|
|
SSX On Tour
|
|
Autor:
marlon
Opublikowano:
21 listopada 2005
Odsłon:
1330
»Skomentuj...
|
|
|
Nie jestem w stanie opisać słowami tego jak bardzo podekscytowany byłem w momencie, kiedy płytka z najnowszą częścią SSX’a zakręciła się w czytniku mojego xboxa. „Trójka” dostarczyła mi wielu niesamowitych wrażeń, więc po następcy spodziewałem się dokładnie tego samego - nie rewolucyjnych zmian, czy niesamowitej oprawy, ale właśnie ogromnej dawki znakomitej zabawy jaką ta seria oferowała od zawsze. Już na wstępie drogi Czytelniku mogę Ci powiedzieć, że nie zawiodłem się. Jeśli łakniesz konkretnej dawki informacji i nie pobiegłeś jeszcze do sklepu celem nabycia gry, to zapraszam do recenzji.
Pierwszy kontakt z grą odrobinę zbił mnie z tropu, chaotyczne menu przyozdobione karykaturalnymi obrazkami, jakieś rockowe brzmienia w tle... No nic, myślę sobie, lecimy dalej. Niewiele się zastanawiając wybrałem „The Tour: (tak nazywa się główny tryb gry) i przebrnąwszy przez umiarkowanie rozbudowany kreator postaci, stanąłem przed obliczem najważniejszego wyboru w grze: jedna deska, czy może dwie? Jako, że na snowboardzie wyszalałem się przy okazji poprzedniej odsłony, bez namysłu wybrałem narty. Pierwsze zawody i... Model jazdy jakiś dziwny, jest szybko, ale jakoś tak nieswojo, wręcz mało atrakcyjnie i do tego sterowanie wydało się nienajlepsze. Pośmigałem chwilę i okazało się, że pierwsze wrażenie było dość mylące - model jazdy na nartach jest znakomity, rozwijane prędkości urywają uszy, a triki jakie można wykonać zwyczajnie kruszą szkliwo na zębach, ale po kolei.
Gra stawia przed nami dwie kategorie wyzwań - medal i shred events. Pierwsza z nich to tradycyjne, szaleńcze wyścigi w dół stoku, oraz rywalizacja „na punkty” za wyczesane triki. Druga zaś to luźne, wyszukane zadanka które z pewnością niektórzy zdążą znienawidzić, ze względu na wygórowany poziom trudności niektórych z nich. Wyobraź sobie, że za cel masz postawione wyprzedzenie swojego przeciwnika o kilkaset metrów, czy przejechanie trasy praktycznie nie dotykając śniegu (masz ograniczony czas przebywania na puchu). Momentami można z frustracji rzucić padem o ścianę, a to dopiero początek - poczekaj na spotkanie ze „służbami porządkowymi” - głowa mała, aż boję się myśleć co się dzieje przy próbie wymasterowania wszystkich 49 medal i 135 shred eventów . Za każdą wygraną konkurencję otrzymujemy kasę oraz prestiż - zwiększa się nasza pozycja w ogólnym rankingu oszołomów szalejących na stokach. Musisz bowiem wiedzieć, że dostaliśmy tutaj coś w stylu swoistego trybu kariery - zarabianie pieniędzy na nowy sprzęt, który teraz podnosi statystyki naszego zawodnika, ewentualnie zakup eleganckich ciuszków oraz zwiększanie swojej pozycji na tle innych sportowców odgrywa tutaj kluczową rolę - im wyżej w tabelce jesteś, tym ciekawsze wyzwania przed tobą i oczywiście większe kwoty do zarobienia.
System tricków jest dobrze pomyślany, w zasadzie większych zmian w stosunku do poprzedniej części nie uświadczymy. Mega-kozackie triki zwane teraz Monster Tricks wykonujemy za pomocą prawej gałki analogowej - w momencie zakupu owych ewolucji w sklepie (trzeba je kupić, albowiem nie są dostępne od początku) widzimy w jaki sposób należy wychylić gałę, co by daną kombinację odpalić. Na stoku nabijamy pasek u dołu ekranu standardowymi trickami i w momencie jego zapełnienia możemy odpalić „potworka”. Ewolucje wyglądają wspaniale, developer dodał elegancką, można powiedzieć matriksową kamerę, ukazującą naszego zawodnika wykonującego trik w zwolnionym tempie, a dzieją się wówczas kosmosy - wypinanie nart jest jak najbardziej na porządku dziennym.
Znowu oddano nam do dyspozycji jedną, wielką górę podzieloną na pomniejsze trasy i znowu możliwe jest dokonanie zjazdu ze szczytu na sam dół, jednakże tym razem dopracowano technologię streamingu danych, w świetle czego nie występują już irytujące sekwencje przejściowe, które to w trójce były płaskie (nieliczne miejsca do czesania trików), monotonne i rozbijające rozgrywkę. Tutaj suniemy w dół bez przerwy na pełnych obrotach i zapewniam, że na nudę nie można narzekać, zwłaszcza, że trasy są teraz „wyposażone” w ludność cywilną, czyli łebków nie mających nic wspólnego z zawodową jazdą, niejednokrotnie pokonujących stok tak zwanym „pługiem”. Należy cały czas mieć się na baczności, albowiem tylko bezkolizyjna jazda i korzystanie z wszelakich skrótów są w stanie zapewnić nam zwycięstwo w wyścigu. No właśnie, skróty - designerzy z EA BIG odwalili niesamowitą robotę - każda trasa obfituje w różnego rodzaju zakamarki, po prostu nie sposób tego ogarnąć, niemalże przy każdym przejeździe odkrywałem coś nowego, a niektóre patenty powodują, że się białko w oczach ścina - przykładowo odwalenie grinda po „płozie” właśnie przelatującego helikoptera nie jest tutaj niczym nadzwyczajnym. Masakra. Pozostał klasyczny podział tematyczny tras na totalnie nieokiełznane, wysokogórskie rejony, jak i tereny miejskie, gdzie śmigamy między zabudowaniami itp. Mi się to zawsze podobało i nie inaczej jest teraz - każda z zamieszczonych dwunastu tras niesie ze sobą naprawdę niepowtarzalne doznania - cud miód i orzeszki. Z kwestii technicznych, developer chwalił się w zapowiedziach, że wyeliminował problemy związane z wylatywaniem poza trasę, i faktycznie, tak się stało, nie ma już tak rygorystycznych i sztucznych ograniczeń jeśli chodzi o zjazdy - wjechać można prawie wszędzie, i nawet najdziwniejsze miejsca zazwyczaj okazują się po prostu alternatywnymi drogami. Jednak wcale nie jest tak różowo - wiele razy zdarzyło mi się zaklinować między dwoma obiektami, czy wpaść w miejsce którego programiści nie przewidzieli. Problem w tym, że wtenczas przenoszenie z powrotem na trasę nie zawsze zadziała natychmiast i niejednokrotnie byłem zmuszony sterczeć przykładowo 15 sekund między drzewami, patrząc jak przeciwnicy wyprzedzają mnie z uśmiechem na ustach.
Jeszcze zanim dorwałem w swoje łapska wersję na sprzęt Microsoftu wiedziałem, że na PS2 gra chodzi w 30 fps, żyłem nadzieją, że xbox da nam możliwość zasmakowania animacji śmigającej w jednej ramce, jednak po odpaleniu gry moje oczy momentalnie zarejestrowały, fakt iż mamy do czynienia z 30 klatkami, niestety. Mimo wszystko wykonanie jako takie nie pozostawia wiele do życzenia - wprawdzie część ludzi narzeka na ten nieszczęsny framerate, ale ja nie będę tego robił. Jeśli o mnie chodzi, to ani trochę nie przeszkadza to w rozgrywce, człowiek się przyzwyczaja, a mniej wprawne oko pewnie nawet tego nie zauważy. Naturalnie jakiś większy skok jakościowy w porównaniu do SSX3 się nie dokonał i chyba nikt przy zdrowych zmysłach na to nie liczył, tym niemniej, gdyby nie patrzeć na animkę, to gra wygląda ładniej od poprzedniczki - więcej detali na trasach, lepsza, bardziej soczysta kolorystyka i efekciarskie triki robią swoje. Wspomnieć należy jeszcze o kozacko wyglądającym blurze wrzucanym podczas osiągania niebotycznych prędkości, jak i możliwości ujrzenia naprawdę ogromnej przestrzeni podczas wysokich skoków - engine daje ognia aż miło i nic w tym dziwnego, wszak ma do przeliczenia o połowę mniejszą ilość klatek animacji. Oprawa dźwiękowa to już bardzo typowe dla EA licencjonowane kawałki - wśród kapel których utwory usłyszymy można znaleźć takie legendy jak chociażby Iron Maiden czy Motorhead - generalnie całość, podobnie jak design gry, utrzymana jest w klimatach metal/rock i hip-hop. Koniec z plastikowym disco stylem znanym z trójki, mnie takie rozwiązanie przypadło do gustu, ale znajdą się też ludzie sceptycznie do tego nastawieni - wiadomo, ciężko jest zadowolić wszystkich (jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało;).
Z nowym SSX’em nadal bawię się świetnie, czasami przed wyjściem na uczelnię odpalam sobie free run i luzacko, bez żadnych zobowiązań czeszę sobie triki na ulubionych trasach, czerpiąc z tego niesamowitą przyjemność. Ta gra jest wspaniała, długa, relaksująca i jedyna w swoim rodzaju. Polecam z czystym sumieniem. Jeśli nie grałeś w poprzednie części, to ruszaj do sklepu i nawet się nie zastanawiaj, jeśli zaś grałeś to pewnikiem zaliczasz się do fanów śnieżnego szaleństwa od EA BIG, a fani nie czekali na recenzję tylko grają już dawno, bo wiedzą, że warto.
|
pilkarka z mosiru
20 lutego 2007,
19:57
coz triki sA ekstra po prosru brak slow
Dodaj swój komentarz
|