Autor: Dawid 9999
Gra Crackdown była tytułem startowym na "konsolę wujka $Billa$" i od razu odniosła sukces. Gracze pokochali ją za multum możliwości jakie zaserwowali nam jej twórcy z Realtime Worlds; była wyjątkowym exclusivem, których tak łaknięto w ówczesnych czasach. Tym razem pałeczkę przejęło inne studio - Ruffian Games - które nie tracąc czasu i pracując przez cały rok przedstawiło nam w końcu sequel, a raczej jego wersję demonstarcyjną. Szkoci dali nam możliwość przebywania przez pół godziny w Pacific City - mieście znanym z jedynki, zniszczonym i osłabionym przez walki toczone na jego terenie. Przez 1800 sekund mamy czas zakosztować w znikomych walorach tej pozycji i ocenić go wedle własnego uznania. Wnioskując z poprzedniego zdania osoba o nawet śladowej umiejętności dedukcji powinna domyśleć się, że ten playtest nie będzie pozytywny dla tej gry... Nie bez kozery bowiem już teraz przygotowuję Cię Czytelniku na przeczytanie tego artykułu - będzie on niezwykle niemiły dla każdego fana Crackdowna. Wciąż nie jest za późno, nadal możesz wcisnąć przycisk "wstecz" w oknie przeglądarki... :)
Demo nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak poprzednia część. Grafika nie została wiele poprawiona, nie wprowadzono wcale tak dużo nowinek jak obiecano, dźwięk do złudzenia przypomina jedynkę, a wygląd samego miasta napawa mnie obrzydzeniem - metropolia jest nienaturalnie podobna do Nory (rewiru Volków z poprzedniczki), a chyba można byłoby się wysilić na coś więcej. Należy jednak pamiętać że to tylko demo i z samej zasady twórcy nie mogli umieścić tam wszystkiego co zawarte będzie na kompakcie z pełną wersją gry. HUD prawie nic się nie zmienił - jest przejrzysty i przyjazny dla gracza. Sterowanie także nie uległo większej zmianie - dodano kilka usprawnień które są konieczne ze względu na rozgrywkę.
Już na sam początek zostajemy rzuceni w pożogę konfliktu rozgrywanego na ulicach Pacific City. Naszym pierwszym zadaniem jest wezwanie wsparcia w różnych strategicznych miejscach, uprzednio je oczyszczając z żołdaków Cell. Koniec końców ktoś to musi zrobić, a któż inny nadaje się do tego lepiej niż protagonista gry - genetycznie zmodyfikowany super-żołnierz?
Dla tych którzy mają ślinotok na myśl o calaku, deweloper zamieścił 10 achivementów, każdy o wartości 10 Gamerscorów. Dzięki temu pierwsza stówka może zostać załatwiona jeszcze przed premierą. Miłym zaskoczeniem były także renegade points - latające lub jeżdżące orby zawierające punkty atrybutów poprawiające odpowiednio: zręczność i umiejętność poruszania się pojazdami. Co do samej customizacji - oprócz wybierania facjaty bohatera możemy także wybrać kolor jego pancerza choć wybór jest póki co, raczej skromny. Rozwijanie naszej żywej maszyny do zabijania zmienia także jej wygląd - dodaje hełmy, dodatkową zbroję czy inne tego typu rzeczy mające na celu tylko ładnie wyglądać. Rozwinięto na szczęście arsenał; choć wiele z niego jest zablokowane, to niektóre zabawki mogą od razu wpaść w nasze łapki. Mnie osobiście do gustu przypadła wyrzutnia pocisków UV która szybko, łatwo i przyjemnie dosłownie zdmuchuje wrogów z pola widzenia. Wśród zablokowanych narzędzi destrukcji najbardziej rzucającą się w oczy bronią jest granat w kształcie kaczki o maksymalnym wskaźniku obrażeń i siły rażenia. Z czymś takim można zapewne śmiało ruszać na sprzątanie miasta. Przypuszczam, że zaraz po odbezpieczeniu kaczusia wesoło zakwacze by po chwili uwolnić śmiercionośny ładunek wybuchowy. Istne narzędzie szatana...
Jak przepowiedziała wyrocznia (Ruffian Games) wieczorem na ulicę Pacific City wypełzają Freak's - swoiste zombie's znane z poprzedniej odsłony. Tym razem występuje ich kilka rodzajów i jednym z naszych zadań jest eksterminowanie tej hołoty nie przebierając w środkach. W końcu wszystko co da się podnieść może zostać użyte w charakterze broni, a nawet musi. Niestety, sztuczną inteligencję przeciwników nadal można porównać do inteligencji 3-dniowego dziecka gatunku Homo sapiens. Gdy jesteśmy ranni i chcemy się ukryć oponenci grzecznie poczekają, aż powrócimy do zabawy i ich wykończymy. Oczywiście, w skażonym i zdeprawowanym mieście nikt nie słyszał o zasadzie fair play więc ataki osiemdziesiąt versus jeden są na porząku dziennym.
Znów przyjdzie nam skakać po wieżowcach w poszukiwaniu wspomnianych wcześniej orbów ze zręcznością. Kolejny raz będziemy mogli uczestniczyć w wyścigach drogowych i/lub biegach po dachach. Tyle wiemy napewno, ciekawe na co jeszcze wpadli twórcy podczas tworzenia Crackdowna 2.
Zasady korzystania z pojazdów także się nie zmieniły - w każdej chwili możemy zarekwirować dowolną jednostkę poruszającą się po ulicach miasta. Fizyka nadal stoi na jako takim poziomie i w dalszym ciągu kładzie nacisk na arcadeową zabawę aniżeli na symulację jazdy. Śmiganie po drodze daje naprawdę dużo frajdy - przynajmniej w moim odczuciu. Nie uraczyłem w demówce innych pojazdów niż te lądowe - być może niedokładnie szukałem bądź najprościej w świecie o tym zapomniałem.
Ilość mutantów na ekranie robi wrażenie - jednym słowem jest bardzo dużo chodzących celów które bynajmnej nie są przyjaźnie nastawione. Zalibżdy? Może dlatego, że ładowanie im ton ołowiu w teksturowe czaszki odbierają jako przejaw agresji, który to powoduje u nich większą nadpobudliwość ruchową, czego efektem jest chęć odpłacenia nam pięknym za nadobne - w takim mieście próżno szukać przyjaźni czy trwalszych związków...
Oczywiście 30 minut to za mało żeby rzetelnie, choćby wstępnie ocenić grę lecz tyle musiało mi wystarczyć do napisania tego playtestu. Crackdown 2 nie jest zły, ale pozycją wybitną bym go nie nazwał. Ot, przeciętniak jakich wiele. Jedynka była lepsza, ale przecież trudno powtórzyć sukces jakiejkolwiek produkcji sequelem. Mam szczerą nadzieję, że pełna wersja będzie lepsza od wersji demonstracyjnej, którą z pełną odpowiedzialnością mogę nazwać klonem poprzedniczki. Właściwie autorzy powinni byli nazwać ją Crackdown 1.5 ponieważ tak naprawdę to bardzo obszerny update... Po raz kolejny zaznaczam jednak by nie skazywać tej odsłony na porażkę - demo to demo i takim pozostanie, a co za tym idzie rządzi się własnymi, mocno ograniczającymi prawami.
Czas zatem wystawić ocenę; ta gra zasługuje na słabiusieńką ósemeczkę i niestety nic więcej. Wciąż jednak jestem optymistycznie nastawiony na tę produkcję. Crackdown wywarł na mnie kolosalne wrażenie i byle demo nie może tego zaprzepaścić. Ja właśnie tak odebrałem przedsmak tego, czego premiera póki co nie miała miejsca. Zresztą, Drogi Czytelniku, żyjemy w wolnym kraju ze swobodą wyrażania myśli i wcale nie musisz się ze mną zgadzać. Nie pozostaje mi nic innego jak się z Tobą pożegnać - do zobaczenia w Pacific City...
Ocena wstępna: 8
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier