„Nareszcie pojawia się więcej gier na Kinecta” – można powiedzieć patrząc na obecną sytuację. Microsoft postanowił wspierać nowymi, kamerkowymi produkcjami także XBLA i niedługo po premierze średniego Fruit Ninja, Rynek został zaatakowany przez kolejną produkcję. Co to tym razem? Adaptacja jednego z chyba najsłynniejszych światowych teleturniejów, wymyślonego przez szaleńców z Kraju Kwitnącej Wiśni Hole In The Wall, przez polskich „jutubowców” rozreklamowanego jako „japoński Tetris”. Nasz piękny kraj doczekał się nawet własnej edycji programu, emitowanej swego czasu na TV4, jednak nie zyskała ona takiej aprobaty i popularności jak oryginał. Czy dziwna rozgrywka z telewizji sprawdza się jako gra? Nie będę was trzymał w napięciu – nie, a przynajmniej nie podana tak, jak przez twórców tej wersji.
Rozgrywka wygląda dokładnie tak jak w telewizyjnym show. Stoimy na prostokątnym polu, a w naszą stronę przesuwa się kartonowy blok z wyciętą pozycją, w którą musimy się zmieścić, by przejść dalej. Mamy na to raptem kilka sekund, a kamerka dość luźno akceptuje nasze położenie. W oryginale karą za niewykonanie zadania było wpadnięcie do basenu z wodą, tutaj jest nią brzydka animacja. Gra nie jest zbyt różnorodna i nawet w ciągu kilkuminutowej sesji możecie spotkać powtórzoną pozycję.
Kinectowe Hole In The Wall posiada zastraszająca liczbę dwóch trybów rozgrywki. Pierwszym jest „Show” – seria imprez w różnych częściach świata, które składają się z kilku normalnych rund oraz finału, gdzie w studio gaśnie światło, a blok lecący w naszą stronę jest tylko rozświetlany przez padające z różnych stron reflektor. W każdej rundzie mamy trzy życia, stracenie wszystkich automatycznie kasuje cały progres w danej miejscówce. Można grać w maksymalnie czwórkę, po dwóch na jedną drużynę. Tryb numer dwa to „Quick Survival”, co chyba nie wymaga szczegółowego wyjaśniania. Ot, pierwsze wpadnięcie do wody kończy grę.
Oprawa AV? Niech przemówi do Was fakt, iż grę chciałem wyłączyć już spoglądając na menu. Serio, jest naprawdę brzydkie i tandetne. Zresztą jak cała reszta grafik, ale niczego lepszego w sumie nie można było oczekiwać. Na plus można zaliczyć fakt, że sterujemy własnym Awatarem, a nie przypisanym przez program. Muzyka to jakieś tanie dźwięki i od czasu do czasu głos komentatora.
Recenzowanego tworu naprawdę nie można zaliczyć do udanych. Mój mózg cierpiał przy kontakcie z jakimkolwiek elementem tej gry (oprócz mojego xboksowego Avatara). Da się przeżyć pierwszą imprezę z trybu „Show” i chwilę w „Quick Survival”, potem po prostu produkcja nie ma dla nas kompletnie nic do zaoferowania. Jeśli kiedyś będę miał okazję testować Hole In The Wall na mocno zakrapianej imprezie dam znać, czy chociaż wtedy można się przy niej uśmiechnąć. Na razie 800 Microsoft Points za taki chłam to niezły żart. Lepiej włączcie któryś odcinek na YouTube.
Ocena ogólna: 3
Więcej:
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry