Pierwsze miejsce w całych rozgrywkach i 3 tys. złotych zdobyła drużyna Tac
and Tackers złożona z duetu Szymon Cichocki i Krzysztof Małek. Na miejscu
drugim uplasowała się drużyna The Most Dangerous złożona z Marcinów
Czwodzinskiego i Fułata (2 tys. zł nagrody). Podium zamknął zespół Dragon Ball,
w którym grali Mateusz Jamiołkowski i Paweł Pytlewski (tysiąc zł). Rozgrywki
odbywały się za pośrednictwem usługi Xbox LIVE. Poniżej można przeczytać wywiad
ze zwycięskim tandemem.
LIVE League (LL). Gratulujemy zwycięstwa w
turnieju. Udało Wam się pokonać wszystkich przeciwników i zająć
pierwsze miejsce. Przybliżcie nam sylwetkę najlepszej drużyny snajperskiej
i zdradźcie jakie to uczucie wygrać taki turniej.
Szymon Cichocki: Nazywam się Szymon Cichocki, jestem studentem III
roku Logistyki i Spedycji w Gdańsku. Interesuje sie muzyką i kulturystyką.
Uczucie zdobycia pierwszego miejsca bylo dla mnie równie niesamowite, co
wygrana w turnieju Assasin’s Creed: Brotherhood.
Krzysztof Małek: Chodzę
do 3 klasy LO w Nisku. W wolnych chwilach lubię poimprezować, interesuje się oczywiście grami i nowinkami
technicznymi, ale moją prawdziwą pasją są motocykle. Przyznam, że od początku
myśleliśmy o głównej nagrodzie, ale zaskoczyły nas umiejętności pozostałych
graczy. Mecze były na prawdę wyrównane co daje większą satysfakcje z wygranej.
LL: Jak Wam się grało w turnieju? Jak oceniacie
poziom i zachowanie przeciwników?
Szymon: Poziom był bardzo wysoki, nie natrafiliśmy na żadne nieprzyjemności
ze strony innych uczestników.
Krzysztof: W turnieju grało się
przyjemnie no i nikt nie stwarzał żadnych problemów co jest ważne. Poziom
zawodów jak już wcześniej wspomniałem był na prawdę dobry. Nasz ostatni mecz po
prostu był epicki za co dziękuję drużynie DBT za dostarczone emocje, gdyż
wygraliśmy o włos.
LL: Czy dużo trenowaliście przed
turniejem? Czy szukaliście może sparing-partnerów np. za pomocą
usługi LIVE Play, korzystaliście z pomocy znajomych, czy po prostu z
wbudowanego w grę matchmakingu?
Szymon: Graliśmy poprzez matchmaking wbudowany w grę, zazwyczaj
trenowaliśmy oddzielnie. Poświęcałem na trening około godziny co drugi lub
trzeci dzień.
Krzysztof: Szczerze mówiąc na początku
po prostu graliśmy aby tylko "zapoznać" się z grą. Stopniowo gra
wciągała nas coraz bardziej, choć przyznam, że mało mieliśmy okazji grać
razem z racji tego, że ciężko było się zgrać w terminie. Kilka razy grałem z
innymi graczami turnieju i na tym był koniec naszych "treningów". Gra
ogólnie OK, singla przeszedłem z przyjemnością.
Źródło: Informacja Prasowa