Co jest lepsze od zapachu spalin, wiatru we włosach, błota między zębami i w uszach, wszędobylskiego piachu oraz śniegu chrupiącego pod kołami? Nic oczywiście. Dlatego też nasz rodzimy developer (Techland) uderzył soczystą ilością ziaren piasku w mą roześmianą twarz. Bolało. Do tej pory wyczyny wrocławskich programistów na cyfrowym poletku uważałem za całkiem przyzwoite. Call of Juarez oraz CoJ: Bound in Blood były świetnymi przykładami na to, że "Polak potrafi", i możemy robić rzeczy świetne, dalekie od rozbijania się wózkiem golfowym na Cyprze. Mimowolnie przypomniałem sobie dokonania Techlandu w dziedzinie popularnych ścigałek. Xpand Rally pomimo entuzjastycznych opinii odeszło w zapomnienie szybciej niż Ocean Atlantycki pochłonął Titanica. Dodatkowo moją niesamowitą czujność w stan alarmu wzbudziły pierwsze zajawki zmierzającego na konsole, tytułowego "Przygwożdżonego" (kontekst tłumaczenia nie ten, bo brak mi wyobraźni), gdzie główne skrzypce odgrywała ścieżka dźwiękowa. "Co z resztą?", nieskromnie zapytałem. Przekonajmy się.
Gwoli wyjaśnienia Nail'd staje w bezpośredniej rywalizacji z Pure, który nawiasem mówiąc był bardzo udany. Prócz quadów dostajemy także do naszych ubłoconych rąk motocykle, szczyptę absurdu, możliwości przejazdu po balonie z koszem i całej masie zwariowanych atrakcji. Tryby gry są absolutnie standardowe i nie ma mowy o innowacyjnym trybie, który wystrzeli nas z kapci w kosmos. Dlatego też z niespotykanym dla siebie zapałem zabrałem się za tryb Mistrzostw, omijając Online gdzie można spotkać w porywach dwie osoby z południowej Dakoty. Poprzez kustomizację swojego cyfrowego alter-ego w zielonym kasku z niebieską szybką przebrnąłem z prędkością światła powiększając sobie jedynie piersi (mam w nosie fizykę i aeorodynamiczne dyrdymały) i wybierając ATV, który od innego modelu różnił się nakrętką na lewe koło. Gotowy w mój sztandarowy baner uniesiony ku górze pacnąłem dumnie na wyścig...
"Marcin, toż to Quake 3 na rosyjskich kołach", usłyszałem od brata krztuszącego się kajzerką. Faktycznie, mój quad wyglądem przypominał gigantyczny traktor gotowy do wyjazdu na pole. FOV (Field of view) 110 z Q3: Areny rzucało się aż nadto w oczy, powodując początkowe grymasy na twarzy. Rozumiem, że zabieg ów wykorzystano w celu uzyskania efektu szybkości, ale na chwałę posępnego czerepu, ATV mogłoby nie straszyć nas wyglądem traktora przygotowanego na wykopki. Sam wyścig rozpoczął się dosyć specyficznie, bowiem mój wehikuł wystrzelił jak z procy nasuwając kolejne dziwne skojarzenie, tym razem z serią Mario Kart i atomowym startem Mariana i spółki. Arcadeowy styl, pełna umowność, rozciągnięty obraz oraz kilka rozegranych kółek utwierdziło mnie w przekonaniu, że oto bowiem Pan pokarał mnie za me niecne występki bublem roku, bym zaczął prowadzić ascetyczny tryb życia, w zgodzie naturą i samym sobą. Rzuciłem więc do Zaxa, że gra nie zasługuje więcej niż na "3" i proszę o dofinansowanie do tabletek na migrenę, tudzież 6-pak Dębowego Mocnego, albowiem nie wytrzymam z tym tytułem dłużej niż 15 minut. W tym miejscu posypuję głowę popiołem, bo swój werdykt wydałem przedwcześnie, zaniżają ocenę o dwa oczka (tak, w tym miejscu możecie przestać czytać recenzję).
Napędzany Chrome Engine 4 Nail'd, prócz dziko rozciągniętego obrazu, prezentuje się dosyć poprawnie. Efekty cząstkowe, błoto zachlapujące ekran, niesamowite uczucie prędkości stanowią pewien kontrast pomiędzy drewnianymi modelami postaci oraz ich animacją. Grze brakuje również nieco "pure'owej plastyczności", przez co uderzył we mnie drewniano-hermetyczny duch Xpand Rally. Dźwiękowo za to, prócz oczywistego świstu powietrza i pierdzącego silnika, jest dosyć solidnie, acz ubogo. Rise Against, Slipknot, Queens of the Stone Age skutecznie przyśpieszają bicie serca, jednakże samych utworów wystarczy na kilkanaście okrążeń, byśmy ogarnięci znużeniem zaczęli powoli majstrować przy własnym soundtracku. Trasy są podzielone według schematu, jaki wyznaczył chociażby... Mario Kart 64. Jest trasa z niewyobrażalną ilością błota, mamy też tony piasku, śniegu również na niektórych wirażach się znajdzie. Nie miejsce, w jakim będziemy toczyli ciężki bój odgrywa tu kluczową rolę, a pokrętnie zaprojektowane tory. Isaac Newton widząc, co możemy zrobić z naszą metalową maszyną, zapewne złapałby się za głowę. Podjazd pod kątem 90 stopni, równie szalony zjazd górskim strumykiem, kilkusekundowy lot w powietrzu pomiędzy wznoszącymi się w powietrze balonami, wymijanie jadącego z naprzeciwka pociągu relacji Warszawa-Włoszczowa, akcje których nie powstydziłby się Prey - szaleństwo. Dodatkowo ukrytych przejazdów, skrótów jest tyle, że kolejny wyścig na tej samej mapie może wyglądać zupełnie inaczej.
By nie było tak wesoło, na samym początku odkrywamy grywalnościowy szkopuł - by w miarę czysto przejechać okrążenie, należy dokładnie zaznajomić się z trasą. Nie chodzi tutaj o wnikliwe analizowanie zakrętów i tym podobne pierdoły, raczej o utrzymanie odpowiedniej prędkości na wzniesieniu. Przez to, że sympatyczna "górka" wielkością przypomina słonia i zasłania cały ekran, nie wiadomo czy wpadniemy w odmęty kanionu, czy też wkomponujemy się w wystającą z ziemi skałę, i to pomimo faktu, że fizyka pozwala nam na bardzo spore manewry podczas lotu. Dużo cierpkich słów moich ust poleciało wówczas na głównego designera, na czele z tym, że nie powinno się go zatrudniać nawet do projektowania kurnika. Postępujący w grze progres daje nam także możliwość modyfikowania naszego "traktora"/motoru (silnik, opony, etc.), by zbytnio nie odstawać od konsolowego AI - oczywiście nie obyło się bez wpadki, bowiem nowo odkryte elementy nie są w żaden sposób oznaczone. Sam wyścig przebiega w kilku wariantach. Jako standardowy bój o pierwsze miejsce na torze, biciu próby czasowej oraz zdobywaniu jak największej ilości punktów za czesanie odpowiednich "trików". Cudzysłów celowy, ponieważ nie ma tu znanych z Pure powietrznych wygibasów. Punkty zdobywamy za szybką jazdę na dopalaczu, przejazdy przez płonące bramki, rozsmarowaniu przeciwnika, umiejętnym posadzeniu naszej maszyny na ziemi, itd.
Więc jak? Średniak? Średniak. Pierwsze obcowanie z tytułem powoduje naturalne wykrzywianie twarzy we wszystkich kierunkach. Potrzeba dobrej godziny, aby przystosować się do growych warunków zaserwowanych nam przez Techland. Kiedy już odkryjemy wszystkie patenty, główny tryb się najzwyczajniej w świecie kończy. Jazda oraz doznania z niej płynące są dosyć intensywne, różnice pomiędzy maszynami są kosmetyczne (ATV jest solidny na ziemi, jednoślad to natomiast król przestworzy), graficznie poprawnie, a muzycznie bardzo fajnie acz ubogo. W momencie, kiedy Pure w zestawie z Lego Batmanem można nabyć
za równowartość okularów z żaluzjami (20 zł), naszej rodzimej produkcji kosztującej ~180zł będzie bardzo ciężko.
Za udostępnienie gry dziękujemy firmie Techland.
|
Zalety:
- zawrotne uczucie prędkości;
- pokręcone trasy;
- kilka fajnych utworów.
|
Wady:
- nie ma żadnego punktu krytycznego, to po prostu średniak.
|
|
| Ocena ogólna |
|
5
|
| Grafika
|
|
6
|
| Dźwięk
|
|
6
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
-
5
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
-
4
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry