|
|
O realizmie w grach
|
|
Autor:
Minio
Opublikowano:
8 listopada 2005
Odsłon:
1431
»Skomentuj...
|
|
|
Ostatnio byłem świadkiem arcyciekawej rozmowy dwóch graczy PeCetowych. Niezbyt interesuje mnie, czy to Call Of Duty, czy Counter Strike Source jest lepszym FPSem, ale padło w tej rozmowie pewno zdanie. Brzmiało ono “CSS ma bardziej realistyczne, więc lepsze dźwięki”. Pomyślałem sobie “Czy aby na pewno?” i odpowiedzenie na to pytanie będzie powodem, dla którego poniszczę dzisiaj klawiaturę. Nie znajdziesz tutaj odpowiedzi, czy to CSS czy CoD jest lepszą grą, więc jeśli tego szukałeś, możesz zmienić stronę. Zainteresowanych zapraszam do następnego akapitu. Rozstrzygnijmy na początek jedną kwestię- w większości przypadków bardziej realistyczne dźwięki są lepsze. Jak zaliczam dzwon w Burnoucie (do którego jeszcze się odwołam) to wole słyszeć gniecioną blachę zamiast pierdów, które mają ten dźwięk naśladować. Oczywiście są gry, do których realistycznych dźwięków nie da się dobrać. Najlepszym przykładem jest efekt towarzyszący czarowi w RPGu. Nie będę jednak brał tego pod uwagę, gdyż jest to szczególna sytuacja. Gry jednak to nie tylko efekty dźwiękowe- mamy wiele innych czynników. Wydaje mi się, że tak naprawdę stoją one na marginesie i należałoby napisać o czymś innym. Gry od zawsze wprowadzały nas w wyimaginowany świat. Czasem był on dość blisko realnego, czasem trudność sprawiało znalezienie wspólnych elementów. Dzięki temu gry spełniają tą rolę, co wcześniej bajki, książki czy filmy- pozwalają uciec od rzeczywistości. Może są to mocne słowa, ale każdy z nas uruchamia skrzynkę pod telewizorem w jednym tylko celu- by choć na chwilę być kimś innym, robić coś innego. Uratowanie księżniczki czy rozbicie nowiutkiej Ferrarki- któż może powiedzieć 'zrobiłem to'? W grze przyjdzie to bez problemów. Dlatego mglisto widzę cel pogoni za realizmem w grach. Bo gdzie będziemy uciekać? Z realnego świata do... realnego świata? Od zawsze jedynym celem gier było sprawianie przyjemności. Do tego nie potrzeba zaawansowanych algorytmów opisujących prawa fizyki czy ultra-realistycznej grafiki. Ba! Te elementy są wręcz niepożądane. Porównajmy dwie gry prezentujące całkowicie odmienne podejście do tematu- Forza Motorsport i Burnout 3. Ta pierwsza za cel postawiła sobie jak najbardziej realistyczne odwzorowanie jazdy samochodem. Ta druga z realizmem ma niewiele wspólnego. Opanowanie zasad tej drugiej zajmie kilka minut- w przypadku pierwszej będziemy potrzebowali kilku godzin. Obie są grywalne, ale B3 jest wyraźnie łatwiejszy. Oczywiście nie jest to regułą, gdyż gry typowo arcade'owe także mogą być trudne. Tutaj jest różnica- symulatory muszą mieć pewien poziom trudności, gdyż wymuszają to prawa przeniesione z otaczającego nas świata, których nie da się przeskoczyć. W końcu to one są głównym założeniem gry. Arcade'ówki nie są ograniczone. Na szczęście nie powstał jeszcze prawdziwy symulator. Dlaczego 'na szczęście' pytasz? Otóż wyobraź sobie grę, w której nie możesz zachować swoich osiągnięć, a każde gorsze stłuczenie bohatera odpokutowywane jest kilkoma godzinami w szpitalu w najlepszym wypadku. W gorszych spędzimy kilka dni lub tygodni przykuci do łóżka. Podczas wyścigu wywrotka kończy się w najlepszym wypadku kasacją samochodu, a po napisie 'Game Over' już nie pojawia się 'Continue?'... Czy granie w tą grę dalej sprawia niesamowitą przyjemność? Prawdziwy symulator jeszcze nie powstał i prawdopodobnie nigdy nie powstanie. Każda gra ma w sobie pewną dawkę umowności, gdyż jest tylko grą. Skoro więc gra musi być w pewnym stopniu nierealistyczna, dlaczego developerzy mieliby się ograniczać? Niech stworzą grę, gdzie samochód do 100km/h rozpędza się w ułamku sekundy, odbija sie od ścian jak kauczuk a trasy prowadzą bo bazie księżycowej! Niech w przygodówce bohaterowi odetną rękę, która po zjedzeniu bułki z salcesonem odrasta! Rozmarzyłeś się? Musze Cię sprowadzić na ziemię- taka gra też nie byłaby zbyt grywalna. Nie można przesadzać, niezależnie w którą stronę. Co więc pozostaje? To, co mamy teraz- umowny realizm. Niby wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale ściana nie zniszczy się nawet po kilku godzinnym jej okładaniu, w ubikacji mamy ukryta książkę do zapisania stanu gry a po zebraniu 20 kryształów (wszystkie poukrywane, m.in. w lodówce) z nieba spadnie klucz do drzwi w bloku, za którymi ukryta jest bursztynowa komnata. Jak w życiu... Najwyższy czas wspomnieć parę słów o grafice. Na ten temat wiele już zostało powiedziane w innych mediach, więc będzie krótko. Osobiście nie przepadam za wspaniałą grafiką. Ten składnik też najszybciej osiągnie 'pełen realizm', gdyż wyścig developerów krąży praktycznie tylko wokół niego. Niestety, nie idzie to w parze z innymi składnikami, przez co mamy bliską fotorealizmowi grafikę, ale na każdej innej płaszczyźnie umowność sprzed wielu lat. Gracze tego aż tak nie odczuwają, ale pokażcie bardzo ładną grę (najlepiej przygodówkę) osobie postronnej... Wtedy usłyszycie dokładnie to, o czym mówię. Podsumowując, realizm w grach jest nie tylko pojęciem sztucznie wprowadzonym, ale także całkowicie nierealnym. Minie jeszcze sporo czasu, zanim zaczniemy grać w symulatory a nie 'symulatory'. Tylko czy to tego naprawdę chcemy?
|
cYpers
9 października 2006,
19:07
Czasem producenci gier określają że gra jest realistyczna bo realistycznie spadają pudła...
Dodaj swój komentarz
|
|
|
|
|