|
|
Pożyteczna rzecz
|
|
Autor:
Minio
Opublikowano:
24 maja 2006
Odsłon:
1281
»Skomentuj...
|
|
|
Kiedyś w telewizorze oglądałem program przyrodniczy. Swoją droga to musi być fajnie zarabiać pieniądze ganiając z kamerą za nic nie podejrzewającymi zwierzętami, ale nie o tym chciałem. W programie autorzy pokazali zachowania szympansów. Ten owłosiony brat (w sensie ewolucyjnym) człowieka to całkiem sprytna bestia. Dla przykładu weźmie patyk, wetknie go w mrowisko i wyciągnie pożywne stworzonka jak na tacy gotowe do skonsumowania. Drugi szympans popatrzy na swojego znajomego i również weźmie patyk w celu zdobycia pożywienia. Tak patrzą te szympansy na siebie, jeden małpuje od drugiego i po kilku godzinach każdy wie, do czego służy patyk. Tymczasem mały Jasio siedział przed telewizorem poświęcając godziny elektronicznej rozrywce nie wiedząc, że gdyby wyłączył czarną skrzynkę mógłby dowiedzieć się pożytecznych rzeczy o szympansach, przy odrobinie szczęścia błysnąłby wiedzą na lekcji biologii zgarniając “5” co z pewnością uszczęśliwiłoby jego mamę. Co budzi zgrozę to fakt, że Jasiu jest w pełni przekonany o pożyteczności swojego ulubionego sposobu spędzania wolnego czasu. Należy zaznaczyć, że chodzi o spędzanie wolnego czasu, gdyż nie mam zamiaru roztrząsać sytuacji, gdy dany osobnik spędza przed konsolą również czas, który powinien przeznaczyć na inne aktywności. Takim osobom należy się osobny artykuł ale faktem jest, iż to oni zazwyczaj są największymi krzykaczami jeśli rozbija się o pożyteczność gier. Szkoda tylko, że w ¾ o owej pożyteczności nie mieli okazji przekonać się na własnej skórze. Pierwsze, co pewnie ciśnie się na usta większości z Was to “gry uczą języków” lub coś w tym stylu. Bez wątpienia macie rację. Sam niejednokrotnie sięgałem po słownik języka angielskiego w celu wyjaśnienia jakiegoś nieznanego słówka. Niejednokrotnie owo słówko zapamiętałem. Są jednak “ale”. Primo mogą pojawić się problemy z wymową. Choć wydaje się, że czasy, gdy postacie z gry przemawiały tylko i wyłącznie literkami w dymkach już bezpowrotnie minęły, nie jest to do końca prawdą. Choć witamy już trzecią generację konsol od kiedy świat oszalał na ich punkcie gry z ubogą warstwą “mówioną” nie pozostają rzadkością. Są w mniejszości, ale to wciąż spora grupa tytułów i wątpię, by miało to ulec zmianie. Znajdzie się śmiałek, który podłoży głos pierwszoplanowemu bohaterowi naprawdę rozbudowanego, nieliniowego eRPeGa? Tak, to było pytanie retoryczne. Z tego też względu jak niepodległości będę bronił tezy, iż słuchanie piosenek zagranicznych wykonawców (zwłaszcza mając przed oczyma tekst) znacznie lepiej podnosi umiejętność wymowy (ćwiczenie ze słuchu – nazwa do zapamiętania) niż granie w gry. Secundo gry w żaden sposób nie uczą gramatyki. Gracz ma gotowy tekst do przeczytania i potrafi posługiwać się danym czasem lub trybem nie wiedząc nawet, że to robi. Jest to dobre rozwiązanie pod warunkiem, że uzupełni braki i choć będzie mówił naturalnie, bez zastanowienia (co świadczy o znajomości języka) będzie świadom tego, co mówi. Gorzej, gdy uzna, że wiedza, którą ma jest wystarczająca. Wtedy tylko nadzieja pomoże takiemu osobnikowi. Tertio jest mocno powiązane z primo, ale mimo wszystko dotyczy innego problemu. Otóż ze względu na przeważającą ilość tekstu w grach persona mająca z nimi dużo styczności rozumie o wiele więcej z tekstu czytanego niż mówionego. Taki malutki szczegół skreślający gry jako nauczyciela języka. Nie twierdzę, że gry nie uczą w ogóle. Są one bardzo dobrym uzupełnieniem edukacji jednak nie można im poświęcić całego procesu. Mimo wszystko wypada przynajmniej posłuchać tego, co mówi nauczyciel by osiągnąć naprawdę dobre wyniki. W pewnym czasopiśmie wyczytałem, że gry zawierające elementy logiczne (przygodówki dla przykładu) znacząco wpływają na zwiększenie umiejętności logicznego myślenia u gracza. Ziarenko prawdy w tym jest ale śmiem twierdzić, że może być nawet odwrotnie! Do dziś czekam na grę, która pokaże zagadki mające wiele rozwiązań. Zazwyczaj dany puzzle ma tylko jedno rozwiązanie, przewidziane przez developera. Pół biedy, gdy jest ono logiczne, jednak rozwiązania typu “połam kijek na dwie części by ułożyć z nich krzyż, sklej go na super glue, przytwierdź do znalezionego łańcuszka i powieś posągowi na szyi by otworzyć drzwi znajdujące się na drugim piętrze sklepu w sąsiedniej miejscowości” z pewnością do takich nie należą. Tak naprawdę gry uczą myślenia jak developer przewidział rozwiązanie danego problemu, co, niestety, nie zawsze odpowiada rozwiązaniom przewidzianym przez twórcę świata na zewnątrz. W skrajnym przypadku granie zaburzy zdolność logicznego myślenia tak samo jak w skrajnych przypadkach znacząco ją podwyższa. Większości ludzi grających po prostu pokaże inne rozwiązanie, zapewne absolutnie niepraktyczne. Teoretycznie na plus można zaliczyć, że ten aspekt nie ma negatywnego wpływu, jednak miało być o korzyściach a nie braku ich przeciwieństwa. W społeczności krążą legendy o graczu, który spędzając wiele godzin na on-line'owych match'ach w Halo wyjątkowo polepszył czas reakcji oko – ręka działając niemal automatycznie. Ten sam gracz wcześniej grał na PC w Counter-Strike, Quake 3 i pewnie Wolfenstein 3D, zawsze z takim samym skutkiem – wyjątkowe polepszenie czasu reakcji. Gry z pewnością polepszają tą zdolność. Panowie w białych fartuchach podłączyli zawodowego gracza (tak, tacy istnieją) do bardzo drogiej aparatury sprawdzającej stany, o których istnieniu normalny człowiek nie ma pojęcia i otrzymali obiecujące wyniki – mózg zawodowego gracza działa podobnie, jak zawodowego sportowca. Odpowiednie czynności są wykonywane automatycznie (to się nazywa “pamięć mięśni” - zawodowy koszykarz potrafi wrzucić piłkę do kosza z zawiązanymi oczami, odpowiednie procesy są tak dobrze wyszkolone, że niektóre czynniki mogły zostać wyeliminowane) niemal bez udziału mózgu. Niezwykle pozytywne jest, iż gry robią z nas niemyślące maszynki umiejące tylko jedno – grać – stwierdzam przesadnie ironizując. Niestety, ale większość graczy, z racji najczęściej wykonywanej czynności właśnie, nie jest przesadnie sprawna fizycznie. Jawi mi się pytanie: “Po co komu polepszony czas reakcji, gdy jego mięśnie są tak słabe, że nie są w stanie wykorzystać tej minimalnej przewagi?” Idąc za ciosem – “po co w ogóle polepszać czas reakcji, skoro czasy walki o przetrwanie juz minęły?” Z pewnością minęły dla osoby, która może pozwolić sobie na spędzanie czasu przed konsolą. Może nie zgłębiłem tematu wystarczająco dokładnie, ale mniej więcej w tym momencie skończyły mi się pomysły na pozytywne aspekty grania. Szkoda, tak fajnie się je obalało. Prawda może być dla niektórych bolesna, ale gry same w sobie nie niosą zbyt wielu cech pozytywnych. Powstały, by służyć jako rozrywka dla ludzi i tą też rolę spełniają najlepiej. Najlepiej pogodzić się z tym faktem i czerpać jak najwięcej radości z samej gry – bo czy polepszenie samopoczucia nie jest cechą pozytywną?
|
Nie napisano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!
Dodaj swój komentarz
|