nowe jRPG jednym z najpopularniejszych gier na PlayStation 2. Square wydało grę także w Stanach Zjednoczonych i w Europie, również odnosząc sukces.

Bohaterem gry jest młody chłopak o imieniu Sora, który wraz ze swoimi przyjaciółmi — Kairi i Riku — spędza czas na małej wyspie. Pewnego dnia zostają zaatakowani przez Heartless — istoty bez serc. Tymczasem, w zupełnie innym świecie, król Mickey rozkazuje Goofy'emu i Donaldowi odnaleźć posiadacza Keyblade'a, a sam niespodziewanie znika z królestwa.

Tak w dużym skrócie rozpoczyna się ciekawa fabuła omawianego tytułu. My jednak przyjrzyjmy się innemu aspektowi. Kingdom Hearts zawiera parę nawiązań do serii Final Fantasy. Przede wszystkim, oprócz postaci dobrze znanych z bajek Disneya, często pojawiają się też bohaterowie „Finałowej Fantazji”. Na swojej drodze Sora spotka między innymi Squalla (tutaj pod imieniem Leon), Yuffie, Clouda, Aerith (w FF VII nazywana Aeris, jednakże to jedno i te same imię) oraz Cida. Znacząco wyróżniają się również Moogle, które mają nawet swój własny sklep. Większość tych postaci zamieszkuje Taverse Town, miasteczko w którym spędzimy dużo czasu gry.

Na tym moglibyśmy zakończyć kwestię Kingdom Hearts. Fakt przeniesienia do gry postaci z Final Fantasy z pewnością skłoniło wielu fanów Suare do wypróżnienia portfeli na ten tytuł. Marka na stałe wpisała się na listę najpopularniejszych gier w Japonii i nie tylko, skłaniając Tetsuya Nomurę (producenta) do wydania sequeli. Przygody Sory, Donalda i Goofy'ego były kolejnym wielkim hitem „kwadratowych”, i chyba ostatnim stworzonym w starym duchu.

Square-Enix – koniec Fantazji?

Jeszcze w roku 2002 Square rozważało fuzję z firmą Enix, co miało na celu uchronić firmę przed skutkami ogromnych strat finansowych poniesionych przy produkcji filmu Final Fantasy: Spirits Within (2001). Film został zmiażdżony przez krytyków, którzy tak naprawdę docenili w nim jedynie efekty wizualne renderowanej grafiki. Reżyserem był sam Hironobu Sakaguchi, niegdyś ratujący firmę przed bankructwem, a teraz walnie przyczyniającym się do jej upadku. Ponad 100 milionów dolarów w plecy stało się faktem, z którym musiało się zmierzyć szefostwo firmy. Nie pomogła premiera Final Fantasy X, ani stworzonego przy współpracy z Disneyem Kingdom Hearts. Tym razem ratunku szukać trzeba było zupełnie gdzie indziej — u największego konkurenta. 1 kwietnia 2003 roku powstało Square-Enix.

Oficjalnie to Enix wchłonęło Square, wykupując udziały. Żeby jednak zachować zasady fair-play, na najważniejszych stanowiskach w firmie obsadzono „kwadratowych”. Prezesem korporacji został Yoichi Wada, a prócz niego miejsce w ścisłej śmietance zajęli między innymi Yoshinori Kitase, Akitoshi Kawazu czy Hiromichi Tanaka. Sytuacja ta sprawiła, że Square-Enix wciąż kojarzone jest ze Square i tak też jest nazywane przez większość ludzi. Jednocześnie, z nowo utworzonej firmy odeszło kilku wspaniałych pracowników, w tym sam Hironobu Sakaguchi, Yoshitaka Amano oraz Nobuo Uematsu. Na dzień dzisiejszy chętnie wspierają niektóre produkcje Square-Enix, pracując na zlecenie.

Niestety, niektóre serie, w tym Final Fantasy, ucierpiały na zmianach w firmie, przez co gry te straciły dawny klimat na rzecz mainstreamu. Szczególnie widać to na przykładzie najnowszych odsłon, które, choć dobre, nie zaoferowały fanom niczego poza obniżeniem poziomu trudności, zmianami w systemie walki i rozwoju postaci. Także pod względem fabularnym ostatnie Finale nie zaskakiwały jak kiedyś. Era świetności Square przeminęła bezpowrotnie, a na duchowych spadkobierców Final Fantasy VI, VII, VIII, Vagrant Story, Chrono Cross, Front Mission czy Legend of Mana przyjdzie nam poczekać jeszcze bardzo długo.

X-2

Dziesiąta część serii wywołała duży szum w branży gier wideo. Gracze pokochali nową grę przede wszystkim za fenomenalną oprawę graficzną, ciekawe postacie, niebanalną fabułę oraz udane wprowadzenie nowych elementów w rozgrywce. Square-Enix postanowiło kontynuować dobrze przyjęty tytuł, wydając sequel, pierwszy w historii serii.

Final Fantasy X-2, pomimo wielkich nadziei, nie powtórzyło sukcesu poprzednika, głównie przez swoją kontrowersyjność. Już sama fabuła wywołała zdziwienie i niedowierzanie na twarzach graczy, którzy ukończyli „dziesiątkę”. Akcja toczy się dwa lata po pamiętnych wydarzeniach zakończonych pokonaniem Sina. Yuna wstępuje do grupy łowców poszukujących magicznych kul, zwanych Gullwings. Towarzyszy jej Rikku oraz nowa przyjaciółka — Paine. Jedynym mocnym punktem fabuły była jej nieliniowość. Już na samym początku mieliśmy możliwość podróżowania Airshipem do najróżniejszych lokacji, w tym do słynnego Zanarkand znanego z FF X. Wątek główny to jedynie 5-6 godzin gry, resztę, czyli gdzieś 80%, stanowiły zadania poboczne, które były znacznie lepiej pomyślane.

Głównym zarzutem wobec Final Fantasy X-2 był sposób przedstawienia postaci znanych z poprzedniej części. O ile zawarcie małżeństwa przez Wakkę i Lulu można jeszcze zrozumieć, o tyle przeróżne zachowania Yuny, głównej bohaterki, trudniej ścierpieć. Scena z pierwszych momentów gry woła o pomstę do nieba — tańcząca na scenie, dość dwuznacznie odziana laska, wymachująca tyłkiem przed zgromadzoną publicznością. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Yuna w poprzedniej części była prostą, cnotliwą dziewczyną. Zresztą całe trio — „YRP” — daje powody by sądzić, że dziewczynki nieco rozpuściły się w nowej rzeczywistości. Kiedyś ratowały świat, a teraz pomagają innym w zamian za sfery, które później odtwarzają na statku.

Zrezygnowano z rozwoju postaci znanego z Final Fantasy X. Zamiast Sphere Grid twórcy powrócili do systemu profesji z piątej odsłony serii. Dressphere (Job System), prócz typowych klas, takich jak biały i czarny mag, złodziej oraz wojownik, zaoferowało kilka nowych profesji, jak na przykład seksowna Lady Luck lub Gunner wykorzystująca pistolety.

Grafika w grze nie zmieniła się wiele, nieco poprawiono design okien ekwipunku i statystyk. Za muzykę nie był odpowiedzialny Uematsu, dlatego też i ten aspekt stanowił słaby punkt produkcji. Przepiękne, melodyjne i nasączone klimatem serii utwory zastąpiono nowoczesnymi, szybszymi kawałkami.

XI

W roku 2004 światło dzienne ujrzało Final Fantasy XI, które było typowym MMORPG-iem. Fani podzielili się na tych, którzy postanowili oczekiwać kolejnego, tym razem prawdziwego Finala oraz na tych, którzy czym prędzej pobiegli do sklepu i zarejestrowali się na PlayOnline (internetowy serwis Square-Enix). Tytuł pojawił się na komputery osobiste oraz konsole PlayStation 2 i Xbox 360. Tym samym — za sprawą ostatniej platformy — była to pierwsza część Final Fantasy która kiedykolwiek pojawiła się na sprzęcie giganta z Redmond.

Ciekawostką jest natomiast wersja na PS2 — aby móc w pełni cieszyć się grą, trzeba było przejść kilka ciężkich prób. Co prawda samo pojęcie „grania po sieci” na tym urządzeniu było czymś abstrakcyjnym, jednakże dla upartych nie było rzeczy niemożliwych. Po pierwsze, posiadacz „czarnuli” musiał zaopatrzyć się w dysk twardy, który był wymagany przez grę. Jak wiadomo, teoretycznie tylko starszy model konsoli (FAT) miał możliwość zamontowania dysku. W rzeczywistości istnieje też opcja podpięcia dysku specjalnym kablem. Prócz 40-gigabajtowego twardziela, chętny do gry w Final Fantasy XI musiał także stawić czoło katordze w postaci procesu konfiguracji internetu w PS2. To już zupełnie inna liga, — dla cierpliwych i wytrzymałych.

Final Fantasy XI w zasadzie nie różni się niczym od innych gier tego typu. Świat po którym przyszło nam się poruszać został nazwany Vana'Diel. Do dyspozycji otrzymaliśmy kilka klas, takich jak Galka, Hume, Elvaan, Mithra i Tarutaru. Podczas procesu tworzenia postaci gracz ma możliwość wyboru odpowiedniej profesji, np. wojownik, złodziej czy mag.

Właściciele pecetowych i konsolowych egzemplarzy gry musieli regularnie opłacać abonament. Square-Enix wyceniło przyjemność z grania na około 50 zł miesięcznie. Oczywiście za dodatkowe opłaty można było nabyć kilka mini-gierek oraz innych popierdółek. Final Fantasy XI nie zyskało takiej popularności jak choćby World of WarCraft, ale do dziś serwery nie są jeszcze opustoszałe i można bez przeszkód buszować po krainie Vana'Diel, razem z wirtualnymi przyjaciółmi.

XII

Ostatnim tytułem z serii który ukazał się na konsoli PlayStation 2 była „dwunastka”, wydana w roku 2006 — obok innych wielkich produkcji Square-Enix, takich jak Kingdom Hearts II oraz Dragon Quest VIII. Fabuła gry opowiada o wojnie pomiędzy królestwem Arcadii i Dalmaski. W stolicy Dalmaski, Rabanastre, tworzy się ruch oporu przeciwko najeźdźcom. Młodzieniec o imieniu Vaan bierze udział w napadzie na zamek, przez co poznaje księżniczkę Ashe, przywódczynię buntowników i prawowitą dziedziczkę tronu Dalmaski. Cała akcja toczy się w świecie Ivalice, znanym z Final Fantasy Tactics wydanego w 1997 roku.

Final Fantasy XII szczyciło się wieloma zmianami, których część przypadła do gustu nawet starym weteranom serii. Po pierwsze skończono ze statyczną kamerą. Od tej chwili gracz mógł sam ustawiać widoki, posługując się gałką analogową. Całkowicie zmieniła się mechanika gry, a walki toczone były w czasie rzeczywistym, przy wykorzystaniu dwóch trybów do wyboru — tradycyjnego Wait Mode oraz nowego Active Mode. W nowym Finalu nie było walk losowych — każdy przeciwnik był widoczny w lokacji, a gracz mógł zdecydować czy stanąć z nim w szranki. Rewolucyjnym rozwiązaniem okazało się także wprowadzenie systemu Gambit, dzięki któremu można było ustawić postaciom działania nad którymi kontrolę przejmowała konsola. Inaczej mówiąc, mogliśmy zdecydować jak automatycznie mają zachowywać się nasi towarzysze. Do wykorzystania było 12 różnych reakcji, które przypisywaliśmy do danych sytuacji. Dla przykładu: automatyczne rzucanie czaru Cura, gdy poziom HP spadnie poniżej 70%. Umiejętne korzystanie z systemu skutecznie ułatwiało walkę.

Zmieniono również system rozwoju postaci. Po każdej walce bohaterowie zyskiwali odpowiednią ilość LP (License Points), które służyły do odkrywania pól na License Board. Działało to podobnie jak w Sphere Grid, z tą różnicą, że nie wiedzieliśmy dokładnie w którą „stronę” rozwijać naszą postać. Po odblokowaniu danego pola cztery sąsiednie odkrywały swoje atrybuty.

Co prawda gra nie była idealna, przede wszystkim ze względu na średnią fabułę i mało wyraziste postacie. Tak czy inaczej, tytuł został ciepło przyjęty wśród fanów, których oczarowała cudowna grafika i brak statycznej kamery. W wersji kolekcjonerskiej znalazła się także druga płyta, na której, oprócz licznych wywiadów, artów i zwiastunów, znalazł się również półgodzinny film „History of Final Fantasy” z ciekawym komentarzem.

Fabula Nova Crystallis

Podczas targów E3 2006 Square-Enix zaprezentowało światu nowy projekt, o wdzięcznej nazwie Fabula Nova Crystallis. W skład kompilacji weszły trzy gry — Final Fantasy XIII (X360, PS3), Final Fantasy Versus XIII (PS3) oraz Final Fantasy Agito XIII (PSP). Obecnie na temat dwóch ostatnich gier nie wiemy praktycznie nic, prócz tego że zostaną wydane. „Trzynastka” natomiast zadebiutowała na rynku 17 grudnia zeszłego roku, jednak wyłącznie w Japonii. W chwili pisania tego tekstu do europejskiej premiery został niecały tydzień [w chwili jego publikacji gra jest już dostępna w sklepach — przy. kor.]. Jedyne czego na ten czas jestem pewny to to, że gra sprzeda się jak świeże bułeczki. Do tej pory w Kraju Kwitnącej Wiśni „trzynastka” rozeszła się już w liczbie około 2 milionów sztuk. Sukces komercyjny został więc osiągnięty.

Co do tego, że Final Fantasy XIII podzieli graczy, nie mam żadnych wątpliwości. Jednych urzeknie świetna oprawa graficzna i rewelacyjne wstawki filmowe, drugich natomiast zawieść mogą zmiany w rozgrywce, liniowa fabuła oraz długość gry. Dodam, że byłem w szoku, gdy po raz pierwszy usłyszałem, iż w najnowszym Finalu, wątek główny trwać będzie tylko 50 godzin. Widocznie „kwadratowi” znów poszli na kasę, czego dowodem mogą być moje przemyślenia, zawarte powyżej. Nie będę jednak oceniał gry dopóki w nią nie zagram. Przyjemność podsumowania trzynastej Finałowej Fantazji zostawię sobie na recenzję.

Spin-offy i remaki

Powoli dochodzimy do końca felietonu. Przez jego większą część zdołałem przedstawić wszystkie części serii. Na rynku jednak pojawiały się także różne spin-offy. Warto poświęcić im czas, ponieważ niektóre z nich były co najmniej tak dobre jak główne Finale. Skupmy się więc na najważniejszych grach pobocznych.

O Final Fantasy Tactics wspomniałem już wcześniej. Gra została wydana na konsoli PlayStation w 1997 roku, niedługo po premierze „siódemki”. W odróżnieniu od klasycznych gier jRPG, tytuł ten zawierał elementy taktyczne, wykorzystywane w czasie turowych bitw. Dodatkowo, Tactics zachęcał niesamowicie wciągającą fabułą i długością gry. Doceniło to wielu graczy, którzy zaliczyli produkt Square do jednych z najlepszych gier na starego „szaraka”. Gra doczekała się także remake'a na PSP, o podtytule „The Lion War”.

Od kiedy Square przerzuciło się na sprzęt Sony, Nintendo zostało nieco zapomniane. Dopiero w roku 2003 na stacjonarnej platformie Ninny zadebiutowało Final Fantasy: Crystal Chronicles. Był to zarówno pierwszy jak i ostatni Final przeznaczony wyłącznie na Gamecuba. W grze największy nacisk kładziono na elementy zręcznościowe, przez co fabuła nie odgrywała tu głównej roli. Szczególnie widoczne było to w samej rozgrywce, która — w przeciwieństwie do innych gier z serii — była bardziej dynamiczna, a także nastawiona na grę wieloosobową. W trybie LAN bawić się mogło wspólnie aż czterech graczy. Jako kontroler można było także wykorzystać przenośną konsolę Gameboy Advance.

Final Fantasy VII do dzisiaj wzbudza ogromne emocje wśród fanów japońskich gier fabularnych. Tytuł z miejsca stał się tak kultowy, że znany jest również graczom nie lubującym się w tego typu grach. Square-Enix, wywęszyło niegasnącą popularność produktu i wpadło na pomysł wydania kolejnych gier, bazujących na uniwersum świata „siódemki”. W 2004 roku oficjalnie ogłoszono projekt Compilation of Final Fantasy VII, spełniając tym samym marzenia fanów na całym świecie. W skład kompilacji weszły trzy gry oraz film, którym zajmiemy się nieco później.

Pierwszą częścią projektu była gra Before Crisis: Final Fantasy VII. Nie została wyprodukowana na żadną konsolę, lecz na telefony komórkowe. W rzeczywistości był to typowy hack and slash, z fabułą poprzedzającą wydarzenia z oryginalnego Final Fantasy VII. Kolejnym tytułem okazało się Dirge of Cerberus, które wylądowało w czytnikach PS2 w 2005 roku. I tym razem nie było to pełnowartościowe jRPG, lecz taktyczny shooter z elementami gry fabularnej. Głównym bohaterem, w którego „skórze” spędzaliśmy całą grę, jest Vincent Valentine, dobrze znany z FF VII. Niestety, DoC zawiódł oczekiwania fanów — zarówno pod względem opowiedzianej historii jak i topornego sterowania.

Dopiero w 2007 gracze doczekali się produktu z prawdziwego zdarzenia. Square-Enix stanęło na wysokości zadania, tworząc chyba najlepszego Finala od czasów pamiętnej fuzji. Crisis Core: Final Fantasy VII zostało przygotowane specjalnie na handhelda Sony — PSP. Akcja fabuły przenosi nas na około pięć lat przed wydarzeniami z oryginalnej odsłony. Główny bohater — Zack, żołnierz drugiej klas służący w armii Shin-Ra — pragnie zostać tak wielki jak Genesis czy Sephiroth. Początkowo młodzieńcze zapały są skutecznie hamowane przez jego mentorów, jednak wkrótce Zack dostaje coraz ważniejsze zadania. Crisis Core przedstawia całą strukturę działania korporacji Shin-Ra oraz ujawnia wiele ciekawych smaczków. Wysoki poziom prezentuje również grafika i dźwięk. Piosenkę „Why” wykonała, specjalnie na potrzeby gry, popularna japońska wokalistka — Ayaka Iida.

Pod koniec 2008 firma wyprodukowała kolejnego Finala, również na PSP. Dissidia: Final Fantasy jest typowym Action RPG, w którym do dyspozycji graczy oddani zostali wszyscy najważniejsi bohaterowie serii, począwszy od FF I, a na FF XII kończąc.

Kwestia remake'ów w przypadku serii Final Fantasy jest równie ważna co oryginalnych tytułów. Dla graczy których odpycha prymitywna grafika pierwszych Finali, przygotowano wiele odnowionych części, głównie na przenośne konsole. Pierwsza i druga odsłona doczekała się przeniesienia na PSP, w ramach obchodów dwudziestolecia ich wydania. Znacznie poprawiono oprawę wizualną i dźwiękową. Bardzo ciekawym remake'ami okazały się także Final Fantasy III i IV wydane na NDS, które zaoferowały w pełni trójwymiarową grafikę. Niedawno natomiast Final Fantasy pojawiło się na telefonie iPhone, co z pewnością poszerzy grono zainteresowanych serią.

Na starym PlayStation, w latach 1999-2002 Square wydało trzy pakiety zawierające remaki pierwszych części Final Fantasy. Były to kompilacje: Origins (FF I i II), Chronicles (FF IV i Chrono Trigger — tylko w USA) oraz Anthology (FF IV i V w wersji PAL, a w NTSC- FF V i VI). Dodatkowo, w roku 1999, firma wypuściła remake Final Fantasy VI. Warto zaznaczyć, że oprócz poprawionej grafiki (2D), odnowione produkcje wzbogacono także o świetnie zrealizowane wstawki filmowe.

Filmy i muzyka

Seria Final Fantasy, tak samo jak i inne growe uniwersa, odbiła szczególny znak na kulturze masowej. Square, chcąc rozszerzyć popularność swoich gier w innych mediach, zainteresował się filmem. W roku 1994 japońską premierę miało anime „Final Fantasy: Legend of the Crystals”, wyprodukowane przy pomocy Madhouse Studios. Niestety, czteroodcinkowe OAV, będące kontynuacją FF V, zawiodło oczekiwania fanów. Autorzy nie przyłożyli się do wiernego odtworzenia realiów gry, przez co widz uświadczył takie błędy jak na przykład nieopierzone Chocobo. Kolejną nieudaną próbą zrobienia dobrego filmu było „Final Fantasy: The Spirits Within”, które okazało się kompletną klapą i finansową katastrofą. Inaczej jednak było w roku 2005, kiedy to do kin wszedł „Final Fantasy VII: Advent Children”. Reżyserem dzieła został sam Tetsuya Nomura, który naprawdę rzetelnie podszedł do pracy. W efekcie fani „siódemki” dostali film naładowany efektami wizualnymi, z bardzo interesującą fabułą. Rok temu wydano również rozszerzoną wersję Advent Children — „Complete”, w której zawarte było demo Final Fantasy XIII. W międzyczasie ukazało się także kilka kolejnych anime — „Final Fantasy: Unlimited”, „Final Fantasy VII: Last Order” i „Final Fantasy VII: On the Way to a Smile”.

Produkcje sygnowane marką Final Fantasy posiadają jedną z najlepszych ścieżek muzycznych w całej branży gier. Przyznają to zarówno fani, jak i melomani oraz gracze którym nie odpowiada uniwersum serii. Autorem najbardziej znanych utworów jest Nobuo Uematsu, który na swoim koncie ma prawie wszystkie Finale. W roku 2003 założył on zespół The Black Mages, do którego zebrał kilku utalentowanych muzyków rockowych. Sześcioosobowa grupa odgrywa największe soundtracki z Final Fantasy, a koncerty w Japonii cieszą się dużą popularnością. Wydali oni również trzy płyty nasączone nieziemskim hard-rockiem, do których odsłuchania zachęcam każdego miłośnika tego typu muzyki.

Tech dema — ciekawostka dropsa

Na sam koniec chciałbym omówić kilka ciekawostek związanych z Final Fantasy, a właściwie z demami technicznymi, które odegrały znaczącą rolę przede wszystkim dla wielbicieli serii, ale nie tylko. Pierwszą próbą wprowadzenia sagi w erę trójwymiaru było tech-demo Final Fantasy VI, zaprezentowane w 1995 roku. Od razu wywołało to spekulacje wśród graczy, którzy oczekiwali wydania kolejnej odsłony na konsolę Nintendo 64. Tak się jednak nie stało, a legendarna „siódemka” zawitała na PlayStation.

W 1999, w obliczu nadejścia konsoli nowej generacji — głównie PS2 — Square zademonstrowało kolejne demo — tym razem Final Fantasy VIII. Słynna scena z balu, w której to Squall i Rinoa tańczą ze sobą, wywołała spory zachwyt. Podczas prezentacji porównano renderowany film z wersji na „szaraka” i rzekomo wygenerowaną cutscenkę na PlayStation 2. Jak się później okazało, całe tech-demo było jednym wielkim fake'iem, a niesamowicie wyglądająca scena była efektem pracy ośmiu spiętych ze sobą PSX-ów. Fani jednak wciąż mieli nadzieję, że gra doczeka się remaku na nową konsolę Sony, co niestety do tej pory się nie zdarzyło i nic nie zapowiada zmiany tego stanu rzeczy.

Podczas E3 2005 Square-Enix zaskoczyło wszystkich tech-demem Final Fantasy VII, które zostało odpalone na PlayStation 3. W zamierzeniach demo miało ukazywać potęgę mocy obliczeniowej sprzętu nowej generacji — w rzeczywistości był to jedynie renderowany film. Zaprezentowana została scena początkowa z oryginalnej gry, w której to Cloud wyskakuje z pociągu. Fani japońskich erpegów znów doznali ekstazy i od kilku lat nieustannie domagają się remake'u Final Fantasy VII na PS3. Póki co „kwadratowi” dalej stoją twardo przy swojej decyzji, iż zamiast poświęcać 10 lat na stworzenie odnowionej części, wolą skupić się na nowych projektach. Tyle w tym temacie.

Outro

Przyszedł moment, by zakończyć ten jakże długi artykuł. Final Fantasy to seria gier, które posiadają tak duży dorobek w branży gier wideo, że dokładne ich opisanie nadawałoby się na wydanie książki. Niemniej jednak mam nadzieję, że mój skromny tekst pomógł wkroczyć w fantazyjny świat tego uniwersum tym, którzy pod wpływem hype'u zakupią Final Fantasy XIII. Moje końcowe przesłanie — sięgnijcie również po starsze tytuły. Zapewniam, że wielu z Was spędzi przy nich masę niezapomnianych chwil.






Komentarze Dodaj komentarz»

Silver 15 marca 2010, 22:51


Naprawdę wspaniała robota. Ta seria to klasyk nic dodać nic ująć. Gratuluje świetnego artykułu.


Kerhold 27 marca 2010, 13:46


Rewelacyjny materiał.
Tak trzymać Panowie.
 



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot