XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

The Chronicles of Riddick

Autor: linc    Opublikowano: 1 października 2004    Odsłon: 1547    »Skomentuj...
Chronicles of Riddick to swego rodzaju gra - fenomen. Nie posiadała zbyt dobrej reklamy a prasa nie dopatrywała się w niej hitu. Gdy jednak ukazała się na rynku, nie przeszkodziło jej to wybić się ponad przeciętność i udowodnić, iż w dzisiejszych czasach można stworzyć naprawdę porządny produkt. Bez zbędnych słów ujętych we wstępie, zapraszam do gruntownej recenzji tej pozycji.

Gra bazuje pośrednio na fabule filmu pt. "Pitch Black", filmie sci-fi z 2000 roku posiadającym lekkie zacięcie horroru. Produkcja nie była obsypana wysokim budżetem, ani nie posiadała wybitnych aktorów (właściwie na tym filmie Vin Diesel się wypromował), lecz umiał przyciągnąć uwagę swymi osobliwymi wydarzeniami. Fabuła kręciła się wokół awaryjnego lądowania statku kosmicznego z kilkoma ludĽmi na pokładzie. Rozbitkowie nie zdają sobie sprawy, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znaleĽli. Po zmroku bowiem z podziemnych labiryntów uwalniają się na powierzchnię krwiożercze stwory. Planeta, pomimo posiadania trzech aktywnych słońc, nie gwarantuje, że dzień będzie trwał wiecznie... Była to też pierwsza okazja, by zaznajomić się z głównym bohaterem zarówno filmu, jak i gry. Ten bowiem wystąpił w następnej, nieformalnej części pod tytułem "Chronicles of Riddick", która pewnie pod wieloma względami wiąże się z grą, jednak z uwagi na fakt, iż nie miałem przyjemności obcować z tą pozycją, jestem ograniczony jedynie do przypuszczeń.

Naszą przygodę z grą otwiera nieĽle wykonane intro, które ukazuje kim, a może lepiej czym (bo Riddick to miejscami prawdziwy czołg) przyjdzie nam kierować. Atak olbrzymiej bestii, na - z pozoru - nieprzygotowanego na takie zajście czarnoskórego bohatera podkręca atmosferę. Tak samo zresztą, jak następująca niedługo skrytobójcza walka tego drugiego, która kończy się jego zwycięstwem. Następnie chwila przemyśleń nad ciałem bestii i akcja przenosi się do statku kosmicznego, który niebawem ląduje w tytułowym więzieniu. Od tej pory będzie on naszym prywatnym polem bitwy. Miejscem, gdzie na swój sposób będziemy walczyli o przetrwanie i zemstę na swych prześladowcach. Na początku jednak będziemy musieli wtopić się w strukturę więziennego podziemia, świata szemranych interesów, gdzie o śmierć niezwykle łatwo.

Od momentu naszego wcielenia się w postać Riddicka, gra będzie przedstawiana z ujęcia Fpp, nieraz tylko odrywając się od tego schematu ujęciami z trzeciej osoby. Dzieje się to głównie podczas naszej wspinaczki, używaniu stacji medycznej i kilku innych mniej lub bardziej skomplikowanych ruchów. Trzeba od razu zaznaczyć, że nie jest to zwykła strzelanina, lecz o wiele bardziej rozbudowana pozycja. Znajdują się w niej zarówno elementy gry skradankowej, jak i przygodowej. Nie są one tylko ozdobnikami, lecz bardzo rozbudowanymi dodatkami, które są tak samo ważne, jak beztroskie zabawy z bronią. Zaczynając od tutoriala, który zaznajamia nas z samą grą, zdajemy sobie sprawę, że w Chronicles of Riddick jest wiele dróg, by pokonać określony obszar. Jest dosyć nieliniowa, jednak ograniczenia na nie nałożone sprowadzają się właściwie do kwestii rozwiązania sprawy przechadzających się nieopodal strażników. Jeśli jesteśmy w posiadaniu jakiejś broni długodystansowej, to nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy wzorem chociażby innych gier nie utorowali sobie drogi, sporadycznie zmieniając oręże. Inną taktykę musimy obrać, gdy jesteśmy takowej pozbawieni. W tym momencie musimy uruchomić nasz zmysł przetrwania, wsłuchać się w dochodzące nas dĽwięki i umiejętnie przekradać się pomiędzy przeciwnikami. Zachodząc go od tyłu, możemy mu także skręcić kark, a to niestety oznacza ciało do ukrycia. Nie stanowi to większego problemu, bo mając uaktywniony tryb skradania się, jednym przyciskiem możemy chwycić denata i przetransportować go w jakieś ulotne, najlepiej ciemne, miejsce. Podczas tej całej procedury musimy uważać, by nie zostać zauważonym, bo może to pociągnąć za sobą pewne złe konsekwencje. Jeśli jednak znajdujemy się w cieniu nie mamy się czego bać, a wprost przeciwnie - to nas powinni się lękać. Oczywiście, dopóki nasi oponenci nie wpadną na pomysł, by oświetlić sobie interesujący ich obszar. W póĽniejszym okresie gry, gdy zyskamy możliwość widzenia w ciemnościach (bardzo przydatna umiejętność, jednak zalecana do używania tylko w środowisku pozbawionym jaskrawych kolorów - działa ona bowiem na podobnej zasadzie jak noktowizor). Prawdziwą przyjemność może nam sprawić zabawa w chowanego ze strażnikami. Jak już wcześniej wspomniałem, podczas rozgrywki nieraz przyjdzie nam uruchomić szare komórki i zmusić je do myślenia. Kombinować nieraz trzeba sporo, jednak zazwyczaj odpowiedĽ na nasze rozmyślania nie leży daleko od miejsca jego użycia. Niewielki teren, na którym toczy się akcja tym bardziej pomaga nam w wykonaniu określonego zadania. A są one przeróżne, jednak zazwyczaj ograniczają się do sprawdzonych już schematów zabicia kogoś, czy przyniesienia jakiegoś przedmiotu. Od czasu do czasu trzeba też będzie z kimś porozmawiać czy zakupić odpowiedni przedmiot. Trzeba przy okazji dodać, że podziemie w tej na pozór dobrze pilnowanej stacji jest dosyć dobrze rozwinięte i wystarczy się trochę zakręcić, by zdobyć przykładowo nóż "domowej roboty".

Walka to jeden z największych plusów gry i może stanowić wzór dla innych tytułów, choćby ocierających się o tematykę strzelanki. A wszystko to dzięki niezwykle rajcownemu połączeniu doboru bronii, fizyce oddawania ciosów jak i oryginalnym przeciwnikom, którzy staną nam na drodze. Zaczynając od narzędzi mordu, będziemy musieli rozgraniczyć je na krótko- i długodystansowe. Te pierwsze to różne wariacje na temat kastetów i pałek. Nie zadają dużych obrażeń i dają czas na zareagowanie naszemu przeciwnikowi, jednak gdy ten także jest zaopatrzony w takową broń, zwiększa to nasze szanse przeżycia. Przez dłuższy okres czasu będziemy musieli się na nich opierać, bowiem w grze niewiele jest momentów, kiedy będziemy mogli sobie postrzelać. Gdy jednak wejdziemy w posiadanie broni palnej, zacznie się cała zabawa. I choć ich liczba nie jest zadziwiająca (pistolet zwykły i ogłuszający, strzelba, karabin zwykły i prototypowy oraz minigun) to w pełni wystarcza. Szkoda tylko, że liczba przeciwników nie jest zachwycająca. Największą różnorodność spotkamy na początku gry, kiedy będziemy spacerowali po celach w poszukiwaniu broni. Przeróżne typy spod ciemnej gwiazdy z pewnością uatrakcyjnią taką podróż. PóĽniej będzie różnie, bo trafimy do różnych lokacji, zasiedlonych najczęściej jednym rodzajem wrogów. Najczęściej jednak na naszej drodze będą stali strażnicy więzienni i mechy, które bardzo trudno zabić. Co cieszy, to fakt, iż nieważne do kogo aktualnie strzelamy, to dostarcza nam to niebywałej frajdy. Dzieje się to za sprawą wielu aspektów już podczas samej potyczki. Na każdym z przeciwników bowiem zostają ślady po kulach i ciosach z broni krótkodystansowej. Naprawdę dobrze to wygląda i pozwala pobawić się w małego sadystę. Strzał w głowę przechadzającemu strażnikowi za pomocą pistoletu (moim zdaniem jest najlepszy do tego celu) nie tylko spowoduje realistyczny odrzut ciała, lecz także rozbryzga jego wnętrzności na ścianie. Brzmi trochę makabrycznie, ale cała gra taka jest. Brutalna, lecz nie przesadzona. Rag-doll zastosowany w grze jest najlepszy, jaki dotąd wykonałem. Rewelacyjnie wyglądają wrogowie, którzy wyginają się pod wpływem bólu płynącym z otrzymanego przed chwilą strzału. Układają się wtedy w pełni prawidłowo na oddalonych obok wypukłościach terenu. Jako ciekawostkę warto dodać fakt, iż w pewnym momencie zasiądziemy do robota strażniczego, którego w jednym etapie będziemy mieli za bossa. Ten potężny kolos jest praktycznie nie do zatrzymania, co zawdzięcza nie tylko swej bronii (karabiny + wyrzutnia granatów), lecz także systemowi wcześniejszego ostrzegania gracza o tym, co może na niego czekać za rogiem. Nie można jednak myśleć, że przeciwnicy przyjacielsko pomachają do nas ręką - są bowiem obdarzeni bardzo wysoką inteligencją. Potrafią się doskonale kryć i osłaniać. Nie obce są im przeróżne uniki i ciekawe zagrywki, którymi nie raz nas zaskoczą. Jeśli przeciwnik widzi, że z nami nie wygra, stara się lekko wycofać, jednocześnie zwołując do pomocy coraz większą liczbę sojuszników. Podczas całej gry nie zdarzyło mi się, by oponent, z którym aktualnie walczę, postępował irracjonalnie. Wszystkie ich ruchy są doskonale przemyślane i na dłuższą metę nadal potrafią sprawić naprawdę dobre wrażenie.

Grafika to mistrzostwo świata. Tak w jednym zdaniu można by podsumować pracę Starbreeze Studios. Opisując ją dokładniej, nie można zapomnieć o niezwykle wysokiej rozdzielczości, pięknie rozmazanej na ekranie. Dodatkowo wszystkie obiekty w grze są doskonale modelowane. Druga sprawa, że ich ilość nie powala i jest jedynie satysfakcjonująca. Miło się jednak patrzy na strażnika więziennego, który nieświadomie przechadza się po kompleksie, a nam daje okazję do podziwiania kunsztu grafików. Widać na nim nawet najdrobniejsze detale, które nawet po ostrym zbliżeniu nie tracą nic ze swojego uroku. Dodam więcej: potrafią tylko zyskać. Poruszają się przy tym tak zgrabnie i płynnie, że czasami trudno uwierzyć, jakim cudem osiągnięto taki rezultat. To jeszcze nic, bowiem główny bohater bije całą resztę na głowę. Warto nadmienić, iż zarówno u Riddicka, jak i u reszty, czyli bohaterów niezależnych, widoczny jest swego rodzaju filtr, będący dziełem silnika gry. Dzięki temu pomimo sporego skomplikowania obiektów, nie uświadczymy na nich żadnej kanciastości. Wszystko jest idealnie wygładzone i zaokrąglone. Podobnie sprawa wygląda z otoczeniem, które jest wręcz fenomenalne. Tekstury, które je okalają są charakterystyczne tylko dla określonej lokacji i się nie powtarzają. Może to zabrzmieć dziwnie, bo przecież praktycznie przez cały czas podróżujemy przez zamknięte korytarze wewnątrz więzienia, czasami tylko mając okazję zaczerpnąć świeżego powietrza. Na szczęście inwencja autorów nie zawiodła i odwiedzimy także podziemne kopalnie czy też osobliwe komory kriogeniczne (oziębłość tego miejsca widać chociażby po dobranej kolorystyce czy panującej atmosferze). Przy okazji nadmieniania walorów estetycznych jako całości, nie można zapomnieć o zastosowanym w grze systemie światłocieni. Jest na naprawdę wysokim poziomie i można nawet spróbować porównać ją z tym występującym w pecetowej wersji Dooma 3. Jestem pewien, że wyszedłby z tej próby obronną ręką, a kto wie, czy nie udowodnił by swej wyższości ludziom z Id Software? W każdym bądĽ razie cienie perfekcyjnie wtapiają się w tło, załamują na sklepieniach i postaciach. Każdy, nawet najdrobniejszy z obiektów obdarzony jest tą opcją. Jest to najlepiej widoczne, kiedy stoimy obok jakiegoś Ľródła światła, bądĽ sami je wytwarzamy, np. za pomocą umieszczonej na bronii latarki. Poświata zderzając się z przeszkodą tworzy jej w pełni wierne odzwierciedlenie. Tym bardziej cieszy fakt, że plansze usłane zostały dużą ilością detali, które dają maszynie Microsoftu trochę danych do obliczenia. Nie cierpi na tym specjalnie płynność, która ciągle oscyluje w granicach 30 klatek. Nieraz zdarzy się, że gra się trochę zhaczy, jednak ten problem występuje sporadycznie.

Muzyki w grze jest interaktywna. Włącza się praktycznie tylko w ważniejszych momentach i podczas walki. Jest mroczna i nie można jej nic zarzucić - pasuje jak ulał do klimatu stęchłego więzienia gdzieś we wszechświecie. Brawa za to należą się za wszelakie odgłosy, jakie spotkamy podczas naszej przygody. Są naprawdę świetne - wszelkie wystrzały z bronii, porykiwania potworów brzmią bardzo realistycznie. Uznania idą także do aktorów, którzy podkładali głosy pod przeróżne postacie - doskonale się spisali. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nieco flegmatyczny głos głównego bohatera (Vin Diesel), który nieraz mówi tylko po to, by coś powiedzieć.

O tym, że gra jest rozbudowana, z pewnością wyciągnałeś z tego, co wcześniej napisałem. Podczas testowania tej gry do recenzji, uświadczyłem wielu ciekawych sytuacji. Zdecydowanie najlepszą z nich był poziom, w którym dane mi było założyć ubranie robotnika. Dzięki temu nikt specjalnie się mnie nie czepiał, dopóki oczywiście nie wyróżniałem się z tłumu (czyli nie skakałem, strzelałem i poruszałem się w sposób, który by mogł ściągnąć na mnie uwagę). W jednym momencie jednak musiałem użyć siły, by utorować sobie drogę dalej. Potyczka przebiegła szybko i po chwili dwóch strażników leżało na ziemii. Niedługo po tym wbiegło dwóch następnych, którzy jednak nie rzucili się na mnie (czyżby strój zadziałał?) pomimo mojej obecności w pomieszczeniu. Przykucnęli tylko i zaczęli badać denatów! Po krótkiej chwili każdy z nich przekazał przez radio, iż dana osoba nie żyje (podzielili się obowiązkami wobec zmarłych). Wstali, po czym zaczęli patrolować teren. Co ciekawe, gdyby nie mój udział w walce, nigdy by się tu nie zjawili, a tuż po tym, jak dotarli na miejsce zajścia, doskonale radzili sobie z nowym otoczeniem. Oczywiście wkrótce dowiedzieli się, kto z nich popełnił tą zbrodnię (co oczywiście doprowadziło do kolejnej walki), lecz sam fakt istnienia czegoś takiego jest dużym plusem, a trzeba dodać, że takich dodatków jest o wiele więcej.

Dodatki, umieszczone w grze, nie zachwycają. Do ich odblokowywania służą paczki papierosów, porozrzucane po całym ośrodku. Niektóre z nich dostaniemy za pomyślne wykonanie misji, niektóre zaś przyjdzie nam wykupić. A owe dodatki to nic innego, jak przeróżne zdjęcia, filmy, a nawet trailer filmu Chronicles of Riddick. Czymś wartym uwagi wśród bonusów może być prezentacja wczesnej wersji gry. Po niej widać, jak wiele wysiłku kosztowało autorów przelanie pomysłów na postać cyfrową.

Mimo wszystko, gra ta nie jest pozbawiona wad. Zdecydowanie najwięksszą z nich jest stosunkowo krótki czas zabawy. Pozycję tą można ukończyć poniżej 10 godzin, co jest moim zdaniem wynikiem wręcz żałosnym, zważywszy na to, jak ta gra jest dobra. Pomijając tą wadę, natrafimy na następną poważną, którą jest - zauważalny już w menu - brak opcji rozrywki dla wielu graczy. Jestem pewien, że gdyby ta opcja została dodana, to zwiększyłaby znacząco jej żywotność. Mam na myśli tryby pokroju deathmatch, bo o zabawie nastawionej na kooperację to nawet nie śnię (jednak gdyby była uwzględniona... ocena z pewnością poleciałaby w górę). Większych wad nie zauważyłem, a w każdym razie nie takich, które znacząco wpływały by na rozgrywkę.

Sam jestem zdziwiony, jak często podczas pisania tej recenzji użyłem słów "wspaniale", "idealnie" czy "świetnie". Nic na to jednak nie mogę poradzić, bo Chronicles of Riddick jest grą wybitną. Jak dla mnie, jest to kandydat do gry roku, o które to miano będzie teraz niezwykle ciężko (m.in. ze względu na Fable i Halo2). Błędem byłoby jednak pozycję Starbreeze Studios pominąć. Zaskoczyła mnie i to niezwykle pozytywnie. Nawet po jej skończeniu chętnie do niej wracam, by razem z Riddickiem przemierzać zawiłe korytarze Butcher Bay. Czy odważysz się tam wejść? Mocna dziewiątka z pewnością powinna Cię do tego przekonać. Zapraszam do gry!



Komentarze Dodaj komentarz»

Nie napisano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!


Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot