|
|
Star Wars Republic Commando
|
|
Autor:
linc
Opublikowano:
30 sierpnia 2005
Odsłon:
1768
»Skomentuj...
|
|
|
Czy ktoś wyobraża sobie Gwiezdne Wojny bez rycerzy Jedi bądź wojowników Sith? Miecze świetlne stały się czymś więcej niż tylko bronią - stały się symbolem i znakiem rozpoznawczym sagi. Dlatego też lekko szokujące może ukazać się posunięcie LucasArts"u na wydanie właśnie takiej gry. Zawsze to jakieś rozbudowanie uniwersum poprzez dodanie nowych postaci, przedmiotów czy też wątków, ale czy zamierzenia przemieniły się w rzeczywistość i czy programiści sprostali temu trudnemu zadaniu, przekonacie się z tekstu poniżej. Czy ktoś wyobraża sobie Gwiezdne Wojny bez rycerzy Jedi bądź wojowników Sith? Miecze świetlne stały się czymś więcej niż tylko bronią - stały się symbolem i znakiem rozpoznawczym sagi. Dlatego też lekko szokujące może ukazać się posunięcie LucasArts'u na wydanie właśnie takiej gry. Zawsze to jakieś rozbudowanie uniwersum poprzez dodanie nowych postaci, przedmiotów czy też wątków, ale czy zamierzenia przemieniły się w rzeczywistość i czy programiści sprostali temu trudnemu zadaniu, przekonacie się z tekstu poniżej.
Wojna pomiędzy siłami Republiki a Separatystami, do tej pory prowadzona metodami dyplomatycznymi, znajduje swe apogeum na planecie Geonosis. Dwie olbrzymie armie, obie stworzone tylko do zabijania, ścierają się na tej pustynnej lokacji i łączą w nierozerwalnym uścisku. Uścisku bynajmniej nie przyjacielskiego. Pośród gradu laserów mieniących się przeróżnymi kolorami i większych ładunków, które wydrążają dużej wielkości kratery, grzebiąc tym samym dziesiątki żywych - bądź i nie - istot, ukradkiem oka można wychwycić przelatujące gdzieniegdzie postacie. Tu, przy tak ograniczonym polu widzenia wywołanym przez opadający kurz, sprzymierzone jednostki można rozpoznać tylko dzięki kierunku w którym się biegnie... i strzela. Ty jesteś jednak w lepszej sytuacji...zależnie jak do tej sprawy podejść. Jesteś klonem - sztucznie wyhodowanym tworem powstałym na planecie Kamino przez tajemniczą rasę klonerów. Jednakże pod pancerzem skrywającym tą samą osobę, od której pobrana była tkanka do powielania, znajdziesz coś więcej niż gdy wziąść pod uwagę Twych braci. Nie jesteś w prostej linii tylko żołnierzem. Jesteś komandosem. Trenowałeś inaczej niż inni, zaś sam w sobie jesteś doskonalszy... doskonalszy od człowieka, choć jednocześnie bliższy mu niż którykolwiek z zakutych w białą osłonę nie-ludzi. Twe umiejętności, Twe zmysły zostały genetycznie poprawione i dostosowane do typu misji, które przyjdzie Ci wykonywać. I teraz masz szansę udowodnić, że tak długie szkolenie nie poszło na marne...
Rozgrywka rozpoczyna się od ukazania początkowego szkolenia naszego oddziału komandosów, by po chwili zrzucić nas w sam środek bitwy na Geonosis. Szybko wskakujemy w skórę naszego ulepszonego klona i zaczynamy wykonywać kilka prostych zadań powiązanych w coś na kształt tutoriala. Dość szybko można opanować wszystkie ruchy a to za sprawą świetnego interfejsu i ogólnej przejrzystości gry. Dosyć szybko kompletujemy drużynę złożoną z trzech innych postaci i wspólnie razem podążamy dalej. Na drodze spotkamy wiele zadań czyniących z gry coś na kształt taktycznego shooter'a i trudno się z tą klasyfikacją nie zgodzić. Gra w pojedynkę - choć w wielu miejscach konieczna - w późniejszym okresie gry nie ma racji bytu z uwagi na przeważające ilości przeciwników. A eliminować ich będziemy na takich lokacjach jak wspomniana planeta Geonosis, statku-widmo bądź też na porośniętym drzewami Kashyyk.
Gra jest niesłychanie dynamiczna. Praktycznie cały czas nasza drużyna uderzeniowa znajduje się w ruchu. Tu trzeba przebiec, to zdetonować, tu zająć pozycję i wystrzelać nieprzyjaciół... Czujemy się dosłownie jak na prawdziwej wojnie! Pozycja ta nie jest jednak tylko nastawiona na akcję - mamy misje, w których wskazane jest ciche przemykanie tunelami, zakradanie się i możliwie jak najcichsza eliminacja oponentów. Całość jednak można przyrównać do starych rozwiązań znanych z automatów: idziemy sobie ciągle do przodu, a na końcu planszy mamy jakiegoś cięższego bolka, nazywanego przez niektórych bossem. Prawda ta sprawdza się i tutaj. Przemy bowiem ciągle przed siebie, dokonując coraz to bardziej niebezpiecznych akcji, spotykając co rusz Spider-droidy, które robią tu za jednych z groźniejszych przeciwników. W późniejszych momentach gry, sytuacja jednak diametralnie się zmienia. Z czystej młócki zyskujemy coś na kształt... gry logicznej! Wyobraź sobie bowiem taką sytuację: wychodzisz na otwartą przestrzeń i niedaleko na wprost masz działko. Nakazujesz jednemu z klonów obsługę, drugiego stawiając niedaleko skrzyń w pozycji obronnej. Naprzeciwko są ustawione dwa kontenery, za pomocą których produkowane są ciągle to nowe droidy. Twoim zadaniem będzie dobiegnięcie do każdego z nich i spędzenie ok. 20 sekund na zamontowanie ładunku wybuchowego i jego detonację. Jak to jednak zrobić, gdy jesteś pod ostrzałem kilkunastu wrogich maszyn? Trzeba bowiem wszystko zgrać z czasem i wiedzieć, na co stać kompanów. Trzeba wykorzystywać teren jak się tylko da. "Squad is your weapon" - jeśli chodzi o ostatnie plansze, tekst ten sprawdza się w 100%.
Coś więcej trzeba napisać na temat naszych kompanów. łącznie jest ich trzech i świetnie się uzupełniają. Mamy więc klona od broni ciężkiej, napraw i hackowania oraz wysadzania różnych obiektów. Świetnie się przy tym uzupełniają tworząc drużynę nie do zatrzymania. Nie znaczy to przy tym jednak, że Twój oddział jest tak ograniczony, że dany podkomendny jest zdolny do wykonywania określonego rozkazu, o nie. Każdy z nich wykona narzucone mu odgórnie polecenie z należytą pieczołowitością, jednakże w danej kategorii czuje się najlepiej. Ich wysoka inteligencja doskonale sprawdza się w kierowaniu ich poczynaniami. Kompani umieją się skutecznie ostrzeliwać, osłaniać, zgrywać akcję i tym podobne zabiegi. Co ciekawe, jeden z nich może na chwilę skupić ogień nieprzyjaciół na siebie, by reszta zaszła ich od tyłu bądź rzuciła granat. To trzeba zobaczyć w ruchu, by uwierzyć. Jeśli oczywiście sami chcemy pokierować naszym oddziałem, nic prostrzego. Oddano nam do dyspozycji cztery proste rozkazy, które w ferworze walki możemy wydawać "na szybko". Są to standardowe: zabezpieczenie miejsca, wyszukać i zniszczyć, anulować poprzednie dyrektywy i przegrupować się (zbić szyki). Wciskając i przytrzymując "A" skupimy ogień wszystkich jednostek na jednym przeciwniku celem jak najszybszej jego eliminacji. Zebrane tu rozkazy wystarczą moim zdaniem w zupełności bowiem na polu walki znajdziemy też takie miejsca, do których możemy daną osobę "przykleić", by się osłaniała bądź skuteczniej eliminowała wrogów. Wystarczy podejść bliżej, by wyświetliła się obramówka komandosa, z którą później z gracją się pokryje. Tak samo sprawa wygląda z przeróżnymi działkami, które też możemy obsługiwać sami. Jeśli nie idzie nam zbyt dobrze i przyjmiemy na siebie wymierną ilość śmiercionośnych ładunków, nasz heros padnie na ziemię. Dla nas jednak nie oznacza to wcale końca gry! W sytuacji takiej wystarczy bowiem posłużyć się tabelką, w której możemy wydać klonom rozkaz przywrócenia nas do służby za pomocą przenośnej aparatury medycznej, bądź uczynić to wtedy, gdy pozbędą się wszystkich przeciwników dookoła (trzeba bowiem pamiętać, że żołnierz zajęty przywracaniem nas, lub też innego kompana do życia jest niezwykle podatny na ogień przeciwnika). Jeśli nagle zasłabnie jeden z naszych kompanów, możemy taką akcję uczynić również w jego stronę. Przywrócona postać ma jakąś jedną trzecią energii posiadanej przed wypadkiem i już po chwili sama staje na nogach. Nie musimy się przy tym martwić o skutki takich działań - ilość apteczek jest bowiem nieograniczona! Jedyne, co się liczy, to czas, który musimy na tą akcję poświęcić, a wierzcie mi - na polu walki liczą się tu każde sekundy. W chwilach wytchnienia poznajemy coraz bardziej naszych towarzyszy. Co powinno zainteresować każdego fana Star Wars to fakt, iż klony występujące w Republic Commando charakteryzują się mniejszym posłuszeństwem w wykonywaniu rozkazów niż ich zwykli bracia. Jak pewnie niektórzy wiedzą repliki Jango Fett'a są bezwzględnie wierni wszelkim odgórnym dyrektywom. Takich ciekawostek czeka na dociekliwych więcej. Mnie osobiście podobało się coś innego w mentalności naszych druhów - poczucie humoru. Klony rzucają tekstami na lewo i prawo (oczywiście w pełni zależne od miejsca - zaskryptowanie boli...) wywołując nieraz porządny uśmiech na twarzy gracza.
Każdy komandos zaopatrzony jest w uniwersalny blaster, za pomocą którego tylko wymieniając końcówki można uzyskać zgoła odmienną broń. Można więc zamontować standardowo karabinek, snajperkę i granatnik. Oczywiście poza pierwszym przykładem nic nie jest dostępne od początku i trzeba sobie samemu te bonusy nazbierać, ale przychodzi to dosyć szybko. Trzeba przy tym założyć, że nasz podopieczny to nie Rambo i musi pilnować szybko uciekającej amunicji. Beztroską eliminację przeciwników polepszają umieszczone gdzieniegdzie baterie do broni, nieraz w naprawdę głupich i teoretycznie niedostępnych miejscach (skąd sie tu to wzięło?). Jeśli zabraknie nam amunicji, zawsze możemy poczęstować oponenta umieszczonym w ręce nożem, by jednym pociągnięciem się go pozbyć (powiedzmy, że sprawdza się to na większość wrogów...). Inną możliwością jest też wyciągnięcie pistoletu, do którego amunicja nie jest limitowana, jednakże jego częstotliwość prowadzenia ognia poparta niską siłą i koniecznością czekania na łądowanie się baterii skutecznie zabijają tą zabawkę. Możemy też zabrać martwemu przeciwnikowi jego broń i używać dla swoich potrzeb. Są to takie zabawki jak shotgun, broń Geonosian (trudno mi to nazwać, ale przyjmijmy iż jest to "laser"), minigun, wyrzutnia rakiet bądź kusza Wookich. Ażeby tego było mało, Republika wyposażyła swą jednostkę uderzeniową w samoodnawialne pole energii, które na wzór chociażby Halo pozwala na krótką wymianę ognia bez martwienia się o życie. Piszę krótką, bowiem taką tarczę stracić niezwykle łatwo i choć w miarę szybko się renegeruje, to czasem możemy nie mieć na to czasu.
Fajnie jest mieć broń, ale jeszcze fajniej jest jej użyć. A na kim? Zacznijmy od Geonosis. Zaraz po wypakowaniu swoich czterech liter z pojazdu zaatakują nas droidy Separatystów (te, które w filmowej sadze są jednostrzałowcami...ehem, to znaczy na jedno cięcie mieczem) i mieszkańcy pustynnej planety w wielu wariantach. Później dojdą super droidy (strzelające z ręki, bardzo niebezpieczne), droideki (posiadające swe własne pole, bardzo wytrzymałe), bliżej niesprecyzowani obcy, roboty z obstawy Greviousa, a także małe przeszkadzajki pokroju niewielkich robaków bądź stateczków. Trzeba zaznaczyć, że przeciwnicy nie są w ciemię bici i doskonale znają swoje umiejętności, a co gorsza dla Gracza - skutecznie je wykorzystują. Osłaniają się, koncentrują ogień na jednym punkcie, umieją się wycofywać celem zebrania się w większą grupę i robią wszystko, aby jak najbardziej uprzykrzyć nam robotę. Sytuacji nie polepszają umieszczone gdzieniegdzie "dispensers" - są to niewielkie kontenery, które będą tak długo produkować nowe maszyny, jak długo pozwolimy im funkcjonować (ładunek wybuchowy załatwi sprawę).
Znalazło się oczywiście kilka błędów, większość niestety na tyle dużych, że powstrzymują mnie przed wydaniem bardzo wysokiej oceny (i tak wiem, że pewnie większość już dawno spojrzała na oceniaczkę ;)). Przede wszystkim długość samej gry. Grając po raz pierwszy udało mi się skutecznie pokonać wszystkie poziomy w trochę ponad półtora dnia. Mało tego, przysiadłem się do rozgrywki od razu na najwyższym poziomie mając nadzieje, że jakoś mi czas ten wydłuży. Ale niestety się zawiodłem. To jest niestety krótka i łatwa pozycja, jest dosłownie jedno miejsce (most na Kashyyk) na którym można się zawiesić na dłuższą chwilę. Niedopracowana także pod względem technicznym. Postacie nieraz przenikają przez tekstury, potrafią się zaciąć na ścianie, nie mogąc znaleźć drogi (najpierw "pilnuj obszaru", oddalamy się trochę i "zbij szyk") i inne tym podobne błędy. Co mnie szczególnie ucieszyło to fakt, że w misji na statku-widmie podczas walki w hangarach po wyjściu z wielkiego robota...uzyskałem nieśmiertelność!!! Postałem sobie chwilę i popatrzyłem na atakujących przeciwników nareszcie mając tą satysfakcję, że tym razem mnie nie "kropną". Efekt nie trwał długo, bowiem z załadowaniem się kolejnej planszy wszystko wróciło do "normalności". Wielka szkoda, że w grze nie znalazło się wykonanie rozkazu 66 nakazującego eliminację wszystkich Jedi. Gra aż się o to prosi. Wszystko jednak wskazuje na to (łącznie z zakończeniem) iż powstanie kontynuacja - być może ona nadrobi te zaległości.
Grafika prezentuje się naprawdę okazale. Modele postaci zostały wykonane po mistrzowsku - naprawdę dopracowane, pełne szczegółów ciała już na sam widok przywołują klimaty "Ataku klonów". Zostały przy tym obłożone wysokiej jakości teksturami i sprawiają miłe dla oka wrażenie. Ich animacja...O animacji można by powiedzieć tyle, że starczyłoby materiału na dwie takie recenzje. Otóż mianowicie jest ona fenomenalna. Dawno nie spotkałem się z tak dobrym, a jednocześnie realistycznym poruszaniem się postaci. Wystarczy przyjrzeć się jednemu z komandosów, który biegnie zająć pozycję. Z gracją stąpa z jednej na drugą nogę, rozglądając się przy tym w obie strony. Dobiegając do końca stara się wyhamować, po czym nagle staje oparty o daną przeszkodę. I choć wiem, iż gdy czyta się te słowa nie wygląda to jakoś piorunująco, to wierzcie mi, że tak jest - a najlepiej sami obejrzyjcie, bo warto. Każdy z przeciwników nie jest tylko repliką znaną z trylogii, lecz za pomocą pracy artystów tak jakby ożywa na naszych oczach. Geonosianie wyglądają jak Geonosianie, droidy to droidy - nie ma tu żadnej umowności. Plansze, na których toczą się zmagania są niestety już ciut gorsze, choć i tak trzymają wysoki poziom. Zależnie od poziomu ujrzymy otwarte przestrzenie bądź ciasne pomieszczenia połączone bardziej klaustrofobicznymi przesmykami. Zasada istnieja taka: im mniejsze pomieszczenie, tym bogatsze w detale. Na Geonosis na przykład nie ujrzymy zbyt wielu szczegółów, choć wykonanie brył tworzących kaniony jest niczego sobie. Sytuację odwrotną możemy zauważyć, gdy pojawimy się na statku Separatystów. Tu komputer, tam jakaś inna aparatura. Tu miga, tam się iskrzy - jest na czym zawiesić oko. Efekty pokroju strzałów wyglądają estetycznie aczkolwiek nie są niczym szczególnym. Interesująco wygląda gdy zlikwidujemy znajdującego się niedaleko przeciwnika - jego skóra zostanie rozdarta natomiast na nasz hełm tryśnie posoka bliżej niesprecyzowanej substancji (nazwijmy to krwią). Po chwili przejdzie pasek korygujący zamazane obszary. Znany z Metroida patent świetnie się tu sprawdza. Na duże uznanie zasługują również filtry graficzne, które możemy sobie w każdym momencie włączyć. Należy do nich m.in. widzenie w ciemności, które zamienia cały świat w coś na kształt "metalicznej ziemii". Jak dla mnie jest to prawdziwe cudo, choć fakt faktem wygląda o niebo lepiej na PC'cie. Rewelacyjnie wyglądają efekty pogodowe pokroju padającego deszczu bądź zawieji na Geonosis - szkoda, że nie wykorzystano tej opcji na więcej sposobów.
Zostałem pozytywnie zaskoczony muzyką. Ostre, chóralne brzmienia towarzyszące nam nie tylko w menu, lecz także podczas zmagań z przeciwnikami zapalają ogień w naszych sercach powodując, że aż chce się grać. Szkoda, że autorzy nie udostępnili w opcjach możliwości jej odtwarzania (jak ludzie od KoTOR), bo jest naprawdę dobra. Świetnie wypadają także wszelkie speeche postaci. I choć wszystkim czterem klonom głosu użycza jedna osoba, jest to nie byle kto a aktor grający Jango Fett'a i później klony w Episode II i III. Brzmią one nieźle, są jeszcze specjalnie zmodulowane by nadać im autentyczny oddźwięk. Odgłosy broni może nie są mistrzostwem świata, ale nie wiem, co można wymyśleć jeszcze w temacie blasterów. W dwóch słowach można określić warstwę dźwiękową jako: dobra robota.
W Republic Commando znalazło się także miejsce na dodatki. Oczywiście są one uzależnione od naszych postępów, lecz nie trzeba tu nic zbierać, kolekcjonować itp, a jedynie wykonywać powierzone nam misje. Znajdą się tu przeróżne wywiady z ludźmi związanymi z produkcją Komandosów. Dowiemy się z nich np. jakie przeszkolenie odbyli programiści z LucasArts by jak najdokładniej oddać klimaty jednostki uderzeniowej (co powoli staje się już normą). Dodatkowo możemy sobie obejrzeć teledysk promujący grę, choć z mojego punktu widzenia jest na odwrót. I na tym kończą się bonusy. W sumie jak na FPS nie jest źle. Pograłem, postrzelałem, powydawałem rozkazy i... było naprawdę dobrze! Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie wydać grze dziewiątki za całokształt, jednak krótki czas rozgrywki dał mi sporo do myślenia. Nie wspomnę też nic o średnim multiplayerze, któremu jednak nawet do Battlefrontu daleko. Choć jeśli szukasz gry dla jednej osoby, która zajmie Cię na dzień - dwa, to nie mogłeś trafić lepiej! Obejmij dowództwo i udowodnij prawdziwą siłę klonów! Republika liczy na Ciebie! Wojna pomiędzy siłami Republiki a Separatystami, do tej pory prowadzona metodami dyplomatycznymi, znajduje swe apogeum na planecie Geonosis. Dwie olbrzymie armie, obie stworzone tylko do zabijania, ścierają się na tej pustynnej lokacji i łączą w nierozerwalnym uścisku. Uścisku bynajmniej nie przyjacielskiego. Pośród gradu laserów mieniących się przeróżnymi kolorami i większych ładunków, które wydrążają dużej wielkości kratery, grzebiąc tym samym dziesiątki żywych - bądź i nie - istot, ukradkiem oka można wychwycić przelatujące gdzieniegdzie postacie. Tu, przy tak ograniczonym polu widzenia wywołanym przez opadający kurz, sprzymierzone jednostki można rozpoznać tylko dzięki kierunku w którym się biegnie... i strzela. Ty jesteś jednak w lepszej sytuacji...zależnie jak do tej sprawy podejść. Jesteś klonem - sztucznie wyhodowanym tworem powstałym na planecie Kamino przez tajemniczą rasę klonerów. Jednakże pod pancerzem skrywającym tą samą osobę, od której pobrana była tkanka do powielania, znajdziesz coś więcej niż gdy wziąść pod uwagę Twych braci. Nie jesteś w prostej linii tylko żołnierzem. Jesteś komandosem. Trenowałeś inaczej niż inni, zaś sam w sobie jesteś doskonalszy... doskonalszy od człowieka, choć jednocześnie bliższy mu niż którykolwiek z zakutych w białą osłonę nie-ludzi. Twe umiejętności, Twe zmysły zostały genetycznie poprawione i dostosowane do typu misji, które przyjdzie Ci wykonywać. I teraz masz szansę udowodnić, że tak długie szkolenie nie poszło na marne...
Rozgrywka rozpoczyna się od ukazania początkowego szkolenia naszego oddziału komandosów, by po chwili zrzucić nas w sam środek bitwy na Geonosis. Szybko wskakujemy w skórę naszego ulepszonego klona i zaczynamy wykonywać kilka prostych zadań powiązanych w coś na kształt tutoriala. Dość szybko można opanować wszystkie ruchy a to za sprawą świetnego interfejsu i ogólnej przejrzystości gry. Dosyć szybko kompletujemy drużynę złożoną z trzech innych postaci i wspólnie razem podążamy dalej. Na drodze spotkamy wiele zadań czyniących z gry coś na kształt taktycznego shootera i trudno się z tą klasyfikacją nie zgodzić. Gra w pojedynkę - choć w wielu miejscach konieczna - w późniejszym okresie gry nie ma racji bytu z uwagi na przeważające ilości przeciwników. A eliminować ich będziemy na takich lokacjach jak wspomniana planeta Geonosis, statku-widmo bądź też na porośniętym drzewami Kashyyk.
Gra jest niesłychanie dynamiczna. Praktycznie cały czas nasza drużyna uderzeniowa znajduje się w ruchu. Tu trzeba przebiec, to zdetonować, tu zająć pozycję i wystrzelać nieprzyjaciół... Czujemy się dosłownie jak na prawdziwej wojnie! Pozycja ta nie jest jednak tylko nastawiona na akcję - mamy misje, w których wskazane jest ciche przemykanie tunelami, zakradanie się i możliwie jak najcichsza eliminacja oponentów. Całość jednak można przyrównać do starych rozwiązań znanych z automatów: idziemy sobie ciągle do przodu, a na końcu planszy mamy jakiegoś cięższego bolka, nazywanego przez niektórych bossem. Prawda ta sprawdza się i tutaj. Przemy bowiem ciągle przed siebie, dokonując coraz to bardziej niebezpiecznych akcji, spotykając co rusz Spider-droidy, które robią tu za jednych z groźniejszych przeciwników. W późniejszych momentach gry, sytuacja jednak diametralnie się zmienia. Z czystej młócki zyskujemy coś na kształt... gry logicznej! Wyobraź sobie bowiem taką sytuację: wychodzisz na otwartą przestrzeń i niedaleko na wprost masz działko. Nakazujesz jednemu z klonów obsługę, drugiego stawiając niedaleko skrzyń w pozycji obronnej. Naprzeciwko są ustawione dwa kontenery, za pomocą których produkowane są ciągle to nowe droidy. Twoim zadaniem będzie dobiegnięcie do każdego z nich i spędzenie ok. 20 sekund na zamontowanie ładunku wybuchowego i jego detonację. Jak to jednak zrobić, gdy jesteś pod ostrzałem kilkunastu wrogich maszyn? Trzeba bowiem wszystko zgrać z czasem i wiedzieć, na co stać kompanów. Trzeba wykorzystywać teren jak się tylko da. "Squad is your weapon" - jeśli chodzi o ostatnie plansze, tekst ten sprawdza się w 100%.
Coś więcej trzeba napisać na temat naszych kompanów. łącznie jest ich trzech i świetnie się uzupełniają. Mamy więc klona od broni ciężkiej, napraw i hackowania oraz wysadzania różnych obiektów. Świetnie się przy tym uzupełniają tworząc drużynę nie do zatrzymania. Nie znaczy to przy tym jednak, że Twój oddział jest tak ograniczony, że dany podkomendny jest zdolny do wykonywania określonego rozkazu, o nie. Każdy z nich wykona narzucone mu odgórnie polecenie z należytą pieczołowitością, jednakże w danej kategorii czuje się najlepiej. Ich wysoka inteligencja doskonale sprawdza się w kierowaniu ich poczynaniami. Kompani umieją się skutecznie ostrzeliwać, osłaniać, zgrywać akcję i tym podobne zabiegi. Co ciekawe, jeden z nich może na chwilę skupić ogień nieprzyjaciół na siebie, by reszta zaszła ich od tyłu bądź rzuciła granat. To trzeba zobaczyć w ruchu, by uwierzyć. Jeśli oczywiście sami chcemy pokierować naszym oddziałem, nic prostrzego. Oddano nam do dyspozycji cztery proste rozkazy, które w ferworze walki możemy wydawać "na szybko". Są to standardowe: zabezpieczenie miejsca, wyszukać i zniszczyć, anulować poprzednie dyrektywy i przegrupować się (zbić szyki). Wciskając i przytrzymując "A" skupimy ogień wszystkich jednostek na jednym przeciwniku celem jak najszybszej jego eliminacji. Zebrane tu rozkazy wystarczą moim zdaniem w zupełności bowiem na polu walki znajdziemy też takie miejsca, do których możemy daną osobę "przykleić", by się osłaniała bądź skuteczniej eliminowała wrogów. Wystarczy podejść bliżej, by wyświetliła się obramówka komandosa, z którą później z gracją się pokryje. Tak samo sprawa wygląda z przeróżnymi działkami, które też możemy obsługiwać sami. Jeśli nie idzie nam zbyt dobrze i przyjmiemy na siebie wymierną ilość śmiercionośnych ładunków, nasz heros padnie na ziemię. Dla nas jednak nie oznacza to wcale końca gry! W sytuacji takiej wystarczy bowiem posłużyć się tabelką, w której możemy wydać klonom rozkaz przywrócenia nas do służby za pomocą przenośnej aparatury medycznej, bądź uczynić to wtedy, gdy pozbędą się wszystkich przeciwników dookoła (trzeba bowiem pamiętać, że żołnierz zajęty przywracaniem nas, lub też innego kompana do życia jest niezwykle podatny na ogień przeciwnika). Jeśli nagle zasłabnie jeden z naszych kompanów, możemy taką akcję uczynić również w jego stronę. Przywrócona postać ma jakąś jedną trzecią energii posiadanej przed wypadkiem i już po chwili sama staje na nogach. Nie musimy się przy tym martwić o skutki takich działań - ilość apteczek jest bowiem nieograniczona! Jedyne, co się liczy, to czas, który musimy na tą akcję poświęcić, a wierzcie mi - na polu walki liczą się tu każde sekundy. W chwilach wytchnienia poznajemy coraz bardziej naszych towarzyszy. Co powinno zainteresować każdego fana Star Wars to fakt, iż klony występujące w Republic Commando charakteryzują się mniejszym posłuszeństwem w wykonywaniu rozkazów niż ich zwykli bracia. Jak pewnie niektórzy wiedzą repliki Jango Fetta są bezwzględnie wierni wszelkim odgórnym dyrektywom. Takich ciekawostek czeka na dociekliwych więcej. Mnie osobiście podobało się coś innego w mentalności naszych druhów - poczucie humoru. Klony rzucają tekstami na lewo i prawo (oczywiście w pełni zależne od miejsca - zaskryptowanie boli...) wywołując nieraz porządny uśmiech na twarzy gracza.
Każdy komandos zaopatrzony jest w uniwersalny blaster, za pomocą którego tylko wymieniając końcówki można uzyskać zgoła odmienną broń. Można więc zamontować standardowo karabinek, snajperkę i granatnik. Oczywiście poza pierwszym przykładem nic nie jest dostępne od początku i trzeba sobie samemu te bonusy nazbierać, ale przychodzi to dosyć szybko. Trzeba przy tym założyć, że nasz podopieczny to nie Rambo i musi pilnować szybko uciekającej amunicji. Beztroską eliminację przeciwników polepszają umieszczone gdzieniegdzie baterie do broni, nieraz w naprawdę głupich i teoretycznie niedostępnych miejscach (skąd sie tu to wzięło?). Jeśli zabraknie nam amunicji, zawsze możemy poczęstować oponenta umieszczonym w ręce nożem, by jednym pociągnięciem się go pozbyć (powiedzmy, że sprawdza się to na większość wrogów...). Inną możliwością jest też wyciągnięcie pistoletu, do którego amunicja nie jest limitowana, jednakże jego częstotliwość prowadzenia ognia poparta niską siłą i koniecznością czekania na łądowanie się baterii skutecznie zabijają tą zabawkę. Możemy też zabrać martwemu przeciwnikowi jego broń i używać dla swoich potrzeb. Są to takie zabawki jak shotgun, broń Geonosian (trudno mi to nazwać, ale przyjmijmy iż jest to "laser"), minigun, wyrzutnia rakiet bądź kusza Wookich. Ażeby tego było mało, Republika wyposażyła swą jednostkę uderzeniową w samoodnawialne pole energii, które na wzór chociażby Halo pozwala na krótką wymianę ognia bez martwienia się o życie. Piszę krótką, bowiem taką tarczę stracić niezwykle łatwo i choć w miarę szybko się renegeruje, to czasem możemy nie mieć na to czasu.
Fajnie jest mieć broń, ale jeszcze fajniej jest jej użyć. A na kim? Zacznijmy od Geonosis. Zaraz po wypakowaniu swoich czterech liter z pojazdu zaatakują nas droidy Separatystów (te, które w filmowej sadze są jednostrzałowcami...ehem, to znaczy na jedno cięcie mieczem) i mieszkańcy pustynnej planety w wielu wariantach. Później dojdą super droidy (strzelające z ręki, bardzo niebezpieczne), droideki (posiadające swe własne pole, bardzo wytrzymałe), bliżej niesprecyzowani obcy, roboty z obstawy Greviousa, a także małe przeszkadzajki pokroju niewielkich robaków bądź stateczków. Trzeba zaznaczyć, że przeciwnicy nie są w ciemię bici i doskonale znają swoje umiejętności, a co gorsza dla Gracza - skutecznie je wykorzystują. Osłaniają się, koncentrują ogień na jednym punkcie, umieją się wycofywać celem zebrania się w większą grupę i robią wszystko, aby jak najbardziej uprzykrzyć nam robotę. Sytuacji nie polepszają umieszczone gdzieniegdzie "dispensers" - są to niewielkie kontenery, które będą tak długo produkować nowe maszyny, jak długo pozwolimy im funkcjonować (ładunek wybuchowy załatwi sprawę).
Znalazło się oczywiście kilka błędów, większość niestety na tyle dużych, że powstrzymują mnie przed wydaniem bardzo wysokiej oceny (i tak wiem, że pewnie większość już dawno spojrzała na oceniaczkę ;)). Przede wszystkim długość samej gry. Grając po raz pierwszy udało mi się skutecznie pokonać wszystkie poziomy w trochę ponad półtora dnia. Mało tego, przysiadłem się do rozgrywki od razu na najwyższym poziomie mając nadzieje, że jakoś mi czas ten wydłuży. Ale niestety się zawiodłem. To jest niestety krótka i łatwa pozycja, jest dosłownie jedno miejsce (most na Kashyyk) na którym można się zawiesić na dłuższą chwilę. Niedopracowana także pod względem technicznym. Postacie nieraz przenikają przez tekstury, potrafią się zaciąć na ścianie, nie mogąc znaleźć drogi (najpierw "pilnuj obszaru", oddalamy się trochę i "zbij szyk") i inne tym podobne błędy. Co mnie szczególnie ucieszyło to fakt, że w misji na statku-widmie podczas walki w hangarach po wyjściu z wielkiego robota...uzyskałem nieśmiertelność!!! Postałem sobie chwilę i popatrzyłem na atakujących przeciwników nareszcie mając tą satysfakcję, że tym razem mnie nie "kropną". Efekt nie trwał długo, bowiem z załadowaniem się kolejnej planszy wszystko wróciło do "normalności". Wielka szkoda, że w grze nie znalazło się wykonanie rozkazu 66 nakazującego eliminację wszystkich Jedi. Gra aż się o to prosi. Wszystko jednak wskazuje na to (łącznie z zakończeniem) iż powstanie kontynuacja - być może ona nadrobi te zaległości.
Grafika prezentuje się naprawdę okazale. Modele postaci zostały wykonane po mistrzowsku - naprawdę dopracowane, pełne szczegółów ciała już na sam widok przywołują klimaty "Ataku klonów". Zostały przy tym obłożone wysokiej jakości teksturami i sprawiają miłe dla oka wrażenie. Ich animacja...O animacji można by powiedzieć tyle, że starczyłoby materiału na dwie takie recenzje. Otóż mianowicie jest ona fenomenalna. Dawno nie spotkałem się z tak dobrym, a jednocześnie realistycznym poruszaniem się postaci. Wystarczy przyjrzeć się jednemu z komandosów, który biegnie zająć pozycję. Z gracją stąpa z jednej na drugą nogę, rozglądając się przy tym w obie strony. Dobiegając do końca stara się wyhamować, po czym nagle staje oparty o daną przeszkodę. I choć wiem, iż gdy czyta się te słowa nie wygląda to jakoś piorunująco, to wierzcie mi, że tak jest - a najlepiej sami obejrzyjcie, bo warto. Każdy z przeciwników nie jest tylko repliką znaną z trylogii, lecz za pomocą pracy artystów tak jakby ożywa na naszych oczach. Geonosianie wyglądają jak Geonosianie, droidy to droidy - nie ma tu żadnej umowności. Plansze, na których toczą się zmagania są niestety już ciut gorsze, choć i tak trzymają wysoki poziom. Zależnie od poziomu ujrzymy otwarte przestrzenie bądź ciasne pomieszczenia połączone bardziej klaustrofobicznymi przesmykami. Zasada istnieja taka: im mniejsze pomieszczenie, tym bogatsze w detale. Na Geonosis na przykład nie ujrzymy zbyt wielu szczegółów, choć wykonanie brył tworzących kaniony jest niczego sobie. Sytuację odwrotną możemy zauważyć, gdy pojawimy się na statku Separatystów. Tu komputer, tam jakaś inna aparatura. Tu miga, tam się iskrzy - jest na czym zawiesić oko. Efekty pokroju strzałów wyglądają estetycznie aczkolwiek nie są niczym szczególnym. Interesująco wygląda gdy zlikwidujemy znajdującego się niedaleko przeciwnika - jego skóra zostanie rozdarta natomiast na nasz hełm tryśnie posoka bliżej niesprecyzowanej substancji (nazwijmy to krwią). Po chwili przejdzie pasek korygujący zamazane obszary. Znany z Metroida patent świetnie się tu sprawdza. Na duże uznanie zasługują również filtry graficzne, które możemy sobie w każdym momencie włączyć. Należy do nich m.in. widzenie w ciemności, które zamienia cały świat w coś na kształt "metalicznej ziemii". Jak dla mnie jest to prawdziwe cudo, choć fakt faktem wygląda o niebo lepiej na PC"cie. Rewelacyjnie wyglądają efekty pogodowe pokroju padającego deszczu bądź zawieji na Geonosis - szkoda, że nie wykorzystano tej opcji na więcej sposobów.
Zostałem pozytywnie zaskoczony muzyką. Ostre, chóralne brzmienia towarzyszące nam nie tylko w menu, lecz także podczas zmagań z przeciwnikami zapalają ogień w naszych sercach powodując, że aż chce się grać. Szkoda, że autorzy nie udostępnili w opcjach możliwości jej odtwarzania (jak ludzie od KoTOR), bo jest naprawdę dobra. Świetnie wypadają także wszelkie speeche postaci. I choć wszystkim czterem klonom głosu użycza jedna osoba, jest to nie byle kto a aktor grający Jango Fett"a później klony w Episode II i III. Brzmią one nieźle, są jeszcze specjalnie zmodulowane by nadać im autentyczny oddźwięk. Odgłosy broni może nie są mistrzostwem świata, ale nie wiem, co można wymyśleć jeszcze w temacie blasterów. W dwóch słowach można określić warstwę dźwiękową jako: dobra robota.
W Republic Commando znalazło się także miejsce na dodatki. Oczywiście są one uzależnione od naszych postępów, lecz nie trzeba tu nic zbierać, kolekcjonować itp, a jedynie wykonywać powierzone nam misje. Znajdą się tu przeróżne wywiady z ludźmi związanymi z produkcją Komandosów. Dowiemy się z nich np. jakie przeszkolenie odbyli programiści z LucasArts by jak najdokładniej oddać klimaty jednostki uderzeniowej (co powoli staje się już normą). Dodatkowo możemy sobie obejrzeć teledysk promujący grę, choć z mojego punktu widzenia jest na odwrót. I na tym kończą się bonusy. W sumie jak na FPS nie jest źle. Pograłem, postrzelałem, powydawałem rozkazy i... było naprawdę dobrze! Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy nie wydać grze dziewiątki za całokształt, jednak krótki czas rozgrywki dał mi sporo do myślenia. Nie wspomnę też nic o średnim multiplayerze, któremu jednak nawet do Battlefrontu daleko. Choć jeśli szukasz gry dla jednej osoby, która zajmie Cię na dzień - dwa, to nie mogłeś trafić lepiej! Obejmij dowództwo i udowodnij prawdziwą siłę klonów! Republika liczy na Ciebie!
|
Nie napisano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!
Dodaj swój komentarz
|