Przed premierą wielu nazywało tę grę „Crapdown”, niektórzy skazywali ją na pożarcie już po obejrzeniu pierwszych obrazków. Nie miało znaczenia nawet to, że grę współtworzył człowiek odpowiedzialny za powstanie kultowej już serii GTA – Dave Jones. Ja również nie oczekiwałem cudów. Myślałem sobie, że Crackdown to taka gra na trzy minuty zabawy i szybkie odstawienie na półkę.
Dnia 23 stycznia miałem się przekonać na własnej skórze jak jest naprawdę. Wtedy to bowiem zostałem zaproszony na test wersji preview.
Zjawiłem się w siedzibie Microsoftu w Warszawie około dziesiątej rano i dziarsko zabrałem się do testowania. W głowie kołatała mi się myśl: „jak wytrzymam pięć godzin (a tyle czasu miałem na zapoznawanie się) z grą która wydaje się strasznym przeciętniakiem?”.
Po jakichś sześciu godzinach stwierdziłem, że niestety, ale muszę już kończyć. Autentycznie niestety.
Wersja, w którą dane było mi się bawić, nie była ukończona w 100%. Mimo to niewiele aspektów ulegnie jeszcze drastycznej zmianie, więc mogę obiektywnie ocenić tę produkcję.
Zacznę może od błahostki, ale dla wielkiej rzeszy graczy – niezwykle istotnej kwestii. Mianowicie w grze zaimplementowano język polski. Zarówno napisy jak i lektor korzystają z naszego ojczystego języka i trzeba przyznać, że wyszło to bardzo dobrze. Osoba czytająca kwestie, chociaż momentami zbyt słabo wczuwa się w swoje zadanie, bardzo pozytywnie wypada w tej roli. Nie można również nic zarzucić tekstowi jaki pojawia się na ekranie. Oczywiście zdarzają się sporadyczne kłopoty z niepoprawnymi formami zdań, ale trzeba zrzucić to na karb nieostatecznej wersji.
Crackdown jest grą akcji, i to akcji przez duże A. Umiejscowienie czasowe to bliżej nieokreślona przyszłość, niezwykle podobna w założeniach do naszych czasów.
W wielkim zarysie: jesteśmy stróżem prawa, który ma za zadanie zwalczyć gangi panoszące się w mieście Pacific City. Trzy, o dźwięcznych nazwach Los Muertos, Volks i Shai Gens, rządzą trzema różnymi dzielnicami, z których składa się cała metropolia. Każdy z gangów posiada oczywiście inny wygląd, porusza się innymi pojazdami i używa innej broni. Każdym z gangów rządzi szef, który posiada własnych generałów, a tych powinniśmy zlikwidować zanim zajmiemy się wspomnianym głównym bossem. Fabuła, jak to fabuła w takich pozycjach, nie odgrywa znaczącej roli. Na szczęście wcale nie musi, bo Crackdown to po prostu synonim czystej zabawy.
Zabawy od której ciężko się oderwać, gdyż gra pozwala nam na niesamowitą wręcz swobodę działań. Cały czas czujemy się panami sytuacji – nie ma żadnego prowadzenia za rączkę. Jak wspomniałem, miasto podzielone jest na trzy wielkie dzielnice położone na trzech wyspach, i jeśli już na początku mamy ochotę udać się do którejś z nich, nie ma kłopotu. Możemy także od razu zająć się eliminacją szefów gangów z każdej z wysp. Inna sprawa, że na tych mocniejszych na początku rozgrywki jesteśmy po prostu za słabi, i rozprawienie się z nimi sprawi olbrzymie kłopoty.
Dochodzimy w tym miejscu do rzeczy, która jest jedną z cech sprawiających, że zabawa wciąga jak przysłowiowy odkurzacz. Chodzi tutaj o statystyki, które rozwijamy i rosną z czasem rozgrywki. Dzielą się one na kilka cech takich jak sprawność, celność broni, umiejętność prowadzenia aut czy też siła.
Sprawność na przykład pozwala biegać szybciej czy też skakać na olbrzymie wysokości. Na początku gry nasz agent potrafi wykonać niewielkie skoki, co z czasem przeistoczy się w niebywałą zdolność pokonywania w powietrzu kilkudziesięciu metrów. Atrybut ten rozwijamy poprzez zbieranie ikon poukrywanych w ciężko dostępnych miejscach, takich jak dachy budynków czy wieże kościołów, lub też biorąc udział w rajdach po wieżowcach. Umiejętność prowadzenia samochodu wzrasta z ilością przebytych w nim kilometrów lub podczas brania udziału w wyścigach po autostradach lub krętych uliczkach dzielnic. Jedną z zabawniejszych cech jest atrybut siły, która wpływa na możliwość rzucania przedmiotami. O ile na początku są to kosze na śmieci, worki z cementem lub ciała przeciwników to z czasem nasz agent może rzucać nawet... ciężarówkami. Oczywiście ta cecha z powodzeniem może być wykorzystana jako broń.
Sama zabawa z rozwijaniem statystyk jest przednia i nie nudzi się nawet na chwilkę.
Nasz podopieczny, którego wariant wyglądu wybieramy na początku gry, dodatkowo posiada możliwość pływania oraz walki wręcz. Energia głównego bohatera po krótkiej chwili sama się regeneruje, a po „śmierci” zawsze mamy możliwość pełnej regeneracji i kontynuowanie rozgrywki od savepointu.
W dzielnicach możemy przejmować punkty zaopatrzenia, stanowiące swojego rodzaju savepointy, w których to przechowujemy czy też uzupełniamy broń i amunicję. Istnieje również możliwość szybkiego przemieszczania się pomiędzy tymi punktami.
W grze znajdziemy dziesiątki typów samochodów z których możemy korzystać. Będą to szybkie sportowe autka, zdezelowane vany, pickupy, terenówki, wielkie ciężarówki, holowniki oraz inne – wybór zawsze należy do nas. Jedyne czego nie ma to latające pojazdy i motory, na szczęście jednak przez większość gry nie odczuwa się w ogóle ich braku.
Do wyboru agenta jest kilkanaście różnych rodzajów broni, o odmiennych sile rażenia i zasięgu. Możemy korzystać ze snajperek, uzi, shotgunów, karabinów, pistoletów z lunetami, wyrzutni rakiet i wielu innych. Dodatkowo przeciwnicy zostawiają po swej śmierci broń i amunicję, więc raczej nigdy nie zabraknie nam ekwipunku do eksterminacji członków gangów. Jedną z wad gry jest jednak nieprecyzyjny system autolockowania, który co prawda można pominąć i celować manualnie, jednak w ferworze walki z dwudziestoma przeciwnikami naraz bez lockowania raczej się nie obędzie.
W żadnej jeszcze grze, w którą dane mi było grać na Xboksie 360, nie odczuwałem takiej radochy z kierowania pieszym bohaterem. Momentami czułem się jak Spider-Man, i bynajmniej nie brakowało mi pajęczyny. Co powiecie na możliwość przejścia połowy dzielnicy skacząc tylko po dachach i iglicach budynków, bądź też reklamach albo neonach? Absolutnie na każdą rzecz możemy się wdrapać, kwestia tylko, czy nasze statystki nam na to pozwolą. Widzicie nad autostradą wiszący znak rozjazdu – nie ma problemu byście na niego się wdrapali i podziwiali widok okolicy.
Oczywiście zabawa pojazdami również nie pozostawia wiele do życzenia. Każde z aut posiada swoją masę, prędkość oraz zwrotność i każde prowadzi się inaczej. Blachy podczas wypadków się gną, a zdezelowane auta eksplodują w efektownych płomieniach. Fizyka pojazdów, choć trzeba brać ją z lekkim przymrużeniem oka, jest bardzo efektowna, więc kilkudziesięciometrowe loty autem po wyskoku są tutaj codziennością.
Nie miałem okazji wcześniej wspomnieć o grafice jaka towarzyszy nam podczas rozgrywki, a jest o czym pisać.
Muszę przyznać że deweloperzy – szkocka firma Real Time Worlds – stanęli na wysokości zadania. Gra ta, ze względu na wielkość rozgrywki jaką proponuje, wygląda po prostu ślicznie. Zrealizowana jest w delikatnym cellshadingu co dodatkowo podnosi walory estetyczne. Pory dnia, które zmieniają się dynamicznie uwypuklają to małe arcydzieło. Nocą miasto jest pełne neonów i świateł, za to ruch uliczny słabnie i piesi pojawiają się sporadycznie. Za to w dzień na głównych arteriach staniemy w korku, a pieszych na chodnikach policzymy w setkach. Wpadnięcie autem na deptak w takiej sytuacji kończy się masakrą bezbronnych cywili. Widać że silnik, na jakim hula Crackdown, jest bardzo potężny. Co prawda zdarzają mu się lekkie przycięcia podczas większych zadym jednak przypuszczam, że w ostatecznej wersji ta niedogodność zostanie wyeliminowana. Oczywiście modele postaci nie są i nie mogą być tak szczegółowe jak na przykład w Gears of War, jednak wystarczają i prezentują się bardzo dobrze. Widoki, jakie czasami przyjdzie nam oglądać z dachów najwyższych wieżowców, dosłownie zapierają dech w piersiach. Świt, jaki zastanie nas w górach, jest jednym z ładniejszych, jakie było nam dane doświadczyć w grach tej generacji. Takie drobiazgi jak widok na znaczną odległość, która mógłby być trochę większa, nie zmieniają odczucia, że ogólnie jest ślicznie. Trzy dzielnice miasta różnią się od siebie wyglądem i klimatem. Niektóre są typowo przemysłowe, z niską zabudową, inne znowu z prawie sięgającymi nieba drapaczami chmur. Znajdziemy tutaj wesołe miasteczko, platformę wiertniczą albo zapuszczony port ze statkami. W jednej z dzielnic znajduje się też opuszczony górzysty rejon idealny do wspinaczki i rajdów autami terenowymi. Niestety do wnętrz budynków, poza niewielkimi wyjątkami, nie mamy dostępu, i choć nie przeszkadza to w eksploracji, byłoby miło gdyby taka możliwość istniała. Samo miasto pod względem designu to prawdziwy majstersztyk i niezaprzeczalny kunszt autorów.
Osobna linijkę tekstu muszę poświęcić fizyce świata, która została stworzona na potrzeby gry. Jednym z takich przykładów może być fizyka ciał przeciwników bądź przechodniów. W trakcie strzelaniny możemy wystrzelić wrogowi broń z ręki lub zasadzić headshota, co oczywiście ma wpływ na upadek oponenta. Eksplozje butli z gazem czy też pojazdów robią konkretną rozwałkę, ciała gangsterów paląc się latają dookoła nas, a szczątki metalu rozsiewają okolicę. Jest zabawnie. Auta kierowane przez komputerowych kierowców mają wypadki zupełnie niezależnie od nas, a jadąc ulicą widzimy wymiany ognia pomiędzy agentami a członkami gangów. W każdej chwili możemy się włączyć w akcję, pomóc naszym lub nawet ich ostrzelać, za co skrupulatnie zresztą potem jesteśmy ganiani. Nie ma ani sekundy nudy.
Oprawa muzyczna oraz dźwiękowa to kolejna z rzeczy, która w tej produkcji buduje atmosferę. W Crackdown znalazło się miejsce dla ponad 100 różnego rodzaju utworów muzycznych wszelkiej maści. Od spokojnych kawałków po szybkie i dynamiczne bity. Otaczający gracza świat „wydaje” dźwięki niezwykle realistyczne i idealnie wkomponowane w środowisko. Auta brzmią świetnie, wystrzały broni i eksplozje tworzą konkretny hałas i wszystko jest na swoim miejscu.
Jak przystało na produkcję przeznaczoną na Xboxa 360, Crackdown posiada również tryb kooperacji oraz opcje gry Live, jednak nie miałem możliwości sprawdzenia ich w akcji, więc nie będę się wypowiadał.
Crackdown to świetna, a nawet więcej, gra.
Pamiętajcie tylko, by nie traktować pod żadnym pozorem jej jako klonu GTA, bo jest to w pełni oryginalna produkcja (oczywiście bazująca na zamyśle słynnej serii) i w wielu aspektach znacznie od niej ciekawsza.
Ta gra to czysty, niczym nie skrępowany fun, zabawa wylewająca się litrami z ekranu. Idealna na relaksacyjny wieczór po pracy. Swoboda, olbrzymi teren zabawy, mechanizmy gry oraz grafika sprawiają, że jest to jedna z najmiodniejszych pozycji jaka trafi na Xboxa 360. Dodatkowo świetnie zrealizowana polska wersja językowa sprawi, że gra ta ma olbrzymią szansę na zdobycie popularności w naszym pięknym kraju nad Wisłą.
Nie oczekiwałem po Crackdown wiele, a dostałem naprawdę dużo. To jest jedna z tych gier, która nie tylko nie zawiedzie oczekiwań, ale nawet je znacznie przekroczy. Polecam wam zapoznanie się z demem jakie odnajdziecie na Marketplace i przemnożenie radości płynącej z zabawy dziesięć razy. Bardzo polecam.
WSTĘPNA OCENA: 9
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier