XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

KOTOR 2: The Sith Lords

Autor: linc    Opublikowano: 30 października 2005    Odsłon: 6288    »Skomentuj...
Do kontynuacji rewelacyjnego Star Wars: KoTOR przystąpiłem z pewnym strachem. Grą nie zajmowali się bowiem panowie z Bioware, którzy w tym momencie poświęcili się pracy przy Jade Empire, lecz Obsidian Entertainment. Nie spotkałem się wcześniej z żadnym przykładem twórczości tego developera, a na sercu leżało mi dobre imię serii. Od razu rozwieję wszelkie wątpliwości: firma podeszła do sprawy bardzo poważnie, lecz końcowy produkt jest odrobinę...inny.

Na samym początku oczywiście przyjdzie nam wykreować naszą postać za pomocą prostego generatora. Względem jedynki nie zaszły tu praktycznie żadne zmiany (no, może z wyjątkiem pewnych detali o których dowiesz się więcej w sekcji o grafice) co niezmiernie cieszy biorąc pod uwagę iż system zastosowany w prequelu sprawdził się wyśmienicie. Zastosowano tu standardowo dwie opcje: możliwość szybkiego lub dokładnego wykreowania naszego herosa. Bez chwili namysłu polecam wybrać tę drugą opcję, dzięki której przejdziemy do sekcji, gdzie wybieramy nasze imię, płeć, facjatę, a także klasę postaci. Scoundrel, Guardian i Sentinel prezentują zgoła odmienne podejście do charakteru rozgrywki i określić je można następująco: rozwiązywanie problemów sprytem, siłą lub mocą. Oczywiście każdy z wymienionych fachów ma swoje plusy i minusy i aby poznać grę w większej części trzeba będzie rozegrać partię wszystkimi trzema. Dokonując wyboru trafiamy już do miejsca, które z pewnością zainteresuje nas najbardziej - tabelek dokładniej charakteryzujących nasze zdolności i umiejętności. Jest ich trochę, lecz warto na chwilę przysiąść do nich, by później nie żałować wyboru. Mamy określone punktowo siłę, zręczność, wytrzymałość itp, a następnie umiejętności zarówno nie związane z walką (otwieranie mechanicznych zamków, perswazja, używanie apteczek...) jak i skupiające się właśnie na niej (używanie pancerzy, broni, określanie zaawansowania w posługiwaniu się nimi...). Nie zabrakło oczywiście mocy, którą dysponujemy praktycznie od samego początku, a którą będziemy kształcić przez całą rozgrywkę.

Rozgrywkę rozpoczynamy od krótkiego tutoriala, gdzie za pomocą robota T3M4 będziemy mogli wykonać kilka prostych misji na pokładzie dryfującego bezwładnie Ebon Hawka. W sumie osoby mające do czynienia z pierwszą częścią mogą sobie spokojnie ten etap pominąć i przejść do właściwej części, jednakże gdy po raz pierwszy wkraczamy w świat gry jest to moim zdaniem niezbędne, bowiem później nie będziemy mogli liczyć na pomoc większą niż zawartą we wspomnianym wstępie. W każdej chwili możemy go zakończyć wchodząc w odpowiednią opcję, co przyspieszy rozwój wydarzeń i przyjmie, iż pozytywnie zakończyliśmy powierzone nam zadania. Budzimy się w kapsule kriogenicznej, a raczej zostajemy zbudzeni tajemniczymi głosami. Nasze dotychczasowe więzienia otwiera się zaś my upadamy bezradni na ziemię. Po chwili nasza postać z trudem staje na nogach, zaś nie pozwalające o sobie zapomnieć słowa stają się pierwszym wątkiem trwającej ok. 40 bitych godzin przygody.

I to przygody przez duże P bowiem trafimy, tak jak w poprzedniej części, na kilka różnych planet. Szybko staje się jasne, że startujemy na stacji kopalnianej Peragus II, z której to nota bene szybko będziemy musieli się ulotnić. Szybko jednak trafimy na zurbanizowaną planetę Telos skąd otworzą nam się szersze możliwości na ujrzenie takich planet jak Dantooine, Dxun, Korriban, Nar Shadaa czy Onderon. Oczywiście to nie wszystkie, a jedynie te, które będziemy widzieli na naszej mapie gwiezdnej. Już na tym etapie widać zróżnicowanie miejsc, które odwiedzimy. Mamy zgoła opuszczoną planetę (Dantooine), jedno wielkie miasto - planetę (Telos), dżunglę (Dxun) czy też umieszczone w nieznanych grobowcach resztki Lordów Sith na pustynnej planecie Korriban. Pomiędzy poszczególnymi lokacjami będziemy mogli poruszać się legendarnym już statkiem Ebon Hawk znanym z pierwszej części. Co jednak smuci, to brak atakujących nas jednostek wroga, co w jedynce służyło za ciekawy przerywnik pomiędzy walką a czytaniem dialogów (świetna mini-gierka). Oczywiście aspekt ten jest w kilku miejscach widoczny, jednakże nie jest losowo ustalany pomiędzy podróżami. A szkoda. Gra jest niejako kontynuacją jedynki, jednak dosyć cienko wkomponowywuje się w poprzednie wydarzenia. Nie wiadomo na przykład co też przytrafiło się Revanowi pod koniec części pierwszej (dziwny ten sequel...). Standardowo nasza postać nic nie pamięta, jest jednak obdarzona dużymi zdolnościami, które to w sobie po kolei odkrywa. Szybko zostaje rozdarta pomiędzy moralnymi wyborami, jest kuszona przez wiele postaci, by poprzec ich decyzje bądź postąpić wbrew woli osoby drugiej. Gdy gramy po raz pierwszy, szybko możemy dać się wchłonąć przez wartką akcję i niebanalną fabułę , która jednak...zawodzi pod sam koniec. Nie chcę nic zdradzać, ale zakończenie Sith Lords nie umywa się nawet do genialnej w tym aspekcie jedynki. Jak można było tak pokpić sprawę, sam nie wiem.

W czasie wędrówki spotkamy całą plejadę charakterystycznych postaci, które wspomogą nas w daleszej wędrówce. Są to naprawdę unikalni bohaterowie, choć widać pewne nawiązania do poprzednika. Towarzyszyć nam będą ludzie pokroju Krei, starej kobiety-Jedi, która przez dłuższy okres czasu będzie naszą mentorką, Attona, pilota skrywającego straszną przeszłość (postać jak najbardziej zastępująca Cartha Onasi) czy Handmaiden - ''wannabe'' Jedi. Tyle, jeśli chodzi o początek, bowiem do naszej dyspozycji oddano nam również Mandaloriana (znów nawiązanie do jedynki), roboty (nie mogło tu oczywiście zabraknąć HK-47, jedną z bardziej lubianych ''osobistości jedynki'', głównie ze względu na swoje destruktywne zachowanie). Każde z nich zostało obdarzone pewnym stopniem tolerancji dla naszych działań, który to w późniejszym etapie gry będziemy mogli lekko naginać.

Jak poprzednio tak i w tej części spotkamy się z dziesiątkami różnorodnych misji. Mając na myśli ''różnorodnych'' mam na myśli zadania w pełnym rozumieniu tego słowa. Zaczynając od najprostszych, spotkamy tu misje czysto nakierowane na pojedynki. Mamy określone miejsce, które musimy osiągnąć i często wiąże się to z dziesiątkami postaci wysłanych przez nas do krainy wiecznych łowów. Następne, już nieco trudniejsze to takie, w których zetkniemy się z przygodówkowym aspektem pozycji. Tu wymagana od nas będzie interakcja z bohaterami, wertowanie książek i przeszukiwanie miejsc w poszukiwaniu cennych informacji. Ostatnim rodzajem misji są misje logiczne. Tych, muszę przyznać, najbardziej nie lubiłem. Zdolność kojarzenia faktów i wyciągania z nich wniosków jest jak najbardziej na miejscu. Zrozumiecie co piszę, gdy zajrzycie na Korriban i staniecie przed komputerem dla adeptów ciemnej strony. Nie mówię jednak, że to źle. Misje takie jak te jeszcze bardziej rozbudowywują tą pozycję, jednocześnie dodając jej powiew świeżości. Razem z cyferką przy tytule zmienia nam się wielkość misji. Pożegnać możemy zadania, w których spotykamy małą ilość postaci - dwójka stawia na wielkość. W pojedynkach będzie brało udział nieraz i z 20 przeciwników lub też więcej, zależnie od sytuacji. Najlepiej przytoczyć walki na Dantooine, gdzie będziemy musieli bronić (lub też atakować) główny budynek planety. Opowiadając się po jednej ze stron uzyskamy wymierne wsparcie i będziemy musieli przystąpić do natarcia. Misje takie jak te, a gra praktycznie jest na nich zbudowana, dodają grze epickiego wręcz rozmachu, zaś na twarzy gracza z pewnością nie raz wywołają uśmiech radości. Power po prostu wylewa się z tej gry, nawet jeśli wziąść pod uwagę pseudo-real-time, pseudo-turowy charakter zmagań.

Panowie z Obsidian pograli trochę widocznie w Fable, bo ostro wzięli się za możliwość grania po ciemnej ścieżce mocy, rozbudowywując pomysły zaware w jedynce. Tak jak w dziele Molyneuxa tak i tutaj jesteś panem swoich czynów. Może nie na taką skalę jak w grze Lionheadu, lecz zawsze. Nadal nie możesz zabijać kogo tylko chcesz, choć nieraz będziesz taką z pozoru bezpieczną postać mógł do walki sprowokować. Następnym pomysłem, który mi się spodobał jest sposób wykonywania misji. Nie jest on jakoś odgórnie narzucony, a ścieżka którą podążymy najczęściej rozgałęzia się bardziej, im dalej brniemy w fabułę. Tu nikt nas nie ogranicza do stawania po stronie królowej Onderonu i wspomóc ją podczas oblężenia jej planety podczas gdy możemy opowiedzieć się po stronie jej przeciwnika. I...to naprawdę działa! Gra jest na tyle wielowątkowa iż nawet kilkukrotne przejście jej różnymi postaciami w których kształcimy moc spod znaku jasnej lub ciemnej nie odsłoni przed nami wszystkich niuansów i ukrytych smaczków. Naprawdę zdziwiłbym się gdyby ktoś powiedział, że przeszedł tą pozycję na 100%. Wracając jednak do misji warto zauważyć, iż każda z nich ciągnie za sobą pewne konsekwencje. U niektórych zyskujemy na szacunku, u drugich wręcz przeciwnie - to najprostszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy. Wraz z odpowiednim wykonywaniem zadań zmienia się także wygląd naszego herosa. O drugim Fable możemy zapomnieć - zmiany są naprawdę minimalne i ograniczają się jedynie do odcienia skóry. Zmiana ta dotyczy również naszych przyjaciół, co tyczy się również ich zachowań. Co ciekawe, każdy z naszych towarzyszy ma odmienne zdanie na temat podejmowanych przez nas działań, a niektórych dzielą wzajemne animozje. Opowiadając się za jednym z nich możemy odsłonić ukryte misje dotyczące tylko tej postaci. Czyżby znów nawiązanie do genialnego pierwowzoru?

Walka, mimo iż turowa, przedstawia się niezwykle emocjonująco. Przyczynia się do tego niezła mechanika oraz szeroki wachlarz dostępnych opcji. Nasz heros, oczywiście jeśli go tego nauczymy, potrafi władać bronią krótkodystansową, strzelać z różnego rodzaju blasterów bądź też pobawić się granatami tudzież zastawić jakąś minę. Głupota przeciwników jest o tyle duża, że nawet widząc zasięg pola takiej zabawki bezczelnie mogą na nią wdepnąć mimo iż pięć kroków dalej mogę sobie ją bezpiecznie ominąć... Nie umieją też także uciekać i zazwyczaj walczą do ostatniej kropli krwi. Na moc dostępną graczowi składają się zaklęcia (że tak to ujmę) dostępne dla wszystkich, dla ciemnej i jasnej strony. Rzecz jasna każdy kto choć zetknął się z uniwersum Star Wars wie, iż bardziej ofensywne nastawienie oferują słudzy Sithów bądź Ciemni Jedi. Porażenie błyskawicą, wyssanie życia, ogłuszenie, zabójczy krzyk i przeciwnik z głowy. Co innego, gdy władamy jasną stroną mocy - tu pozostaje nam leczenie ran i uzyskiwanie odporności na atak przeciwnika. Ogólnie takich umiejętności jest od groma i odpowiednio wyszkolony Sentinel w późniejszym etapie gry sieje prawdziwe spustoszenie. Jak poprzednio każda broń (na bliskie jak i dalekie dystanse) może zadać różnego rodzaju ciosy/strzały, a także podlegają ulepszaniu w odpowiednio do tego przygotowanych stołach. Dodając do tego zabójczą ilość dostępnego ekwipunku wojennego (choć oczywiście do Morrowind\\\\'a się nie umywa) uzyskujemy prawdziwy raj dla ludzi lubujących się w ulepszaniu własnej broni. A z kim przyjdzie walczyć? Z humanoidalnymi przeciwnikami posługującymi się takim samym ekwipunkiem jak my, robotami, stworzeniami charakterystycznymi dla danej lokacji, standardowo naszymi prześladowcami (fatum jakieś czy co? ;) czy nawet członkami naszej drużyny. Do każdego z nich oczywiście trzeba dobrać inną strategię i sposób podejścia, bowiem nie raz i nie dwa wróg może zaskoczyć nas swoim charakterystycznym, ukrytym atakiem.

Czas wspomnieć o minigierkach. Oprócz strzelania z działa zamontowanego na Ebon Hawk\\\\'u (którego jednak jest bardzo mało) możemy wziąść udział w Swoop Races jak i grze w Pazaak. Wyścigi Swoop najprościej określić jako Wipeout dla ubogich, choć jako dodatek sprawdza się doskonale. Naszym zadaniem jest jazda po linii prostej i osiągnięcie mety w jak najszybszym czasie, co oczywiście nie jest takie proste. Na drodze do zwycięstwa będą nam stały wszelakie trudności pokroju ścian bądź miejsc, gdzie nasze cudo traci na prędkości. Jednakże odpowiednio podskakując bądź opierając drogę o pola przyspieszające możemy sobie z tym poradzić. Jeśli zręczność palców nie jest Twoją najlepszą stroną, spróbuj zagrać w Pazaak! Jest to kolekcjonerska gra karciana, bardzo popularna w świecie KoTOR. Zasady są proste: trzeba tak dobierać karty, by zebrać sumę 20 punktów bądź całkowitą sumę punktów nie przekraczającą 20 a mniejszą od przeciwnika. Na początku można się nieźle zamotać, lecz później kolejne zwycięstwa będą przychodzić nam coraz łatwiej. Oczywiście wszystko co kolekcjonerskie wymaga od nas jakiegoś wkładu finansowego, także przygotuj się na zakup dodatkowych kart. Muszę przyznać, że o ile w jedynce nawet nie podchodziłem do tej opcji, tak w Sith Lords spędziłem naprawdę dużo czasu bawiąc się w układanie kart.

Co do grafiki, to trzeba przyznać, że silnik Odyssey, na którym to gra została oparta, został już nieźle nadgryziony przez ząb czasu. Całe środowisko zostało oczywiście dopieszczone względem jedynki, jednak poprawa ta opiera się jedynie na lepszych teksturach, nie zaś na dopracowaniu kodu. Jeśli jednak człowiek nie będzie nastawiał się na coś szczególnego, można stwierdzić, że całość jest po prostu znośna. Postacie zdają się być bardziej dopracowane niż poprzednio - biorąc pod uwagę nie tylko ich wygląd (choć twarze bardzo poprawili) lecz i animację. Ich ruchy jak i gesty są bardziej płynne, zaś sama prezencja stoi już na lepszym niż dobry poziomie. Co jednak mnie zachwyciło, to, jak zawsze w przypadku gier od Bioware, a tym razem kontynuowane przez Obsidian, dalsze tło naszej wędrówki. Lokacje wprawdzie wykonane raczej topornie, choć znajdzie się kilka ciekawych budowli bądź pojazdów (mandaloriański statek-bot-niszczyciel, sam nie wiem jak to nazwać, ale robi wrażenie). Gdy jednak spojrzymy dalej, hen za horyzont, naszym oczom ukaże się piękna panorama okolicy. Widok Dantooine z jakimś bliżej niesprezycowanym zwierzakiem powoli sunącym na nieboskłonie musi i wyzwala emocje. Do tego trawa, która ugina się pod naszymi stopami ilekroć na niej staniemy, zaś pozostawiona sama sobie noszona jest przez wiatr raz w lewą, raz w prawą stronę. Często stawałem w miejscu i podziwiałem właśnie takie widoki (choć w moim przypadku tyczy się to jedynie Dantooine, szkoda iż w tej części zabrakło Tatooine, która ze swoim Sandcrawlerem też była niczego sobie). Nic za to nie zmieniły się efekty mocy bądź też wybuchy, strzały i tym podobne efekty. w sumie nie wiem, co tu można zmienić, ale źle to nie wygląda. Co niestety mnie smuci to fakt, iż gra często gubi klatki i to w dużej ilości. W kilku miejscach miałem przed sobą prawdziwy pokazd slajdów - cóż, rozmach w pewnym sensie musi być okupiony jakimiś stratami, a przecież rok to niezbyt dużo na produkcję pełnoprawnego sequela. Na plus należy liczyć dodanie efektów pogodowych na poszczególnych planetach (coś jak rzęsisty deszcz współgrający z grzmotami na Dxun) - efekt taki występuje na większości planet i jest bardzo miły dla oka.

Winszuję ludziom odpowiedzialnym za muzykę. Udało im się dobrać dobrze pasujące linie melodyczne do aktualnej sytuacji, by wzbogacić tym samym tracącą wiele grafikę. Mamy więc utwory ciche i spokojne, lecz i takie, które pełne werwy uwalniają z nas niepohamowane emocje. Są kawałki mroczne i sentymentalne oraz takie napawające entuzjazmem. Każda lokacja ma zasadniczo inne utwory, które są na tyle długie, że nie nudzą się tak szybko. Muszę jednak przyznać, że z kawałkiem do walki to jednak przesadzili. Występuje on bowiem w ilości sztuk jeden i po pewnym czasie ma się go po prostu dość. Efekty dźwiękowe są żywcem skopiowane z jedynki i wypadają bardzo dobrze (strzały z blasterów, charakterystyczny świst miecza świetlnego bądź też ocieranie się metalu o metal podczas pojedynku innymi brońmi krótkodystansowymi). Oczywiście każdy tekst jest czytany przez lektora i moim zdaniem każdy z nich wykonał świetną robotę (chyba najlepszą polujący na nas Sith ;).

Chyba największą wadą, wręcz niedopuszczalną w takiej grze, jest jej zakończenie. Trudno jest mi było się otrząsnąć, że poświęciłem 40 godzin (nie mówię tym samym, iż był to czas stracony) by po takim okresie uzyskać taki finał... Jednym słowem: rozczarowywujące. Nie podoba mi się także fakt (jednak to już odczucie czysto subiektywne) iż od czasu do czasu jako główna postać będzie służył nam przyjaciel naszej postaci. Sytuacja w której sterujemy jednym z naszych podopiecznych w pojedynkę zdarza się dosyć często i jak dla mnie jest zupełnie zbyteczna. Trudno wyczuć klimat, jeśli co chwila jesteśmy wrzucani w skórę innej osobowości. Pozycja ta wydaje mi się być stosunkowo zbyt łatwa. Za drugim podejściem ustawiłem poziom trudności na najwyższy i z kilkoma poślizgami szedłem przez świat gry jak taran (grałem przy tym Scoundrel\\\\'em, czyli nie był to jakiś paker). Czasami podczas rozgrywki towarzyszyła mi po prostu nuda (choć nie na taką skalę jak w trójce Elder Scrolls), choć fakt faktem granie w nią drugi raz dopiero otwiera przed nami masę nowych opcji.

Jak zatem w obliczu tak zróżnicowanych aspektów ocenić produkt Obsidian? Jest to pozycja silna, która potrafi obronić się sama. Ma jednak kilka rażących błędów, które jednak dało się naprawić tak czy inaczej. Zbierając jednak plusy i minusy do jednego worka otrzymujemy grę spójną i wartą swojej ceny. Nie jest już może tak odkrywcza jak poprzednik, lecz należycie kontynuuje jego dokonania. To gra idealnie na ósemkę, ni mniej, ni więcej. Polecam.



Komentarze Dodaj komentarz»

Assassin_07 5 marca 2007, 22:52


The Sith Lords !!! Wymiata !!! The BEST of BEST !!!


gelqone 12 lipca 2007, 23:19


KOTOR 2 jest totalnie wymiatający, jeżeli ktoś lubi gwiezdne wojny to to jest MUST HAVE!! Gra jest wielka, poprostu mistrzostwo. Tylko grafa mogłaby być lepsza, ale to szczegół w tej grze. Giera jest masakra super wymiatacz, klimat jak nie wiem co, grywalność wymiata!


Darth Adach 30 lipca 2007, 0:55


Dla mnie bomba!!!


fdskjkls 1 sierpnia 2007, 21:43


Czy wyszła polska wersja???????????///


luke13-05 10 sierpnia 2007, 11:58


Jest spolszczenie na www.kotor2.pl. Płatne. Ale opłaca się. Spolszczenie świetne. Gra również.


Tadzio 30 sierpnia 2007, 16:47


kto sie zna dobrze na spolszczeniu kotora 2 :D bo ja nie mam jeszcze kfalifikacji angl :D xD englisha :D ^:P napiszcie mi na 6945259 gg :P :P pozdrowki jeszcze w to nie gralem z allegro zamowilem :D w foli za 96 zl +dowoz itp :D pozdro


Popek 21 września 2007, 12:47


Ej może ktoś ma stronke skąd mogę sciągnąc Kotora 2 i spolszczenie ok? piszczie i jak mozecie wyslijncie mi wymagania sprzętowe...


paweł 23 listopada 2007, 11:04


nowe są moce


Zigzar 11 grudnia 2007, 14:34


Mam pytanie.wiecie może jak wpisuje się kody do tej gry,bo kopiuje ten plik(EnableCheats=1) i podczas gry wciskam tylde i nic.Mówili mi że ona jest ale jej niewidać,no to wpisuje,ale kiedy nacisne np."s" to idzie on mi w bok,jak np. "f" to wchodzi mi automatycznie do menu.


kuba 20 kwietnia 2008, 19:07


Zigzar mi dzieje się to samo i ponawiam prośbę o pomoc :)


MakaO 29 maja 2008, 0:14


omg nie grajcie z kodami bo to lamerstwo. Nie dajecie sobie rady bez nich?


Warrior 23 lipca 2008, 16:02


ja tez mam ten sam problem ale kod jest mi niezbedny bo na telos w misji dla Luxy musze do przemytnikow wejsc sam a jak wlaczam v (swobode) salj nie chca mnie wpuscic wiec musze przejsc przez drzwi inaczej nie przejde tej planety (jasna strona dla ithorian nie ma zadnych problemow a ciemna dla czerki sa)


miki 14 sierpnia 2008, 15:29


jak sie odlatuje z akademi jedi z telos cala gra mi sie zaciela wlaczam i zamiast mrocznego jastrzebia mam czarne tło(widac tylko kursor do sterowania bohaterem) od czego to moze byc? pomocy!!!!!!


lolo 14 sierpnia 2008, 15:30


gralem w kotor 1 ale to lepsze:)


luki 21 lipca 2009, 23:51


a jeśli chodzi o kody do gry to chyba jedyny sposub wpisania kodu to ctrl +c i enter



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot