Od niedawna polubiłem mechy. To te wielkie, potężne maszyny bojowe potrafiące roznieść w pył wszystko co napotkają na swej drodze. I choć te wymysły ludzkiej fantazji po raz pierwszy zrodziły się w głowach Japończyków (i tam są też najpopularniejsze do dzisiaj), to zdecydowanie najlepszą grę z mechami w roli głównej stworzyli Amerykanie. Mam namyśli MechAssault. Ukazał się na Xboxa w listopadzie 2002 roku i uzyskał dość dobre oceny w prasie oraz serwisach internetowych. Co więcej, w pełni sobie na to zasłużył. Tytuł ten spodobał się tak wielu Graczom, że Day 1 Studios postanowiło wydać sequela z podtytułem Lone Wolf. Czy zdobędzie tak wielu fanów jak poprzednik?
Fabuła gry nie jest zbyt wyszukana ani skomplikowana. Jak to zwykle bywa, świat stanął u progu zagłady a Ty musisz olać sprawę i iść pooglądać telewizję... Oj, przepraszam za błąd - Twoim zadaniem jest uratować świat! Pomyliło mi się:) Tak więc przyjdzie Ci walczyć, podobnie jak w części pierwszej ze złą organizacją Word of Blake chcącą zawładnąć światem przy pomocy super tajnej broni. Jako jeden z czwórki bohaterów (dwie laseczki i tyle samo facetów; jesteś jednym z tych ostatnich) z Wolf`s Dragoon wyruszasz w podróż aby przy pomocy mechów znaleźć moduły dające informację o jedynej możliwości powstrzymania Word of Blake a tym samym uratowania świata.
A właśnie, jak wygląda rozgrywka? Na samym początku masz na sobie tylko pancerz (zwany Battle Armour), w którym możesz wyprowadzać dwa rodzaje ataków: zwykły karabin oraz atak specjalny, czyli wystrzeliwany z dużą prędkością pocisk (moździerz), który gdy się dobrze wyceluje, potrafi mocno uszkodzić przeciwnika (np. mecha) lub nawet go zniszczyć (w tym przypadku złowrogie czołgi). Można także za jego pomocą przejąć mecha, pilota wyrzucając z kokpitu:) Odbywa się sprytnym sposobem - otóż aby dostać się do maszyny wroga musisz zajść ją od tyłu, wcisnąć odpowiednią kombinację przycisków na padzie, po czym szybko wyjść z Battle Armour i we własnej skórze wejść na górę po drabinę. Ryzykowne (wszak wtedy byle strzał Cię uśmierca) ale przyjemne:) Jednak dość szybko musimy wsiąść do prawdziwego mecha z przymusu. Ma on trzy rodzaje ataków, które wraz z postępami w grze upgrade`ują się. Samych rodzajów mechów też jest kilka. Różnią się między sobą nie tylko uzbrojeniem, jakie posiadają ale też barwami czy charakterystycznymi elementami na kokpicie. Zaczynamy więc od zwykłych strzałów niczym z karabinu maszynowego, drobnych pocisków plazmowych i większego uderzenia, potrafiącego narobić sporo szkód, a w zaawansowanym stadium gry możemy cieszyć się naprawdę potężnymi maszynami, posiadającymi takie ataki jak "rzyganie" ogniem (dla mnie to wygląda jak rzyganie:), czy ciskanie różnego rodzaju energią wywołującą śmierć przeciwnika w tempie niemal natychmiastowym (w kwestii przeciwnika mam namyśli równie potężnego mecha). Na uwagę zasługują też inne środki transportu, które będziemy mieli do dyspozycji. Wspomniany wcześniej czołg potrafi strzelać amunicją z karabinu i uderzyć mocniejszymi pociskami, szybko latający VTOL ma małe rakiety (które jednak nie są bardzo śmiercionośne). Będziemy też mieli okazję zasiąść za działkiem stacjonarnym mającym bardzo fajny patent: możesz wystrzelić z niego rakietę i sam ją naprowadzić na cel. Po prostu w owym pocisku jest kamera, dzięki której możesz zorientować się w którą stronę rakietkę nakierować. Uczucie pędzenia w powietrzu razem z pociskiem (a raczej w nim) jest świetne. Bardzo mi się ten bajer spodobał. Ogólnie liczba wszystkich maszyn wynosi grubo ponad 30, więc jest w czym wybierać. Nie można też zapomnieć o pewnym combo, że tak to nazwę - do podwozia owej latającej maszyny (VTOLa) możesz przyczepić się będąc w pancerzu a moc ataków laserowych wtedy jest naprawdę duża. Szkoda, że tylko jedna misja wykorzystuje tak dobrze ten ciekawy pomysł. Gdy doprowadzisz do zniszczenia wrogiego mecha, ten efektownie wybucha a wokół niego rozchodzi się potężna fala, niczym przy wybuchu bomby atomowej (pamiętaj, żeby nie stać wtedy zbyt blisko niego). W tym samym miejscu pojawiają się "karnistry" z energią, upgrade`y broni, energia pozwalająca stać się niewidzialnym oraz inne tego typu rzeczy ułatwiające rozgrywkę. Zbieranie ich jest jedynym sposobem aby nie zginąć i móc dojść do końca misji. Wszelkie budynki oraz przeszkody, które staną na Twej drodze można zniszczyć. No może nie do końca wszystko - elementów otoczenia nie przewidzianych przez autorów nie da się w żadne sposób ruszyć (np. mur otaczający jakąś bazę). Misje są dość różnorodne - "wejdź i wszystko zniszcz", "zlikwiduj odpowiednie cele (budynki, pojazdy etc)" a przyjdzie Ci nawet kraść mechy. Mimo tego co przed chwilą napisałem, rozgrywka po pewnym czasie niestety staje się schematyczna - idziesz do przodu, rozwalasz wrogów, zbierasz energię, idziesz dalej, parę kolejnych mechów zniszczone, dotarłeś do końca misji. Albo może inaczej. Cele misji są rzeczywiście różnorodne, ale możliwości ich wykonania są bardzo podobne - tak, jak to przed chwilą przedstawiłem. Dobrze, że niektóre misje są dość trudne. Tzn. ogólnie gra jest łatwa, ale zdażają się trudniejsze momenty, zwłaszcza wraz z pokonywaniem kolejnych leveli. Całą sytuację ratuje tryb sieciowy, o którym później.
Jeśli ktoś powiedziałby mi, że MA 2 jest jedną z najładniejszych gier na Xboxa, z miejsca bym go wyśmiał, wiedząc, że biedak nawet na oczy nie widział gry. Tak się bowiem składa, że grafika wcale nie zachwyca. Głównym powodem takiego stanu rzeczy są słabej jakości tekstury oraz paskudna mgła (notabene też biednie zrobiona:)przysłaniająca dalsze elementy otoczenia, nie wspominając już o horyzoncie. Na pochwałę zasługuje za to wygląd mechów, animacja ich ruchów oraz ich ataki - po prostu feria barw i świateł. Maszyny posiadają wiele szczegółów i dobrej jakości tekstury. Gdy poruszasz się taką maszyną możesz poczuć się panem i bogiem wszystkiego, co znajduje się pod Tobą - takie wrażenie robią doskonale dopracowany wygląd mechów i animacja ich ruchu. Przeciwnicy też są w miarę poprawnie zrobieni i zróżnicowani. Choć wciąż te same czołgi próbujące Cię powstrzymać mogą denerwować, jednak to szczegół. Animacja? Praktycznie nie ma żadnych zwolnień, więc jest dobrze. Plansze są bardzo duże, zdażają się takie ze sporą ilością obiektów (in plus) oraz raczej puste (in minus). Będziemy walczyć w mieście pełnym wielkich wieżowców [(tylko dlaczego nie ma w nim żadnych śladów cywilizacji? Czyżby wszyscy pouciekali na widok mechów?;) - czasami przejeżdżający samochód to za mało], na pustynnych bezdrożach i wzgórzach oraz na terenach bagnistych, pełnych drzew. Muszę przyznać że miejscówki są klimatyczne, wyobraź sobie bowiem następującą sytuację, drogi Graczu: zostajesz zrzucony na obcy teren, wokół same chaszcze i wodniste bagna. Powoli ruszasz w kierunku wyznaczonym przez zielony punkcik (wskazujący aktualny cel). Po chwili zauważasz na swoim radarze czerwone kropki - już wiesz, że "oni" gdzieś tu są... Jest ich coraz więcej. Nagle słyszysz pierwszy strzał. Odruchowo zaczynasz sam walić amunicją w tamtym kierunku. Gdy podchodzisz bliżej, widzisz je - czerwone czołgi non-stop Cię ostrzeliwujące. Ale to nic - zmieniasz broń i wypuszczasz kilka torped po rząd, które ładnie wysadzają wrogie jednostki. Gdy pozbędziesz się tych "pikusiów" nadchodzi czas na prawdziwą walkę - z mechem równie wielkim co Twój. Teraz rusz wyobraźnią i pomyśl co będzie dalej. Albo nie - najlepiej zagraj w tą grę, która dostarczy Ci tego typu wrażeń. Jeśli zaś chodzi o granie muzyki podczas zabawy to dominuje cisza, ale tylko do momentu napotkania przeciwnika. Wtedy zaczynają przygrywać mocniejsze brzmienia, gitarowe riffy, zachęcając do zrobienia porządku z bandą wrogów.
MA 2 to tytuł stworzony wybitnie do gry sieciowej. O ile story mode nie jest rewelacyjny, tak gra przez Net to zupełnie inna bajka. A co najlepsze kod gry jest świetnie napisany - przy optymalnych warunkach (w zależności od łącza oczywiście) nie ma praktycznie żadnych lagów, przez co gra jest bardzo komfortowa. Możemy pograć na serwerach Xbox Live lub po System Linku wykorzystując programy XBC albo Xlink Kai. A gdy mamy w domu kompana do zabawy, możemy odpalić tradycyjny Multiplayer na Split Screenie (szkoda, że maksymalnie tylko na dwie osoby). Wiele trybów rozgrywki, jak zbieranie flag, zwyczajne "kto zabije więcej", czy eskorta w połączeniu z różnymi możliwymi opcjami (czas gry, maksymalna ilość zabitych itd) czyni rozgrywkę kilkuosobową wspaniałą zabawą, która szybko się nie znudzi. Tym bardziej, że chętnych do gry nie brakuje i niemal zawsze można znaleźć hosta lub kogoś chętnego do przyłączenia się. Plansze są bardzo duże, przynajmniej większość z nich i są oczywiście stworzone na bazie poszczególnych levelów z trybu single. Najczęściej gracze tworzą dwie drużyny, które mają swoją bazę po dwóch przeciwległych krańcach mapy. Wybierasz jakiś środek transportu i robisz szturm z ekipą na przeciwnika. Może się też zdarzyć na odwrót. Gdy zginiesz, po prostu odradzasz się ponownie w swojej bazie i znów próbujesz dostać się do wroga. Oczywiście można też i bronić się na własnym "podwórku", ale polecam jednak atak.
Czy Lone Wolf spełnił pokładane w nim nadzieje i oczekiwania? Zdecydowanie tak, jeśli brać pod uwagę tryb sieciowy, nie do końca, mając namyśli tryb fabularny. Aczkolwiek warto go przejść choćby dla dobrego poznania zasad rozgrywki. Albo chociaż chwilę samotnie postrzelać do wrogich jednostek, gdy nie mamy akurat nikogo do gry. A potem zostaje już XBC/Live i zabawa z żywymi przeciwnikami, która daje ogromne pokłady rajcowności. Polecam!